Zion Williamson – początek nowej ery dla Pelicans?

21/06/2019
Zion Williamson Pelicans AP Photo/Gerry Broome

W ostatnich miesiącach w New Orleans Pelicans doszło do potężnej rewolucji – czy poprowadzi ona zespół do nowej ery pełnej sukcesów?

Draft, który miał miejsce ubiegłej nocy, przyniósł kilka niespodzianek, dostarczył kilku transferów, ale koniec końców nie był tak bardzo emocjonujący. W dużej mierze przez to, że transfery z udziałem najlepszych graczy zostały wykonane już wcześniej, a pierwsze trzy picki nie były w stanie nas zaskoczyć. Zwłaszcza ten pierwszy, o którym mówiło się już od dłuższego czasu. Kiedy losowano, który zespół będzie miał wybierać w tym roku z jedynką, panowało powszechne przekonanie, że to jest tak naprawdę losowanie Ziona Williamsona.

Pomimo kilku znaków zapytania, talent Ziona jest tak duży, że nie można było przepuścić okazji do wybrania go z najwyższym możliwym numerem. Ostatni raz tak duży hype wokół gracza wchodzącego do NBA mieliśmy przy okazji draftu 2003, kiedy do ligi przychodził LeBron James. Wielu nazywano wcześniej “drugim Jordanem”, później czasem też “drugim LeBronen”, ale ciężko w taki sposób zaszufladkować. Jego gra jest zbyt… Inna od tego, co oglądaliśmy do tej pory.

źródło:YouTube/House of Highlights

Zion to centralny element rewolucji, która dokonała się na przestrzeni ostatnich miesięcy w Nowym Orleanie. Żądanie transferu przez Anthony’ego Davisa skazywało tę organizację na pożarcie – pojawiały się głosy sugerujące, by Pelikany przenieść do Seattle, bo przecież w Nowym Orleanie nie ma nawet specjalnie wielu fanów koszykówki. Nikt nie spodziewał się jednak wygrania loterii draftu, ani wydarzeń dalszych. Transfer Anthony’ego Davisa wbrew wszelkim przypuszczeniom okazał się strzałem w dziesiątkę – udało się wyjąć trzech młodych zawodników, idealnie wpisujących się w przebudowujący się zespół, oraz czwarty pick, który dawał ogromne pole do popisu.

Wymiana czwartego picku to kolejny świetny ruch ze strony managementu – David Griffin jest w Luizjanie krótko, ale jak na razie wszystko czego dotknie, zamienia się w złoto. Pelicans nie skorzystali z czwartego wyboru, oddając go do Hawks w zamian za wybór ósmy, siedemnasty i trzydziesty piąty. Jednocześnie udało im się pozbyć schodzącego kontraktu Solomona Hilla, który jest cieniem koszykarza, a zarabiał około 13 milionów dolarów. Ten cap-space może nie być kluczowy, ale kilku weteranów dla zdolnej młodzieży może sprawić, że ten zespół już w przyszłym sezonie pomyśli o playoffach. Odważne, ale nie nieosiągalne. Z pickami od Hawks Pelikany wybrały Jaxsona Hayesa, Nickeila Alexander-Walkera, oraz Marcosa Louzada Silvę. Ich rotacja prezentuje się na ten moment następująco:

PG: Jrue Holiday, Lonzo Ball, Frank Jackson
SG: Josh Hart, E’Twaun Moore, Nickeil Alexander-Walker, Daris Bertans
SF: Brandon Ingram, Kenrich Williams*, Marcos Louzada Silva
PF: Zion Williamson, Zylan Cheatham
C: Jaxson Hayes, Jahlil Okafor, Christian Wood*

*kontrakty nie w pełni gwarantowane

Jednocześnie Stanley Johnson oraz Cheick Diallo są zastrzeżonymi wolnymi agentami, więc zachowanie ich w składzie w razie potrzeby nie będzie trudne. Co jednak ważne, w salary cap klubu zajęte na sezon 2019/20 jest 61 milionów dolarów, nie licząc kontraktów dla debiutantów. Dodając do tego umowy dla zawodników wybranych w drafcie, będzie to niecałe 80 milionów dolarów zagospodarowanych w kontraktach. Cap space na sezon 2019/20 to jakieś 109 milionów dolarów, co daje Pelikanom jeszcze spore pole do popisu. Nie ma pewnie mowy o ściąganiu gwiazd, ale kilku przydatnych weteranów może znaleźć swoje miejsce w tym zespole.

Jak wysoko jest sufit tego zespołu w przyszłym sezonie? Ogromnie dużo zależy od tego, jak dobrze i jak szybko zaadoptuje się Zion do realiów NBA, gdzie każdy obrońca będzie chciał mu utrzeć nosa i pokazać miejsce w szeregu. David Griffin stara się temperować trochę wielkie nadzieje kibiców tłumacząc, że Zion nie zbawi od razu zespołu:

“To jest drużyna Jrue Holiday’a. Zion będzie się na razie uczył jak wygrywać i jak grać na naprawdę najwyższym poziomie. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment, pałeczka zostanie pewnie przekazana i kolejny gracz będzie nam zapewniał zwycięstwa – to jednak nie jest jeszcze ten moment.”

Cóż, trudno oczekiwać, że przyjście Ziona od razu przyniesie sukcesy. Nawet LeBron w pierwszym sezonie nie wszedł do Playoffów, a Michael Jordan odpadł w pierwszej rundzie. Nawet odpadnięcie w pierwszej rundzie będzie dla tych Pelicans pod wodzą Ziona Jrue Holiday’a sporym osiągnięciem zważywszy na pewien brak zbilansowania. Pelikany mają szansę być najgorzej rzucającym z dystansu zespołem ligi – nikt w pierwszej piątce nie jest dobrym strzelcem zza łuku, jest jedynie kilku przeciętnych, jak Holiday czy Ingram. Trener Alvin Gentry będzie zmuszony grać szybko, dynamicznie i pod obręcz. Ku temu ma całkiem niezłe narzędzia – zarówno Zion jak i Lonzo Ball powinni odnajdować się w tego typu grze zdecydowanie najlepiej. Do grania w ten sposób potrzeba też świetnej defensywy, którą zapewnić może Jrue Holiday, może Josh Hart, ale pod koszem nie ma jeszcze takich zawodników. Dobrym defensorem może stać się Jaxson Hayes, ale będzie potrzebował pod koszem wsparcia w debiutanckim sezonie. Podjęcie opcji Jahlila Okafora było dobrym pomysłem, ale to nie jest center, który dobrze broni, ani taki, który gra szybko.

źródło:YouTube/Vaskos

Wiedząc ile talentu jest w tym zespole, jak niewiele ma on do stracenia i jak szybko i dynamicznie powinien grać, można już teraz pokusić się o stwierdzenie, że Pelicans będą jednym z najbardziej ekscytujących zespołów ligi w przyszłym sezonie. Jeśli uda się dodać kilku przydatnych weteranów, to David Griffin już teraz wysunął się na prowadzenie w wyścigu po tytuł najlepszego generalnego managera sezonu 2019/20.

 

Kopiuj link do schowka