Blee i nieblee 8. Święta tuż, tuż.

19/12/2019

 

Witam was po raz kolejny. Udało się po tygodniu, bez poślizgu. Duma mnie rozpiera i uśmiech nie schodzi z twarzy. No, ale dość tego pitu pitu. NBA pędzi już całą prędkością, można dokonywać wymian, jednak nic się nie dzieje jak na razie. Sezon jest świetny, wyrównany i ciekawy. Zapraszam na kolejną porcję wieści błachych, ciekawych jak i tych nieciekawych. Zapraszam.

Wrócił – Ayton fan środków zakazanych. Zubac uczcił to fantastycznym meczem, waląc paczkę za paczką, 5/7 z gry, 12 pkt. i przypominając, że sterydziarz Deandre broni gorzej niż śniegowy bałwan. Niestety jego powrót oznacza najprawdopodobniej, że Baynes wyląduje na ławie i tym samym Suns zaczną powolny zjazd w dół tabeli pod hasłem rozwijamy nasz wybór numer jeden w drafcie.

Problem – największą słabością NBA jest to, że mają mnóstwo świetnych atletów i niesamowitych sportowców, ale coraz mniej wybitnych koszykarzy.

Ben Simmons lat 23 – ten jego faul w spotkaniu z Bostonem gdy pchnął Theisa w Kembę spowodował, iż zaczynam sądzić, że Australijczyk jest debilem. Z drugiej strony to może być narastająca frustracja. Inni młodzi czynią postępy duże lub mniejsze jak Siakam, Tatum, Brown wszyscy z jego draftu i wszyscy już tak samo dobrzy, lub lepsi od niego. Doncić, dużo młodszy właśnie niszcz ligę i już jest kimś, kim Simmons nigdy nie będzie. Giannis ma 25 lat, jest tylko 2 lata starszy do Bena, a gdzie jest jako gracz, jaki uczynił postęp ? Adebayo – progres tego chłopaka jest fantastyczny. A Ben, no cóż szału nie ma, zaczyna trzeci sezon gry i czwarty obecności w NBA i właściwie jest dokładnie takim samym zawodnikiem jakim był. Przez trzy lata nie poczynił postępów znaczących w żadne dziedzinie. Wolne – wciąż na tragicznym poziomie poniżej 60%, reszta również w tych samych stanach Simmonsowych. Jest lepszym obrońcą niż na początku, zwiększył ilość przechwytów, ale to nie jest elita. Nie patrząc w liczby, gdy oglądam jak gra także nie widzę gracza, wokół którego można budować drużynę, nie widzę nawet gracza z Top 30 ligi. A te porównania do Lebrona z początków kariery stają się coraz bardziej ponurym żartem. Z fantastycznego rookie staje się coraz bardziej, może nie rozczarowaniem, ale niespełnionym talentem. Oczywiście miewa przebłyski jak w meczu z Cavs gdzie zdobył 34 pkt. lub z NOP – 24 pkt., 11 ast. Wkurza mnie to straszliwie bo jest niesamowicie utalentowanym dzieciakiem, ma potencjał na naprawdę świetnego zawodnika, ale chyba za mało robi by się nim stać. Często zalicza gry jak z  Celtami, gdzie zagrał jak gość z liceum. 7 pkt., 8 zb., 6 ast., 5 str., 2/6 z gry, miał momenty, ale to za mało. Tatum i Brown nie złazili z niego i skutecznie utrudniali mu życie. Chce widzieć jak gra na wysokim poziomie nie tylko z Cavs, czy Pelikanami, chcę widzieć jak wydziera wygrane w sytuacjach beznadziejnych. Chce widzieć jak walczy, jak zamienia się prawdziwego Airedale Terriera. Trochę tego pokazał z Heat (zaliczył linijkę w porządku 17 pkt., 6 zb., 6 ast., 2 prz.), ale akurat na tę ekipę trzeba grać tak cały czas, nie tylko momentami. Zobaczymy co będzie dalej z Benem popychaczem Simmonsem, oby nie trafił do tej grupy gdzie prezesem jest Andrzej pluszak Wiggins.

Może – Nets mogliby powalczyć z Toronto, ale Garrett Temple postanowił skorzystać z betonowego koła ratunkowego. Odpalił 2/14 z dystansu i zamknął temat.

44 – punkty Kemby w meczy z Pacers. Zieloni przegrali. Ich ławka zdobyła 19 pkt. Rezerwowi Pacers 47.

Kevin – Love. Skorzystał z okazji jaką jest mecz ze Spurs i rozegrał najlepsze spotkanie w sezonie. 30 pkt., 17 zb., 4/9 za trzy. Kevin chciałby grać w Portland. Ale o co chodzi, przegrywanie weszło mu w krew ?

Murray – w zeszłym sezonie notował linijkę na poziomie 18,2 pkt. na skuteczności 44%, 37% za trzy, 85% wolnych, 4,2 zb., 4,8 ast.  i grał na debiutanckim kontrakcie. Podpisał wielgachny kontrakt za całe sterty dolarów i w tym sezonie notuje 16,9 pkt., 43% z gry, 33% z dystansu, 88% wolnych, 4,4 zb., 4,6 ast.  Zwraca każdego dolara z nawiązką. Brawo Jamal.

40  – punktów Devonte’ Graham w wygranym spotkaniu z Nets. 7/12 z dystansu. 21 oddanych rzutów. Rozier to ma przejebane. Miał być najlepszy, a tu wyskoczył ten kolo z czwórka i skradł mu sezon.

Barton – Will. Maksymalnie podoba mi się jak gra ten gość. 46% z gry, 41% za trzy przy 4,7 rzutu w meczu, 6,8 zb., 3,5 ast., 1 prz., 15 pkt. To liczby, a poza tym walka, zaangażowanie, dobre decyzje, wszechstronność. Zbiera, podaje, punktuje. Jest jedną z najważniejszych przyczyn niezłej gry Denver.

Ingram – wciąż gra świetnie 25 pkt. na mecz, 50% z gry, 41% za trzy, 7 zb., 3,7 ast., jednak Pelikany są chłopcami do bicia. Bilans 7-20 nie bierze się z niczego. Grają niefrasobliwie i szybko co nie zawsze działa na ich korzyść. Są młodzi więc wiele można im wybaczyć jednak czasami zdaje się, że szybkość jest ich jedynym pomysłem. Wpadają na połowę przeciwnika i bez ułamka sekundy zastanowienia walą tróję. Masakra. Tak jak w meczu z Orlando. Gdy podali kilka razy, zwolnili tempo potrafili zagrać całkiem niezłą akcję. Jednak wielokrotnie wyglądali jakby ich taktyką było 3 sekundy lub mniej. Zastanawiam się czy przybycie Ziona zmieni tę ekipę na tyle by zacząć wygrywać. Orlando zagrało naprawdę dobre spotkanie. 8 graczy +10 pkt. Minuty świetnie podzielone, 32 asysty, 9 strat, umiejętnie dostawali się na linię i byli skuteczni – 81%. Z Pelikanami to się gra, można jechać. Bardzo podobał mi się Fultz.

źródło: YouTube/SportVideos

Zrobili to – po 13 porażkach z rzędu Pelikany trafiły na Minny bez KAT ‘a i mogli wygrać. Bez Karla Minny tracą połowę wartości, a gdy Andrzej placek Wiggins postanawia zostać bohaterem to 80%. Ingram 34 pkt., 12/22 z gry.

5 – bloków Turnera z Hornets.

Rozier –  co zagra dobry mecz to porażka. Tym razem na nic się zdało jego 35 pkt., 7/15 za trzy i 4 przechwyty. Załatwili ich Cavs.

Fiński atak – Lauri Markkanen rozegrał najlepszy, wygrany mecz w tym sezonie. 31 pkt., 9 zb., 63% z gry, 50% z dystansu. Nie przeszkodził mu Zach i jego 1/8 za trzy, a wspomógł Beal i jego 1/9 z dystansu. Bulls pięknie wrócili z -18 punktów i w dogrywce po layupie Cartera Jr. wygrali z drugą potęgą wschodu – Wizards.  Bulls są 5-5 w ostatnich 10 grach.

źródło: YouTube/SportVideos

Embiid – najechał Boston i nie brał jeńców. 38 punktów, 6 asyst, 2/3 z dystansu, 13 zb., 2 straty. Widział, że Ben gdzieś poszedł i musiał zagrać za dwóch.  Zieloni czepiali się każdej szansy, ale nie mieli broni na Joela. Ani Theis, ani Kanter nie byli dla niego przeszkodą, choć trzeba przyznać, że Enes w ataku dawał radę – 20 pkt. Jednak to nie zatrzymało  Jojo przed dopisaniem kolejnej wygranej do swojego licznika. Od upokorzenia przez Gasola ma bilans 8-2 (z Nets nie grał więc mu nie wliczam)

Doncić – z Pistons to łatwizna, ale warto wspomnieć 41 pkt., 12 zb., 11 ast. Porzingis ładnie kręcił Drummondem. 1/10 z dystansu Griffina i 2/8 Kennarda wymiernie pomogło. Tylko biedny Rose robił co mógł, był  5/10 za trzy.

30 – punktów Currego. Setha oczywiście. 6/9 za trzy, 11/15 z gry, 7 zb., 4 ast. Pistons słowo obrona rozumieją inaczej niż normalnie.

źródło: YouTube/FreeDawkins

55 –  pkt. Hardena w meczu z Cavs. Z Kawalerzystami taka zabawa przechodzi bez konsekwencji. Russ i Broda oddali 54 rzuty z 87 całek drużyny.

54 – punkty Hardena z Orlando. Podobnie jak z Cavs Russ i James oddali 49 rzutów z 86 drużyny.

2/12 – z dystansu PG13 z Toronto.  Ale spoko bo Lowry 0/7, Anunoby 1/7 i Siakam 1/4 odpowiedzieli godnie.

Sixers – byli już drudzy na wschodzie z bilansem 20-8, czyli tam gdzie mieli być, ale przegrali z Heat i są na piątej pozycji z bilansem 20-9. Ostatnie 10 gier to 7-3.  Przegrali z Wizards, rozpędzonymi Nets (bez Joela) i właśnie Miami. W ostatnich 17 grach przegrali tylko 4 razy. Kalendarz nie był łatwy więc tym bardziej należy ich docenić. Gdy są 14/28 z dystansu jak w spotkaniu z Celtami ciężko będzie ich pokonać, ale trafiając tak jak w meczu z Nets – 5/26 czyli 19% wówczas, no cóż idą na rzeź. Bez Embiida potrafią być naprawdę nijacy, ale z nim również nie zawsze błyszczą tak jak to się zapowiadało przed sezonem.

Melo – od powrotu jest 7-7. Nie najgorzej, ale ciężko powiedzieć, żeby wniósł ze sobą świeżość. W grudniu notuje 0,5 asysty w meczu. He he he.

Ławka – Portland w spotkaniu z Denver zdobyła 9 punktów. Wszystkie Simonsa. Dla porównania ławka Denver 46 pkt. Z czym do ludzi ? Portland są dla mnie mocnym rozczarowaniem, oczywiście nie tylko dla mnie. Typowałem ich, może zbyt optymistycznie do czołowej siły zachodu, jednak to jak się stoczyli przerosło moje oczekiwania. Zmiany kadrowe i kontuzje ważnych graczy nie dały się obejść, ani transferami, ani akcjami w stylu Melo wraca.

Heat – nie dali rady, mimo wspaniałej walki, Lakersom. Niestety oni pewnych rzeczy nie przeskoczą. Brak im wysokiej jakości wykonawców ich założeń. Do pewnego momentu będą to tuszować zaangażowaniem, walką, pomysłami, zespołowością,  ale na pewnym poziomie to nie wystarczy. I tak właśnie było w spotkaniu z Lakers. Davis wrzucił im 33 pkt., 11/20 z gry, LBJ 28 pkt., 11/22 z gry. Mimo wszystko podoba mi się jak grają i czasami udaje im się wyrwać wygraną ekipom bardziej gwiazdorskim i bardziej utalentowanym tak jak w spotkaniu z Sixers, którym zafundowali pierwszą porażkę u siebie. Wyśmienite występy zaliczyli Nunn i niesamowity Adebayo. Nunn 4/8 z dystansu, 4 zb., 5 ast., 1 prz. i 26 pkt. Edrice Femi Adebayo znany powszechnie jako Bam zaczyna kompletować rewelacyjne linijki jak ta z Philly, co trzeba dodatkowo podkreślić, to nie Hawks, czy Cavs. Zaliczył 23 pkt., 9 zb., 5 ast., 2 prz., 2 bl. Poza tym ogląda się Miami z przyjemnością i zawsze można liczyć na ekstra bonusy jak w meczu z Grizz. Dali się załatwić Miśkom jak świeżaki podczas fali w wojsku. To jest właśnie Miami Heat. Przed sezonem nie doceniałem ich i zwracam honor. Zobaczymy jak to będzie wyglądało w dalszej części sezonu, czy utrzymają wysoką pozycje na wschodzie, co samo w sobie nie jest straszliwie trudno, bo dużo gier wypada z leszczami i można nabijać wygrane, zwłaszcza na początku mieli łatwy kalendarz i jestem ciekaw jak będą wyglądali gdy zweryfikują ich lepsze ekipy.

Rakiety – potrafią zagrać tak jak z Toronto i potrafią zagrać tak jak z Pistons. Jak człowiek dwie twarze.

Świąteczny elf – Evan Fournier. W grudniu albo odstawił wódę, albo zaczął grać po pijaku. Ten luz, ten koci ruch i te dziesiątki punktów. 32 z GSW, 31 z Wiz, 26 z Bucks, 27 z Rockets. Bilans Orlando 5-3, a Evan wali 24 pkt., 51% z gry, 51% za trzy.

Toronto – z Cavs 58% z gry, 50% za trzy i 76% z linii. Czy Kawalerzyści przyszli na mecz ?

Pojedynek –  Giannis vs JJJ. Jackson Jr. śmiesznie rzuca za trzy. Bardziej jakby ciskał kulą niż piłką, ale w spotkaniu z Bucks był 9/15 z dystansu i zdobył 43 pkt. więc niech sobie ciska ile chce. Giannis odpowiedział 37 punktami , w tym 3/7 za trzy. Dobre starcie, przyjemnie się oglądało.

1/8 – za trzy LaVine’a w spotkaniu z Hornets. W meczu z LAC fantastyczna końcówka Zacha i zlali potentatów. To ich pierwsze zwycięstwo z plusową drużyną w tym sezonie.

Bucks – ugościli Dallas bez Doncicia i dostali łomot. Po 18 wygranych z rzędu, głównie z ogórkami, gdzieś zgubili koncentrację i dali się zaskoczyć dobrze dysponowanym Mavs. Ach to lekceważenie przeciwnika.  Porzingis przypomniał, że on też umie grać w kosza i potrafi być kocurem. Na nic zdało się 48 punktów Giannisa, gdy reszta starterów wyprodukowała 23 pkt., na skuteczności 9/34 z gry. Kristapsa wsparł Curry – 26 pkt., 9/15 z gry. Dallas grali dobrze, szeroka kadrą, bronili i pokazali Bucks, że dziki zachód jest wciąż nieco trudniejszy niż wschód.

Paul – Chris. Z Bulls nie chciał przegrać. Nic dziwnego, to jakby dać się pobić przedszkolakowi. 30 pkt., 9/12 z gry, 6/8 za trzy, 10 zb., 8 ast., 5 str., 2 prz. Nie ma gadania Paul pozamiatał. W grudniu OKC maja bilans 6-3 i są na 7 pozycji na zachodzie z bilansem 13-14. Świetnie wykorzystali zadyszkę Suns i kłopoty innych klubów.

Bloki – Lakers są w tym wyśmienici. McGee, Davis, Howard. Ściana nie do przejścia. Są najlepsi w lidze i nie a w tym nic dziwnego. Nie mam pojęcia o co chodzi z tym, że Lakersi mieli być za duzi. W sensie za wysocy ? Yyyyy, ale o co chodzi przecież to koszykówka jest, sport ludzi wysokich. Nigdy nie napisałem, że bycie dużym może być ich problemem. Może jakaś kawa na otrzeźwienie. Ja odnośnie LAL obawiałem się zbyt dużej ilości buców i właścicieli mega ego w szatni. Jednak zastosowali najlepszy z możliwych sposobów na ten problem – zwycięstwa.

Na szczycie – odbył się mecz między Hawks i Knicks. Young 42 pkt., ale jak zawsze grał z samymi leszczami więc przegrał. W Knicks może nie ma boga kosza ale było więcej gry drużynowej – 30 ast., zbiórek i więcej celności z dystansu. Najlepiej wypadł Barrett 27 pkt., 10/13 z gry, przyczyniając się do zepchnięcia Atlanty na samo dno tabeli wschodu.

Pacers – po zaciętym boju pokonali Lakers, osłabionych brakiem Davisa. Lakersi nie odpuścili nawet na moment, walczyli do samego końca. Z jednej strony szanuję taką postawę, nie przechodzą przez sezon regularny na luzie, jak GSW ostatnio. Nie mają w dupie tych wszystkich gier. Z drugiej strony chciałbym zobaczyć ich w pełni sił, z gazem wdepniętym do podłogi, walczących na 135% w playoffs.

Duecik – George i Kawhi. W meczu z Minny zdobyli razem 88 punktów. 42 KL i 46 PG. Mieli razem 14 strat, trafili 9 trójek. Kawhi 3/3 a Paul 6/15. Byli jak Swięty Mikołaj i Snieżynka. W Wilkach odpowiedzieć próbowali Andrzej i Karl. Odpowiednio 34 i 39 punktów. Wyszła taka zimowa strzelanka śnieżkami.

Giannis – on uprawia zarządzenie obciążenie w inny sposób. Gra sobie wielokrotnie po 20 – 27 minut. Bucks miażdżą rywala w trzy kwarty i starterzy mogą odpoczywać.

Spurs – dla mnie zdecydowanie największe negatywne zaskoczenie sezonu i pewnie dla większości też. Ci którzy twierdzą, że nie, kłamią.  Są beznadziejni. Oczywiście nie widziałem ich w roli faworytów zachodu, ani kandydatów do walki o mistrzostwo jednak sądziłem, że spokojnie utrzymają niezły poziom,  który pozwoli im awansować do playoffs lub co najmniej walczyć o nie do samego końca. Jak na razie jest źle. Wygrali co prawda z Suns w Meksyku jednak po 26 spotkaniach mają bilans 10-16 i grają tak, że bardziej pasują do dna tabeli niż do playoffs. Czemu tak jest ? Skład mają niezły, na pewno lepszy niż ich wyniki. Grać w kosza też nie zapomnieli, a leją ich wszyscy. Choć trzeba przyznać, że Gay gruby jest jak sprzedawca kurczaków, a nie zawodowy koszykarz. LMA wygląda, momentami jakby go ojciec Czas doganiał w ekspresowym tempie.  Mają dwie wygrane z plusowymi ekipami (stan na środę). Pokonali LAC i Rakiety. Najgorsze jest to, że przegrywają ze wszystkimi, nie ma znaczenia czy to plusowe ekipy czy leszcze, albo grają dwie połowy jak dwie różne drużyny. Ostrogi dają każdemu.  Co się stało? Czy Pop się wypalił? Jest to możliwe. Śmierć Żony, wiek, zmęczenie materiału, albo rzeczy o których nie mamy pojęcia. Może ta ekipa po prostu nie tworzy drużyny, wewnętrzne niesnaski, brak tego czegoś co daje więź zespołowi. Niezadowolony White, niezadowolony Murray, wrażliwy DeMar, LMA który przyszedł tu po zwycięstwa i chwałę, a jest tak samo beznadziejnie jak w Portland, albo nawet gorzej. Może po prostu czas na gorsze lata, najzwyczajniej w świecie. Była wspaniała passa, byli fantastyczni gracze przez wiele lat jak Robinson, Duncan, Parker, Ginobili, Leonard, a teraz będzie dolna cześć sinusoidy. Teraz czas na bycie słabeuszem, przynajmniej jakiś czas.  Może warto ten sezon zmarnować, tak jak przed pozyskaniem Duncana i wyciągnąć kogoś z draftu. Może transfery i próba wyjścia z twarzą i walki o PO. Ja odpowiedzi na te pytania nie znam, nie wiem czy oni sami znają odpowiedź na to pytanie, ale w szatabie Spurs pewnie mózgi parują.

Seria – na ten moment najdłuższą serie wygranych mają Pacers i Nuggets – 4, jeśli chodzi o porażki to prowadzi Minny – 8 z rzędu.

Klub Dziurawych Rączek :

6 – Sabonis, Middleton, PG13 x 2, Beal, Valanciunas, T. Young, R. Holmes, J. Allen, L. Williams,

7 –  D. Graham,

8 – LBJ, Leonard, Rubio,

9 –

 

Dzięki za przeczytanie i poświęcony czas.

 

 

 

Kopiuj link do schowka