NBA Trade Deadline 2021 – kto będzie kupował, a kto sprzedawał?

NBA Trade Deadline 2021 – kto będzie kupował, a kto sprzedawał?

Dziś 7 lutego. W zeszłym sezonie o tej porze analizowaliśmy ruchy wykonane przy okazji trade deadline, które miało miejsce 6 lutego. W tym roku wszystko się trochę przesunęło – na trade deadline przyjdzie nam poczekać jeszcze do 25 marca. Już teraz wiele jest jednak pogłosek transferowych, a sytuacja niektórych zespołów jasno wskazuje na to, czy i jakie ruchy mogą chcieć wykonać jeszcze w trakcie rozgrywek. Spójrzmy więc, które zespoły będą szukały wzmocnień, a które… Wręcz przeciwnie.

Sprzedający – New Orleans Pelicans

Od jakiegoś czasu powszechnie wiadomo, że Pelicans intensywnie szukają chętnych na usługi JJ Redicka. Ciekawe, w kontekście kłopotów, jakie mają oni ze spacingiem. Redick to właściwie jedyny ich zawodnik, który grozi w tak dużym stopniu rzutem z dystansu – nawet po przygotowanych pod jego rzut zagrywkach. Fakt, że w wieku 36 lat obniżył on już loty, ale wydaje się, mógłby się jeszcze przydać. Mówi się, że sam zawodnik najchętniej trafiłby gdzieś do Atlantic Division (Sixers, Celtics i Nets), bo miałby najbliżej do rodziny. Na jego etapie kariery to są już kwestie priorytetowe.

Wypłynęła także informacja o tym, że Pelicans chętnie wymieniliby Lonzo Balla albo Erica Bledsoe. Obie te wymiany skalkulowane są najpewniej pod to, by dać więcej miejsca dobrze radzącemu sobie, młodemu Nickeilowi Alexander-Walkerowi. Matt Moore z The Action Network podzielił się dziś informacją, że sam Ball chciałby trafić do Chicago Bulls. Jeśli wyraża taką chęć, być może jest już pogodzony z faktem, że nie ma dla niego miejsca w Nowym Orleanie.

Kupujący – New York Knicks

Dziś rano naszego czasu gruchnęła wiadomość o tym, że Detroit Pistons będą handlować Derrickiem Rosem i jest to już niemal pewne. Jak faworyt do pozyskania byłego MVP ligi wymieniany jest właśnie klub z Nowego Jorku:

Tego, że Pistons będą chcieli zrobić coś z kontraktem Rose’a można było spodziewać się jeszcze przed startem sezonu. Klub z Detroit to młody skład, którego niestety nie stać jeszcze na sukcesy. Przebudowa musi jeszcze potrwać, a o ile weterani bywają w czasie takiej przebudowy przydatni (jako wychowawcy dla młodzieży), to trzeba uważać, żeby nie hamowali ich rozwoju. Derrick Rose.

Przechodząc jednak do Knicks: grają naprawdę niezły (jak na swoje obecne możliwości) sezon. Bilans 11-13 obecnie daje im 7. miejsce, premiowane udziałem w turnieju Play-In. Julius Randle gra sezon życia, RJ Barrett zaczyna pokazywać swój duży potencjał – generalnie widać rękę trenera Thibodeau. Widać ją także po tym, że młodzi gracze jak Knox, Ntilikina, czy Smith Jr. wypadli już praktycznie z rotacji na rzecz weteranów, dających obecnie więcej. Nie jest tak, że młodzi nie grają w ogóle – wspomniany Barrett, Mitchell Robinson, czy Immanuel Quickley odgrywają istotne role w rotacji.

Thibodeau nie stawia na potencjał, tylko na to, co tu i teraz. Nie dziwne więc, że od początku jego pracy w Nowym Jorku przewijają się głosy, że Knicks będą chcieli się wzmacniać, nie osłabiać. Raczej nie ma więc mowy o oddawaniu schodzących umów Randle’a czy Bullocka za picki. Powinniśmy się raczej spodziewać oddania młodych, którzy nie przebiją się w rotacji, za zawodników, którzy pomogą utrzymać się w walce o Playoffy.

Sprzedający – Houston Rockets

Pozbycie się Jamesa Hardena to było wielkie wydarzenie dla klubu – w końcu wypchnięto lidera, który przez ostatnie kilka lat ciągnął zespół na swoich barkach. Do mistrzostwa może i się nie zbliżył, ale przewodził jednak pewnej erze ‘hossy’ Rakiet. Naturalną koleją rzeczy byłby teraz reset, zejście na dół tabeli i organiczna budowa od podstaw. Taki scenariusz jest prawdopodobny, ale nie konieczny – przynajmniej nie od razu. Okazuje się bowiem, że Rockets z Wallem, Oladipo i Woodem radzą sobie naprawdę nieźle. Z bilansem 11-11 są obecnie tuż za pierwszą ósemką, a ich rating defensywny ku zaskoczeniu jest drugim najlepszym w lidze.

Pytanie jednak, jak wysoko jest sufit tego składu i jak długo potrwa jego dobry okres. Zarówno Wall jak i Oladipo to doświadczeni gracze z historią poważnych kontuzji. Być może są w stanie odbudować się w Houston i utrzymać na wysokim poziomie. Jest to jednak pewne ryzyko – to raz. Dwa – nie jest to skład, który pozwoli wejść w perspektywie kolejnych sezonów na poziom elitarny, poziom walki o tytuł. Nowy zarząd Rakiet – który obejmował stanowiska z myślą o przebudowie – może więc nie chcieć zachować nowego trzonu zespołu i już teraz wychylić się po jakieś przyszłościowe ekwiwalenty w postaci picków i młodych graczy.

Kontrakt Victora Oladipo schodzi z listy płac po obecnym sezonie – warto więc już teraz go przehandlować i nie tracić za darmo. Pojawiają się z resztą głosy o tym, że Rockets rozpatrują możliwość takiej wymiany. W rozmowach transferowych wciąż przewija się też nazwisko PJ Tuckera, który wzbudza duże zainteresowanie kontenderów, jak również nazwisko Daunela Housa, którego status w klubie bardzo drastycznie spadł:

Kupujący – Golden State Warriors

Szkoda byłoby, żeby taki dobry sezon Stepha Curry’ego po kontuzji się zmarnował. Przez zmarnowanie rozumieć można brak awansu do Playoffów, albo awans bez żadnych szans na walkę o drugą rundę – kwestia oczekiwań. Niestety, wokół niego biegają młodzi gracze o różnym poziomie potencjału – raczej zadaniowcy. Bilans 12-11 na ten moment daje ósme, premiowane awansem do turnieju Play-In miejsce. Utrzymanie tego stanu – nie mówiąc o jego poprawieniu – będzie wymagać jednak usprawnień. Przede wszystkim zwiększenia mocy rażenia w ataku.

GSW to 12. defensywa, ale dopiero 17. ofensywa NBA. Steph Curry bardzo często wygląda na osamotnionego – zwłaszcza, kiedy Wiggins i Oubre nie trafiają akurat swoich rzutów, a to dzieje się regularnie. Nie bez powodu Warriors pojawiają się najczęściej w kontekście ewentualnej wymiany po Bradley’a Beala. Przydałby się kolejny kreator na piłce – ktoś, kto odciąży Curry’ego i zdobędzie swoje punkty w oderwaniu od systemu ofensywnego. Choć zarówno Wizards, jak i sam Beal zapierają się, że żadnego transferu nie będzie, to w obecnej sytuacji Waszyngton może nie mieć innego wyjścia. Zwłąszcza, że GSW mają bardzo dużo do zaoferowania – przede wszystkim pierwszorundowy pick od Minnesoty, która najpewniej skończy w tym sezonie na odległym miejscu, gwarantującym, że będzie to wysoki wybór. Nawet jeśli nie uda się z Bealem, Warriors będą pewnie próbować ten pick wykorzystać, by wzmocnić się na drugą część sezonu.

Sprzedający – Washington Wizards

Skoro już o Bradley’u Bealu mowa – Washington Wizards mogą chcieć wywołać małe trzęsienie ziemi. Od lat przebąkiwało się o tym, że duet Wall-Beal za kulisami nie dogaduje się najlepiej, a i na boisku nie jest optymalny. Propozycja otrzymania Westbrooka w zamian za ogromną umowę kontuzjowanego od dwóch lat Walla była więc z cyklu: nie do odrzucenia. Niestety obecnie, po około 20 meczach, kiedy tabela zaczyna się krystalizować, Wizards są na jej końcu. Oczywiście, nie można powiedzieć w tej chwili, że projekt Beal-Westbrook to klapa. Gwiazdy zagrały ze sobą razem dopiero 300 minut (co daje niecałe 16 minut na mecz. To, że w tym czasie notowali razem plus/minus na poziomie -9 to inna sprawa.

Zespołowi zbudowanemu wokół duetu Beal-Westbrook można dać jeszcze szanse i możliwe, że w pewnym stopniu w końcu by to wypaliło. Niską pozycję w tabeli można jednak potraktować jak okazję. Nadchodzący draft zapowiadany jest jako mocniejszy niż poprzedni, a dodanie do własnego (może jak najwyższego) picku jeszcze jednego (na przykład tego od Wolves, który mają Warriors) wygląda bardzo kusząco. Jeśli dobrze to rozegrają, mogą mieć dwa picki w top5, które dołożą do młodego trzonu opartego na Deni Avdiji, Rui Hachimurze i Thomasie Bryancie.

Kupujący – Chicago Bulls

Tak naprawdę można było umieścić Bulls zarówno w kategorii kupujących, jak i sprzedających. Pojawiły się ostatnio głosy, że duże zainteresowanie wśród ligowej stawki wzbudza grający świetny sezon weteran Bulls, Thaddeus Young. Poza tym nie od dziś mówi się o ewentualnej wymianie Lauri Markkanena, z którym w Chicago mogą nie chcieć przedłużać umowy, czy nawet Zacha LaVine’a, którego wartość może już nigdy nie być wyższa, niż teraz. Te wszystkie głosy kontruje jednak generalny manager Bulls, Arturas Karnisovas, który stawia sprawę jasno: Bulls nie chcę być sprzedającym – chcą się wzmacniać.

Założeni Karnisovasa ma sens, biorąc pod uwagę realia tego sezonu. Chciago w tej chwili zajmują 11. pozycję – w normalnych warunkach można byłoby myśleć o tankowaniu. Niżej są jednak ekipy, które ciężko będzie ‘dogonić’ (zwłaszcza, że Byki nie są takie złe), a awans do Playoffów jest w tym roku łatwiejszy niż kiedykolwiek. Udział w turnieju Play-In gwarantuje zajęcie już 10. miejsca. Podjęcie walki będzie jak najbardziej na miejscu. Jak Bulls mogą wzmocnić rotację – trudno powiedzieć. Mają jednak co nieco do oddania – oprócz Younga także innych weteranów, jak Garrett Temple, czy Otto Porter. W ostateczności mogą też wypuścić kogoś młodszego, jeśli oferta będzie odpowiednia.

Sprzedający – Orlando Magic

Trzeba sobie jasno powiedzieć – ten sezon Orlando Magic idzie na straty. Bezlitosne okazały się kontuzje, które do końca rozgrywek wykluczyły z gry Jonathana Isaaca, Merkelle’a Fultza, a ostatnio na ponad miesiąc także Aarona Gordona. Zeszłoroczna playoffowa batalia z Bucks, w której pokazali się z niezłej strony, mogła być szczytem Magic w tym kształcie. Trzon zespołu gra ze sobą od wielu lat i chyba ciężko bedzie z tego wyciągnąć coś więcej. Ponownie – niska pozycja w tabeli (obecnie 12., o awans będzie trudno) może stać się pretekstem do szybkiego przebudowania zespołu.

To jest już ten moment, kiedy można definitywnie powiedzieć – Aaron Gordon nie wejdzie już na wyższy poziom. Długo czekaliśmy, aż stanie się zawodnikiem przystającym do pokładanych w nim nadziei. Wygląda jednak trochę tak, jakby osiągnął swój sufit – przynajmniej w Orlando, gdzie u boku świetnego Nikoli Vucevicia i wciąż bardzo perspektywicznego Jonathana Isaaca, nie ma dla niego za bardzo miejsca, które odpowiadałoby jego boiskowym atutom. Łakomym kąskiem dla potrzebujących shootingu zespołów może być także kontrakt Evana Fourniera, którego 17,5 miliona dolarów schodzi z listy płac po obecnym sezonie.

Kupujący – Dallas Mavericks

Coś nie gra w Dallas – mieli walczyć o czołówkę, a tymczasem są na 14. pozycji, daleko za strefą playoffową. Zarząd klubu nie może sobie pozwolić, by sezon młodego, rozpędzonego Luki Doncicia skończył się klęską taką, jak brak awansu do fazy zasadniczej. Rozwój kariery Słoweńca jest na tyle szybki, że już w jego trzecim roku trzeba mu zapewnić ciągły postęp w kwestii osiągnięć zespołowych. Luka musi czuć, że z Mavs może wygrywać – bo jeśli zechce odejść, będzie to wypuszczenie z rąk być może największego talentu, jaki kiedykolwiek przewinął się przez ten klub.

Mavs to obecnie 16. atak i 26. obrona NBA – przydałoby się usprawnić jedno i drugie za jednym zamachem. O to będzie ciężko. Na szczęście Mavs są jedną z tych ekip, która ma możliwość handlowania swoim pierwszorundowym pickiem w drafcie 2021 – co nie jest takie oczywiste, bo tylko 15 zespołów w stawce ma taką możliwość. W kontekście Mavs nie pojawiają się jednak konkretne nazwiska – bardziej potencjalne wymiany sugerowane przez dziennikarzy, niż faktyczne doniesienia o prawdziwym zainteresowaniu. W ten sposób z Mavericks łączy się wspomnianego Bradley’a Beala, Devonte’ Grahama, Zacha LaVine’a, czy nawet Nikolę Vucevicia.

Sprzedający – Oklahoma City Thunder

Oddanie latem połowy składu to tylko początek generalnej przebudowy Thunder. Młody trzon wokół Shai Gilgeous-Alexandra, złożony z takich graczy jak Bazley, Dort, czy Maledon, już wygląda obiecująco (w perspektywie paru ładnych lat, oczywiście). Wciąż jednak można jeszcze oddać pewne elementy, które da się zamienić na skrawki świetlanej przyszłości.

Takim elementem jest przede wszystkim George Hill. Doświadczony rozgrywający doznał kontuzji, która wykluczy go z gry na co najmniej miesiąc. Jego uraz nie jest groźny i po powrocie wciąż może stanowić wartość dodaną dla ławki jakiegoś zespołu. Jego nieobecność jest natomiast szansą dla wybranego z 34. pickiem ostatniego draftu Theo Maledona. Francuski, 19-letni rozgrywający już od początku kariery pokazuje, że może grać duże minuty – zwłaszcza w klubie takim jak Thunder, w którym presji na wygrywanie nie ma. Nic, tylko go ogrywać. George Hill, posuń się.


Lista oczywiście nie wyczerpuje tematu drużyn, które mogą chcieć wykonać jakieś ruchy w tegorocznym okienku. Daj znać w komentarzach, jakich widzisz kandydatów do przeprowadzenia wymian.