Blazers, czy wiecie jak zatrzymać Warriors?

Blazers, czy wiecie jak zatrzymać Warriors?

Już najbliższej nocy, o godzinie 3:00 naszego czasu, rusza pierwszy Finał Konferencji – Blazers zmierzą się z Warriors! Czy niżej notowane Portland ma szanse w starciu z obrońcami tytułu?

Seria Blazers z Nuggets była rewelacyjna – pomimo braku kontuzjowanego Jusufa Nurkicia, kontuzji ramienia Enesa Kantera i przeciętnej-do-słabej dyspozycji Damiana Lillarda, PTB udało się wyjść zwycięsko. Nie zawiódł CJ McCollum, Kanter mimo bólu wywalczył wiele na przestrzeni tych siedmiu meczów, a ławka zespołu z Oregonu okazała się zaskakująco mocna. Tym razem jednak przeciwnik będzie zupełnie inny. Obawiam się, że to nawet nie różnica talentu okaże się największym utrudnieniem w stosunku do poprzedniej serii. To kompletnie inny charakter rywala – dużo trudniejszy dla Blazers do ogarnięcia – może okazać się bariera nie do przebicia.

W serii z Nuggets obrona Blazers musiała mierzyć się z zasłonami, hand-offami granymi przez Jokicia z obwodowymi, które kończyły się jego półdystansem, bądź ich pod kosz ścięciem. Tym razem zagrożenie będzie zgoła inne. Obwodowi rywali znów będą dostawać zasłony, ale będą je dostawać znacznie, znacznie wyżej. Akcje dwójkowe Nuggets często kończyły się w półdystansie, czy nawet w bliskim dystansie. W match-upie z Warriors nie będzie można na to zaczekać – tutaj każdy centymetr zostawiony na tych wysokich zasłonach może być karany daleką trójką kogoś z pary Curry & Thompson. Portland z Lillardem i McCollumem w składzie będą musieli spojrzeć w nieprzyjemne lustro i stawić czoła drużynie, która swoją grę również opiera na genialnym rozrzucanym backcourcie. To będzie pojedynek dwóch potencjalnie najlepszych duetów obwodowych w lidze. Sorry John Wall. Pytanie brzmi, który zespół będzie w stanie bardziej ograniczyć rywali i o ile trudniej będzie to zrobić zawodnikom Blazers?

Wbrew pozorom kluczem do zatrzymania tych obwodowych popisów strzeleckich nie będą obrońcy obwodowi, ale podkoszowi. Zarówno Steph Curry, jak i Lillard z McCollumem (Klay Thomspon w mniejszym stopniu) potrafią wykreować sobie pozycje do rzutu w grze 1 na 1. Najczęściej jednak swoich okazji szukają poruszając się na zasłonach. Sposobów na powstrzymanie dobrego strzelca przed oddaniem rzutu jest kilka – można zmieniać krycie, można podwajać, wychodzić agresywnie, nawet z pomocą trzeciego obrońcy. Do tych wszystkich wybiegów defensywny potrzebny jest jednak bardzo rozgarnięty defensywny podkoszowy. Nie tylko taki, który potrafi zapewnić obronę obręczy, ale przede wszystkim taki, który potrafi wyjść wysoko i szybko poruszać się na nogach. Choć Enes Kanter udowodnił w poprzedniej serii że ma w sobie dużo woli walki, że stara się w defensywie jak może, to wybieganie do Curry’ego na szczyt boiska może mu nie wyjść na dobre. W najlepszym wypadku nie zdąży, a w najgorszym zostanie wkręcony w parkiet zwodem i minięty.

Tak, to w tamtej serii ukuto stwierdzenie, że „You can’t play Kanter”. Fraza ta padła z ust trenera Billy’ego Donovana i niestety może się okazać, że podobne zdanie powtórzy jeszcze pod nosem Terry Stotts. Kanter może wnieść dużo, jeśli chodzi o grę na deskach, albo punkty w post up, czy po ponowieniach, ale to wartość która da więcej w drugich kwartach, kiedy nie będzie się to wiązało z przymusem krycia Stepha. Terry Stotts nie może sobie jednak pozwolić na grę Kanterem z ławki. Kto bowiem miałby go zastąpić? Zach Collins gra dobrze, ale to jeszcze nie ta półka. Meyers Leonard wydaje się już w ogóle być na bocznym torze. W to, że wskrzeszony zostanie Skal Labissiere trudno uwierzyć, ale myślę, że może dostać minuty. Dobrym rozwiązaniem może się okazać… Wystawianie na centrze Al-Farouqa Aminu. Problem pojawi się, kiedy (jeśli) wróci KD i Aminu potrzebny będzie jako plaster na jego akcje izolacyjne. Jak na razie jednak nie trzeba się o to specjalnie martwić, a Aminu może sobie wychodzić do zasłon Curry’ego czy Thompsona.

Niestety jednak wiązać się to będzie z bardzo niskim ustawieniem Blazers. Takim, w którym to Warriors będą wygrywać deski, nawet w swoim teoretycznie niskim ustawieniu z Greenem na centrze. Może to być scenariusz podobny do tego, w którym Rockets w poprzedniej rundzie mieli akurat słabszy dzień. Wszystkie zasłony kryte są za pomocą switchów, a Warriors tym czasem wygrywają ofensywną zbiórkę, dając sobie mnóstwo szans na ponowienie akcji. Przeciwko Rockets te ponowienia były nieraz redukowane przez słabą skuteczność GSW, co może się nie powtórzyć. Poza tym Warriors nie mogą sobie już powtórzyć na tak leniwe rozegranie akcji jak pozwolenie KD na izolację – KD nie zagra, a mistrzowie będą szukać trochę szybszej gry z zasłonami i rozrzucaniem piłki po obwodzie. Jak za (nie aż tak)starych, dobrych czasów.

GSW będzie dużo prościej hamować Lillarda z McCollumem. Jeśli ten duet będzie w dobrej formie, Golden State mogą ich nie zatrzymać, albo nawet oddać mecz czy dwa. Nie mniej jednak mają wykonawców do tego, żeby uprzykrzyć im życie. Thomspon i Iguodala to świetny duet obrońców na obwód, a podkoszowi tacy jak Draymond Green, czy nawet Kevon Looney albo Jonas Jerebko (może przesadzam) są w stanie dojść z pomocą i nie dać się minąć w pierwszym kroku. Warriors bez względu na okoliczności byliby faworytem tej serii z racji na większy talent. Może się jednak okazać, że to nie różnica w talencie będzie największym atutem mistrzów. Będzie nim niezbyt dobre dopasowanie Blazers do tego typu przeciwności, które czekać będą na nich w tym starciu.

TRANSMISJĘ NA ŻYWO OBEJRZYSZ ZA DARMO NA STRONIE PZBUK!