Ławka Toronto Raptors w końcu stanęła na wysokości zadania!

22/05/2019
Raptors AP Photo/Paul Beaty

To był bez wątpienia najlepszy występ ławki rezerwowych Raptors w całych tegorocznych Playoffach. Musiał jednak taki być – Kawhi Leonard zdobył dziś tylko 19 punktów, trafiając 6/13 rzutów z gry.

Sponsor serwisu

Bucks – Raptors – 102:120 (2-2)


Kawhi na parkiecie spędził tylko 34 minuty i na szczęście nie musiał więcej. Czwarty mecz przeciwko Bucks był bowiem blow outem, w którym czwarta kwarta była tylko formalnością. Po wyrównanej pierwszej kwarcie, w której to raczej Bucks wychylali się na niewielkie prowadzenie, przyszła druga odsłona, po której Raptors prowadzili już różnicą 10 punktów, trzecia, po której przewaga urosła do 15 oczek, oraz czwarta, w której w pewnym momencie Toronto miało już przewagę rzędu 25 punktów.

Kluczowy okazał się początek drugiej kwarty, kiedy to Raptors zaliczyli run 9-0. Wypracowanej wtedy przez rezerwowych przewagi już nie oddali. To znamienne, że w tym najważniejszym dla późniejszych losów meczu po parkiecie biegali rezerwowi. To oni bowiem na przestrzeni całego meczu pokazali się chyba najlepiej. Również oni byli na boisku, kiedy przewaga Raptors rosła w czwartej kwarcie do ponad 20 punktów. Brylował przede wszystkim Norman Powell, który zdobył 18 punktów, 5 zbiórek i 3 asysty, trafiając 4/13 rzutów za trzy! Serge Ibaka również przyszedł do gry – zdobył tej nocy 17 punktów i 13 zbiórek w zaledwie 24 minuty spędzone na boisku. W końcu dobry mecz rozegrał też do bólu skuteczny Fred VanVleet, zdobywając 13 punktów i 6 asyst przy skuteczności 5/6 w rzutach z gry.

Trzej wymienieni wyżej zawodnicy pokonali całą ławkę Bucks wynikiem 48:23. Nie udałoby się to jednak, gdyby nie dobra gra zawodników pierwszej piątki – przynajmniej niektórych. Kyle Lowry rzucił aż 12 punktów w pierwszej kwarcie, nie dopuszczając do tego, by Bucks odjechali z wynikiem na starcie. Łącznie w całym meczu zanotował aż 25 punktów, 5 zbiórek i 6 asyst, trafiając wszystkie 10 oddanych rzutów wolnych.

Świetnie zagrał znów Marc Gasol, który w 30 minut zdobył 17 punktów, 5 zbiórek, 7 asyst i 2 bloki, trafiając 6/11 rzutów z gry i nie popełniając ani jednej straty. O jego wkładzie w defensywę nie trzeba chyba nawet pisać. Danny Green i Pascal Siakam zdobyli łącznie 11 punktów, a ich występ był trochę… Obok meczu. Można im to jednak wybaczyć, kiedy koledzy grali tak dobrze.

Bucks nie byli tym razem skuteczniejsi, nie wygrali na deskach i mieli problem. Giannis Antetokounmpo odkuł się co prawda trochę po ostatnim słabym meczu, zdobył 25 punktów, 10 zbiórek, 5 asyst i 3 bloki, ale miał przy tym plus/minus na poziomie -19, a więc najgorszy w zespole. Nie  gra mu się łatwo, kiedy Raptors zatrzymują szybką grę jego zespołu. W punktach po stratach Raptors wygrali 17:5, pomimo faktu, że popełnili tylko jedną stratę mniej.

Najlepszym strzelcem zespołu okazał się Khris Middleton, który do tej pory nie grał najlepszej serii. Zdobył 30 punktów, 6 zbiórek i 7 asyst, trafiając 11/15 rzutów z gry, w tym 4/7 za trzy, nie popełniając przy tym żadnej straty. Ewidentnie zyskał indywidualnie na tym, jak bardzo system defensywny Raptors skupia się na zatrzymaniu Giannisa.

Poza wymienioną dwójką, zespół Bucks prawie nie istniał. Eric Bledsoe podtrzymał słabą serię, zdobywając 5 punktów przy skuteczności 2/7 z gry. Brook Lopez zdobył 8 punktów, a gra praktycznie nie przechodziła przez niego. Wchodzący z ławki Malcolm Brogdon zdobył 4 oczka, trafiając zaledwie 2/11 rzutów. Zwykle aktywny w tej serii George Hill natomiast oddał w 26 minut tylko 2 rzuty. Bucks przegrywają już drugi mecz z rzędu i przewaga w serii z Raptors uciekła im przez palce. Ze stanu 2-0 doprowadzają do 2-2 i w następnym starciu na własnym parkiecie muszą pokazać, że to tylko chwilowy kryzys.

Kopiuj link do schowka