Grzegorz Grochowski mówi wprost: Ego do kieszeni
– Sukcesy, które osiąga zespół, są dla mnie najważniejsze. Moja rola w tym momencie nie ma żadnego znaczenia. Jestem świadomy, jak wyglądam i jakie są moje mankamenty – mówi Grzegorz Grochowski, który zagrał tylko 57 sekund w serii ćwierćfinałowej.
Wielki sukces Dzików Warszawa. Zespół, dla którego to trzeci sezon na poziomie PLK, awansował do strefy medalowej, pokonując Energę Trefla Sopot w ćwierćfinale 3:1. To kolejny sukces warszawskiej ekipy w obecnych rozgrywkach. Wcześniej podopieczni Marco Legovicha zagrali w Pucharze Polski, a także triumfowali w ENBL.
Włoski szkoleniowiec znany jest ze swoich niekonwencjonalnych metod działań. Legovich na konferencją prasową – po ostatnim spotkaniu – zabrał nie tylko Landriusa Hortona, ale także kapitana Grzegorza Grochowskiego, mimo że ten w serii zagrał tylko 57 sekund. Trener chce w ten sposób pokazać, że siłą Dzików jest cały zespół, a nie tylko jednostki.
-
Legia
-
Dziki
-
Legia6 głosów
-
Dziki17 głosów
Grochowski zabrał głos, podkreślając wielki sukces w postaci awansu do strefy medalowej. Polak jest najdłużej związanym graczem z Dzikami, rozgrywając swój… szósty sezon w stołecznym zespole.
– Ten mecz? Rollercoaster. Nigdy czegoś takiego doświadczyłem. Emocje sięgały zenitu. Zwłaszcza siedząc w pierwszym rzędzie trybun. Wspierałem zespół z ławki na tyle ile potrafiłem. Czapki z głów przed kolegami za to, co zrobili w drugiej połowie. Weszliśmy z ogromną energią. Myślę, że to zasługa trenera Legovicha, który zrobił wielkie show w szatni. Może kiedyś ktoś o tym powie, ale na razie zostawmy to w naszej szatni – przyznał.
Dziki – po pokonaniu Trefla – zagrają z Legią w półfinale. Szykuje się wielkie święto koszykówki w Warszawie.
– Niesamowity wynik, ale wierzę w to, że to nie jest nasze ostatnie słowo. Mamy coś do zrobienia w półfinale. Derby Warszawa w strefie medalowej to wielka sprawa – podkreślił.
Koszykarz w trakcie obecności na konferencji prasowej mówił także o funkcjonowaniu w warszawskim zespole. Nie da się ukryć, że Grochowski w tym sezonie znacznie częściej ogląda mecze z perspektywy ławki rezerwowych. Pełni rolę weterana, który przekazuje swoje wskazówki młodszym graczom. Pogodził się z taką rolą, wykazując się dużą świadomością koszykarską. Nie postawił swojego ego wyżej od zespołu. Taka postawa jest godna odnotowania.
– Są takie momenty, w których trzeba sobie powiedzieć, że nie dojeżdża się na pewien poziom. Jestem świadomy, jak wyglądam i jakie są moje mankamenty. Wiem, że jestem już za wolny na zespół, który gra w takim rytmie. Nie mam już tej prędkości i szybkości. Staram się pomóc kolegom na tyle, ile umiem na treningach i podczas meczów z ławki. Pogodzenie z tym faktem wcale nie było łatwe, ale już to zaakceptowałem. Sukcesy, które osiąga zespół, są dla mnie najważniejsze. Moja rola w tym momencie nie ma żadnego znaczenia – zaznaczył.
Z naszych informacji wynika, że Grochowski po tym sezonie ma pożegnać się z organizacją Dzików Warszawa i przenieść się na 1-ligowe parkiety. Tam ma wrócić do grania i być ważną częścią jednego z zespołów, który zgłasza spore aspiracje w sezonie 2026/2027.