Jazz kończą serię zwycięstw, GSW pozostają liderem, zacięty zachód!

22/03/2019
Trae Young Hawks Jazz John Amis/AP

Ależ ciasno zrobiło się w konferencji zachodniej! Porażka Jazz z Atlantą może utrudnić im walkę o pierwszą czwórkę, Warriors wciąż utrzymują pół meczu przewagi nad Nuggets, a aż trzy zespoły legitymują się takim samym bilansem. Będzie walka do końca!


Wolves (32-40) – Hornets (32-39) – 106:113
Nuggets (48-22) – Wizards (30-43) – 113:108
Jazz (42-30) – Hawks (25-48) – 114:117
Pistons (37-34) – Suns (17-56) – 118:98
Mavs (28-44) – Kings (35-36) – 100:116
Pacers (44-29) – Warriors (49-22) – 89:112


Warriors przeszli się po Pacers, mimo raczej przeciętnego meczu w ofensywie. Po pierwszej kwarcie zakończonej remisem 19:19, dwie kolejne odsłony zdecydowanie należały już do mistrzów, którzy w szczytowym momencie prowadzili już nawet różnicą 34 punktów. Ich najlepszym strzelcem był DeMarcus Cousins, który zdobył 19 punków, 11 zbiórek i 4 asysty. Drugi był Klay Thomspon, który uzbierał 18 oczek, trafiając zaledwie 1/6 rzutów z dystansu. Curry i Durant zdobyli po 15 oczek. Dla KD był to jednak trudny mecz i to nie ze względów sportowych. W dniu meczu zginął jego najbliższy przyjaciel, Cliff Dixon – został on zastrzelony na parkingu w Atlancie.

źródło:YouTube/FreeDawkins

Pierwsza piątka Pacers zagrała fatalnie – Bogdanovic, Turner, Matthews i Joseph zdobyli kolejno 9, 4, 3 i 2 punkty. Łącznie trafili 7/36 rzutów z gry. Honor uratował Thadeus Young, który zdobył punktów aż 18, a do tego 7 zbiórek. Najlepszym strzelcem był natomiast wchodzący z ławki Tyreke Evans, który uzbierał 20 punktów. Skuteczność na poziomie 38% z gry i 26% za trzy nie pozwoliła Pacers choćby pomyśleć o nawiązaniu walki – Indiana kontynuuje więc serię czterech już porażek, a ich przewaga nad piątymi w konferencji wschodniej Celtics stopniała do pół meczu.


Utah Jazz zagrali trzeci mecz w ciągu czterech dni, do tego w back-to-back – musieli w jedną noc przenieść się z Nowego Jorku do Atlanty. Zmęczenie wyszło w tym meczu – teoretycznie słabsi Hawks stanowili nie lada wyzwanie, któremu Jazzmani ostatecznie nie sprostali. Po wyrównanej pierwszej kwarcie, Hakws przejęli inicjatywę w drugiej odsłonie. W połowie meczu prowadzenie Hawks osiągało już ponad 10 punktów przewagi – w trzeciej kwarcie jednak Jazz odrobili straty i sami wyszli na prowadzenie, które utrzymali do końcówki czwartej kwarty. Jeszcze na sześć minut Utah miało sześć punktów przewagi – kolejno jednak wsad Collinsa, trójka i celny floater Younga wyprowadziły Hawks na prowadzenie.

Walka punkt za punkt trwała, aż Dewayne Dedmon nie trafił spod kosza na 110:114 na minute przed końcem. Do nie go należało też kilka późniejszych kluczowych akcji. Najpierw zablokował próbę wsadu Mitchella, a potem rewelacyjnie zablokował wjazd Joe Inglesa, jednak dobitki Goberta nie był w stanie powstrzymać. Mimo to za chwilę podwyższył wynik trafiając 3 z 4 oddanych rzutów wolnych, nie dopuszczając przeciwników z Utah do przejęcia meczu w kilkunastu ostatnich sekundach. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że w ostatnich sekundach oba rzuty wolne spudłował Kyle Korver (!), a trójki w ostatniej akcji nie wykorzystał Donovan Mitchell.

źródło:YouTube/DownToBuck

Dewayne Dedmaon stał się więc bohaterem meczu – zdobył 18 punktów, 9 zbiórek i 3 bloki, trafiając przy okazji wszystkie 3 oddane trójki. Najlepszym strzelcem Hawks był jednak Trae Young, który zdobył 23 punkty i 11 asyst. Dla Jazz aż 34 punkty zdobył Donovan Mitchell, 17 i 7 asyst dodał Ricky Rubio, a 15 i 15 zbiórek dorzucił Rudy Gobert.

źródło:YouTube/House of Highlights


Tej nocy obserwować mogliśmy ciekawy pojedynek debiutantów – Marvin Bagley III i jego Kings stanęli na przeciw Luki Doncicia i jego Mavericks. Szkoda, że stało się to na takim etapie sezonu, w którym oba zespoły o nic już nie walczą. Górą byli Kings, którzy byli znacznie skuteczniejsi (37% – 30%), oraz wygrali walkę na deskach (58:43).

Buddy Hield zdobył aż 29 punktów, trafiając 7/13 za trzy. Wspomniany Bagley III z ławki wniósł 22 punkty, 12 zbiórek i 4 bloki. Luka Doncic natomiast zagrał jedno ze swoich słabszych spotkań. Mecz zakończył z dorobkiem 13 punktów i 10 zbiórek, po tym jak trafił tylko 4/19 z gry i 2/10 za trzy.


Nuggets ograli Wizards, ale wcale nie jakoś wyjątkowo przekonująco. Po kilku zmianach prowadzenia w czasie meczu, czwarta kwarta należała już do Nuggets, choć Wizards zbliżyli się do remisu. Na minutę przed końcem rzuty wolne Bryanta doprowadziły do stanu 111:108. Taki wynik dotrwał aż do momentu na 9 sekund przed końcem, kiedy Gary Harris spudłował oba rzuty wolne – wydawało się, że to szansa dla Wizards. Harris zebrał jednak własny rzut i ponownie został sfaulowany, tym razem trafiając już obie próby i pieczętując zwycięstwo Nuggets.

źródło:YouTube/House of Highlights

Doszło do nietypowej sytuacji – aż pięciu zawodników Nuggets było najlepszymi strzelcami meczu. Zarówno Paul Millsap, Nikola Jokic, Gary Harris, Jamal Murray, jak i Torrey Craig, zdobyli po 15 punktów. W WIzards siły rozkładały się trochę inaczej – Bradley Beal zdobył 25 punktów i 8 asyst, a Thomas Bryant dorzucił 22 punkty i 8 zbiórek.


Hornets poradzili sobie z Timberwolves, po dobrym meczu Kemby Walkera na 31 punktów, 5 zbiórek i 6 asyst. Wolves prowadził Karl-Anthony Towns, który uzyskał 21 punktów, 16 zbiórek i 6 asyst. Wspomagał go jego side-kick Andrew Wiggins, który zakończył z dorobkiem 20 punktów i 5 zbiórek. Obie drużyny utrzymały swoją skuteczność na poziomie 43-44% z gry i nieco ponad 30% za trzy. Nie był to więc mecz najpiękniejszy, ale to Hornets okazali się efektywniejsi – Wolves na koniec zabrakło pary i Charlotte całkowicie przejęli czwarta kwartę.


Pistons byli bezlitośni dla Suns, osłabionych nieobecnością Kelly’ego Oubre. Pierwsza połowa mogła zwiastować zacięte starcie, ale druga była już kompletną dominacją Pistons. Andre Drummond w pojedynku z Aytonem zdobył 16 punktów i 19 zbiórek, z czego aż 11 było ofensywnych. najlepszym strzelcem okazał się jednak Wayne Ellington z dorobkiem 23 oczek. Blake Griffin zdobył 17 punktów, 7 zbiórek i 8 asyst. Dla Suns 26 punktów zdobył Devin Booker, a 20 wspomniany Deandre Ayton.

 

Kopiuj link do schowka