„To nie jest przepis na sukces”. Legia oddała mecz, Zastal obejmuje prowadzenie w finale!

„To nie jest przepis na sukces”. Legia oddała mecz, Zastal obejmuje prowadzenie w finale!

„To nie jest przepis na sukces”. Legia oddała mecz, Zastal obejmuje prowadzenie w finale!
Lewis rzuca na zwycięstwo / foto: Andrzej Romański / PLK

Pierwszy mecz finału PLK udowodnił, że seria o mistrzostwo Polski może być dokładnie tak emocjonująca, jak oczekiwali tego kibice. Były momenty dominacji gospodarzy, były odpowiedzi gości, twarda walka pod koszami i końcówka, w której o wszystkim decydowały pojedyncze akcje oraz zimna krew. Ostatecznie to zespół Arkadiusza Miłoszewskiego wywiózł zwycięstwo z Warszawy, choć po końcowej syrenie obie strony zgodnie podkreślały, że zobaczyliśmy pojedynek pełen błędów, fizyczności i trudnych decyzji.

Orlen Zastal w poniedziałkowy wieczór przechylił szalę na swoją korzyść i pokonał Legię 77:74. Świetne widowisko w stolicy to dobry znak i idealna zapowiedź tegorocznej walki o złoto. Tuż po zakończeniu wygranego spotkania trener przyjezdnych od razu zwrócił jednak uwagę na błędy oraz na fakt, że nawet finałowe zwycięstwo nie oznacza meczu idealnego.

Która drużyna wygra mistrzostwo Polski?
271 użytkowników już oddało swój głos Ankieta
  • Legia
  • Zastal
  • Legia
    112 głosów
  • Zastal
    159 głosów
Wczytywanie…

– Podsumowując spotkanie, zawsze jak siadam, widzę mecz i robię analizę: ojej, ojej, ile tych błędów! No ale niestety, koszykówka jest grą błędów i kto ich popełnia mniej, ten wygrywa. Nie wiem, czy my akurat popełniliśmy ich mniej niż Legia, natomiast wygraliśmy. Myślę, że pokazaliśmy charakter i fizyczną obronę – opisywał polski szkoleniowiec.

To właśnie fizyczność była jednym z głównych tematów pomeczowych rozmów. Zawody od pierwszych minut miały bardzo intensywny charakter, a zawodnicy obu drużyn nie unikali kontaktu. Lider Zastalu, Chavaughn Lewis, podkreślał, że jego zespół był przygotowany na wyjątkowo wymagający wieczór.

Dzisiaj ten mecz to był taki ‘up and down’, działo się naprawdę dużo na parkiecie. Musieliśmy być gotowi na to, żeby przyjąć parę ciosów, a także, żeby oddać parę ciosów. Przede wszystkim byliśmy bardzo skoncentrowani. Jednocześnie mieliśmy w głowie to, żeby nie być ani za wysoko, ani za nisko emocjonalnie, żeby trzymać cały czas swoją grę. To się udało i dzięki temu wygraliśmy pierwszy mecz w Warszawie – podsumował Amerykanin.

Po przeciwnej stronie nastroje były zdecydowanie bardziej gorzkie. Trener Legii Warszawa, Heiko Rannula, zwrócił uwagę, że jego drużyna przez dużą część meczu kontrolowała wydarzenia na parkiecie, ale nie zdołała utrzymać przewagi do samego końca. 

– Objęliśmy prowadzenie na początku, natomiast to nigdy nie jest w tego typu spotkaniach dobre. To często może się odwrócić i dzisiaj się odwróciło. Mieliśmy siedem, osiem punktów przewagi w różnych momentach tego meczu, ale otworzyliśmy szansę dla Zielonej Góry, zwłaszcza dla ich wysokich graczy, żeby punktowali, żeby złapali pewność siebie, i stało się jak się stało. Na pewno nie jest to przepis na sukces w tego typu meczach. Musimy być dużo lepsi w tym elemencie – zaznaczył.

Mimo wszystko najwięcej emocji wzbudziła niesamowita końcówka spotkania i decydujące akcje Zastalu. Lewis był w nich znakomity, zdobywając łącznie pięć kluczowych punktów. Arkadiusz Miłoszewski zdradził kulisy ostatniego time-outu i przyznał, że zawodnicy mieli kilka możliwości realizacji jego pomysłów.

Opcje były trzy: Chavaughn Lewis, Javon Maughmer i Kuba Szumert pod koszem. Dałem Andrzeja Mazurczaka, który miał wprowadzić piłkę, i mnie spytał: ‘Trenerze, to do kogo mam ją podać?’. Ja mówię: ‘Są trzy opcje. Masz znaleźć tę najlepszą’ – relacjonował.

Jak podkreślał Miłoszewski, trener może przygotować założenia i rozrysować akcję, ale ostateczna odpowiedzialność zawsze należy do zawodników na parkiecie. Tym razem wybór jego graczy przerodził się w punkty, które w ostatecznym rozrachunku dały Zastalowi niezwykle cenne zwycięstwo.

Komentator podobno mówił mi, że krzyczałem: ‘wjazd, wjazd pod kosz na faul’, ale to zawodnicy podejmują decyzje. Ja mogę sobie narysować akcję, ale to gracze egzekwują i oni podejmują decyzje. Chavaughn podjął taką decyzję i pokazał, że jest zawodnikiem dużej klasy – dodał trener Zastalu.

Końcówkę spotkania analizował także szkoleniowiec Legii, który wrócił do sytuacji związanej z ewentualnym faulem taktycznym. Jak przyznał, decyzja należała ostatecznie do Michała Kolendy, a ten nie zdecydował się wykorzystać dostępnego przewinienia.

Powiedziałem już o tym Michałowi Kolendzie, to była koniec końców jego decyzja, czy fauluje, czy nie fauluje. Ja uważam, że w tego typu sytuacjach, kiedy piłka jest z boku, można faulować, można to zrobić. Natomiast jest to sytuacja bardzo niebezpieczna. Jeżeli gracz zmieni ułożenie ciała, to wówczas można dać bardzo łatwo rywalowi rzuty wolne. Tego nie chcieliśmy – tłumaczył.

Cieniem na zwycięstwie Zastalu położyła się natomiast sytuacja zdrowotna Filipa Matczaka. Trener zielonogórskiego zespołu przyznał, że uraz wyglądał bardzo poważnie już z perspektywy ławki trenerskiej.

Nos wyglądał źle. Widziałem, że był taki przesunięty w bok. Prawdopodobnie jest złamany. Zajmują się tym już chyba nasi fizjoterapeuci i firma produkująca maski. Zresztą w Warszawie to szybko poleci. Teraz to kwestia tego, jak będzie się czuł, nie wiemy. Zobaczymy – zakończył.

Pierwsze finałowe starcie pokazało, że seria pomiędzy Legią a Zastalem może być długą i niezwykle wyrównaną wojną nerwów. Po jednej stronie jest drużyna, potrafiąca przetrwać trudne momenty i zachowywać zimną krew w końcówce. Po drugiej zespół, momentami kontrolujący grę, ale wciąż szukający sposobu, by utrzymać przewagę przeciwko tak wymagającemu rywalowi. Jeśli jednak kolejne mecze będą wyglądały podobnie, kibice mogą spodziewać się finału, który zostanie zapamiętany na długie lata.

Autor: Marcel Drozdowski