Karol Kamiński: MVP finałów niczego nie gwarantuje. Teraz chcę udowodnić swoją wartość w PLK

Karol Kamiński: MVP finałów niczego nie gwarantuje. Teraz chcę udowodnić swoją wartość w PLK

Karol Kamiński: MVP finałów niczego nie gwarantuje. Teraz chcę udowodnić swoją wartość w PLK
Karol Kamiński / foto: Tomasz Sokołowski

Awans Astorii Bydgoszcz do Orlen Basket Ligi był jednym z najważniejszych wydarzeń minionego sezonu na zapleczu ekstraklasy. Jedną z twarzy tego sukcesu został Karol Kamiński, który nie tylko rozegrał bardzo solidne rozgrywki, ale przede wszystkim błysnął w finałowej serii z ŁKS-em Łódź. Świetna postawa przyniosła mu tytuł MVP finałów, a kilka tygodni później stało się jasne, że pozostanie w Bydgoszczy i razem z Astorią wróci na parkiety PLK.

Dla 28-letniego zawodnika będzie to powrót do ekstraklasy w zupełnie innych okolicznościach niż przed laty. Wcześniejsze epizody w Asseco Gdynia i Treflu Sopot nie pozwoliły mu na regularną grę. Dziś wraca jako jeden z liderów beniaminka i gracz, który ma za sobą najlepszy sezon w karierze. W rozmowie z nami opowiedział o emocjach po awansie, pamiętnym piątym meczu finałów, swojej koszykarskiej drodze oraz wyzwaniach, które czekają go w nadchodzącym sezonie PLK.

Czy Karol Kamiński – jako zawodnik Astorii Bydgoszcz – poradzi sobie na parkietach PLK?
23 użytkowników już oddało swój głos Ankieta
  • Tak
  • Nie
  • Tak
    20 głosów
  • Nie
    3 głosy
Wczytywanie…

Marcel Drozdowski (Z Krainy NBA): Za tobą wyjątkowy sezon. Astoria wraca do PLK po latach, ty zostałeś wybrany MVP finałów. Zdążyłeś już ochłonąć po tych emocjach? Jak dziś wspominasz tamte dni?

Karol Kamiński (Astoria Bydgoszcz): Na pewno potrzebowałem trochę czasu, żeby to wszystko do mnie dotarło. W trakcie sezonu człowiek jest skupiony tylko na kolejnym treningu i kolejnym meczu, więc nie ma przestrzeni, żeby się zatrzymać. Dopiero po zakończeniu rozgrywek zdałem sobie sprawę, jak wiele udało nam się osiągnąć. Awans do PLK był naszym głównym celem od pierwszego dnia przygotowań i to właśnie z niego jestem najbardziej dumny. Wyróżnienie MVP finałów oczywiście bardzo cieszy, ale traktuję je jako efekt pracy całego zespołu. Gdyby nie koledzy, sztab i ludzie wokół klubu, nie byłoby ani tego tytułu, ani mojego indywidualnego sukcesu.

Decydujący piąty mecz z ŁKS-em przejdzie do historii. 34 punkty, pięć trójek, siedem celnych rzutów wolnych i świetna gra w obronie. Czy to był najlepszy występ w twojej dotychczasowej karierze?

– Patrząc na wagę spotkania i okoliczności, myślę, że tak. Piąty mecz finału, pełna hala, ogromna stawka – trudno o większą presję i lepszą scenę do zaprezentowania swoich umiejętności. Cieszę się, że właśnie wtedy potrafiłem zagrać swoją najlepszą koszykówkę. Staram się patrzeć na takie mecze jako potwierdzenie tego, że praca, którą wykonuję każdego dnia, ma sens i że w ważnych momentach mogę zaufać swoim przygotowaniom.

W Bydgoszczy od dawna czekano na powrót do ekstraklasy. Z perspektywy zawodnika czuło się tę presję przez cały sezon, czy raczej była ona dodatkową motywacją?

– Trochę jedno i drugie. Wiedzieliśmy, czego oczekuje miasto, kibice i klub, bo Astoria zasługuje na grę w PLK. Ja jednak zawsze staram się zamieniać presję w coś pozytywnego. Jeśli grasz o wysokie cele, presja jest czymś naturalnym. Nie można przed nią uciekać, tylko nauczyć się z nią funkcjonować. Myślę, że jako zespół właśnie to zrobiliśmy.

W ostatnich latach wyrastałeś na jednego z najlepszych polskich zawodników 1. Ligi. Czujesz, że właśnie teraz jesteś najlepszą wersją Karola Kamińskiego jako koszykarza?

– Myślę, że tak, ale jednocześnie mam poczucie, że to jeszcze nie jest mój sufit. Z każdym sezonem lepiej rozumiem grę. Nie chodzi już tylko o warunki fizyczne czy umiejętności techniczne, ale też o czytanie sytuacji, podejmowanie decyzji i zachowanie spokoju w ważnych momentach. Najbardziej cieszy mnie to, że wciąż widzę wiele elementów, które mogę poprawić. To daje mi dużą motywację, bo wiem, że mogę być jeszcze lepszym zawodnikiem.

Finalnie zostajesz w Astorii na kolejny sezon, wracając na parkiety Orlen Basket Ligi. Po świetnych finałach i całym udanym sezonie zapewne miałeś zainteresowanie z innych klubów. Co przesądziło o pozostaniu w Bydgoszczy?

– Mój kontrakt posiadał opcję automatycznego przedłużenia w sytuacji awansu do PLK. Przychodziłem do Astorii dwa lata temu z myślą, aby zagrać z klubem z Bydgoszczy w Ekstraklasie. Rok temu nie udało nam się awansować. W tym roku po awansie nie interesowały mnie żadne inne opcje, chociaż wiem, że zainteresowanie z innych klubów było.

Przed tobą jednak nie debiut, a powrót do PLK. Poprzednie podejścia w Asseco i Treflu wyglądały zupełnie inaczej – dostawałeś niewiele minut i trudno było pokazać pełnię możliwości. Dziś wracasz jako MVP finałów 1. Ligi i jeden z liderów beniaminka. Czujesz, że twoja kariera może dzięki temu nabrać jeszcze większego rozpędu?

– Bardzo w to wierzę, ale wiem też, że sam tytuł MVP niczego nie gwarantuje. To będzie nowy etap i nowe wyzwanie. Do PLK wracam z dużo większym doświadczeniem niż kilka lat temu i przede wszystkim z większą pewnością siebie. Nie dlatego, że ktoś mnie nazwał MVP, ale dlatego, że wiem, ile pracy wykonałem przez ostatnie sezony. Mam świadomość, że przede mną kolejne wyzwania, ale jestem na nie gotowy i chcę udowodnić swoją wartość również na poziomie ekstraklasy.

W ciągu tych kilku lat sporo się zmieniło. Jakim koszykarzem jesteś dziś w porównaniu do Karola, który po raz pierwszy pojawiał się w polskiej ekstraklasie?

– Myślę, że przede wszystkim bardziej dojrzałym. Rozwinąłem się pod każdym aspektem. Fizycznie i rzutowo zrobiłem krok do przodu. Dużo też pracowałem nad strefą mentalną. Kilka lat temu byłem bardzo niecierpliwy. Dzisiaj jestem spokojniejszy, lepiej rozumiem swoją rolę na boisku i wiem, jak mogę pomagać drużynie. W karierze nie wszystko układa się od razu, ale jeśli konsekwentnie pracujesz i nie szukasz wymówek, w końcu dostajesz swoją szansę albo sam ją sobie kreujesz. Mam wrażenie, że właśnie ta droga najbardziej mnie ukształtowała. Niektórzy otrzymują swoją prawdziwą szansę na początku swojej drogi, niektórych droga jest bardziej zawiła.

W Astorii stworzyliście bardzo zgraną grupę. Jak duży wpływ na twój rozwój mieli trener Grzegorz Skiba oraz doświadczeni koledzy z drużyny?

– Bardzo duży. Potrzebujesz ludzi, którzy potrafią z Ciebie wyciągnąć to, co najlepsze. Trener Skiba od początku obdarzył mnie dużym zaufaniem, za co jestem ogromnie wdzięczny. Wiedziałem, że mam swobodę na boisku, ale też odpowiedzialność za swoje decyzje. Razem z asystentem Pawłem Kulpekszą dawali mi dużo wsparcia i wskazówek. Dużo zawdzięczam również bardziej doświadczonym kolegom. Rywalizacja na treningach z Michałem Chylińskim czy Karolem Gruszeckim na pewno dużo mi pomogła. Z pozycji rozgrywającego zawsze chętnie wskazówek udzielał Marcin Nowakowski. Wspólne rozmowy, dyskusje czy po prostu obserwacja ich na co dzień pomogły mi zrobić krok do przodu. Nawet po kilku latach gry można się od innych wiele nauczyć, jeśli ma się otwartą głowę.

Beniaminkowie często słyszą, że ich głównym celem powinno być utrzymanie. Jakie są wasze ambicje przed pierwszym sezonem po powrocie do PLK?

– Na tym etapie ciężko cokolwiek powiedzieć, ponieważ składy drużyn są wciąż w budowie. Chcemy być wymagającym rywalem dla każdego. Wiem, że ambicje tego klubu sięgają wysoko, ale wszystko krok po kroku.

Co twoim zdaniem będzie największym wyzwaniem po przeskoku z 1. Ligi do PLK? Tempo gry, fizyczność, jakość zagranicznych zawodników, a może coś zupełnie innego?

– Wszystko po trochu. Na pewno tempo gry będzie wyższe, zawodnicy będą bardziej fizyczni, a każda zła decyzja będzie szybciej wykorzystywana przez przeciwnika. W PLK praktycznie nie ma momentów, w których można sobie pozwolić na chwilę dekoncentracji. Z drugiej strony właśnie takie wyzwania najbardziej motywują mnie do pracy. Zawsze chciałem rywalizować z najlepszymi i teraz będę miał taką szansę.

Czego życzyć tobie jako zawodnikowi oraz Astorii jako drużynie w nadchodzących rozgrywkach?

– Przede wszystkim zdrowia, bo ono w sporcie jest bezcenne. Nawet najlepsze przygotowanie niewiele znaczy, jeśli nie możesz być na boisku. Na swoim przykładzie wiem, jak kontuzje potrafią zburzyć w sekundę wszystkie plany. Zdrowia dla całej drużyny, abyśmy mogli spokojnie budować wspólnie fajną koszykówkę w Bydgoszczy.