Wielki powrót Milwaukee, Kings nie wejdą do playoffs

16/03/2019
fot./ap/wilfredo lee

Detroit Pistons – Los Angeles Lakers: 111:97

LeBron James z powodu nadmiaru obowiązków i obciążenia, a także chęcią małego tankowania w Lakers, nie wystąpił w tym meczu. Czy zatem Jeziorowcy mieli chociaż cień szansy, przeciwko walczącym o jak najlepsze rozstawienie Detroit?

Sponsor serwisu

No nie mieli. Jednak jak to bywa w takich sytuacjach, słabszy przeciwnik stawił solidny opór, a faworytom włączyła się mała niepewność (spowodowana m.in. ostatnimi porażkami – 28 punktów i 34 punkty różnicy w ostatnich dwóch przegranych meczach). Oczywiście jednak ostatecznie Tloki wzięły się do roboty i w trzeciej kwarcie zrobiły serię 13-0, która poniekąd ustawiła resztę spotkania.

Katem Lakers był Reggie Jackson (pamięta go ktoś jeszcze?) i Andre Drummond (19/23). Po drugiej stronie natomiast najlepszy chyba mecz w LA zagrał Javale McGee (20/13 i 3 blk) co tylko pokazuje, jak miernym obrońcą wciąż jest Drummond.

Dwane Casey zapytany po meczu, czy wolałby raczej wygrać z Lakers w pełnym składzie niż w takim osłabieniu odparł:

“Chciałbym raczej, żebyśmy grali przeciwko drużynom z G-League, albo z liceum. Tutaj zawsze jakiś zawodnik ma świetny wieczór.”

Lakers: J. McGee – 20 (13 zb., 3 bl.), K. Caldwell-Pope – 17 (3×3), A. Caruso – 16, R. Rondo – 15 (8 zb., 7 as.), K. Kuzma – 12 (10 as.), J. Williams – 6, M. Muscala – 4, R. Bullock – 4, M. Wagner – 3, I. Bonga – 0, A. Ingram – 0

Pistons: L. Galloway – 23 (4×3), R. Jackson – 20 (4×3, 5 as.), A. Drummond – 19 (23 zb.), B. Griffin – 15 (9 as.), W. Ellington – 12 (4×3), I. Smith – 7, L. Kennard – 5, T. Maker – 4, Z. Pachulia – 4, B. Brown – 2

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Philadelphia 76ers – Sacramento Kings: 123:114

Niestety chyba trzeba pogodzić się z faktem, że nie będzie kolejnej (po Wolves w zeszłym roku) pięknej historii i wielkiego powrotu do playoffs. Sacramento Kings przegrali po raz kolejny i ich strata do 8 miejsca wynosi już 6 meczów. Szkoda, wielka szkoda, bo grają przyjemny dla oka basket.

Niestety jednak za styl w NBA nie dają punktów. Gdyby jednak dawali, w dzisiejszym meczu to raczej Sixers by je zgarnęli. Szóstki rozegrały świetny mecz, taki jaki musi stać się ich codziennością, żeby mogli faktycznie myśleć o Finałach. Dobrze pokazał się Butler, który prowadził ataki zespołu. Bestią jak zawsze i to po obu stronach parkietu był Joel Embiid (23/17 4 blk w tym dwa kluczowe w końcówce meczu), a panowie Harris, Redick i Simmons dodali od siebie po kilkanaście punktów.

W obliczu tego, nawet walczący Kings nie mieli o czym marzyć. Trzeba im oddać, że grali do końca, ale po prostu zabrakło im argumentów i umiejętności, żeby zamknąć ten mecz. Zmęczenie też robi swoje, w końcu ledwie dzień wcześniej grali z Celtics. Sixers z kolei liczą na zapewnienie sobie 3 pozycji w tabeli i szykują się na starcie na szczycie przeciwko Bucks.

Kings: H. Barnes – 16 (4×3), D. Fox – 16 (6 as.), M. Bagley III – 15, B. Hield – 14, W. Cauley-Stein – 13 (7 zb.), H. Giles III – 12, B. Bogdanovic – 9, C. Brewer – 8, Y. Ferrell – 7, N. Bjelica – 4

76ers: J. Butler – 22 (7 as.), J. Embiid – 21 (17 zb., 4 bl.), T. Harris – 19 (7 zb.), J. Redick – 19 (4×3), B. Simmons – 18 (5 as.), B. Marjanovic – 12 (7 zb.), M. Scott – 6, T.J. McConnell – 4, J. Ennis III – 2

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Washington Wizards – Charlotte Hornets: 110:116

Szerszenie nie grały od trzech dni i ten wypoczynek dobrze im zrobił. Tak bardzo palili się do gry, że w starciu z bezpośrednim rywalem o grę w playoffach, zdobyły 40 punktów już w pierwszej kwarcie. Prowadzili 20 punktami przez częśc meczu i kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Pokonali Wizards na każdym polu (m.in. lepsza ławka, punkty ze strat przeciwnika).

Ich liderem był oczywiście Walker, ale dzisiaj Charlotte wyglądało tak, jak zapewne planował każdego wieczoru James Borrego. 6 zawodników z dwucyfrową liczbą punktów, dobra gra (ale bez potrzeby heroizmu) ze strony lidera i przede wszystkim spokój – za każdym razem, kiedy Wizards niebezpiecznie się zbliżali, Szerszenie odpowiadały natychmiast. W ten sposób szanse Washington na playoffy można już raczej uznać za mrzonkę. W Charlotte natomiast wciąż walczą.

Hornets: K. Walker – 28 (3×3, 3 prz.), J. Lamb – 18 (3×3, 8 zb.), N. Batum – 16 (4×3, 6 as.), T. Parker – 16, D. Bacon – 13, B. Biyombo – 11, F. Kaminsky – 8, M. Williams – 2, M. Bridges – 2, M. Kidd-Gilchrist – 2

Wizards: B. Beal – 40 (7×3, 5 as., 5 st.), J. Green – 20 (5 st.), J. Parker – 17 (11 zb.), T. Ariza – 10 (8 zb., 5 as., 3 prz.), T. Brown Jr. – 10 (8 zb.), T. Bryant – 6, T. Satoransky – 4, B. Portis – 3, S. Dekker – 0, C. Randle – 0

Źródło: Youtube.com/House of Highlights

Miami Heat – Milwaukee Bucks: 98:113

Niezwykłe spotkanie. Miami zaczęło z wysokiego C – pierwsza kwarta to ich absolutna dominacja i wynik typu 25-8 czy 37-14. W drugiej podtrzymali zarówno swoją grę, jak i wynik i do przerwy mieli 20 punktów przewagi. W szatni Bucks jednak rozprowadzono sekretny napój Michaela Jordana, który tak dobrze sprawdził się przy Moonstars.

Po przerwie Bucks wyszli całkiem inni. Naprawdę całkiem inni. Odrobili straty praktycznie w samej trzeciej kwarcie. Miami przegrało deski (16-8), i miało tyle celnych rzutów z gry (5), co Bucks celnych trójek. Gdy zaczynali czwartą kwartę różnica punktowa wynosiła 1 na korzyść Heat. Kozły w sytuacjia przegrywania 20 pkt do przerwy miały bilans 1-100. Dzisiaj go poprawili.

Do zwycięstwa klasycznie poprowadził ich Giannis (33/16/9), pomagali mu Middleton i Bledsoe. Niestety swoje zwycięstwo Bucks przypłacili utratą Brogdona, który zszedł z parkietu w pierwszej kwarcie z kontuzją kolana.

Bucks: G. Antetokounmpo – 33 (16 zb., 9 as., 3 bl., 6 st.), K. Middleton – 21 (8 as.), E. Bledsoe – 17 (5 as., 3 prz.), E. Ilyasova – 15 (3×3), P. Connaughton – 13 (3×3), N. Mirotic – 8, D.J. Wilson – 4, B. Lopez – 2 (3 bl.), M. Brogdon – 0, G. Hill – 0, T. Snell – 0

Heat: J. Winslow – 20 (3×3, 5 as.), H. Whiteside – 14 (11 zb., 3 bl.), J. Richardson – 11, K. Olynyk – 10 (7 zb.), B. Adebayo – 10 (11 zb., 5 as.), D. Waiters – 10, D. Wade – 10, D. Jones Jr. – 9, G. Dragic – 4, R. McGruder – 0

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Houston Rockets – Phoenix Suns: 108:102

Phoenix Suns są for real! Od jakiegoś czasu Słońca naprawdę wyglądają jak średniak, taki zespół co na Wschodzie mógłby powalczyć o ósemkę i nie być bez szans. Pokonali niedawno Warriors, dzisiaj zmusili Rockets do najwyższego wysiłku.

Oczywiście, jak to często bywa w przypadku Rockets, mecz rozstrzygnął się na linii rzutów wolnych. Rakiety przegrywały większość spotkania, mając kłopoty ze skutecznością zza łuku (11/40). Phoenix nie było w stanie odskoczyć, lecz utrzymywało kilkupunktowe prowadzenie. Eric Gordon wyprowadził Rakiety na prowadzenie trójką (po 7 pudłach z rzędu) i mecz zrobił się interesujący.

Niestety Suns zabrakło paliwa w końcówce. Nie mieli absolutnie odpowiedzi na kolejne rzuty wolne Jamesa Hardena. Broda podarował im co prawda stratę w ostatniej minucie, która mogła dać remis Phoenix, ale Josh Jackson spudłował, i mecz na linii ustawił Harden.

Suns: D. Booker – 29 (7 as., 5 st.), K. Oubre Jr. – 22 (3×3, 5 prz.), D. Ayton – 17 (14 zb., 7 st.), J. Jackson – 13, R. Holmes – 12 (11 zb.), D. Bender – 4, T. Daniels – 3, M. Bridges – 2, J. Crawford – 0

Rockets: J. Harden – 41 (3×3, 9 zb., 11 as., 6 prz., 3 bl., 6 st.), E. Gordon – 19 (3×3), D. House Jr. – 18 (4×3), C. Capela – 14 (11 zb.), K. Faried – 9, A. Rivers – 4, I. Shumpert – 3, P. Tucker – 0 (5 prz.), G. Green – 0

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

New Orleans Pelicans – Portland Trail Blazers: 110:122

Damian Lillard napisał historię w tym spotkaniu. Za sprawą swoich 24 punktów wysunął się na drugie miejsce w historii organizacji, w ilości zdobytych punktów ustępując jedynie Clyde’owi Drexlerowi. Kiedy jeszcze wspomnimy, że dodał do dzisiejszego wyczynu zwycięstwo swej drużyny i to mimo heroizmów po stronie Pels, to wiadomo, że był to dobry dzień Dame’a.

NOP przegrali po raz piąty z rzędu, co jest absolutnie niewymierne dla ich obecnej formy. Pelikany grają naprawdę dobrze. Weźmy dzisiaj – Elfrid Payton zaliczył trzecie z rzędu triple-double, czym wspomógł najlepszego na całym parkiecie Juliusa Randle, któremu 4 asyst zabrakło do TD. Podkoszowy zaliczył rekord kariery w punktach (45) dorzucił 11 zbiórek i 3 bloki. Niestety jak cała drużyna trafia mniej niż 50% z linii rzutów wolnych to nie wygrasz meczu z Blazers.

Warto przy okazji zaznaczyć, że Rodney Hood, który w Cavs miewał różne występy, w Blazers stał się wielkim wsparciem i regularnie jest ich co najmniej trzecią opcją w ataku. Świetny transfer dla klubu i dla zawodnika, który odbuduje swoją pozycję w lidze.

Trail Blazers: D. Lillard – 24 (4×3, 7 as.), C. McCollum – 23 (3×3), R. Hood – 17, E. Kanter – 17 (8 zb.), Z. Collins – 12 (8 zb., 4 bl.), J. Nurkic – 11 (12 zb., 5 as., 5 st.), S. Curry – 8, A. Aminu – 6 (9 zb., 3 prz.), E. Turner – 4, J. Layman – 0

Pelicans: J. Randle – 45 (11 zb., 6 as., 3 bl., 7 st.), F. Jackson – 16, E. Payton – 14 (12 zb., 16 as.), J. Okafor – 10, J. Smith – 8, D. Miller – 8, C. Diallo – 4 (3 bl.), K. Williams – 3, I. Clark – 2

Źródło: Youtube.com/MLG Highlights

San Antonio Spurs – New York Knicks: 109:83

Mieli być za starzy, nie pasujące do dzisiejszych trendów, w dodatku przetrzebieni kontuzjami. To miał być ten sezon, w którym Spurs w końcu nie awansują do playoffs (w końcu rok temu już przerwali serię sezonów z 50 zwycięstwami). Jak bardzo się myliliśmy! Spurs wygrali właśnie po raz 7 z rzędu, co jest najdłuższą serią w lidze i choć wciąż nie mają zapewnionego awansu do playoffs to przewaga wydaje się bezpieczna. Na pewno taka będzie jak utrzymają obecny poziom gry.

Spurs osiągnęli dwucyfrową przewagę już w pierwszej kwarcie i utrzymywali ją przez większość meczu. Po tym jak 3 tygodnie Knicks ich dosłownie zniszczyli, tym razem Ostrogi defensywnie ogarnęli temat – 41% z gry i 16 strat NYK. Oczywiście, Nowojorczycy szybko zwietrzyli okazję do odpuszczenia i niespecjalni zależało im na odrabianiu strat, tym bardziej, że byli pozbawieni kontuzjowanego Smitha Jr.

Knicks: D. Dotson – 21 (3×3), K. Allen – 16 (3 prz.), E. Mudiay – 14, D. Jordan – 11 (13 zb., 9 as.), K. Knox – 7, N. Vonleh – 4, A. Trier – 4, L. Thomas – 2, M. Robinson – 2 (10 zb.), J. Jenkins – 2, H. Ellenson – 0, L. Kornet – 0

Spurs: L. Aldridge – 18 (11 zb.), D. DeRozan – 13 (7 as.), B. Forbes – 13 (3×3), J. Poeltl – 12 (9 zb., 5 bl.), R. Gay – 12, M. Belinelli – 12, D. Bertans – 9, P. Mills – 9 (5 as.), C. Metu – 4, D. White – 3 (7 as.), Q. Pondexter – 2, L. Walker IV – 2, D. Cunningham – 0

Źródło: Youtube.com/MLG Highlights

Chicago Bulls – Los Angeles Clippers: 121:128

Zaskakująco dobry mecz w Chicago, który może napawać optymizmem fanów Bulls. W pierwszej połowie, przeciwko będących w formie Clippers (wygrali 6 z 7 i 9 z ostatnich 12 meczów) Byki walczyły zacięcie, jak równy z równym. 10 remisów i 22 zmiany prowadzenia przez pierwsze dwie kwarty to materiał na świetne spotkanie na poziomie playoffów.

Trzecia kwarta jednak była kluczem do wszystkiego. Clippers wyszli na nią lepie przygotowani, trafiając 16/24 rzuty z gry co przełożyło się na rekordowe w tym sezonie 45 punktów w jednej kwarcie. LAC wymusili 7 strat Byków (sami zanotowali 6 przechwytów). To spowodowało oczywistą nerwowośc w obozie Byków i trener Jim Boylen wdał się w zażartą dyskusję z sędziami i trenerem Riversem, co skończyło się wykluczeniem obu:

Źródło: youtube.com/MLG Highlights

Bez trenera, lepiej poradzili sobie oczywiście bardziej doświadczeni Clippers, którzy dowieźli wypracowaną przewagę do końca. 31/7/7 ze strony LaVine’a z pewnością im jednak nie pomogło. Na całe szczęście mieli odpowiedź na popisy młodego obrońcy – 27 pkt Galo, 26 Harrella, 21 Williamsa wystarczyło.

Bulls: Z. LaVine – 31 (3×3, 7 zb., 7 as.), R. Lopez – 22 (8 zb., 3 bl.), O. Porter Jr. – 15 (3×3), K. Dunn – 14, W. Selden – 14, L. Markkanen – 10 (8 zb.), C. Felicio – 5, S. Harrison – 4, T. Luwawu-Cabarrot – 3, A. Blakeney – 2, R. Arcidiacono – 1

Clippers: D. Gallinari – 27 (4×3, 7 zb.), M. Harrell – 26 (3 bl.), L. Williams – 21, S. Gilgeous-Alexander – 17 (7 zb., 7 as., 3 prz.), P. Beverley – 13 (8 zb., 7 as.), I. Zubac – 9 (7 zb.), L. Shamet – 9 (3×3), G. Temple – 6, J. Green – 0, W. Chandler – 0, S. Thornwell – 0

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Kopiuj link do schowka