Kamil Łączyński: Złość i rozczarowanie
Dzisiejsza koszykówka jest bezwzględna – bez celnych trójek jest piekielnie trudno rywalizować. Mamy sporo czasu do dwumeczu o brąz. Na ten moment chęć i nadzieja we mnie są, ale w głowie wciąż mocno siedzi to, co wydarzyło się w tym półfinale – mówi Kamil Łączyński, zawodnik AMW Arki Gdynia.
Karol Wasiek: Przegrywacie serię z ORLEN Zastalem 0:3. Dlaczego? Co zaważyło o tej porażce?
Kamil Łączyński, zawodnik AMW Arki Gdynia: Myślę, że przede wszystkim brak skuteczności w meczach domowych. Mieliśmy zaledwie siedem trafionych rzutów za 3 pkt na 40 prób. To daje 17%. Nie oszukujmy się, ale przy takiej skuteczności trudno walczyć o finał. Zabrakło nam też trochę więcej spokoju, takiej wyrachowanej i mądrej koszykówki w czwartej kwarcie drugiego meczu.
W dwóch meczach naprawdę mocno się postawiliśmy. W tym pierwszym rywale nas zdominowali od początku do końca – tak się czasami zdarza. Jeśli nie masz odpowiednio zachowanego balansu między grą inside-outside, to gra się potwornie ciężko.
W trzecim spotkaniu – w trakcie 1. połowy – znów ta skuteczność za trzy potwornie kulała. Dzisiejsza koszykówka jest bezwzględna – bez celnych trójek jest po prostu piekielnie ciężko. Do tego doszła ta duża strata już na samym początku meczu. Co prawda potem się zbliżyliśmy, ale…
-
Tak
-
Nie
-
Tak11 głosów
-
Nie32 głosów
Cały czas musieliście gonić.
Tak, a z tym w koszykówce różnie z tym bywa. Czasami sam już nie wiem, co jest lepsze – czy ciągłe gonienie wyniku, czy próba utrzymania przewagi i uciekania rywalowi. Zastal zagrał naprawdę świetne zawody. W końcówce rywale byli bezbłędni. Garrison trafiał niesamowicie trudne rzuty. Czuć było, że jest w niesamowitym gazie. Brawa dla niego, czapki z głów za rzuty z bardzo trudnych pozycji.
Uważam, że dwa spotkania w tej serii były typowo na żyletki. W niedzielę skończyło się siedmioma punktami, rywale mieli bezpieczną przewagę na koniec, ale przez większość czasu to były różnice na poziomie dwóch posiadań. Nie oszukujmy się, w dzisiejszym baskecie to jest żadna przewaga.
Przed wami seria o brązowy medal. Czy widzisz w oczach zawodników ten ogień do rywalizacji w “małym finale”? Z obcokrajowcami bywa różnie, nie każdy podchodzi do tego na sto procent. Jak to wygląda z twojej perspektywy, doświadczonego gracza, który niejedną szatnię widział?
To prawda. Sam doświadczyłem wielu różnych przypadków w kontekście podejścia do rywalizacji o brąz. Wiem, że to podejście do meczów o trzecie miejsce bywa różne. Kultura grania w różnych miejscach na świecie jest po prostu inna. Teraz w naszej szatni jest mnóstwo złości, sporo rozczarowania i to jest w pełni naturalne.
Ja sam pewnie mentalnie przestawię się na ten mały finał dopiero za kilka dni. Mamy sporo czasu do tego dwumeczu. Na ten moment chęć i nadzieja we mnie są, ale w głowie wciąż mocno siedzi to, co wydarzyło się w tym półfinale. Musimy wykorzystać te parę dni, żeby przede wszystkim dojść do zdrowia.
Wielki szacunek dla Milana – dziękujemy mu, że w ogóle wyszedł na parkiet. Chłopak był chory, wymiotował przed meczem, na boisku było widać, że to nie jest ten sam zawodnik, że nie jest sobą. Te najbliższe dni musimy poświęcić na regenerację fizyczną i mentalną.
