Bucks pokonują Celtics w samej końcówce, LeBron zatrzymał Hardena!

22/02/2019
Antetokounmpo Bucks Celtics Elise Amendola/AP

Powrót NBA po All-Star Week można uznać za udany! Bucks i Celtics dostarczyli masy emocji, Kings i Warriors bardzo dużo widowiskowej koszykówki, a Lebron James i James Harden pięknego pojedynku!


Suns (11-49) – Cavs (13-46) – 98:111

Heat (26-31) – Sixers (38-21) – 102:106

Sponsor serwisu

Blazers (35-23) – Nets (30-30) – 113:99

Celtics (37-22) – Bucks (44-14) – 97:98

Kings (30-28) – Warriors (42-16) – 123:125

Rocksets (33-25) – Lakers (29-29) – 106:111


Powrót NBA po przerwie związanej z All-Star Week liga potraktowała poważnie. Czwartkowej nocy zaserwowała nam kilka potencjalnie ciekawych spotkań, które spełniły oczekiwania. Przede wszystkim dostaliśmy starcie na szczycie wschodu pomiędzy Bucks a Celtics. Liderzy konferencji z Milwaukee wygrali zaledwie jednym punktem po wyrównanej końcówce, a w całym meczu prowadzenie jednej ze stron tylko raz przekroczyło granicę 10 punktów. W czwartej kwarcie to Bucks przez większość czasu utrzymywali przewagę, jednak na minutę przed końcem meczu celna trójka Ala Horforda doprowadziła do remisu 95:95. Na 30 sekund do końca trójkę z ręką obrońcy na twarzy trafił Middleton, tylko po to by Kyrie odpowiedział celnym lay-upem kilka sekund później. Celtics z punktem straty liczyć musieli więc na niepowodzenie kolejnej akcji Bucks, która niestety dla Celtics trwała do ostatnich sekund. Dzięki świetnej obronie Smarta bezskutecznie. Kyrie miał jednak za mało czasu na odpowiedź i nie trafił kluczowego rzutu. To była fantastyczna końcówka naprawdę dobrego meczu.

źródło:YouTube/FreeDwakins

Kyrie Irving był bliski zostania bohaterem tego meczu, jednak pomimo pudła w kluczowym momencie zagrał bardzo dobry mecz. Gdyby nie on, nie doszłoby do tak wyrównanej końcówki – w całym meczu uzbierał 22 punkty i 5 asyst, trafiając dobre 4/8 za trzy i nie popełniając żadnej straty. Mimo porażki, Celtics mogą mieć powody do optymizmu – ich gra na tle najlepszej obecnie drużyny w lidze wyglądała imponująco, Boston walczył jak równy z równym. Bardzo cieszy dobra postawa Ala Horforda, który w poprzednim sezonie był kluczem do sukcesów, a w tym jak do tej pory nie błyszczał. Na przestrzeni całego spotkania zanotował 21 punktów, 17 zbiórek (7 ofensywnych), 5 asyst, 2 przechwyty i 3 bloki.

Horford znany był zawsze ze skutecznej obrony przeciwko takim graczom jak Giannis Antetokounmpo, jednak tym razem nie udało się go zatrzymać. Lider Bucks zdobył 30 punktów, 13 zbiórek, 6 asyst i 2 bloki, będąc liderem zespołu. Należy jednak odnotować, że wskaźnik plus/minus Giannisa w tym spotkaniu to -10. To głównie dlatego, że robotę robiły ustawienia z rozciągającym grę Ersanem Ilyasovą na czwórce (11 minut, 9 punktów, +13!). Bardzo dobrze zagrał też Khris Middleton – świeżo upieczony All-Star skończył z dorobkiem 15 punktów, 13 zbiórek i 4 asyst. Eric Bledsoe dziś skromnie – tylko 5 punktów przy 2/9 z gry.

Brook Lopez w swoim stylu – 10 punktów, 8 zbiórek i klasyczne dla niego 2/7 za trzy. Raz jednak mógł się poczuć w tym meczu jak rasowy, old-schoolowy, defensywny center – przy tym bloku:

Nagrodę za blok meczu zgarnia jednak Giannis:


Równie ciekawe spotkanie miało miejsce w Los Angeles, gdzie Lakers podejmowali Rockets. Nie doszło do bardzo zaciętej końcówki, bo LeBron zadbał o to, żeby LAL zakończyli ze spokojem. Jeziorowcy przegrywali przez zdecydowaną większość tego spotkania – w szczytowym momencie trzeciej kwarty nawet różnicą 19 punktów. Od połowy trzeciej kwarty mecz się jednak obrócił, kiedy to LeBron wszedł w – jak to sam zapowiadał – playoff mode. Zdobył 29 punktów, 11 zbiórek, 6 asyst, oraz przyczynił się do wyrzucenia z boiska Jamesa Hardena, który szósty faul popełnił w czwartej kwarcie właśnie na LeBronie.

James Harden mimo porażki i zejścia z parkietu przedwcześnie osiągnął jednak jeden ze swoich celów. Z linijką 30 punktów, 5 zbiórek i 6 asyst przedłużył swoją serię meczów na przynajmniej 30 punktów do 32 takich występów, wyprzedzając drugiego w klasyfikacji Wilta Chamberlaina. Pierwszy w klasyfikacji jest… Wilt Chamberlain, z serią 65 takich meczów.

 

Wsparciem dla LeBrona bez dwóch zdań był dziś Brandon Ingram, który zdobył 27 punktów i 13 zbiórek Nie trafił też żadnej z 3 oddanych trójek i razem z LeBronem mieli skuteczność 0/7 za trzy, ale jego dyspozycja na deskach przyczyniła się do zwycięstwa Lakers w zbiórkach 49-38, co przy ich szybkiej ofensywie ma niebagatelne znaczenie. Lakers zebrali aż 12 ofensywnych zbiórek, nawet pomimo powracającego do gry Clinta Capeli. Szwajcarski center zaczął powrót po kontuzji skromnie, z dorobkiem 12 punktów i 11 zbiórek. Znacznie lepiej wypadł Chris Paul, który zaliczył 23 punkty, 10 zbiórek i 9 asyst, ocierając się o triple-double i będąc o włos od zerwania przyjaźni z LeBronem (wraz z zerwaniem jego ramienia):

Akcją meczu był zdecydowanie wsad LeBrona nad bezbronnym Ericiem Gordonem:

No i w ogóle LeBron zagrał bardzo dobre spotkanie:

źródło:YouTube/FreeDawkins


Jeszcze rok temu starcie Warriors z Kings skwitowalibyśmy ziewnięciem. Dziś jednak jawi się to jako starcie dwóch bardzo efektownie grających zespołów, a koniec końców starcie bardzo wyrównane! Dwa spudłowane rzuty wolne Andre Iguodali w samej końcówce prawie doprowadziły do końcowego remisu. Buddy Hield nie trafił jednak kluczowego rzutu na dwie sekundy przed końcem.

Generalnie nie był to jeden z tych meczów Hielda, w których ciągnie Kings za uszy – zdobył dziś 19 punktów, trafiając tylko 2/8 zza łuku. Prawdziwym liderem zespołu był wchodzący z ławki debiutant Marvin Bagley III. Zdobył Imponujące 28 punktów i 14 zbiórek, wymuszając aż 14 rzutów wolnych i walcząc na ofensywnej desce (6 zbiórek w ataku, tylko o 2 mniej nić cały zespół GSW).

źródło:YouTube/Sacramento Kings

Kings na czele z Bagley’em zagrali świetne spotkanie, ale trudno pokonać Warriors przy takiej dyspozycji Stepha Curry’ego. Lider gospodarzy zdobył 36 punktów, 6 zbiórek i 7 asyst trafiając 10/16 zza łuku. Steph, świeżo po doświadczeniach wyniesionych z Meczu Gwiazd, poza dobrą dyspozycją na dystansie postanowił tez dac sobie z góry, czym sam się chyba zszokował:

Nagrodę za wsad meczu i tak dostaje jednak Kevin Durant:

W całym meczu KD zdobył bardzo dobre 28 punktów, 9 zbiórek i 4 asysty, do których dołożył bardzo niecodzienną statystykę aż 7 bloków! DeMarcus Cousins natomiast wciąż wraca sobie do formy w pierwszej piątce Warriors – tym razem w 26 minut zdobył 17 punktów, 10 zbiórek i 3 asysty.

źródło:YouTube/House of Highlights


Sixers pokonali na własnym parkiecie Heat, chociaż musieli radzić sobie bez Joela Embiida, który z powodu kontuzji kolana wypadł z gry na co najmniej tydzień. W jego miejsce w piątce wskoczył Boban Marjanovic, który spełnił swoją rolę – zdobył 19 punktów i 12 zbiórek, trafiając 6/7 z gry, ale przede wszystkim przeżuł i wypluł Hassana Whiteside’a. Oponent z Heat zdobył tylko 4 punkty i 5 zbiórek. Dominacja na pozycji centra mogła okazać się kluczowa – poza Bobanem bowiem Sixers nie byli w tym meczu zbyt skuteczni, trafiając tylko 27% trójek. Najlepszy strzelec zespołu, Tobias Harris, zdobył 23 punkty i 11 zbiórek na skuteczności 3/7 za trzy. Jimmy Butler z 18 punktami, 6 zbiórekami i 6 asystami był za trzy 0/2, a JJ Redick z 13 punktami trafił tylko 3/10 za łuku. 21 punktów, 7 zbiórek i 4 asysty zdobył Ben Simmons, ale on, jak się pewnie domyślacie, nie rzucał zza łuku.

Najlepszym graczem Heat był po raz kolejny w tym sezonie wchodzący z ławki Dwyane Wade. Weteran w 30 minut zdobył 19 punktów, 4 zbiórki i 6 asyst. Punktowo wyróżniał się też Dion Waiters, który zdobył 18 punktów, jednak za trzy trafił tylko 2/7 rzutów. Oba zespoły były niezbyt skuteczne, co niespecjalnie wpływało pozytywnie na widowisko, ale z pewnością pomogły Sixers przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.


Pomimo wyrównanej pierwszej połowy, a nawet drugiej kwarcie zdominowanej przez Nets, Blazers dosyć łatwo poradzili sobie ze swoimi rywalami z Brooklynu. Portland zdobyli wyraźne prowadzenie na starcie trzeciej kwarty i utrzymali je, nawet pomimo dzielnych prób comebacku ze strony Nets. Brooklyn po raz kolejny pokazał słabość swojej strefy podkoszowej w kontekście defensywnym, pozwalając Jusufowi Nurkiciowi na bycie liderem PTB w tym meczu – bośniacki center zdobył 27 punktów, 12 zbiórek i 3 bloki.

Dobrze zaprezentował się też jego zmiennik, debiutujący w barwach Blazers Enes Kanter. W przeciągu 19 minut zdobył 18 punktów i 9 zbiórek. Damian Lillard znów pudłował – zdobył 13 oczek, oraz po 8 zbiórek i asyst, trafiając tylko 5/21 z gry. Lepiej poradził sobie McCollum z dorobkiem 21 punktów. Dla Nets walkę próbowali nawiązać rezerwowi Allen Crabbe z dorobkiem 17 punktów, oraz Ed Davis z dorobkiem 15 punktów i 10 zbiórek. Nets byli jednak nieskuteczni – trafili 39% rzutów z gry i zaledwie 19% za trzy, jednocześnie przegrywając zbiórki aż 49-60.


Rozgrywki B-Klasy w ramach NBA trwają w najlepsze. Cavs na własnym boisku pokonali Suns, przedłużając ich serię porażek do 16. Wszystko to pomimo aż 30 punktów i 7 asyst Devina Bookera. oraz bardziej jawi się on jako papierowy lider nie dający wiele drużynie, ale nie chcę oceniać jego gry przez pryzmat tankujących Suns, bo to byłoby niesprawiedliwe. Dla Cavs znów zagrał Kevin Love, tym razem większe minuty – spędził ich na parkiecie aż 22. W tym czasie zdobył 16 punktów i 11 zbiórek.Najlepszym strzelcem był słodszy niż turecka chałwa Cedi Osman, z dorobkiem 19 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst.

źródło:YouTube/FreeDawkins

Kopiuj link do schowka