11) Toronto Raptors – Nigdy nie lekceważ serca mistrza

17/10/2019
fot. Wikimedia

Nigdy nie lekceważ serca mistrza. To powiedzenie będzie w tym sezonie bardzo aktualne. Bo, choć poza Kanadą, chyba nikt nie liczy na to, że Raptors obronią tytuł, to mają wszelkie powody ku temu, żeby znów nas pozytywnie zaskoczyć.

Podwajamy powitalny bonus od PZBUK – nawet 500 zł

Krajobraz po Kawhi

Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. Tak można określić przygodę Leonarda z Toronto. Misja wykonana, nikt się czepiał nie będzie, jak na spokojnie wrócę wreszcie do domu. I oczywiście, nikt w Kanadzie nie ma pretensji do Leonarda, co nie znaczy, że Dinozaury są szczęśliwe.

Szybko muszą się przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Nie jest jednak wcale tak źle – większość składu została zachowana, ba, nawet mają już nowego Cezara. Pascal Siakam ma przed sobą najważniejszy sezon w życiu. Musi udowodnić, że należy mu się miejsce w elicie i że warto na niego stawiać nie tylko w ilości minut, ale także budując wokół niego zespół. Do tej pory wyglądał, jakby absolutnie żadna presja nie była mu straszna – wychodził i robił swoje, w czym przypominał samego Kawhi. Jeśli to podtrzyma przy zwiększonej roli, to fani w Kanadzie będą mieli powody do radości. Może nie zapomną o Leonardzie, ale Siakam może go godnie zastąpić. Przed Raptors sezon dziwaczny – z jednej strony będą bronić tytułu, z drugiej to rozgrywki przejściowe, gdzie nastąpi zmiana pokoleniowa. Dziwaczny, lecz z całą pewnością nie słaby – to wciąż drużyna, z którą nie będzie chciał nikt grać. Pamiętajmy, że praktycznie każdy z nich miał bardzo długą i trudną drogę do NBA. Zatem brak pierwszego generała, to dla nich tylko kolejna z przeciwności, wcale nie najtrudniejsza.

Źródło: Youtube.com/NBA Africa

Pierwsza piątka:

Pewne miejsce w wyjściowym składzie mają Marc Gasol, Pascal Siakam i Kyle Lowry. Lowry to jeden z najbardziej niedocenianych zawodników w lidze. Będzie musiał znów punktować więcej, co może trochę martwić, bo Kyle wyraźnie lepiej na tym etapie spełnia się, ustawiając kolegów na parkiecie. Mimo wszystko da radę, chociaż bez fajerwerków, jak zawsze. Gasol to pan profesor i widzieliśmy to wszyscy chociażby na Mundialu. Wciąż świetny obrońca pod samą dziurą, otwiera nieskończone możliwości w ataku. I Kyle i Marc mają jeszcze trochę paliwa w baku, więc w tym sezonie nie ma co oczekiwać regresu. Siakam natomiast musi wejść w buty lidera – patrząc na tempo jego dotychczasowego rozwoju, bardziej mnie interesuje to, czym i jak bardzo nas zaskoczy w tym roku. Obok nich będziemy widzieć różnych graczy na starcie meczu, lecz najwięcej wskazuje na to, że w meczu otwarcia wybiegną na parkiet także OG Anunoby i Norman Powell. Anunoby wraca po sezonie pełnym problemów osobistych i kontuzji i zdaniem trenera jest w życiowej formie. Dodając do tego fakt niezadowolenia z nowych nabytków, możemy oczekiwać OG w pierwszym składzie, przynajmniej początkowo. To dobrze, chłopak ma wielki potencjał defensywny, a w ataku na razie nie musi czynić cudów. Powell powinien dobrze uzupełniać resztę składu – widać, że Nurse ma do niego zaufanie, a poza tym jego potencjalny rywal na tę pozycję, czyli Fred VanVleet jest nieodzowny dla ekipy rezerwowej. Przynajmniej dopóki w zespole jest Kyle Lowry.

Ławka

Drugi skład wygląda mocno i solidnie. Oczywiście, zależnie do przeciwnika krajobraz na ławce będzie się mocno zmieniał, ale to wciąż powinna być konkretna broń w arsenale Nicka Nurse’a. Fred VanVleet ma wszelkie argumenty, żeby powalczyć o statuetkę Rezerwowego Roku. Wiele końcówek zaciętych meczów padnie jego łupem i spodziewajmy się częstszego przejmowania obowiązków od Lowry’ego. Hollis-Jefferson i Johnson wielkimi strzelcami nie są, ale każdy z nich ma coś do udowodnienia i przynajmniej jeden z nich utrzyma się w zespole na dłużej. Ciekawy preseason miał Chris Boucher i on może urwać trochę minut pod koszem. Patrick McCaw nie przekonywał mnie nigdy, ale jako zapchajdziura się nada. I oczywiście Serge Ibaka, który niejeden mecz zacznie w wyjściowej piątce. Rozwój tego gościa jest często pomijaną, acz fantastyczną historią. Z surowego atlety o niezłych instynktach w obronie stał się czołowym obrońcą ligi, następnie doszlifował atak zostają przy tym solidną opcją zza łuku, a teraz poświęcił ego zostając znakomitym rezerwowym, zawsze gotowym do pomocy. Taki gracz to skarb.

Źródło: Youtube.com/NBA

Trener

Przed Nickiem najtrudniejszy sezon w karierze trenerskiej. I piszę to z pełną świadomością jego przygody grającego trenera gdzieś w Manchesterze. Rok temu był debiutantem, były oczekiwania, ale na spokojnie – przecież w Toronto dopiero co doszło do rewolucji po kolejnym ośmieszeniu w playoffs. Nick szturmem podbił serca fanów i uznanie fachowców, a jego niekonwencjonalne metody działały. Ale drugi sezon zawsze jest najtrudniejszy. Znika efekt zaskoczenia przeciwników, sami zawodnicy znają już Twój styl i sztuczki w szatni. W każdej kwestii musisz szukać jeszcze nowszych rozwiązań. Na domiar złego straciłeś swojego najlepszego zawodnika i sprawdzonego weterana. Co gorsza, masz do czynienia z mistrzami, którzy dodatkowo będą częściej przegrywać niż w ubiegłym sezonie. Pogodzenie szatni (gdzie na pewno znajdzie się ktoś pragnący większej roli) i dodatkowo implementacja całkiem nowych zagrywek, które przecież nie od razu muszą zaskoczyć, plus bycie na ciągłym świeczniku jako mistrz ligi to wielkie wyzwania. Wyzwania, których do tej pory Nick nie spotkał, ale do których, nie mam wątpliwości podejdzie odważnie i z całkiem niezłym skutkiem.

Jak długo wytrzyma Masai?

To chyba będzie najciekawsza historia tegorocznych Raptors. Co zrobi ich Generalny Menadżer, albo bardziej, kiedy to zrobi? Bo to, że Toronto dokona jakichś większych ruchów na rynku możemy być pewni. Spadające kontrakty Gasola i Ibaki, Kyle Lowry z jednoroczną umową, picki w drafcie, utalentowana młodzież. Dinozaury mają czym handlować bez dwóch zdań i tak naprawdę tylko Pascal Siakam może czuć się pewnie.

Ujiri nie należy do najbardziej cierpliwych GM-ów w lidze, ale w jego przypadku to akurat zaleta. Zamiast czekać, zazwyczaj woli działanie. Obarczone ryzykiem pewnie, ale jak dotąd głównie skuteczne. Zbudował z Denver 4 drużynę ligi (po RS), przyszedł do Toronto i z gości wybranych poza loterią draftu zrobił najbardziej niespodziewanego mistrza od czasu Dallas w 2011 roku. Chapeau bas. Dlatego też nie oczekujmy, że ten facet będzie w spokoju czekał, łudząc się, że bez Leonarda też da się wygrać. Pamiętajmy, że on nie ma sentymentów – jego zadaniem jest wzmocnić drużynę a wszystko, co wymieniłem wyżej stanowi nie lada kartę przetargową. I jeśli Siakam spełni pokładane w nim nadzieje, oczekujmy, że w okolicy lutego najpóźniej dołączy do niego ktoś młody i mocno utalentowany. Kto? Tego nie sposób przewidzieć. Transfery tego gościa niemal zawsze pojawiają się nagle, z zaskoczenia i z korzyścią dla drużyny.

Gdzie poniesie serce Mistrza?

Dinozaury z całą pewnością będą powyżej 50% zwycięstw, lecz czy przekroczą granicę 50 wygranych? Śmiem wątpić. Pamiętajmy, że Wschód nie będzie też taki słaby. Bucks i Sixers są poza zasięgiem, ale przecież Celtics, Pacers, Nets czy Heat wcale nie są gorsi od Toronto. Na dzień dzisiejszy Raptors widzę w okolicy 45-48 zwycięstw i 5/6 miejsca w konferencji. Największe pytanie brzmi, czy wyjdą poza pierwszą rundę? Wszystko zależy od tego na kogo trafią. Ich przewagą będzie na pewno mistrzowskie doświadczenie, którego nie będzie miał żaden z rywali. Idąc tym tokiem rozumowania i słynnym powiedzeniem Rudy’ego Tomjanovicha, widzę ich w drugiej rundzie, gdzie już odpadną, lecz z podniesioną tarczą.

Źródło: Youtube.com/CBC News

Podwajamy powitalny bonus od PZBUK – nawet 500 zł

Kopiuj link do schowka