Blee i nieblee playoffs 2.

25/08/2020

Dzień dobry. Dziś bez zbędnego wstepu zapraszam do czytania.

 

Nick Nurse został trenerem roku. Zasłużył bez dwóch zdań. Wyprzedził Budenholzera i Donovana z OKC. Nagroda w pełni trafiona i zasłużona. Nie ma co się rozwodzić Toronto grają lepiej niż wszyscy stawiali, pewnie nawet oni są zaskoczeni tym co prezentują, ale się nie przyznają.

Brown dla odmiany poleciał z Sixers. Najwyższa pora, ale razem z nim powinien polecieć Brand. Słabienkim jest menago. Zero intuicji, zero pomyślunku.

Trochę statystyki:

Średnią TD w tych PO ma LBJ – 25,3 pkt., 10,3 zb., 10,3 ast. O włos poniżej TD jest Luka 31,5 pkt., 10,5 zb. i 9,8 ast.

Strzelcy. Mitchell 39,5, Kawhi 33, Harden 32, Doncić 31,5 i Giannis 31,3.

Asystenci; LBJ 10,3, Brogdon 10, Luka 9,8, LeVert 9,5 i Harden 8,8.

Za trzy najlepiej sypią Conley – 69%, Bazley 60% i Joe Harris 58%

Największymi zezolami są Gordon 20%, Dort i Playoff P po 22%, Temple 25%, Kawhi 27%, T. Ross 28%, Siakam 29%, Kemba 30%, Schroder 31%. Dalej Jest Harden, Melo, Crowder i Shamet – 33%.

 

 

Boston vs Sixers

W G3 ziomki z Sixers dali z siebie wszystko, absolutnie wszystko w obronie i tak się zajechali, że zabrakło im pary na trafianie. Ten mecz to była próba dla kibica. Ta kakofonia pudeł była iście masochistycznym doznaniem. Mecz pod tytułem: gdzie się podziała nasza skuteczność i czemu kosze są takie małe”. Celtowie zaliczyli 41% z gry i 26% za trzy, a bobasy z Phily rozbiły bank i zaliczyły 29,5% z gry i 23% za trzy czyli prawdziwa antyreklama koszykówki. Jesli Boston zaprezentuje taką grę z Toronto, to odpadnie po 4 grach. Sixers zaliczyli 14 asyst i 12 strat dając jasno do zrozumienia, że playoffs to nie jest miejsce dla nich, że trafili tu zupełnie przypadkiem w wyniku jakiejś pomyłki.

Kolejny mocarny i kozacki mecz rozegrał nasz ulubieniec Tobiasz wydymałem Sixers na 150 baniek Harris zaliczając 6/19 z gry i 0/5 za trzy. Odnotował aż 15 zbiórek, co w żaden sposób nie powinno dziwić, w meczu gdzie definiowana jest na nowo celność piłek jest aż nadto do złapania.

Tylko jeden człowiek w tym spotkaniu mógł wejść do szatni i szydzić z wszystkich. Tym kimś był Kemba. 24 pkt., 50% z gry, 3/8 za trzy, 8 zb., 4 ast.

Embiid po trzech grach notuje takie statystyki: w pierwszych połowach zdobywa średnio 19 pkt., trafiając 59% rzutów, średnio jest 3/7 z dystansu i ma 8,7 zbiórki. W drugich połowach 11 punktów, 29% z gry, 0/4 za trzy i 4,7 zb. Od nagrywania filmików na YT itp., kondycja nie rośnie.

Boston załatwili Phily w czterech grach. Sweep piękny, pierwszy w historii pojedynków tych drużyn w PO, choć zdawało się, że rywalizacja potrwa dłużej. Nie chce mi się pisać o Sixers bo to okrutna strata czasu jest.

Tobiasz, to prawdziwy pechowiec, nie dość, że grał fatalna serię, to w meczu, w którym całkiem dobrze mu szło, przywalił mocarnie głową w parkiet. Źle to wyglądało, bardzo źle. W trzech grach notował średnio 14,3 pkt., 33% z gry, 0% za trzy, 0/10 i 73% z linii. W G4 do strzału w parkiet zaliczył 16 pkt., 5/9 z gry, 2/4 za trzy i 4/4 linia. Wszystko pięknie, ale nieco za późno się zabrał do roboty.

Tatum 15 zb., 28 pkt., 4 ast. Kemba 32 pkt., 4/9 za trzy. Brown 16 pkt., Theis 15 i jest pięknie, ale w starciu z Toronto brak ławki u Zielonych może być decydujący. Raptory to nie cnotki z Phily, faule będą się sypały, a Lowry połowę czasu spędzi leżąc na parkiecie i udając jak umiera. To będzie dobre zestawienie.

Jojo w G4 ponownie zaszalał w 2 połowie. 3Q – 2 pkt. z gry, 4Q 7 pkt.

Phily 26,5% za trzy, 12 asyst, 8 strat i 39 zbiórek. Są najgorsi.

 

 

Denver vs Jazz

Bardzo czekałem na G3 niestety na mecz dojechała tylko jedna drużyna i było to Jazz. W pierwszej kwarcie zagrali z klubem ciotek klotek, które spędzają popołudnia robiąc swetry na drutach. Wyczyny chłopców z Kolorado zaczynają być dość smutne, a Utah grało to co miało grać. Zasłony, podania do Goberta, którego Denver przestali kryć w jakikolwiek sposób, izolacje dla Donovana i Inglesa, jakieś podanka, zasłony itp.

Denver – ten przypadek jest bardzo ciekawy. Ich podkoszowe trio Millsap, Porter i Jokić defensywnie jest niżej niż obrona puszczalskiej panienki. Stoją w trzech jak tyczki i tylko trzeba ich ominąć, a punkciki same wpadają.  Niestety w ataku jest równie beznadziejnie. W G3 37,5% z gry i 32% za trzy, 20 asyst i 17 strat. Jazz 51% i 49%. W tym meczu już nawet Jokić padł pod naporem Nutek. Ich obrona jest tak beznadziejna, że nawet Conley błyszczy i rozgrywa mecze życia – 27 pkt., 4 ast i 7/8 za trzy. Mocna linijka, a przecież to Mike Conley. Panowie bez jaj powinniście nim wytrzeć parkiet jak mopem. Denver i trener Malone muszą wprowadzić jakieś zmiany, czy w składzie, czy w taktyce, bo aktualnie idą donikąd i szykuje się krótka seria.

Murray w tych PO najprawdopodobniej zadowoli się jednym świetnym spotkaniem. Z drugiej strony nie ma się co dziwić pokazał wszystkim, że jest zajebistym kozakiem i teraz już może stać przed lustrem, napinać mięsnie i złożyć aplikację do klubu Tobiasza największego zwisa Harrisa. Jest gangsta Jamalem i nikt mu nie podskoczy. W G3 był gorący na 12 pkt., 5/16 z gry i 2/8 za trzy.

Gobert 24 pkt., 14 zb. i 11/15 z gry. Donovan na większym luzie, ale też nie było potrzeby na nic więcej. Mógł spokojnie nie trafiać ile chciał. Zaliczył 5/13 z gry i 20 pkt. Po tych trzech grach awans Denver wydaje się być tylko mrzonką, zwłaszcza, że tak naprawdę powinno być 3:0, jest 2:1 i dominacja Jazz jest nieprawdopodobna. Chłopaki wiedzieli co robią celując w Denver jako rywala w pierwszej rundzie.

W G4 Denver wyszli z Grantem zamiast Portera i Morrisem zamiast Craiga. Aktywny w ataku na początku meczu był Millsap, pudłował niemiłosiernie, ale przynajmniej robił cokolwiek. Bryłki dawały opór Jazz przez cały mecz i mimo obrony dziurawej jak szwajcarski ser były w grze do końca. Z prostej przyczyny.

Wrócił Jamal Murray. Odpoczął przez dwa mecze i znów zaatakował w sposób totalny. Walił trójki, wjeżdżał, zbierał. Mecz skończył z 50 pkt, ale nie uchronił swojej ekipy przed porażką. Nie mógł bo znów eksplodował Donovan i sypnął 51 punktów. Denver nieźle 49% z gry, 39% za trzy, jednak Jazz znów lepiej 57,5% z gry i 48% za trzy.

Jest 3:1 i nie zanosi się aby Nuggets dali rade zdziałać jeszcze cokolwiek w tej serii.

Denver okrutnie nie radzą sobie z kryciem Mitchella, Conleya i Clarksona. Brak Bartona i Harrisa jest nad wyraz widoczny. Conley 26 pkt. i 4/8 za trzy, a Jordan 24 pkt./, 4/7 za trzy.

Donovan – musze przyznać, że oceniając Mitchella całkiem zapomniałem, że to jest jego trzeci sezon w lidze. Dopiero trzeci. Niech się chłopak uczy i zobaczymy co będzie dalej. W serii z Denver wypada rewelacyjnie i wygląda jak prawdziwy lider z krwi i kości, ale też nikt mu nie przeszkadza w grze, a obrona Denver pozwala mu na wszystko, więc o jednoznaczna ocenę jest ciężko.

 

 

 

Toronto vs Nets.

Raptory idą po swoje i nie biorą jeńców, choć uczciwie trzeba przyznać, że przeciwnik nie utrudnia im niczego. Dla tak poukładanej ekipy jak Toronto Nets są tylko przystawką i niczym więcej. W G3 50% z gry, 47% za trzy, 56 zbiórek, 35 asyst, 14 strat i wygrana. Fred 6/10 za trzy, Lowry blisko TD 10 zb., 7 ast., 11 pkt., 3prz. i 1 blok, Pascal 26 pkt., 8 zb., 5 ast. Tak nieco w cieniu, ale na tle pluszaków z Nets świetną serie rozgrywa Ibaka. Średnio notuje 20 pkt., 61% z gry, 62,5% za trzy, 10 zb., 2 ast. – wszystko w 24 minuty. Boston Serge nadciąga.

.Jest 3:0 i pewnie będzie 4:0, jeśli tylko Toronto będzie się chciało. Co zrobić Nets to nie ta liga i nic nie wskórają.

Koniec. W G4 w którym postawiono tylko i wyłącznie na ofensywę i rezerwy Kanadyjczycy odesłali Nets do domu. 150 punktów Raptorów z czego 100 to rezerwy. 27 Ibaka, 29 Powell, 12 Matt Thomas, 14 Terence Davis.

Raptory 55% z gry, 47% za trzy, 57 zbiórek, 39 asyst, 10 strat. Deklasacja . Bardzo jestem ciekaw ich gry z kimś, kto postawi jakikolwiek opór.

 

 

Los Angeles Lakers vs Portland Trail Blazers

W G3 widzieliśmy dwóch Anthonych Davisów. Jeden jest całkowitym koszykarskim abnegatem i grał w pierwszej połowie. Zaliczył 1/4 z gry i uzbierał namiętne 3 punkty. W drugiej połowie, po rozmowie z LeTatkiem w ubikacji, pojawił się ten Davis, który umie grać i Lakers poszatkowali ogórki z PTB. Mają 2:1 i sytuacja zaczyna się klarować, a PTB jeśli chcą się liczyć muszą wygrać G4.

Widzieliśmy też dwie wieże z Portland w postaci Hassana i bośniackiej bestii. Owe wieże zaliczyły łącznie 7/15 z gry, 15 zb. i 18 pkt. Szału nie było. Dame i C.J. zaliczyli 9/23 za trzy i również nie świecili jak miliony monet, choć próbowali do samego końca zdobyć jak najwięcej punktów, nie wiem czy próbowali wygrać, ale jest to możliwe. Z pewnością zmusili Jeziorowców do spocenia się i nie dali się tak stłamsić jak w G2. Wreszcie zobaczyliśmy LeKrólka w wersji ofensywnej. Zaliczył 38 pkt., 11/18 z gry, 4/8 za trzy, 12 zb., 8 ast., 2 prz. i piękne 8 strat. Część z tych strat wynikała z faktu, iż LBJ gra z tym z kim gra. Bystrzak JaVal i reszta nie zawsze są gotowi na jego podania.

LBJ – bardzo żałuję, że LeBron nie pokusił się o dynastię, o grę w jednym klubie gdzie miałby szansę wychować sobie koszykarzy, tak jak obok Jordana wyrósł Pippen. Chodzi mi o tę więź na boisku, która ma się z kimś z kim gra się od lat. LBJ preferuje wojsko najemne i to jest jego styl, ale czasami chciałbym aby w jego karierze był taki gracz, z którym mógłby grać z zamkniętymi oczami.

Akcja z trzema bloki LAL pod koniec spotkania naprawdę przednia.

W G4 LAL zaczęli od początku z obecnym Davisem. On w 1Q zaliczył 14 pkt., 3 bl., 3 ast. i zagrał naprawdę wybornie. Podobnie jak LBJ i cała reszta Lakersów. Pierwsza kwarta skończyła się wynikiem 43:25 i PTB zostali obnażeni po raz kolejny z swojej żałosnej defensywy. Mecz był skończony zanim się zaczął. Dzięki Lakersom za wybicie z głowy tych teorii, że PTB grają dobry basket, i że mają szansę na finały konferencji itp.

LBJ 30 pkt., 10 ast., 6 zb., 4/5 za trzy i 10/12 z gry. 44% za trzy LAL, 56% z gry, 29 asyst vs 45% z gry, 43% za trzy, 20 asyst i 17 strat PTB

Portland grali swój 13 mecz na pełnym gazie i coraz bardziej dopada ich zmęczenie. Przecież oni grają non stop maksymalnie w ośmiu. Nurkić do połowy jeszcze biega jako tako, potem już ledwo od parkietu się odrywa. Dame i C.J ujechani jak konie po westernie spędzają na parkiecie w każdym meczu grubo ponad 40 minut.

Trzeci raz w historii PO zdobyto 80 punktów w 1 połowie. Wynik brzmiał 80:51. Pewnie teraz z koszykówką idącą coraz bardziej w ofensywe takie wyniki zaczną pojawiać się cześciej.

Kolejny mocny występ LAL. Druga połowa to już tylko podrasowywanie statystyk po stronie PTB.

 

 

 

Bucks vs Magic

Koziołki wygrały mecz 3 tak jak powinni to byli zrobić w G1, G2, G3 i G4 czyli od samego początku do końca (mojego lub jej). Wiadomo, że lepiej późno niż wcale. W pierwszej połowie zaliczyli wynik 70:43 czyli sprasowali Magików jak prasa hydrauliczna i potem mogli już sobie zagrać na luzie. W takim relaksacyjnym meczu nawet Krzyś Killer Middleton wyglądał dobrze, choć zdecydowaną większość punktów zdobył, gdy już nie było gry na poważnie. Uzbierał 17 pkt. W 1Q był 2/6 z gry.

Bucks zagrali na poziomie 56% z gry i 46% za trzy. Giannis zanotował normalna linijkę czyli 35 pkt., 11 zb., 7 ast., 1 bl., 2 prz.

Grecki super atleta notuje w tej serii 31 pkt., 16 zb., 7 ast., 61% z gry, 37% za trzy i 60% z wolnych.

W meczu 4 bez zmian, Orlando znów oberwało i Bucks idą po swoje. Jest 3:1 i powinna się ta seria skończyć w 5 spotkaniu.

Krzyś zaliczył 21 pkt., 4/7 za trzy, 10 zb. i 4 straty. Jednak niech was nie zwiedzie ta linijka. Gdy mecz był wyrównany przez trzy kwarty Krzyś cały czas siedział schowany pod łóżkiem i płakał. W 1Q był 0/5 z gry, w drugiej 1/2, a w trzeciej 0/2. Dopiero w czwartej gdy Bucks odskoczyli i nie było presji, dobił przeciwnika jak prawdziwy wojownik.

 

Thunder vs Rockets.

Cztery słowa o meczu nr 3 odnośnie Rakiet; trójki im nie siedziały. Przegrali, ale OKC potrzebowali  dogrywki i 6 fauli Hardena by wygrać. Oprócz czasu dodatkowego Thunder potrzebowali też równego występu czterech swoich najlepszych ofensywnie graczy, żeby wyszarpać to zwycięstwo. Galo 20 pkt., SGA 23 pkt., Paul 26 pkt i Schroder 29. Rakiety zaliczyły 14 asyst i 16 strat.

Mecz 4 w trzech słowach odnośnie Rakiet; trójki ich zawiodły. Przegrali, ledwo i po walce, ale jednak. Jest 2:2 i chłopaki jadą dalej. Kolejny raz OKC potrzebowali wszechstronnego ataku. Paul 26, SGA 18, Adams 12 i Schroder 30. I znów ledwo, ledwo tylko 3 punktami.

G4 w drugiej połowie Rakiety zaczęły od 8/8 za trzy, a potem jakby grali w kisielu, 3/24 z dystansu i mecz powoli wymykał im się z rąk. Mogli tylko podziękować Thunder, że im nie odskoczyli, bo sami też nie trafiali.

W G4 naprawdę dobre zawody rozegrał Gordon. Przestał miotać trójki tylko 3/8, które ewidentnie mu nie siedzą i zajął się penetracją. Chłopaki z Thunder zgodnie przyznali, że spenetrował ich dogłębnie, jak rasowy proktolog. Tylko żadnej wazeliny nie użył. Zdobył 23 pkt.

Nie sądziłem, że kiedyś to napiszę, ale bardzo podoba mi się Harden w tych PO. Nie w każdym meczu, ale generalnie gra bardzo przyjemnie. W G4 Rakiety grały w 6 i pół. Starterzy + J. Green i Austin pół koszykarza Rivers. Wszyscy zdobyli +10 punktów. Austin mimo 15 minut na parkiecie nie zdobył niczego.

 

Heat vs Pacers.

G3 znów dla Heat choć Pacers kolejny raz się postawili i kolejny raz dostali po ryju. Podobnie jak w G4. Heat wszystko zmieniają, każda zasłonę przejmują. Zarówno Adebayo jak i Olynyk nadążają za niższymi graczami. Dwa mecze podobne do siebie. Heat odjeżdżają, Pacers gonią, walczą, szarpią, próbują i robią co mogą. Ani razu nie odpuścili, nie oddali ani jednego meczu. Przegrali cztery gry, ale mogą jechać na wakacje ze świadomością, że niewiele więcej mogli zrobić. Byli personalnie za słabi na Miami i nie umieją wymuszać tak fauli jak Heat i władca wolnych Jimmy linia Butler.

Dragić – wyjadacz. Z Pacers 23 pkt., 48% z gry, 40% za trzy, 4 zb., 5 ast, 1,3 prz. Bardzo przyjemnie się ogląda jego grę.

Brogdon zaszalał w G3 i zaliczył 354 pkt., 14 ast., 7 zb., 2 prz., 5 strat i był 4/7 z dystansu. Wsparł go Oladipo autor 20 pkt. T.J. dołożył 23 pkt. Po drugiej stronie Butler 27 pkt. z czego 17 zdobył z linii. Heat wymusili 52 rzuty wolne. Ja wszystko rozumem, ale to jest delikatna przesada. Sędziowie poszli po bandzie. Pacers okazali się zdecydowanie gorsi w tej materii i mieli tylko 28 rzutów z linii. W G4 sędziowie poszli w druga stronę. Obie ekipy łącznie dostały 25 wizyt na linii. He he he. Amerykanie to są śmieszni. Jimmy miał tylko 2 rzuty i stąd łączny dorobek 6 pkt.

Adebayo – skakał po Pacers jak goryl. Zaliczył 19 zb., 6 ast. i 14 pkt. Łącznie Heat mieli 60 zb. przy 34 IP.

Rezerwy w G4 po stronie Indiany nie błyszczały. 3 zdobyte punkty. Ławka Heat 41 pkt. Szaleje Herro notując w tych 4 grach 16,5 pkt., 4 zb., 3 ast., 47% z gry i 35% za trzy.

 

 

Mavericks vs Clippers

Championship Chuck – ten tekst Barkley’a naprawdę niezły. Pojechał PG pięknie. Jeśli ktoś nie słyszał to tłumaczę, że Barkley powiedział, że nie można sobie wymyślać samemu ksywki Playoff P, gdy głównie się w playoffs zbiera łomoty. Że on sobie nie wymyślił ksywki championship Chuck. W G3 George smyrgnął 3/16 z gry i 1/8 za trzy, ale on wie, że to nie ma znaczenia bo jest zajebsity i dobrze wychodzi na fotkach, zwłaszcza fotkach swojego członka.

Harrell – zwyzywał Doncicia. W sumie nic się nie stało bo faceci często sobie dopierdalają i nikt się specjalnie nie obraża. Pojechał go od koloru skóry. Dla mnie to też nie problem, bo jestem białasem i mnie to nie rusza. Ale co by się stało gdyby to Luka powiedział do niego „Ty Czarnuchu” lub coś w tym stylu. Piekło by się otworzyło. Luka zachował się świetnie, nie obrażał, nie pierdolił, nie płakał tylko zniszczył ich w następnym meczu. Klasa panie. A Harrell nawet nie wie, że więcej szkody wyrządził swojemu zespołowi niż pożytku. Luka tylko wygląda na ministranta. To jest sportowiec z krwi i kości, żądny rewanżu i napalony na wygrywanie w sposób niesamowity.

W G3 Luka zaliczył TD na minimalnym poziomie 13 pkt., 10 zb. i 10 ast., skręcił kostkę i znów musiał się szamotać z obskakującymi go psami z Los Angeles. Mimo wszystko Dallas zagrali nieźle 51% z gry, 39,5% za trzy, 27 ast. i 9 strat i do samego końca trzymali fason. Porzingis zaliczył 35 pkt., 13 zb. i 5/9 za trzy, dzielnie wspierał go giermek Curry autor 22 pkt. i 100% z dystansu, 4/4. Wszystko to jednak nie miało większego znaczenia bo po drugiej stronie Kawhi postanowił, że on dziś nie przegra. Wszedł w mecz jak katana. Wkurzony po słabej obronie kolegów, pokrzykiwał na nich od samego początku. Robił wszystko, zbierał, bronił, punktował, podawał, mobilizował i był szefem. Zaliczył 36 pkt., 9 zb., 8 ast., 2 prz., 1 bl. i 2 straty. Dobry po obu stronach parkietu był Shamet – 18 pkt., 3.7 z dystansu. Bezradność PG nie raziła w tym meczu bo wypadł Luka, ale z taką grą drugiego gwiazdora LAC ta seria może być całkiem wyrównana.

George w G4 zagrał kolejny występ godny gwiazdy. 9 pkt.,  3/14 z gry, 1/7 za trzy. Leonard rzeźbi, podaje mu piłkę choć mógłby sam kończyć te akcje ze skutkiem pewnie w 75% przypadków lepszym niż PG, ale w druga stronę nic nie ma. Paul jest sępem straszliwym, jak już złapie piłkę to nawet przez łeb mu nie przejdzie, żeby może puścić ja w obieg, poszukać jakiejś dogodnej pozycji, lepszego ustawienia. Nie rzucam i chuj. Nawet Morris, który też jest skrajnym egoistą częściej podaje. Żal patrzeć na jego aktualna grę. PG zaliczył w G4 3 asysty. W G3 7 – i LAC wygrali, w G2 – 2 podania i w G1 – znów 3. W serii ma 27% z gry, 21% za trzy.

Defensywa LAC nie działa tak jak miała działać. Dallas walą im całe góry punktów, bez większych problemów. W G4 roztrwonili 20 punktowe prowadzenie. Dają się ogrywać, momentami, zatrważająco prostymi metodami. Trey Burke ładował non stop, uskuteczniając maksymalnie dwie akcje. Rzut z rogu i wjazd od prawej strony. Uzbierał 25 punktów będąc 10/14 z gry to jest 71% i 80 z dystansu. Czyli co Trey Burke niszczy mistrzów obrony z Clippers ??????. Dallas grają z większym zaangażowaniem, walczą o każda piłkę, są agresywniejsi, bardziej im zależy i to widać w każdym meczu. Wygranym czy przegranym. LAC potrafią zagrać tak jak w G4 dobrze przez jakiś czas, a potem wkrada się niedokładność, niechlujstwo i brak zaangażowania. Tam oprócz KL i Lou Williamsa nikt nie walczył i jeszcze ten fatalny Paul George, którego paskudnie ogrywa nawet Tim Hardaway Jr. Rzuca mu prosto w twarz jak chce i kiedy chce. Timowi trzeba mu to oddać, że gra rewelacyjnie. Pewnie w ataku, mocno w defensywie. Wręcz nadspodziewanie intensywnie.  Nie wiem czy LAC nie umieją się zmobilizować bo to Dallas jest, czy oni tylko czekają na pojedynki z LAL ? Musza to zmienić bo mają 2:2 i margines błędu jest coraz mniejszy. Zwłaszcza, że Dallas grają świetny basket, pewnie trochę ponad stan, ale to nie ma żadnego znaczenia. Ogląda się ich dobrze, mimo że to taki radosna, wakacyjna i bardzo ofensywna koszykówka. LAC są bezdyskusyjnie lepsi koszykarsko, ale przegrywają z Mavs bo są gorsi jako drużyna. Dallas napędzani przez Doncicia, który uczynił ich niesamowitą ekipą gonią marzenie. Jeśli wywaliliby LAC to będzie triumf kolektywu nad izolacją.

Kawhi – w G432 pkt., 9 zb., 4 ast., 2 prz., 1 bl., 2 straty. Sweet Lou – 36 pkt., 13/20 z gry, 2/4 za trzy. We dwóch tego nie wygrają. Harrell nie istnieje, Morris nie błyszczy, a po drugiej stronie jest fiesta, karnawał i luźne lekcje samby.

Luka to szalony potwór. W G4 43 pkt., 58% z gry, 40% za trzy, 17 zb., 13 ast., 1 bl., 2 prz., 7 strat. Jebać straty. Niedorzeźbiony białas rządzi. Przy wybiciu z autu Mavs pięknie zmienili krycie na Luce z Leonarda na Reggiego. Tego Doncić potrzebował. Genialny rzut na wygraną i jaka radość. Szaleństwo. Cudowny mecz. Na naszych oczach rodzi się kolejna piękna historia NBA. Historia Luki Doncicia. Za każdym razem w takich sytuacjach myślę o Suns i Kings. Nie wiem czemu.

 

 

Dzięki za przecztytanie i do następnego.

Kopiuj link do schowka