Zamienił beniaminka na mistrza Polski! „Jestem gotowy na nowe wyzwania”
Niedawno świętował z Astorią Bydgoszcz awans do PLK, dziś jest już zawodnikiem mistrza Polski. Jakub Andrzejewski po dwóch udanych sezonach na zapleczu ekstraklasy wykonał kolejny krok w swojej karierze i dołączył do Legii Warszawa. To jednak nie historia o błyskawicznym sukcesie, a o zawodniku, który cierpliwie przechodził przez kolejne szczeble rozgrywkowe, konsekwentnie pracując na swoją szansę.
W minionym sezonie 21-latek zdobywał średnio 10,2 punktu na mecz, trafiał 34,6 procent rzutów za trzy i należał do najlepszych obrońców 1. Ligi pod względem przechwytów. Był również drugim najskuteczniejszym rezerwowym rozgrywek, a teraz po raz pierwszy spróbuje swoich sił w PLK. W rozmowie z nami opowiedział między innymi o awansie Astorii, współpracy z doświadczonymi kolegami, zmianie dominującej ręki oraz transferze do Legii, w której przed laty występował także jego tata.
-
Tak
-
Nie
-
Tak44 głosów
-
Nie31 głosów
Marcel Drozdowski (Z Krainy NBA): Na początek, przede wszystkim gratulacje z okazji transferu do Legii Warszawa. Gdy pojawiła się możliwość dołączenia do mistrza Polski, długo zastanawiałeś się nad tą decyzją czy od razu wiedziałeś, że to kolejny krok, który chcesz wykonać?
Jakub Andrzejewski (Legia Warszawa): Dziękuję. Oferta Legii pojawiła się szybko. Tak naprawdę od razu, wraz z moim agentem, rozpoczęliśmy rozmowy z trenerem, jak i dyrektorem sportowym Aaronem Celem. Decyzję podjęliśmy dość sprawnie i przede wszystkim z myślą, że będzie to dobry wybór.
Za tobą dwa sezony w Astorii Bydgoszcz. Cała przygoda w tym klubie zakończyła się bardzo pozytywnie – wygraną w finałach i awansem do PLK. W mieście niezwykle wyczekiwano na powrót do ekstraklasy. Jak z perspektywy zawodnika wyglądała gra z taką presją i jak smakował moment, w którym udało się ten cel zrealizować?
– Tak, udało się awansować do ekstraklasy po ciężkim sezonie. Rok temu przegraliśmy po pięciu meczach, co jeszcze bardziej zmotywowało nie tylko mnie, ale i całą organizację do wygrania ligi w następnym roku. Gra z taką presją i emocjami smakowała bardzo dobrze. Dodatkowa motywacja zawsze pomaga.
Patrząc na twoją drogę do PLK można odnieść wrażenie, że wszystko budowałeś naprawdę starannie, krok po kroku. Była 2. liga, później 1. liga, coraz większa rola i dopiero teraz ekstraklasa. Czy właśnie tak wyobrażałeś sobie rozwój swojej kariery?
– Ciężko powiedzieć, czy tak sobie to wyobrażałem. Zawsze starałem się skupiać na danym sezonie i nie myśleć co będzie później. Oczywiście bardzo się cieszę, że moja droga tak wygląda, bo widzę, że ciężka praca nie idzie na marne.
Z roku na rok było też widać postęp w twojej grze. Poprawiałeś rzut z dystansu, utrzymywałeś wysoką intensywność w obronie i stawałeś się coraz ważniejszą postacią Astorii. Nad czym pracowałeś najmocniej w ostatnim czasie i gdzie sam czujesz największy progres?
– Na pewno rzut z dystansu był elementem, na którym skupiałem się najbardziej. Oczywiście były też inne aspekty, jak wjazdy na kosz i rzuty z półdystansu. Z każdym kolejnym sezonem staram się poprawiać każdy element mojej gry. Młody gracz, w tym taki jak ja, musi wiedzieć, że dobre granie zaczyna się od obrony i bez tego ciężko będzie wywalczyć sobie minuty. Dlatego też moim celem jest stawanie się coraz lepszym obrońcą.
W minionym sezonie byłeś jednym z najlepszych rezerwowych całej 1. Ligi. Zdobyłeś 346 punktów z ławki, zająłeś czwarte miejsce w lidze pod względem przechwytów i należałeś do czołówki zawodników blokujących rzuty za trzy punkty. Szczególną uwagę przykuwają właśnie aspekty defensywne. Myślisz, że takie rzeczy wynikają z charakteru i nieustępliwości, które cechują cię przez całą karierę?
– Na pewno te dwie cechy są ważne w obronie, ale to nie wszystko. Trzeba być świadomym, czego drużyna potrzebuje w danej chwili i spróbować dostosować się do roli jaką trzeba pełnić w konkretnym momencie sezonu.
Trzeba przyznać, że Astoria miała bardzo ciekawą szatnię. Miałeś okazję grać między innymi z Karolem Gruszeckim i Michałem Chylińskim. Jak wyglądała współpraca z tak doświadczonymi zawodnikami i czego nauczyłeś się od nich przez ten czas?
– Śmiało mogę powiedzieć, że ta współpraca była bardzo dobra. Starsi gracza zawsze wprowadzali spokój w drużynie, ale również widzieli, kiedy zmotywować, poprawić pewne rzeczy. Nauczyłem się na pewno ciężkiej pracy i cierpliwości. Bez wątpienia można było im zaufać.
Jak dobrze wiemy, 1. Liga potrafi być bardzo wymagająca. Jak oceniasz poziom tych rozgrywek? Czy rzeczywiście jest to liga, w której praktycznie każdy mecz wygląda jak walka o życie?
– Liga jest dość wymagająca i cieszę się, że z roku na rok staje się silniejsza oraz że dużo drużyn bije się o ten upragniony awans. Trochę tak jest, że każdy mecz to walka o życie, bo jak wiadomo, ta liga jest nieprzewidywalna i każdy może wygrać z każdym.
Przejdźmy dalej. Ciekawą historię tworzy sam transfer do Legii. Twój tata, Tomasz Andrzejewski, kilka lat temu również reprezentował barwy warszawskiego klubu. Teraz to ty zakładasz koszulkę stołecznego zespołu, a także aktualnego Mistrza Polski. Rozmawialiście już o tym i czy opowiadał ci, jak wyglądała jego przygoda w strukturach Legii?

– Tak, rozmawialiśmy, ale też nie za dużo (śmiech). Ja sam chcę się przekonać jak wygląda praca w takim klubie jakim jest Legia i zebrać cenne doświadczenie, które na pewno pomoże mi w przyszłości.
Jest jeszcze jedna ciekawostka, o której warto wspomnieć. W rozgrywkach młodzieżowych rzucałeś głównie lewą ręką, a dziś większość osób uważa cię za zawodnika praworęcznego. Skąd wzięła się taka zmiana i jaka jest historia twojej dominującej ręki?
– Tak, od młodego rzucałem lewą ręką, jednak po kontuzji i operacji, która wykluczyła mnie na 3 miesiące, wpadłem na pomysł, czemu by jej nie zmienić skoro moją dominującą ręką jest prawa. Jak się okazuje, nie było dużego problemu ze zmianą i teraz tak zostało.
Wróćmy do tematu Legii. Trafiasz do zespołu, który będzie bronił mistrzostwa Polski i jednocześnie zagra w europejskich pucharach. Jak podchodzisz do rywalizacji o miejsce w składzie? Czujesz przede wszystkim ekscytację, czy może bardziej traktujesz to jako kolejne wyzwanie i krok do budowania swojej wartości?
– Do rywalizacji w składzie zawsze podchodzę pozytywnie. Wiem, że jestem gotowy na nowe wyzwania i że nie będzie to łatwe. Ekscytacja już jest, dlatego nie mogę doczekać się treningów przedsezonowych.
Czego kibice Legii mogą spodziewać się po Kubie Andrzejewskim? Co chciałbyś wnieść do zespołu już od pierwszych tygodni przygotowań?
– Na pewno mogą spodziewać się dużo dobrej energii, zaangażowania i nie odpuszczenia. Kibice z Bydgoszczy wiedzą o czym mówię (śmiech). Przede wszystkim chce się uczyć i dobrze trenować. Mam nadzieję, że dobrze wpasuje się w warszawską drużynę.
Przed Kubą Andrzejewskim największe wyzwanie w dotychczasowej karierze. Gra dla mistrza Polski to zupełnie inny poziom oczekiwań, ale też szansa, na którą pracował przez ostatnie lata. Po drodze były kolejne szczeble rozgrywkowe, awans wywalczony z Astorią i regularny rozwój. Teraz przyjdzie czas sprawdzić, jak ta droga przełoży się na występy w Orlen Basket Lidze.
