Westbrook musi grać po 48 minut

21/04/2017
fot. Wikimedia

A gdyby tak spuścić Russa ze smyczy całkowicie?

Dla nas, jako dla kibiców, oglądanie NBA jest dużą przyjemnością, ale nie zawsze jest łatwe – ciężko jest w 100% chłonąć grę, bo wiele niuansów łatwo przegapić. Między innymi dlatego w telewizjach funkcjonują eksperci, których słuchamy, by pogłębić odbiór gry. Jeśli ekspert nie nazywa się Charles Barkley, to warto czasem zastanowić się nad jego słowami.

To, co jednak widzimy bez pomocy ekspertów, to fakt, że seria Houston z Thunder wcale nie jest tak wyrównana, na jaką się zapowiadała. Pojedynek dwóch kandydatów do nagrody MVP wygrywa jak na razie Harden, chociaż to Westbrook notuje wprost nieprawdopodobne liczby. Rozwiązanie dla trenera Billy’ego Donovana znalazł Jeff Van Gundy, były trener New York Knicks i Houston Rockets – obecnie ekspert telewizji ESPN:


Oklahoma powinna poważnie rozważyć granie Westbrookiem przez pełne 48 minut. Myślę, że to da im większe szanse na sukces, nawet jeśli Westbrook będzie pod koniec spotkania mocno wymęczony. Może kiedy seria przeniesie się do Oklahomy będzie trochę inaczej, ale jak na razie różnica z nim i bez niego na parkiecie jest ogromna. To nie jest jednak wina jednego gracza – wszyscy ciężko pracują, a przewaga potrafi wyparować w przeciągu kilu minut.”


Zapytany o to, czy Westbrook powinien bardziej zaangażować swoich kolegów, czy może dalej oddawać w czwartych kwartach po 18 rzutów, Van Gundy raczej bronił „przebojowości” lidera Thunder:


Z tą linijką jest wszystko w porządku (o 18 rzutach). Zespół jest zdecydowanie lepszy, kiedy Westbrook gra agresywnie i pewnie atakuje. Wszystko, czego oczekujesz od świetnego gracza, to dobre rozegranie akcji, które może zagrać. Oczywiście, zawsze zdarzą się jakieś błędy, ale nie sądzę, że powinniśmy oceniać z osobna każdy rzut. Selekcję rzutową należy oceniać jako całość. (…) Potrzebują go, bo bez jego wkładu ich ofensywa jest mocno ograniczona – oczywiście jednak, reszta chłopaków też musi stać się bardziej produktywna.”


Pomysł komentatora ESPN nie jest specjalnie skomplikowany ani odkrywczy – można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest naiwnie prostacki. Jeśli się nad tym jednak zastanowić, to Billy Donovan może nie mieć wielu więcej, bardziej wyrachowanych alternatyw.

Kopiuj link do schowka