Marco Legovich ujawnia: Pracujemy nad kolejnym sezonem
– Moja relacja z zawodnikami opiera się na szacunku. Jest bardzo bezpośrednia, szczera i pełna energii. Uważam, że by ich zmotywować nie mogę grać rolę sierżanta. Potwierdzam, że myślimy już o kolejnym sezonie. Rozważamy różne opcje. Wiemy, co możemy poprawić i jak chcemy zbudować drużynę – mówi Marco Legovich, trener Dzików Warszawa.
Karol Wasiek: Naszą rozmowę chciałbym rozpocząć od szalonego meczu w Grecji. Na bardzo trudnym terenie pokonaliście Iraklis i zapewniliście sobie awans do Final Four w rozgrywkach ENBL. Jak wyglądało spotkanie w Salonikach?
Marco Legovich, trener Dzików Warszawa: Nie ma co ukrywać, że atmosfera była szalona. Kibice już na samym początku przerwali grę poprzez wyrzucenie serpentyn. Dawno czegoś takiego nie widziałem.
Uważam, że dla naszego zespołu to było wspaniałe doświadczenie, jeśli chodzi o przetrwanie w trudnych warunkach. Myślę, że takie mecze mogą przełożyć się na granie w najważniejszej fazie sezonu. Było to bardzo przydatne.
Trzymaliśmy się razem, nawet w momencie, gdy Iraklis mocniej na nas nacisnął, a kibice byli bardzo głośno. Wygranie tego meczu i wywalczenie awansu na tak gorącym terenie było bardzo ważne dla szatni, dla więzi między zawodnikami.
-
Tak
-
Nie
-
Tak16 głosów
-
Nie14 głosów
Dziki drugi rok z rzędu melduja się w Final Four tych rozgrywek. Uważam, że to spore osiągnięcie dla tej młodej wciąż organizacji.
Z pewnością. To będzie kolejna okazja do rozwoju i sprawdzenia się na tle drużyn z innych, mocnych lig zagranicznych. Już w półfinale zmierzymy się z bardzo dobrą drużyną, która w zeszłym sezonie wygrały te rozgrywki.
Możliwość wygrania obu meczów to kolejny krok, aby docenić zawodników za to, jak pracują i jak podchodzą do swoich obowiązków. Jesteśmy bardzo podekscytowani, że już niedługo zagramy w Final Four ENBL.
Z drugiej strony… terminarz was nie rozpieszcza. Jest bardzo napięty. 18 kwietnia zagracie z Czarnymi, później 22-23 turniej w Niemczech, a następnie wycieczka do Ostrowa Wielkopolskiego. Bardzo napięty grafik.
To bardzo trudne zadania, zwłaszcza że mamy do dyspozycji jednego gracza mniej w postaci Grzegorza Kamińskiego, a wszyscy wiemy, że on odgrywał bardzo ważną rolę w zespole.
Jeśli chodzi o terminarz, żyjemy z dnia na dzień. Wiemy, że są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Chciałbym z tego miejsca podziękować Stali, która zgodziła się przesunąć swój mecz o jeden dzień.
W środę i w czwartek zagramy w Niemczech, a już w sobotę w Ostrowie Wielkopolski. Z pewnością będzie ciężko, ale damy z siebie wszystko.
To ostatni sprint w tym sezonie. Będziemy grali z ograniczoną energią, ale to normalne, bo na tym etapie nikt nie jest w 100 procentach gotowy. Kiedy jesteś w takim rytmie, musisz grać mądrze i z sercem.
ENBL to ważny turniej, ale kluczowa dla Dzików (bilans 15:11) jest gra w fazie play-off PLK. W tabeli jest bardzo ciasno, każde spotkanie ma ogromne znaczenie, by uniknąć rywalizacji w fazie play-in.
Nie zaglądam już na stronę PLK (śmiech). Bo za każdym razem, gdy na nią zaglądam, w tabeli jest ogromny ścisk. To szaleństwo! Nasze ostatnie zwycięstwo w Toruniu – po niełatwym meczu – było bardzo ważne.
Musimy zrozumieć jedną rzecz. W tym momencie styl nie ma już znaczenia. Najważniejsze jest wygrywać. Oczywiście analizujemy naszą grę pod kątem popełnionych błędów, ale kluczowe jest to, że dopisaliśmy sobie kolejne zwycięstwo w tabeli. To jedyne, co się liczy w tym momencie.
Teraz idziemy krok po kroku. Myślimy o Czarnych, a następnie o ENBL, a później o Stali. Nie wybiegamy za daleko do przodu.
Nie ukrywam, że jestem bardzo zadowolony z dotychczasowych wyników.
Mam takie spostrzeżenie, że gra na dwóch frontach dla wielu zawodników jest nowym doświadczeniem. Nie przeżyli tego wcześniej. Widać, że to wyczerpujące dla nich pod kątem fizycznym i mentalnym. Nie było łatwo przez to przejść. Musieliśmy w niektórych fragmentach sezonu trochę wstrząsnąć tą grupą, która jest oparta w głównej na młodych graczach. To normalne, że mają wzloty i upadki. Muszą się uczyć, ale jest z nich bardzo zadowolony. Cieszy mnie fakt, że drużyna jest głodna kolejnych sukcesów.

W środowisku dużo mówi się o Dzikach w kontekście stylu gry. Słyszałem ostatnio taką opinię: “Dziki mają swoją tożsamość, swoje DNA, to zespół, który chce się oglądać”. Czy takie opinie szczególnie pana cieszą?
Oczywiście. To celna uwaga, którą zapamiętam.
Statystyki odzwierciedlają to, co chcemy zrobić. I jestem zadowolony z tego, co robimy. Ale słowo, o którym wspomniałeś – “tożsamość”, jest czymś, co obowiązuje w naszej szatni. Nasza grupa jest mocna i zgrana. Gdyby było inaczej, nie dalibyśmy rady wygrać w Salonikach i przetrwać trudnych momentów w Toruniu.
Jestem dumny z pracy chłopaków. Jestem dumny z faktu, że tożsamość organizacji jest zgodna z naszą tożsamością na boisku. Możliwość budowania tego połączenia i zarządzania tą grupą daje mi ogromną satysfakcję.
Bardzo emocjonalnie podchodzi pan do swoich obowiązków. W trakcie meczu biega i skacze przy linii, pokrzykuje na zawodników, zachęcając ich do jeszcze agresywniejszej postawy. Jak pan to ocenia z własnej perspektywy?
Myślę, że najważniejszą rzeczą podczas meczu jest to, że jestem po prostu sobą. Żyję grą. Chcę, żeby zawodnicy rozumieli, że jestem razem z nimi.
Jeśli wymagam od nich 100% zaangażowania, to sam muszę dać im konkretny przykład. W ten sposób mogę zbudować z nimi jeszcze bliższą więź.
Budujemy tę relację opartą na szacunku. Jest ona bardzo bezpośrednia, szczera i pełna energii.
Uważam, że by zmotywować tych zawodników, nie mogę grać rolę sierżanta. Zawodnicy wiedzą, gdzie jest granica. W niektórych kwestiach nie ma żadnych negocjacji.
Czasami oczywiście daję zawodnikom swobodę rozwiązywaniu sytuacji. To oni są na parkiecie i mają klucz do drużyny w swoich rękach.
Wiem, że jest pan skupiony na kolejnych ważnych meczach, ale w kuluarach słyszy się, że pytacie o zawodników w kontekście kolejnego sezonu. Czy to prawda?
Skoro tak usłyszałeś… Nie będę zaprzeczał (śmiech). Wszyscy pracują, my także. Tak, to prawda.
Pracujemy z prezesem Michałem Szolcem nad tym, jak poprawić naszą sytuację w przyszłości. Często wspólnie zadajemy sobie pytania: “gdzie jest ostateczny cel? Co chcemy zbudować jako sztab i jako organizacja?”.
Myślę, że nie jest błędem działać wcześnie. Wiemy, co chcemy zrobić i w jaki sposób zbudować drużynę. Zobaczymy, jaki uda nam się postawić dom za kilka miesięcy.
Przed tym sezonie pozyskaliście obcokrajowców, którzy do tej pory nie mieli kontaktu z ORLEN Basket Ligą. To było zamierzone działanie. Czy teraz będziecie chcieli zmienić swój kierunek poszukiwań? Może gracze, którzy teraz występują w rozgrywkach PLK?
Nigdy nie mów nigdy!
Jeśli chcesz poprawić sytuację i być na wyższym poziomie, znalezienie równowagi jest kluczową sprawą. Uważam, że dobrze jest mieć graczy, którzy byli już w Polsce i znają smak życia w tym kraju i wiedzą, jak wyglądają rozgrywki PLK pod wieloma względami.
Nie oszukujmy się, ale zawodnicy, którzy grają w Grecji lub na Cyprze mają zupełnie inne życie niż w Polsce.
Pracujemy, rozważamy różne opcje i mam nadzieję, że znajdziemy odpowiedni balans.
