Głośny powrót do Polski? Kacper Kłaczek: Mam konkretne oferty
– Uważam, że mój wzrost i atletyzm, a także umiejętność gry i obrony na wielu pozycjach na pewno są atutem i wzbudzają zainteresowanie wielu drużyn w Europie – mówi Kacper Kłaczek.
Kacper Kłaczek (24 lata, 203 cm) ostatnie lata spędził w Stanach Zjednoczonych. Zaczął od szkoły średniej Long Island w Nowym Jorku, a później przeniósł się do NCAA. Tam spędził aż pięć lat (3 lata w Saint Joseph’s, rok w University at Albany i Elon University). Na ostatnim roku studiów notował średnio 11.4 pkt i 6 zbiórki na mecz. Miał 45-procentową skuteczność w rzutach za 3 pkt.
-
Tak
-
Nie
-
Tak93 głosów
-
Nie22 głosów
Koszykarz jest nowym nazwiskiem na liście wolnych Polaków. Nic dziwnego, że wzbudza spore zainteresowanie klubów grających w ORLEN Basket Lidze. 24-latek nie ukrywa, że telefon jego agenta jest gorący. Są już konkretne oferty na stole.
– Jest zainteresowanie z innych lig europejskich, ale jestem podekscytowany myślą o grze dla polskich fanów w Orlen Basket Lidze – mówi nam zawodnik.
Karol Wasiek: Jak z perspektywy czasu oceniasz swoje lata spędzone na amerykańskich parkietach? Gdybyś miał wskazać jedną, najważniejszą rzecz, którą koszykarsko i życiowo dała ci gra w NCAA, co by to było?
Kacper Kłaczek: Oceniam bardzo pozytywnie. Na pewno było to dobre przeżycie. Wiele się nauczyłem jako człowiek i zawodnik. Myślę, że wyróżniłbym dwa aspekty: samodzielności i lepszej umiejętności życia z najróżniejszymi ludźmi.
Czy jest w ogóle możliwość kontynuowania swojej koszykarskiej drogi w USA?
Możliwość jest, ale nie podjąłem jeszcze decyzji, czy chcę z niej skorzystać.
Czy fizycznie i mentalnie jesteś już w stu procentach gotowy na seniorską, europejską koszykówkę?
Tak, fizycznie już od dłuższego czasu, a mentalnie to zobaczymy. Mam świadomość tego, że profesjonalna koszykówka weryfikuje. Na chwilę obecną jestem gotowy do pracy i mam pozytywne nastawienie.
W kuluarach coraz głośniej mówi się o twoim powrocie do Polski. Ile w tym prawdy? Czy grę w Orlen Basket Lidze traktujesz jako plan A na nadchodzący sezon, czy w grę wchodzą też inne rynki europejskie?
Jest w tym dużo prawdy. Jest zainteresowanie z innych lig europejskich, ale jestem podekscytowany myślą o grze dla polskich fanów w Orlen Basket Lidze.
Polski paszport w PLK to od lat towar deficytowy i niezwykle cenny. Czujesz, że to twój duży atut w negocjacjach, który stawia cię w uprzywilejowanej pozycji?
Tak i nie będę tego ukrywał (śmiech). Mój wzrost i atletyzm, a także umiejętność gry i obrony na wielu pozycjach na pewno są atutem i wzbudzają zainteresowanie wielu drużyn w Europie.

Czy telefon twojego agenta mocno się grzeje? Z ilu klubów PLK pojawiło się już realne zainteresowanie lub zapytania o twoją dostępność?
Wiele klubów dzwoniło, ale po konkrety proszę pisać do mojego agenta Piotrka Choromańskiego. On się tym zajmuje w 100 procentach.
Czy na stole leżą już oficjalne, konkretne oferty kontraktowe, czy na razie to faza sondowania rynku i luźnych przymiarek?
Są konkretne oferty.
Co będzie dla ciebie absolutnym priorytetem przy podpisywaniu kontraktu? Finanse, renoma klubu, walka o medale, czy może przede wszystkim minuty na parkiecie i rola, jaką przewiduje dla ciebie trener?
Każdy aspekt jest istotny. Muszę wrócić do grania w europejskim stylu. Dużą rolę będzie miał w tym trener, który pozwoli mi się dalej rozwijać.
Na jakiej pozycji widzisz siebie w Europie?
Mój cel na następne sezony to powrót do gry na obwodzie, jak to robiłem za czasów gry w Polsce. Uważam, że mogę grać na pozycjach od 1 do 4, wszystko tak naprawdę zależy od koncepcji trenera i zawodników, z którymi będę grać na parkiecie.