Dwyane Wade robi tak, jak uważa

06/10/2016
fot. Wikimedia

Historią tego offseason bez wątpienia było dołączenie Kevina Duranta do Golden State Warriors. Były MVP ligi zasilił jeden z najlepszych zespołów w historii koszykówki, tworząc “super team”, jakiego liga prawdopodobnie jeszcze nie widziała. To jest wydarzenie w perspektywie historii całej ligi. Ta sytuacja przyćmiła nieco inne wydarzenie tego lata, które – gdyby wydarzyło się w roku mniej ekscytującym – byłoby wydarzeniem najważniejszym. Mowa o zmianie barw klubowych przez Dwyane’a Wade’a.

Organizacja Miami Heat ma zaledwie 28 lat, a przez 13 lat jej istnienia, liderem zespołu z Florydy był właśnie Flash. Zmiana otoczenia przez takiego zawodnika, na takim etapie kariery, jest wydarzeniem bez precedensu. Najczęstszą narracją wokół Wade’a w Chicago jest powrót w rodzinne strony. Nie ulega wątpliwości, że był to czynnik, który wywarł wpływ na decyzję gracza.

W oczach kibiców jednak, nigdy wcześniej nie był kojarzony ze stanem Illonois, a jako legenda Miami. Dlatego też, zastanawiając się nad nowym miejscem dla DW#3, Bulls wcale nie wydawali się oczywistym wyborem. Na myśl przychodził raczej zespól, w którym miałby największe szanse na tytuł mistrzowski, a także grę u boku dawnego partnera z ekipy. Mowa oczywiście o Cleveland Cavaliers.

Dla mnie to dosyć proste – w Miami oferowali 41 milionów, a w Chicago 47 milionów. Ale oczywiście nie chodziło tylko o pieniądze. Myślałem też o dołączeniu do Cavaliers, ale doszedłem do wniosku, że bym tam nie pasował. Nie robię czegoś z taką motywacją, że może miałbym większe szanse na pierścień. Mam już trzy pierścienie i nie mam już takiego parcia. Zrobiłem to, co uważałem za najlepsze dla siebie. Nie było sensu z tym walczyć. Kiedy starasz się zrobić coś na siłę, możesz tego potem żałować i myśleć – a co by było gdyby?”

W skrócie, Wade zrobił to, co uważał za stosowne – uważając, że wpasuje się w ekipę z Chicago. Sęk w tym, że przy rozważaniach na temat przyszłego sezonu Byków, tematem numer jeden jest kwestia niedopasowania do siebie Wade’a, Butlera i Rajona Rondo – de facto trzech najlepszych graczy zespołu.

Nie były to jednak jedyne oferty dla Flasha. O zawodnika ubiegali się także Milwaukee Bucks oraz Denver Nuggets. Od początku wydawało się jednak, że dołączenie do klubu z małego rynku nie jest opcją dla gwiazdy na takim etapie kariery jak Dwyane Wade.

Szczerze mówiąc, myślę, że Wade odnalazłby się w rotacji Cavs – brakuje im zawodników do rozgrywania piłki, a problematyczny dla Wade’a rzut z dystansu jest już mocną stroną zespołu z Ohio, więc spacing nie byłby specjalnie zaburzony. Mistrzowie NBA nie mogliby jednak zaoferować graczowi pieniędzy, o które przecież między innymi rozbiła się cała sytuacja.

Tak czy owak, Wade zrobił to, co sam uważa za stosowne. Takie oświadczenie powinno cieszyć wszystkich kibiców Flasha – oznacza to bowiem, że zawodnik będzie kontynuował swoją przygodę w lidze na własnych warunkach, podejmując decyzję bez presji. Tak, że nie będzie musiał pytać siebie “co by było, gdyby?”.

Kopiuj link do schowka