Durant idzie po swoje [CLE-GSW 0:1]

02/06/2017
fot. Wikimedia

Ostatni mecz NBA mogliśmy oglądać dokładnie tydzień temu, kiedy kończyły się finały konferencji wschodniej. Oba zespoły miały wystarczająco dużo czasu, żeby wypocząć, są zdrowi, więc nie ma tutaj miejsca na żadne wymówki. Jesteśmy na najwyższym szczeblu rozgrywek najlepszej koszykarskiej ligi świata. Czas rozpocząć Finały NBA!

W pierwszych minutach można było wyczuć, że zawodnicy chcą złapać na początek trochę rytmu, sprawdzić jakie są założenie taktyczne rywali. Od razu w oczy rzucił się fakt, że Zaza Pachulia zupełnie nie jest kryty w akcjach pick’n rollowych. Cała obrona skupiała się na zawodniku z piłką, którym był Steph Curry albo Kevin Durant. To dało Gruzinowi szansę na zdobycie 4 szybkich punktów, chociaż też kilkukrotnie oddawał on piłkę będąc niemalże sam na sam z koszem. Warriors bardzo dobrze zaatakowali deskę Cavs. Aż ośmiokrotnie zbierali piłkę w ataku w pierwszej kwarcie a siedmiokrotnie obręcz rywala uginała się pod ich mocnymi wsadami. Jedyne co działało na ich niekorzyść to fakt, że Draymond Green po 4 minutach musiał usiąść na ławce z dwoma faulami.

W drugiej kwarcie tempo gry nieco zwolniło, a na wyraźniejsze prowadzenie zaczęli wychodzić gospodarze. Przez większość czasu oscylowało ono w granicach 7-10 punktów. Zawdzięczali to głównie dalszej walce na atakowanej tablicy oraz ogromnej różnicy w ilości strat obu drużyn. Obecni mistrzowie NBA tracili piłkę aż 12 razy (James- 7)w przeciągu 24 minut. Wojownikom uciekła ona tylko raz i był to tak naprawdę faul ofensywny odgwizdany na Draymondzie Greenie. Te dwa czynniki zaowocowały tym, że Kalifornijczycy oddali aż o 18 rzutów z gry więcej. Prym wiódł Kevin Durant, który zakończył pierwszą połowę z 23 punktami (10/18 z gry) i 6 asystami. Obrona Cavaliers była tak dziurawa, że wielokrotnie mogliśmy obejrzeć gwiazdora Warriors latającego nad obręczą. Strata zaledwie ośmiu punktów w momencie schodzenia do szatni to był naprawdę najłagodniejszy wymiar kary.

Po zmianie stron Wojownicy rozkręcili się na dobre. Zdobyli 13 oczek z rzędu i aż czterech minut potrzebował zespół ze stanu Ohio, aby zdobyć pierwsze punkty w tej części spotkania. Zanim się obejrzeliśmy gospodarze byli już +21. Ich ofensywa działała dzisiaj naprawdę wyśmienicie. Para KD i Curry robiła niemal co chciała. Wspomagani przez swoich kolegów efektywnie wykonujących swoje zadania poboczne są w stanie wiele zdziałać. Do końca spotkania nie wydarzyło się już nic ciekawego. Cavaliers chyba woleli odpuścić a zaczęli się nastawiać mentalnie na mecz nr 2 tej serii.

Kilka spostrzeżeń:

– Ławka Cavaliers zupełnie nie istniała. Zawodnicy nie nazywający się James, Love, Irving byli w stanie zdobyć tylko punktów. A przed serią mówiono, że może być to jeden z ich największych atutów.

– J.R. Smith i Klay Thompson nadal nie byli w stanie się strzelecko odblokować. Pierwszy trafił 1 z 4 oddanych rzutów, a drugi 3 z 16. Rzucającego obrońcę Warriors można natomiast pochwalić za świetną grę w obronie.

– Atak pozycyjny Kawalerii wygląda koszmarnie. Nie widać jakiegokolwiek ruchu piłki. Większość posiadań opiera się na izolacjach dla LeBrona i Irvinga. Piłka czasami poleci do Kevina Love stojącego za linią trzypunktową. Tutaj by się przydał Gregg Popovich.

– W szeregach Warriors tylko dwóch zawodników zaliczyło dwucyfrową zdobycz punktową, KD- 38 i Steph- 28. Nie przeszkodziło im to jednak w osiągnięciu tego potężnego zwycięstwa.

– 20:4- jedyna statystyka, w której Cavs byli dzisiaj „lepsi” to straty.

Trochę statystyk:

– Spośród ostatnich 20 finałów, zwycięzca Game 1 wygrywał całą serię 13- krotnie. W obecnej dekadzie udało się to zaledwie dwa razy.

– LeBron James wygrywał finały trzykrotnie, za każdym razem przegrywając pierwszy mecz.

– Po zwycięstwie w Game 1 ESPN daje Golden State Warriors aż 32% szans na zwycięstwo w 4 meczach.

***

Cleveland Cavaliers – Golden State Warriors 91:113

Cavaliers: L. James – 28 (15 zb., 8 as., 8 st.), K. Irving – 24 (3×3), K. Love – 15 (3×3, 21 zb., 3 bl.), R. Jefferson – 9, D. Jones – 6, I. Shumpert – 5, J. Smith – 3, D. Williams – 0, T. Thompson – 0, D. Williams – 0, J. Jones – 0, K. Korver – 0

Warriors: K. Durant – 38 (3×3, 8 zb., 8 as.), S. Curry – 28 (6×3, 10 as., 3 prz.), D. Green – 9 (11 zb.), Z. Pachulia – 8, A. Iguodala – 7, K. Thompson – 6, I. Clark – 4, J. McGee – 4, M. Barnes – 3, J. McAdoo – 2, D. West – 2, S. Livingston – 2, P. McCaw – 0

Kopiuj link do schowka