Sixers przegrali z Nets, DJ Augustin pobił Raptors, Curry z rekordem!

14/04/2019
Embiid Johnson Sixers fot. NBA.com

Pierwsza noc Playoffów za nami! Emocji było co nie miara, a większość z nich brała się bezpośrednio z tego, że niżej notowane zespoły ogrywały tej nocy faworytów!


Nets – Sixers – 111:102 (1-0)
Magic – Raptors -104:101 (1-0)
Clippers – Warriors – 104:121 (0-1)
Spurs – Nuggets – 101:96 (1-0)


Pierwszy mecz tegorocznych playoffów i już niespodzianka – Nets pokonali Sixers po meczu, w którym pokazali się oni z bardzo słabej strony. Na starcie co prawda to właśnie Philly wyszła na prowadzenie, Joel Embiid zdobył szybkie 7 punktów, Jarrett Allen w 53 sekundy złapał już 2 faule. Nets odwrócili jednak sytuację dzięki gorącemu nadgarstkowi Joe Harrisa, który w krótkim czasie trafił trzy kolejne trójki. Już na starcie drugiej kwarty ekipa z Brooklynu wyszła na prowadzenie różnicą aż 17, które uległo potem zmniejszeniu, ale którego już nie oddali.

Sponsor serwisu

Zgodnie z przewidywaniami, D’Angelo Russell karał defensywę Sixers w pick’n’rollu. W całym meczu uzbierał 26 punktów. Równie ważny był jednak wchodzący z ławki Caris LeVert, odgrywający podobną rolę, który zdobył łącznie 23 punkty. Joel Embiid miał problem – choć jego linijka statystyczna na pierwszy rzut oka wygląda dobrze (22 punkty, 15 zbiórek, 4 asysty, 5 bloków), to jednak nie dał z siebie 100%, nie trafił żadnej z 5 oddanych trójek i zakończył mecz ze wskaźnikiem plus/minus na poziomie -17. Tym, co zostało z tego meczu najlepiej zapamiętane z jego udziałem, to zerkanie na telefon razem z Amirem Johnsonem na ławce rezerwowych.

Po meczu JoJo tłumaczył swojego kolegę, że córka Amira jest poważnie chora i po prostu czekał on na wieści na temat jej stanu zdrowia. Być może i tak rzeczywiście było, ale trener Brett Brown nie uznał tego wytłumaczenia i potępił tę sytuację. Zerkanie na telefon nieźle z resztą podsumowuje ten mecz w wykonaniu Sixers – wyglądali na rozkojarzonych. Trafili zaledwie 12% trójek (3/25), tylko 69% z linii rzutów wolnych (29/42) i żaden z ich kluczowych zawodników nie przyszedł w 100% do gry. No, może poza Jimmym Butlerem, który zdobył 36 punktów i 9 zbiórek.


Kolejna niespodzianka nastąpiła już w kolejnym meczu. Niżej rozstawieni Magic wygrali z Raptors po emocjonującej końcówce, której bohaterem został DJ Augustin. Prowadzenie w meczu zmieniało się kilkukrotnie, na przełomie drugiej i trzeciej kwarty Orlando miało swój moment, ale co do zasady to Raptors częściej byli na prowadzeniu – choćby minimalnym, kilkupunktowym. Pod koniec jednak sytuacja mocno się wyrównała – na 2 minuty przed końcem Johnathan Isaac trafił trójkę na wynik 97-96 dla Magic. W kolejnej akcji Lowry stracił piłkę i Evan Fournier layupem podniósł prowadzenie do trzech punktów przewagi. Wtedy Raptors mogli liczyć na Kawhi – trafił trójkę na remis po wznowieniu z boku boiska, by w następnej akcji trafić szalonego fadeaway’a ze skrzydła dającego Toronto prowadzenie.

Nie był to jednak koniec meczu – na 44 sekundy do końca DJ Augustin wyrównał wynik trafiając po wjeździe, by w następnej akcji, po spudłowanej trójce Marca Gasola, samemu trafić trójkę przy pogubionej defensywie Raptors na 4 sekundy przed syreną. Kawhi miał czas by odpowiedzieć, ale jego ostatni rzut okazał się airballem. W ten właśnie sposób game-winner DJ Augustina zapewnił Magic prowadzenie w tej serii 1-0:

W całym meczu Augustin był najlepszym strzelcem Magic z dorobkiem 25 punktów i 6 asyst. Aż 19 z tych punktów zdobył jeszcze w pierwszej połowie, więc Raptors mogli się nie spodziewać ataku właśnie z jego strony na końcu. Toronto zgodnie z planem było w stanie ograniczyć strefę podkoszową rywali – Nikola Vucevic skończył z linijką 11 punktów, 8 zbiórek i 3 asysty, po trafieniu 3/14 rzutów z gry. Niewiele lepiej spisał się Aaron Gordon, zdobywając 10 punktów z 10 rzutów. Dużo lepiej poradził sobie chociażby Pascal Siakam, który uzbierał 24 punkty i 9 zbiórek – choć spudłował też 4 rzuty z dystansu. Fatalnie spisał się Kyle Lowry, który w 34 minuty zdobył 0 punktów, 7 zbiórek i 8 asyst, pudłując wszystkie 7 rzutów z gry. Playoffowe demony wciąż nawiedzają Toronto. Paradoksalnie to Lowry miał najlepszy w zespole plus/minus na poziomie +11


Jedynym meczem, który zakończył się bez niespodzianek, był starcie GSW z Clippers. Mistrzowie pewnie poradzili sobie ze swoimi rywalami, rzucając już teraz zapowiedź łatwego 4-0. Niekoniecznie jednak we wszystkich meczach tak świetną formę utrzyma Stephen Curry. Rozgrywający Warriors zaczął mecz dosyć niepozornie, ale kiedy się rozkręcił absolutnie błyszczał na parkiecie. Zdobył tej nocy 38 punktów, 15 zbiórek, 7 asyst i trafił aż 8/12 rzutów z dystansu. Tym samym stał się liderem wszechczasów liczbie trafionych trójek w playoffach – w całej karierze trafił już 386 i o jedno trafienie wyprzedza Ray’a Allena. Nie da się ukryć, że był to najlepszy indywidualny występ tej nocy:

źródło:YouTube/FreeDawkins

Drugą historią tego starcia były uszczypliwości wymieniane przez cały mecz pomiędzy Patrickiem Beverley’em, a Kevinem Durantem. Pat krył Duranta przez cały mecz, przewagę warunków rywala niwelując zaangażowaniem i próbą wejścia mu do głowy. Chyba się udało, bo finalnie emocje puściły i obaj zostali wyrzuceni z boiska:

źródło:YouTube/Bleacher Report

Z drugiej strony jednak Beverley skończył mecz z plus/minus na poziomie -24, więc może wcale tak bardzo nie zatrzymał KD – Durant był drugim strzelcem Warriors z dorobkiem 23 punktów. Bardzo dobry mecz – a zwłaszcza jego początek – dał tez Draymond Green, który zdobył 17 punktów, 7 zbiórek i 7 asyst, szalejąc przede wszystkim wtedy, kiedy Steph jeszcze nie był tak gorący w tym meczu. Dla LAC najwięcej, bo 26 punktów rzucił z ławki Montrezl Harrell, a kolejne 25 punktów i 9 asyst dodał nie kto inny niż Lou Williams.


W ostatnim meczu trudno mówić o niespodziance, bo Spurs nie są wcale o wiele gorszą drużyną niż Nuggets, ale wygrali jednak pierwszy mecz na wyjeździe, co nie zdarza się wcale tak często – zwłaszcza w parach z miejsc 2 i 7. Mecz należał do bardzo równych, jednak to SAS przez zdecydowaną większość spotkania byli o krok przed swoimi rywalami. To pomogło im w samej końcówce, która mogła potoczyć się różnie – na nieco ponad minutę przed końcem Nuggets zredukowali straty do jednego punktu. Wtedy jednak Jamal Murray, który wziął ciężar gry na siebie, zawiódł swój zespół. Zaliczył fatalną sekwencję i w niespełna 10 sekund spudłował trójkę i stracił piłkę, co w tak kluczowym momencie musiało kosztować zwycięstwo. Przed samym końcem, na 9 sekund przed końcową syreną, zdążył spudłować jeszcze jeden rzut – ostatni, który mógł dać wygraną, a występ przypieczętował jeszcze jedną stratą na 2 sekundy przed końcem.

W całym meczu Murray zdobył 17 punktów i 6 przechwytów, ale pudłował na potęgę – trafił tylko 8/24 rzutów z gry, nie trafiając przy tym żadnej z 6 oddanych trójek. Skuteczność z dystansu w ogóle była u Denver marna, bo stała na poziomie zaledwie 21%. Nikola Jokic zakończył mecz z triple double na 10 punktów, 14 zbiórek i 14 asyst, ale koniec końców był trochę pod grą, nie oddając zbyt wielu rzutów. Dla Spurs 18 punktów, 12 zbiórek i 6 asyst zdobył DeMar DeRozan, a 16 punktów, 5 asyst i efektowny wsad dorzucił Derrick White:

 

Kopiuj link do schowka