Debiut Gasola w Raptors, RW#0 i Harden gonią Wilta, Celtics wybuczani

10/02/2019
Marc Gasol Raptors fot. USA TODAY

Kilku graczy zaliczyło dziś debiuty w barwach nowych ekip, jak Gasol w Raptors, Harden i Westbrook zbliżają się do Wilta Chamberlaina, a Celtics wciąż mają kłopoty, których nie umieją zażegnać.


Spurs (32-26) – Jazz (32-24) – 105:125

Cavs (11-45) – Pacers (37-19) – 90:105

Hornets (27-28) – Hawks (18-37) – 129:120

Raptors (41-16) – Knicks (10-45) – 104:99

Clippers (31-26) – Celtics (35-21) – 123:112

Wizards (24-32) – Bulls (13-43) – 134:125

Pelicans (25-32) – Grizzlies (23-24) – 90:99

Thunder (36-19) – Rockets (32-23) – 117:112

Magic (24-32) – Bucks (41-14) – 103:83


Starcie Thunder z Rockets było chyba najciekawszym meczem tej nocy – nie dość, że zagwarantowało emocje czysto sportowe, to jeszcze przyczyniło się do tego, że dwóch graczy przybliżyło się do pobicia rekordów Wilta Chamberlaina. James Harden zanotował już 29. z rzędu mecz na przynajmniej 30 punktów, więc traci tylko dwa takie mecze do rekordu Wilta. Russell Westbrook wyrównał natomiast rekord meczów z triple double z rzędu, rozgrywając 9. kolejne takie spotkanie. Następny mecz w poniedziałek przeciwko Blazers będzie rozgrywany przez niego pod dużą presją. Przejdźmy jednak do meczu.

W całym spotkaniu prowadzenie zmieniało się aż 16 razy i rzeczywiście było ono wyrównane, ale tylko fragmentami. W pierwszej kwarcie żadna z ekip nie wyszła na prowadzenie wyższe niż 5 punktów. Drugą kwartę zdominowali już Rockets, wychodząc na 25-punktowe prowadzenie. W trzeciej kwarcie Thunder zredukowali tę stratę do zera, a czwarta odsłona znów była już wyrównana. Na 32 sekundy przed końcem Harden wyprowadził Houston na prowadzenie 111:112 i było to ostatnie prowadzenie Houston. W kolejnej akcji layup trafił Westbrook, więc na 5 sekund do końca przyszło rzucać Hardenowi ponownie za trzy – tym razem nie trafił. Następne punkty dla OKC to już rzuty wolne po rozpaczliwych próbach faulowania.

Duet Paul George i Russell Westbrook chyba nigdy nie wyglądał lepiej. To prawda, że RW#0 popełnił aż 10 strat i trafił tylko 1/5 za trzy, ale swoją grą w dużej mierze umożliwił PG#13 rozegranie tak dobrego meczu – jak na rozgrywającego przystało. Westbrook zdobył 21 punktów, 12 zbiórek i 11 asyst, a George rewelacyjne 45 punktów, 11 zbiórek i 3 asysty, przy czym aż 18 razy rzucał z linii rzutów wolnych. To więcej niż sam Harden, który przy 42 zdobytych punktach, rzucał z linii 15 razy. Więcej rzucał zza linii za trzy punkty, bo oddał zza niej 16 prób. Hardena wymiernie wspomógł Chris Paul, któremu niewiele zabrakło do triple-double – zdobył 18 punktów, 10 zbiórek i 9 asyst.

źródło:YouTube/FreeDawkins


Celtics mieli już ten mecz w garści – wygrywali z Clippers różnicą 28 punktów w drugiej kwarcie. LAC stopniowo jednak te straty odrabiali, a w czwartej kwarcie sami zdominowali Celtics, ostatecznie wygrywając ponad 10 punktami. Boston trafił tylko 12 punktów w trzeciej kwarcie, zaprzepaszczając taką przewagę. Na pewno na sytuację wpłynął fakt, że w drugiej połowie nie zagrał Kyrie Irving, który zszedł z bólem kolana. To jednak nie jest wymówka przy tak dużej przewadze.

Dla Clippers aż ośmiu graczy zdobyło co najmniej kilkanaście punktów. Udany debiut zaliczył Landry Shamet.  Najwięcej uzyskał ich wchodzący z ławki Montrezl Harrell, bo aż 21. Kolejne 19 punktów i 10 zbiórek dodał Danilo Gallinari, który miał przy okazji zdecydowanie najwyższy w zespole wskaźnik plus/minus na poziomie +25. Od razu w pierwszym składzie zagrał Ivica Zubac, który zaliczył w 23 minuty 12 punktów, 9 zbiórek i 3 bloki. Celtics mogli liczyć na Gordona Haywarda, który z ławki zdobył 19 punktów i 5 zbiórek. Kyrie w 19 minut uzbierał 14 oczek, a po 16 dodali Tatum i Rozier.

Celtics zostali za ten wyczyn wybuczeni przez kibiców:


Raptors wygrali z Knicks, chociaż nie bez problemów – w drugiej połowie Raptors kontrolowali już wynik spotkania, jednocześnie nie wychodząc na prowadzenie wyższe niż kilka punktów. Co jednak najważniejsze, swój debiut w barwach Raptors zaliczył w tym meczu Marc Gasol. Pozyskany z Grizzlies środkowy rozegrał 19 minut z ławki, więc trener Nurse ewidentnie daje mu czas na aklimatyzację. Marc zdobył w tym czasie 7 punktów, 6 zbiórek, asystę, 2 przechwyty i blok. Całkiem przyzwoity występ.

Liderem Raptors przy słabym meczu Kawhi Leonarda był Kyle Lowry, który w końcu zdobył dużo punktów – trafił 6/10 z gry i aż 5/7 zza łuku. Łącznie dało to 22 oczka, do których dodał 4 zbiórki i 5 asyst. W obawie o miejsce w rotacji, 15 punktów i 13 zbiórek dodał Serge Ibaka. Pascal Siakam strasznie pudłował – trafił 3/13 z gry i zdobył 10 punktów. Dla Knicks 20 punktów zdobył Kevin Knox, a 10 punktów i 18 zbiórek wywalczył DeAndre Jordan.


Bucks pokazali tej nocy, że bez Giannisa nie istnieją. Antetokounmpo nie zagrał z powodu bólu kolana i Milwaukee było w kompletnej rozsypce, zdobywając tylko 83 punkty przeciwko słabym Magic. Zaledwie 17% rzutów trafionych zza łuku nie mogło przynieść sukcesu. Eric Bledsoe zdobył 19 punktów, 11 zbiórek i 5 asysty, trafiając 2/4 za trzy. A reszta? Brogdon 14 punktów, ale 0/4 za trzy. Lopez 0/6, Middleton 0/4, Wilson 0/5, Connaughton 1/5. Porażka. Dla Magic swoje zrobił natomiast Nikola Vucevic, który zdobył 15 punktów, 17 zbiórek i 5 asyst. Liderem punktowym był jednak inny fizyczny freak pod nieobecność Giannisa – Jonathan Isaac zdobył 17 punktów i 6 zbiórek.


Jazz pokonali Spurs po kontrolowanym meczu, który nazwać można bez obaw blow-outem. Spurs byli mniej skuteczni i przegrali zbiórki 36:52. Kluczowy okazał się z znów Donovan Mitchell, który zdobył 23 punkty, 5 asyst i 5 zbiórek. Świetnie zagrał też jednak Rudy Gobert, który skończył z dorobkiem 21 punktów, 13 zbiórek i 4 asyst. Dla Spurs 23 punkty i 5 asyst zdobył DeRozan, a Aldridge pudłował trochę spod kosza i uzbierał w ostatecznym rozrachunku 15 punktów i 10 zbiórek.

źródło:YouTube/FreeDawkins


Nie był to najważniejszy mecz tej nocy, ale dla mnie osobiście był – Grizzlies pokonali Pelicans dzięki świetnemu występowi… Joakima Noah! Wchodzący z ławki francuski center zdobył najlepsze w drużynie i najwyższe w sezonie 19 punktów, okraszone 14 zbiórkami i 3 asystami.

Anthony Davis zagrał dla Pelicans i to aż 34 minuty – oddał w tym czasie jednak tylko 8 rzutów! Łącznie uzbierał więc 14 punktów, 16 zbiórek i 6 asyst. Dużo więcej zdobył wchodzący za niego z ławki Julius Randle, który zanotował 21 oczek i 6 zbiórek. Mike Conley był nieskuteczny i trafił dla Grizzlies tylko 3/11 rzutów. W ogóle nie był to mecz najładniejszy i najskuteczniejszy. Debiut w Grizzlies zaliczył Avery Bradley, który wszedł w pierwszym składzie i zdobył skromne 8 punktów. Dla Pelicans zadebiutował Stanley Johnson, który w 7 minut nie zdobył punktu.


Hornets prowadzili w tym meczu przez pełne 48 minut, nie dając Hawks dojść do głosu. Już w pierwszej kwarcie Charlotte rozstrzelali się na 46 punktów, dając sobie przydatną zaliczkę. Kemba Walker zdobył 37 punktów i 7 asyst, trafiając aż 9/17 zza łuku.

Pomógł mu Marvin Williams, który zdobył 27 oczek, a 24 punkty, 6 zbiórek i 7 asyst dodał Jeremy Lamb. Dla Hawks 20 punktów i 11 zbiórek zdobył Trae Young, a kolejne 21 punktów dorzucił John Collins.


Wizards grali z Bulls, więc Portis i Porter Jr. szybko mogli spotkać byłych kolegów z drużyny. Wizards poradzili sobie bez problemu po świetnym meczu Beala na 31 punktów. Kolejne 20 z ławki dodał Jabari Parker, a 19 dorzucił Trevor Ariza. Bulls posiłkowali się głównie grą Zacha LaVine, który zdobył 26 punktów i 6 asyst. 20 punktów i 11 zbiórek dodał Lauri Markkanen.


Indiana zmiotła Cavs – 23 punkty zdobył będący w gazie Bojan Bogdanovic, a 18 punktów i 9 asyst dodał Darren Collison. Dla Cavs nie zagrał już Kevin Love, który ostatnio wrócił na kilka minut. Z ławki 18 punktów zdobył więc Jordan Clarkson, a po 16 dodali Sexton i Nance Jr.

 

Kopiuj link do schowka