Wielka niemoc Arki – Jarvis Williams cichym bohaterem
AMW Arka Gdynia miała wszystko w swoich rękach, by prowadzić ze Śląskiem Wrocław 1:0 w serii ćwierćfinałowej. W czterech ostatnich minutach meczu Gdynianie nie zdobyli punktów, a świetną pracę w obronie wykonał Jarvis Williams. Ważne rzuty trafił Kadre Gray, choć jego ogólny występ należy uznać za mocno przeciętny.
Na cztery minuty przed zakończeniem spotkania AMW Arka Gdynia – po celnym rzucie Kresimira Ljubicicia – prowadziła ze Śląskiem Wrocław 79:65 i miała wszystko w swoich rękach, by cieszyć się z triumfu w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym. Gdynianie kontrolowali wydarzenia na parkiecie, grając poukładaną i zespołową koszykówkę.
Od tego stanu mecz zmienił się o 180 stopni. Śląsk włączył obronę, a goście całkowicie się pogubili, nie oddając żadnego celnego rzutu do końca czasu regulaminowego!
-
Tak
-
Nie
-
Tak33 głosów
-
Nie34 głosów
– Prowadziliśmy, mieliśmy ten mecz pod kontrolą. Rywal trochę zmienił obronę i pogubiliśmy się w naszej grze. Mieliśmy za dużo strat. Mieliśmy za mało rzutów wolnych. Musimy być dużo bardziej agresywni w kolejnym spotkaniu – mówi niepocieszony Jarosław Zyskowski.
Seria 14:0 dała Wrocławianom dogrywkę. Nie ma co ukrywać, że kapitalną pracę w defensywie wykonał Jarvis Williams, który w całym meczu zanotował aż 5 przechwytów i 4 bloki. Dołożył 8 punktów i 5 zbiórek (eval 20).
Marcel Drozdowski podaje, że Williams to pierwszy gracz od sezonu 2003/2004, który zanotował mecz z takimi statystykami w fazie play-off.
Śląsk wrócił do meczu poprzez obronę switch. Wrocławianie mają graczy w postaci Williamsa i Jakuba Urbaniaka, którzy są w stanie wybronić zawodników obwodowych. To nie pierwszy raz w tym sezonie, gdy Śląsk takim ustawieniem wybija rywali z rytmu.
Arka w całym meczu popełniła aż… 24 straty.
– One nas pogrążyły. Zabrakło zimnej głowy w najważniejszych momentach. Brak lidera w postaci Milana Barbitcha na pewno był widoczny – nie ukrywa Mantas Cesnauskis.
Ciekawą perspektywę na ten mecz przedstawił sam Williams, który przytoczył znane amerykańskie powiedzenie.
– Amerykanie często powtarzają: “obroną wygrywasz mistrzostwa, a atak sprzedaje bilety”. Pokazaliśmy w tym meczu, że defensywą i charakterem jesteśmy w stanie wiele osiągnąć. Przegrywaliśmy różnicą 14 punktów na cztery minuty przed końcem, a wyciągnęliśmy ten mecz i prowadzimy 1:0. Tylko dobrą obroną zajdziemy wysoko – komentuje.
Śląsk w tym meczu mógł liczyć na nieźle dysponowanego Kyrella Luca, który zdobył 11 punktów (5/9 z gry) i miał 4 asysty.
Kluczowe rzuty trafił z kolei Kadre Gray, choć ogólna ocena jego występu nie może być zbyt wysoka. Kanadyjczyk podejmował złe decyzje, grając bardzo indywidualnie, często obok zespołu. Trafił tylko 5 z 18 rzutów z gry. Na pewno stać go na lepszą i bardziej zespołową grę.
2. spotkanie w tej serii w piątek. Możliwe, że zobaczymy już Noaha Kirkwooda i Milana Barbitcha.
