Trae Young pogrąża Sixers, Dallas miażdży Warriors

24/03/2019
fot. AP

Charlotte Hornets – Boston Celtics: 124:117

Cardiac Kemba Alert! Kemba Walker znów to zrobił dla Charlotte. 18 z 36 punktów zdobytych tej nocy miało miejsce w 4 kwarcie. Tym samym dzięki genialnej postawie swojego lidera, Szerszenie odrobiły 18 punktów straty i wyrwały zwycięstwo Celtom. Szkoda, że nie ma to większego znaczenia, bo i tak w playoffs ich zabraknie.

Niesamowite załamanie Bostonu. Na 8:22 do końca Hornets przegrywali 112-94, następnie zamknęli mecz serią 30-5 ( w tym te 18 punktów Kemby). Panie Irving, świetnie pan gra, ale niech pan już odejdzie z tego Bostonu.

Wiecie, co jest jeszcze bardziej imponujące? Charlotte grało w bardzo eksperymentalnym składzie. Pozbawieni Batuma, Zellera, Kidd-Gilchrista, Parkera, musieli opierać się na samej młodzieży, a ta stawiła sie na wezwanie – rekord kariery Milesa Bridgesa i 20 punktów, świetna postawa w obronie Grahama, 11 punktów Bacona.

Prawda jest oczywiście taka, że to Celtics sami przegrali to spotkanie – w 20 ostatnich posiadaniach w ataku, tylko dwukrotnie punktowali. I to przeciwko ekipie, która nie słynie z żelaznej obrony. Coraz bardziej prawdopodobne jest, że Celtics odpadną w pierwszej rundzie. Takich problemów nie rozwiązuje się w kilka dni.

Celtics: K. Irving – 31 (4×3, 7 zb., 6 as.), J. Brown – 29 (5×3), M. Morris – 15 (3×3, 9 zb.), J. Tatum – 12, T. Rozier – 12, M. Smart – 6 (8 as.), S. Ojeleye – 5, D. Theis – 5, R. Williams III – 2, G. Yabusele – 0

Hornets: K. Walker – 36 (6×3, 11 zb., 9 as.), M. Bridges – 20 (3×3, 7 zb., 3 prz.), M. Williams – 13, M. Monk – 13 (3×3), D. Bacon – 11, W. Hernangomez – 8 (7 zb.), J. Lamb – 8 (8 zb.), F. Kaminsky – 7, B. Biyombo – 4, D. Graham – 4

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Washington Wizards – Miami Heat: 108:113

Nie wiem, który to już raz w ostatnich latach, ale weteran Dwyane Wade wygrywa kolejny mecz dla Miami Heat. Jestem ciekaw, kto będzie brał na siebie odpowiedzialność w końcówkach meczów Miami w następnym sezonie, kiedy zabraknie Flasha.

D-Wade zaliczył 11 ze swoich 20 punktów w czwartej kwarcie. Dodał do tego łącznie 9 zbiórek i 5 asyst i uratował (przynajmniej na razie) 8 miejsce Heat na Wschodzie. Legenda. Oczywiście nie byłoby tego bez wsparcia i cały skład Miami przyczynił się do tego zwycięstwa – 6 gracz z podwójnym dorobkiem punktowym i wielki występ Bama Adebayo (16/11/8/4). Po drugiej stronie średni, lecz solidny do bólu Waszyngton trzymał się w grze do samego końca. Niestety dla nich Tomas Satoransky nie trafił trójki na remis w ostatnich 20 sekundach.

Heat: D. Wade – 20 (9 zb., 5 as.), D. Waiters – 19 (4×3), J. Richardson – 18 (5 as.), B. Adebayo – 16 (11 zb., 8 as., 4 bl., 5 st.), K. Olynyk – 14 (7 zb., 5 as., 3 bl.), J. Johnson – 13, G. Dragic – 9, D. Jones Jr. – 2, H. Whiteside – 2

Wizards: J. Green – 25 (3×3), T. Bryant – 17 (11 zb.), B. Beal – 16, B. Portis – 14 (11 zb.), T. Satoransky – 12 (8 zb., 8 as.), T. Brown Jr. – 7, J. Parker – 6 (5 as.), C. Randle – 6 (5 as.), J. McRae – 5

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Atlanta Hawks – Philadelphia 76ers: 129:127

Zdaniem Butlera Philly wyszli na parkiet zbyt pewni siebie. Joel Embiid w ogóle nic nie mówił tylko długo wpatrywał się w statystyki po spotkaniu. Tymczasem fakty są nieubłagane – Sixers przegrali dwa spośród trzech spotkań przeciwko Hawks, w tym to dzisiejsze. To w którym tych wielkich gości pogrążył filigranowy chłopaczyna o dziwnej fryzurze.

Trae Young, bo o nim mowa rozegrał fantastyczny mecz. 32 punkty i 11 asyst, a przede wszystkim ten game winner, którym zapewnił zwycięstwo Hawks, pokazując, że można na niego liczyć:

Nad dwoma czołowymi obrońcami przeciwnika. Coś pięknego.

Atlanta prowadziła przez większość meczu, osiągając nawet 12 punktów przewagi w trzeciej kwarcie. Butler i Embiid doprowadzili do remisu, ostatnie sekundy należały do Hawks. Najpierw świetna obrona i błąd 24 sekund Sixers, a następnie game-winner. Gdyby nie Trae, to historią meczu byłby ten rzut, czyli pierwsza w karierze trójka Bobana Marjanovica:

76ers: J. Embiid – 27 (12 zb.), J. Butler – 25, B. Simmons – 21 (9 as., 4 prz.), J. Redick – 14, T. Harris – 13 (9 zb.), M. Scott – 9 (3×3, 8 zb.), J. Ennis III – 8, B. Marjanovic – 5, T.J. McConnell – 5

Hawks: T. Young – 32 (4×3, 11 as., 6 st.), T. Prince – 23 (4×3), D. Dedmon – 17 (8 zb.), A. Len – 14, J. Collins – 13 (9 zb.), K. Huerter – 7 (5 as.), D. Bembry – 6, J. Anderson – 6, J. Adams – 5, V. Carter – 3, K. Bazemore – 3

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Chicago Bulls – Utah Jazz: 83:114

Utah Jazz byli żądni rewanżu po tym, jak kilka dni temu dostali z partyzanta i przegrali niespodziewanie z Atlantą. Dzisiaj nie pozostawili wątpliwości, że porażka z tankującymi drużynami to u nich wypadek przy pracy i większą masakrę zrobiło chyba tylko Dallas. Chicago występowało co prawda bez LaVine’a i Portera, ale mimo wszystko pewnego poziomu od drużyn NBA się oczekuje.

A tymczasem do przerwy było 70-36 dla Jazzmanów. Jedynym zawodnikiem po stronie Bulls stawiającym namiastkę oporu był Markkanen, ale i on miał rozregulowany celownik (6/20 z gry). Ogólnie cała drużyna trafiła porażające 2/16 zza luku. Największe zniszczenie siał Rudy Gobert – 21/14/4. Robin Lopez może się starać, ale przeciwko pewnym zawodnikom nic nie poradzi ze swoimi ograniczeniami fizycznymi.

Jazz: R. Gobert – 21 (14 zb., 4 bl.), D. Mitchell – 16 (8 zb.), D. Favors – 13, J. Ingles – 13 (5 as.), R. Rubio – 12, J. Crowder – 11 (3×3), R. Neto – 10, K. Korver – 5, G. Niang – 4, R. O’Neale – 3, T. Sefolosha – 2 (3 prz.), E. Udoh – 2 (4 bl.), N. Mitrou-Long – 2

Bulls: L. Markkanen – 18 (10 zb.), R. Lopez – 10, A. Blakeney – 10, C. Felicio – 10, W. Selden – 9, B. Sampson – 7, S. Harrison – 6 (9 zb.), T. Luwawu-Cabarrot – 5, K. Dunn – 4 (5 as.), R. Arcidiacono – 4

Źródło: Youtube.com/House of Highlights

Memphis Grizzlies – Minnesota Timberwolves: 99:112

Po wielkim meczu Memphis przeciwko Orlando ich przeciwnikiem była Minnesota. Wilki nie walczą już o playoffy, byli w trakcie serii 5 porażek, to powinno być całkiem proste. Tymczasem Karl-Anthony Towns zapewnił Grizzlies, że proste to będzie, ale własnie dla Minnesoty.

KAT przewodził swoim kolegom notując kolejny kosmiczny występ – 33/23. Trochę pod panowaniem Thbsa zapomnieliśmy, że ten dzieciak talentem wcale nie ustępuje takiemu Anthony’emu Davisowi (oczywiście ofensywnie tylko). Towns w ostatnich tygodniach gra genialnie i tylko szkoda trochę widzieć jak się marnuje w Wolves, którzy wtopili z Wigginsem i to strasznie.

Dzisiaj jednak nawet Andrew zagrał nieźle. Zresztą cała pierwsza piątka rzuciła ponad 10 punktów i w drugiej połowie odjechali Miśkom. Memphis trzymali sie w grze, ale tylko przez pierwsze 24 minuty. Później zwyczajnie odcięło im prąd. Wolves trafiali w drugiej połówce niemal 60% z gry i nie spadli poniżej 11 punktów przewagi. Wspominałem już o tym, że KAT świetnym obrońcą to nigdy nie będzie? Zmęczony i pozbawiony resztek szybkości Jonas Valanciunas zrobił linijkę 20/14/3

Timberwolves: K. Towns – 33 (4×3, 23 zb., 5 st.), A. Wiggins – 22, J. Okogie – 17, T. Jones – 12 (9 as.), D. Saric – 11 (3×3), K. Bates-Diop – 8, A. Tolliver – 6 (3 bl.), G. Dieng – 3, J. Bayless – 0, C. Reynolds – 0

Grizzlies: M. Conley – 23, J. Valanciunas – 20 (14 zb., 3 bl.), D. Wright – 12 (6 as.), C. Parsons – 9, T. Dorsey – 8, J. Holiday – 7, I. Rabb – 7, J. Noah – 5, B. Caboclo – 3, J. Washburn – 3, J. Carter – 2, Y. Watanabe – 0

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Golden State Warriors – Dallas Mavericks: 91:126

Dallas po raz ostatni wygrywali w Oakland w kwietniu 2012. Dzisiaj od początku dali znać, że ta seria zostanie przerwana, a największy w tym udział miał pewien sympatyczny starszy (jak na warunki NBA) jegomość z Niemiec.

W hali w której Dirk przeżywał najgorsze koszmary w karierze, dzisiaj wyszedł w pierwszym składzie przywitany burzą oklasków. Wyszedł i przez pierwsze 4 minuty rzucił 10 punktów, jakby to znów był 2007 rok. Mavericks nigdy nie przegrywali w tym spotkaniu. Nowitzki zakończył mecz z najlepszym w tym sezonie wynikiem 21 punktów (8/14 z gry i 5/8 zza łuku), Luka Doncic dorzucił 6 triple-double w tym sezonie, a Mavs łącznie trafili 21 z 49 oddanych trójek. Najwyższe prowadzenie w meczu? 43 punkty.

Warriors mogą się tłumaczyć brakiem Stefka, ale po serii bardzo dobrych występów znów przyszła zadyszka. Kevin Durant rzucił standardowe 25 punktów, pomógł mu Boogie, ale poza tą dwójką nikt nie przyszedł na mecz. Dubs trafili najgorsze w sezonie 4 rzuty zza łuku i wypadli z pierwszego miejsca na Zachodzie. Teoretycznie bez znaczenia, praktycznie – 2 miejsce oznacza pojedynek z Rockets już w drugiej rundzie. Chyba, że wyprzedzą ich Blazers. Pogmatwany jest ten Zachód.

Mavericks: L. Doncic – 23 (4×3, 11 zb., 10 as., 3 prz.), D. Nowitzki – 21 (5×3), R. Broekhoff – 17, M. Kleber – 16 (4×3, 9 zb.), T. Burke – 13, J. Brunson – 11 (5 as.), J. Jackson – 9, D. Harris – 6 (5 as.), D. Finney-Smith – 5, D. Powell – 4 (5 as.), K. Antetokounmpo – 1, D. Macon – 0, C. Lee – 0

Warriors: K. Durant – 25, D. Cousins – 19, K. Looney – 12, K. Thompson – 8, Q. Cook – 7 (7 as.), D. Green – 6, A. McKinnie – 5, D. Lee – 4, J. Jerebko – 3, J. Bell – 2, A. Iguodala – 0, J. Evans – 0

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Portland Trail Blazers – Detroit Pistons: 117:112

Portland Trail Blazers nie oglądają się na rywali i idą po swoje. Ich trzecia wygrana z rzędu przybliża ich na pół meczu do trzecich Rockets i Harden będzie się musiał trochę spocić, żeby utrzymać swoją pozycję. Tym bardziej, jeśli Lillard będzie częściej otrzymywał takie wsparcie jak dziś.

Ponieważ dzisiaj cichym bohaterem Blazers był Al-Farouq Aminu. Skrzydłowy słynący raczej z defensywy, wziął się do roboty w ataku i jego 22 punkty były absolutnie kluczowe dla zdystansowania Pistons. Gdy brakuje McColluma, każde wsparcie dla Dame’a jest na wagę złota. A dzisiaj Aminu zdobywał bardzo ważne punkty – między innymi dobitkę, która zamroził mecz na 4 sekundy do końca.

Po drugiej stronie Blake Griffin robił co mógł, żeby utrzymać Pistons na 6 miejscu w tabeli Wschodu. 27 punktów, 6 asyst to jednak za mało. Nawet wsparcie grające ostatnio na miarę swojego kontraktu Jacksona nie wystarczyło. I tak Tłoki mają teraz taki sam procent zwycięstw, co Brooklyn Nets.

Pistons: B. Griffin – 27 (3×3, 6 as.), R. Jackson – 24 (4×3), A. Drummond – 19 (11 zb.), L. Kennard – 13 (5 as.), I. Smith – 9, L. Galloway – 9 (3×3), T. Maker – 6, W. Ellington – 5, B. Brown – 0, Z. Pachulia – 0

Trail Blazers: D. Lillard – 28 (6×3, 9 as.), A. Aminu – 22 (7 zb.), S. Curry – 16, J. Nurkic – 15, M. Harkless – 10, E. Kanter – 10 (7 zb.), Z. Collins – 9, R. Hood – 5, J. Layman – 2, E. Turner – 0

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Sacramento Kings – Phoenix Suns: 112:103

Phoenix Suns pozbawieni połowy składu w imponujący sposób zaczęli to spotkanie. Seria 19-0 musi robic wrażenie, niezależnie od przeciwnika. Kings potrzebowali chwili, żeby się otrząsnąć z tego szoku, ale kiedy już to zrobili, było pozamiatane. No prawie.

Sacramento odzyskało prowadzenie w tym meczu głównie dzięki jednemu panu, dla którego był to wyjątkowy wieczór. Buddy Hield drugi wieczór z rzędu doskonale rzucał zza łuku trafiając 7/14. Tym samym zapisał się w historii klubu, bijąc rekord Peji Stojakovica w ilości trójek w sezonie. Peja miał 240, Buddy ma już 245 i wciąż licznik będzie rósł.

Królowie mieli wszystko pod kontrolą do czasu ostatnich minut. Wtedy to nagle zrobiło się 96-95. Na całe szczęście mają Harrisona Barnesa, który szybko trafił wolne, później layup, później trójka i już wszystko wróciło do normy. Ciekawe spotkanie z indywidualnego punktu widzenia. Po obu stronach dobre statystycznie występy liderów. Double-double Aytona i Bookera. Świetne mecze Bjelicy i Barnesa. Kolejny bardzo dobry występ Bagleya.

Suns: D. Booker – 32 (10 as.), D. Ayton – 19 (11 zb.), T. Daniels – 16 (4×3), R. Holmes – 14, M. Bridges – 11 (3 prz.), D. Bender – 4, D. Melton – 3, E. Okobo – 3, R. Spalding – 1, J. Fredette – 0

Kings: H. Barnes – 25 (5×3), B. Hield – 25 (7×3, 7 zb.), M. Bagley III – 16 (11 zb.), N. Bjelica – 13 (17 zb., 5 as.), D. Fox – 13 (9 as.), C. Brewer – 7, B. Bogdanovic – 6, K. Koufos – 4, W. Cauley-Stein – 3, Y. Ferrell – 0

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Kopiuj link do schowka