Tymoteusz Sternicki: Nie myślałem o zmianie klubu. Chcę odgrywać rolę w Śląsku

Tymoteusz Sternicki: Nie myślałem o zmianie klubu. Chcę odgrywać rolę w Śląsku

Tymoteusz Sternicki: Nie myślałem o zmianie klubu. Chcę odgrywać rolę w Śląsku
Tymoteusz Sternicki / foto: Wojciech Figurski / PLK

– Uważam, że ten sezon nie był rozczarowujący. Czułem się dobrze zaopiekowany. Dojrzałem jako człowiek i sportowiec. W ostatnich miesiącach mogłem zobaczyć, jak trenuje się w PLK, poczuć tę fizyczność, która odbiega od tego, co dzieje się w młodzieżówce. Chcę w kolejnym sezonie zacząć grać regularnie, ale wiem, że muszę na to zapracować – mówi Tymoteusz Sternicki, zawodnik Śląska Wrocław.

Karol Wasiek: W sezonie 2025/2026 rozegrałeś łącznie zaledwie 158 minut, biorąc pod uwagę PLK i EuroCup. Czy jest rozczarowanie tak małą liczbą minut?

Tymoteusz Sternicki, zawodnik Śląska Wrocław: Minut zawsze mogłoby być więcej, ale nie uważam, że ten sezon był rozczarowujący. Czułem się dobrze zaopiekowany. W dni wolne, a także w dni meczowe – nawet gdy wiedziałem, że nie będę grał albo po prostu nie grałem – zawsze z trenerem Maksymem Papaczem bądź z innymi szkoleniowcami miałem dodatkowy trening. W dni wolne sala była zawsze dostępna, tak samo trener. Dlatego nigdy nie czułem, że dzień, w którym nie grałem albo miałem wolne, był dniem zmarnowanym.

Czy Tymoteusz Sternicki będzie grał regularne minuty w Śląsku Wrocław w sezonie 2026/2027?
57 użytkowników już oddało swój głos Ankieta
  • Tak
  • Nie
  • Tak
    20 głosów
  • Nie
    37 głosów
Wczytywanie…

To ty bardziej naciskałeś na treningi czy to była inicjatywa klubu?

Klub nie musiał mnie dodatkowo mobilizować. To odbywało się raczej na linii między mną a trenerem Papaczem. Zawsze dogadywaliśmy się między sobą: „jutro ta i ta godzina, robimy to i to”. I obaj zawsze się stawialiśmy.

Mogę zdradzić, że z trenerem odbyłem rozmowę na początku sezonu. Ustaliliśmy, że gdy będą takie dni z mniejszą intensywnością, to zawsze zrobimy dodatkowy trening. Trener rozpisał nam też taką rutynę przedtreningową. Zawsze przychodziliśmy 45 minut przed zajęciami i zaczynaliśmy robić swoje rzeczy. Wtedy np. sztab miał swoje spotkania.

Na co trener Papacz zwracał uwagę podczas indywidualnych zajęć?

Zależy od konkretnego dnia, ale na pewno dużo rzucaliśmy. Gdy trafiał się luźniejszy dzień, gdzie więcej osób mogło przyjść, to graliśmy gierki 1 na 1 na kontakcie.

Nie ukrywam, że współpraca z trenerem Papaczem bardzo mi się podoba. Już będąc wcześniej w Gdyni, robiłem te indywidualne treningi. Weszło mi to mocno w nawyk i po prostu lubię to robić.

Czy w trakcie sezonu, gdy częściej oglądałeś kolegów z ławki niż grałeś, pojawiała się frustracja?

Zdarzało się czasem lekkie podłamanie, ale nie było tragicznie. Traktowałem ten sezon jako przygotowawczy do kolejnego.

Czyli taki pierwszy “step” w Śląsku Wrocław?

Dokładnie. Te szanse, które dostawałem, chciałem wykorzystać jak najlepiej. Ale też cały ten sezon miał mi posłużyć do tego, by zobaczyć, jak trenuje się w PLK, poczuć tę fizyczność, inną koszykówkę. Chciałem, żeby to przygotowało mnie do – mam nadzieję – większej roli. I na to będę ciężko pracował w nadchodzących rozgrywkach.

Czy w trakcie wakacji jest jeden konkretny element, na który zwracasz szczególną uwagę, żeby go poprawić?

Na pewno spędzam dużo czasu na siłowni. Chcę wzmocnić swoje ciało, żeby nie odstawać fizycznie od rywali. Druga rzecz to obrona i praca nóg. Choć tak naprawdę dopiero zaczynam to robić mocniej, bo przez kontuzję na kadrze nie było aż tyle czasu. Kiedy wróciłem do treningu po urazie, pracuję nad wszystkim, ale ciało i nogi w defensywie to priorytet.

No właśnie, zatrzymajmy się przy obronie. Dochodziły do mnie sygnały, że nie dostawałeś większej liczby minut właśnie ze względu na braki w defensywie. Czy ty też miałeś takie sygnały ze sztabu?

Tak, jeszcze gdy trenerem był Ainars Bagatskis, rozmawialiśmy o tym. Mówił, że to może być moja największa zmora, więc mam się na tym skupić, a gdy poprawię ten aspekt, będzie mi dużo łatwiej.

Chodziło bardziej o obronę systemową, czy grę 1 na 1?

Raczej 1 na 1. Wiem, że zawsze miałem z tym problem. Zdecydowanie obrona 1 na 1 to coś do poprawy, ale wierzę, że po tych wakacjach będzie to wyglądało znacznie lepiej.

Bez obrony nie ma grania na wysokim poziomie. Masz tego świadomość?

Tak. Zgadzam się w 100%. Bez obrony nie ma w ogóle minut w ataku.

Przejście z koszykówki młodzieżowej do seniorskiej na pewno nie należy do najłatwiejszych. Uważam, że największą zmianą jest fizyczność. Starsi zawodnicy doskonale wiedzą, jak używać swoich atutów i przewagi fizycznej nad innymi. Taktycznie pewnie też jest więcej do przyswojenia, ale to nie było dla mnie aż tak dużym wyzwaniem jak właśnie ta bariera fizyczna.

Jak będziesz wspominał trenera Ainarsa Bagatskisa?

Współpracę z nim będę wspominał bardzo pozytywnie. Poza samymi meczami, na jego treningach nigdy nie było tak, że siedziałem z boku i nic nie robiłem. On cały czas rotował składem, miałem cały czas kontakt z innymi. Dawał mi wolność w podejmowaniu decyzji, a także wolność w popełnianiu błędów. Kiedy podjąłem decyzję, nie krzyczał: „oddaj piłkę, stój w rogu, nic nie rób”. Pozwalał po prostu grać.

Jak Tymoteusz Sternicki zmienił się w ciągu tych ostatnich miesięcy? Jak patrzysz na siebie po sezonie spędzonym w Śląsku Wrocław?

Na pewno dojrzałem. Trafiłem do nowego środowiska i starałem się podpatrywać różne rzeczy. Wyciągałem wnioski. Spędzałem też sporo czasu wokół ludzi starszych od siebie, więc mentalnie poszedłem do przodu, ale w głębi duszy chyba dalej jestem taki sam.

Na swojej pozycji miałeś Jakuba Nizioła, kapitana Śląska, gracza bardzo doświadczonego. Czy mogłeś na niego liczyć w trudniejszych momentach? To gracz, który pomaga młodszym zawodnikom?

Można na niego liczyć i to nie tylko na boisku, ale i poza nim. Nawet gdy miałem jakieś swoje problemy, to od razu służył pomocą. Nie trzeba było martwić się o pewne rzeczy samemu, Kuba zawsze był chętny, żeby pomóc.

Wspomniałeś o kadrze U-20. Nie zagrałeś ostatecznie na mistrzostwach przez kontuzję, której nabawiłeś się na jednym z treningów?

Dokładnie. Bardzo chciałem pojechać na te mistrzostwa, być jednym z liderów tej kadry i zakończyć mój ostatni turniej młodzieżowy w karierze pozytywnym wynikiem, ale niestety… nie udało się.

Czy wszystko jest już zaleczone i trenujesz na pełnych obrotach?

Tak, miałem powtórny rezonans, cały czas chodzę na zabiegi, ale czuję się już naprawdę dobrze i wszedłem powoli w normalny trening.

Rozumiem, że cel na kolejny sezon jest jasny – regularne granie i większa liczba minut. Nie chcesz już tylko siedzieć i trenować z trenerem Papaczem.

Trenować dodatkowo chcę dalej! Ale na pewno chcę też regularnie grać. Wiem, że to nie przyjdzie ot tak i że muszę sobie te minuty wywalczyć, a potem dobrze je wykorzystywać. Nie mam w głowie żadnej konkretnej liczby, ale to co dostanę, chciałbym zamieniać na konkrety, żeby ta rola stała się regularna.

Czy miałeś już okazję do rozmowy z nowym trenerem Danny Franco?

Nie. Na razie tylko obejrzałem CV i konferencje z jego udziałem. Jestem pozytywnie nastawiony na tę współpracę.

Czy latem pojawiły się telefony z innych klubów? Zastanawiałeś się nad zmianą miejsca pracy?

Jakieś tam zainteresowanie z innych klubów się pojawiało, ale mam w głowie swoją wizję na ten nadchodzący sezon we Wrocławiu. Nie planowałem żadnych zmian.

Wiem, że w kontrakcie masz też zapis umożliwiający wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Nie myślisz na razie o powrocie do USA?

Na ten sezon nie miałem takich planów. Nigdy nie mówię „nigdy”, ale na ten moment o tym nie myślę.

Zauważam taki trend, że młodzi gracze coraz częściej podpisują kontrakty w PLK. Wielu chłopaków z kadry U-20 związało się niedawno z klubami grającymi w ekstraklasie.

Tak, podpisano sporo takich umów. Myślę, że to idzie w dobrą stronę, jeśli chodzi o przyszłość polskiej koszykówki. Jeżeli ci młodzi zawodnicy faktycznie będą dostawać minuty i będą grali, to naturalnie będą się rozwijać. Nauka od starszych i możliwość mierzenia się z ligowymi trudnościami na pewno zaprocentuje.