Jayvon Graves: Serie B? Skusiła mnie wizja, nie tylko finanse
– W tym off-season znów miałem propozycje z BCL, miałem też kilka konkretnych ofert z EuroCupu. Projekt w Livorno mnie zaintrygował z kilku względów. Nie tylko chodzi o finanse – mówi Jayvon Graves, były zawodnik Legii Warszawa.
Karol Wasiek: Jak z perspektywy czasu zapamiętasz rozdział w swojej karierze pod tytułem „Legia Warszawa”?
Jayvon Graves: Zapamiętam go jako sezon pełen nauki i dojrzałości. To był zespół z ogromnym talentem – każdy z nas, od zawodników po sztab, miał jeden cel: zakończyć rozgrywki jako mistrz Polski. I to zrobiliśmy.
Jaki obrazek z tego sezonu najmocniej utkwił ci w pamięci? Gdy myślisz „Legia 2025/2026”, co widzisz?
Zdecydowanie moment, w którym podnosimy trofeum w górę. To zostanie ze mną na zawsze.
Ale powiem ci coś ciekawego – ogromne znaczenie miał też mecz, który przegraliśmy z Heidelbergiem w Lidze Mistrzów. Uważam, że ta porażka dała nam mnóstwo korzyści. Każdy z nas musiał usiąść, spojrzeć w lustro i odpowiedzieć sobie na pytanie, jak chcemy, żeby wyglądała reszta tego sezonu. Drużyna i trenerzy wiedzieli, że cel jest jeden i bez względu na wszystko nie chcieliśmy już nigdy więcej poczuć się tak, jak po tamtym meczu.
-
Tak
-
Nie
-
Tak5 głosów
-
Nie28 głosów
Jak oceniasz swoją postawę w koszulce Legii? Czy zrobiłeś krok do przodu?
To był dla mnie bardzo udany rok, przede wszystkim dlatego, że zdobyłem swoje pierwsze mistrzostwo w zawodowej karierze. Smakowało tym lepiej, że rok wcześniej przegrałem w decydującym meczu finałowym. Teraz to ja cieszyłem się z końcowego triumfu. Niezależnie od oczekiwań czy potknięć, które trafiały się po drodze, zawsze dawałem z siebie wszystko, by wygrywać. Mam świadomość tego, że robiłem różnicę na parkiecie.
Końcówka sezonu była jednak trudna pod kątem mentalnym.
Dlaczego?
Pod koniec sezonu zmarła moja ciocia. Wiedziałem, że patrzy na mnie z góry i uśmiecha się, gdy sięgam po złoto – to dało mi dodatkową motywację, by zrobić absolutnie wszystko dla wygranej. Moja rola w zespole ewoluowała, ale potrafiłem się zaadaptować i jestem z tego dumny. Czuję, że na koniec rozgrywek byłem jednym z trzech najlepszych obrońców w całej lidze. Rozwinąłem się też jako lider na parkiecie. To był zdecydowanie sezon na duży plus.
Grałeś w koszykarskiej Lidze Mistrzów (BCL) przez wszystkie swoje lata w Europie: Francja, Niemcy, Litwa i Polska. Teraz zdecydowałeś się na przenosiny do Serie B (A2). Wielu ten transfer mocno zaskoczył. Czym się kierowałeś? Oferta finansowa była nie do odrzucenia?
BCL to świetne rozgrywki i zawsze grało mi się tam dobrze. W tym off-season znów miałem propozycje stamtąd, miałem też kilka konkretnych ofert z EuroCupu. Ale projekt w Livorno po prostu mnie zaintrygował.
To klub z A2, który wkłada ogromną pracę, by wejść do Serie A. Dla mnie to nowe wyzwanie, w którym będę odgrywał kluczową rolę. Razem z mamą spotkaliśmy się z właścicielem i prezesem klubu – ta rozmowa była kluczowa. Organizacyjnie działają jak klub z absolutnego topu, uwierzyłem w ich wizję na mnie i na cały zespół. Do tego dochodzi świetna baza kibicowska i doskonała lokalizacja. To były główne powody. Ale nie ma co ukrywać – finanse też są priorytetem przy podejmowaniu takich decyzji, choć nie jedynym.
Czy był w ogóle temat dalszej gry w Legii Warszawa? Czy rozmawiałeś z władzami Legii o przedłużeniu umowy na kolejny sezon?
Z tego co wiem, mój agent rozmawiał z nimi wstępnie jeszcze przed zakończeniem sezonu, ale prawdę mówiąc – nie orientuję się, jak daleko zaszły te rozmowy i na czym dokładnie stanęło.