Noah Kirkwood: Ufam ludziom w Śląsku
– Nie da się ukryć, że świadomość, iż masz innego trenera, robi różnicę. Mam ogromny szacunek do Ainarsa Bagatskisa, ale uważam, że trener Jacek Winnicki wykonuje teraz świetną robotę. Mam pełne zaufanie do ludzi zarządzających klubem – mówi Noah Kirkwood, zawodnik Śląska Wrocław.
Noah Kirkwood po kilkutygodniowej przerwie (kontuzja w meczu z Czarnymi) wrócił do grania. Kanadyjczyk zdradza, że przed spotkaniem z AMW Arką w serii ćwierćfinałowej odbył tylko jeden trening 5×5 na drużyną. Zdaje sobie sprawę, że jego forma nie jest optymalna. Ma ona rosnąć z każdym kolejnym meczem, który Kirkwood traktuje trochę… jak jednostkę treningową.
AMW Arka wygrała w meczu nr 3 86:75 i przedłużyła granie w tej serii. Śląsk prowadzi 2:1.
Karol Wasiek: Czy mógłbyś opowiedzieć, jak wyglądał powrót do zdrowia po kontuzji?
Noah Kirkwood, zawodnik Śląska Wrocław: Tak, to był dla mnie niezwykle trudny czas. Przede wszystkim chciałbym podziękować naszemu sztabowi medycznemu. Wykonali świetną robotę, żebym znów był zdrowy.
Problemem był po prostu moment w sezonie – fakt, że zaczęliśmy już play-offy, a wtedy ciężko o pełne jednostki treningowe. Dla mnie najtrudniejsze jest ponowne odzyskanie rytmu meczowego, ponieważ przed powrotem odbyłem tylko jeden trening pięć na pięć. Każdy zawodnik wie, że po ponadmiesięczniej przerwie potrzeba czegoś więcej niż tylko jednego treningu z pełnym kontaktem, żeby wrócić do właściwego rytmu.
Nie szukam oczywiście żadnych wymówek. Muszę grać lepiej. Wiem, że z każdym kolejnym meczem moja dyspozycja będzie szła w górę.
-
Tak
-
Nie
-
Tak26 głosów
-
Nie34 głosów
Uważam, że bardzo trudno jest wrócić do gry w fazie play-off.
Tak, zdecydowanie. I tak jak mówiłem, chodzi o ponowne odnalezienie rytmu. W pewnym sensie traktuję te mecze trochę jak powtórzenia na treningu – próbuję wyczuć na boisku, czy moje kolano jest nadal stabilne.
Nie wykonywałem jeszcze pewnych dynamicznych ruchów na żywo w sytuacji meczowej. Część z tego to po prostu kwestia zaufania samemu sobie, a część to próba odzyskania pewności siebie, mając świadomość, jak długo nie grałem.
Jak z twojej perspektywy wyglądał moment, w którym doznałeś urazu?
Cóż, niestety… Rozumiem, że na parkiecie musi być dużo reklam, ale niefortunnie się złożyło, że podczas meczu w Słupsku robiłem zwód i poślizgnąłem się na jednej z naklejek reklamowych.
Oczywiście każdy z nas ma na ten temat swoje zdanie. Moim zdaniem w pewnych strefach na boisku nie powinno być tego typu materiałów, ponieważ stanowią one po prostu zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Sami widzieliście, jakie skutki dla naszej drużyny przyniosła moja kontuzja – doszło potem do wielu zmian.
Można wręcz dyskutować, czy gdyby nie ta naklejka, część z tych rzeczy w ogóle by się wydarzyła. To niefortunne, ale taki jest sport.
Mógłbyś powiedzieć coś więcej o tych zmianach? Bo dla mnie było to ogromne zaskoczenie.
Myślę, że dla każdego. Nigdy w całym swoim życiu nie widziałem, żeby coś takiego się stało. Ale koniec końców – musimy po prostu wykonywać swoją robotę.
Musimy ufać, że ludzie zarządzające klubem robią to, co dla nas najlepsze. Mam pełne zaufanie do naszej organizacji. Oczywiście z trenerem buduje się relację, człowiek przyzwyczaja się do pewnych rzeczy…
I kiedy to się zmieniło, to w pewnym sensie wróciłem do zupełnie innego otoczenia. Ale to dobre otoczenie, bo dokonano dobrych zmian. Nie da się jednak ukryć, że świadomość, iż masz innego trenera, robi różnicę. Mam ogromny szacunek do Ainarsa Bagatskisa, ale uważam, że trener Jacek Winnicki wykonuje teraz świetną robotę.
