Sixers ponad Celtics, 57 punktów Hardena, aż trzy mecze z dogrywką

21/03/2019
Jimmy Butler Sixers David Dow/NBAE via Getty Images

Sixers w końcu pokonują Celtics, przełamując złą passę! Butler jest clutch, a Embiid dominuje pod koszami! Harden zdobywa 57 punktów przegrywając po dogrywce z Grizzlies, a OKC po wywalczonej dogrywce przegrywają z Raptors!


Bucks (52-18) – Cavs (17-53) – 102:107
Pelicans (30-42) – Magic (33-38) – 96:119
Celtics (43-27) – Sixers (45-25) – 115:118
Jazz (40-29) – Knicks (14-56) – 137:116
Wizards (30-40) – Bulls (19-52) – 120:126 (OT)
Rockets (44-26) – 125) – Grizzlies (28-42) – 125:126 (OT)
Heat (33-36) – Spurs (41-29) – 110:105
Raptors (49-21) – Thunder (42-28) – 123:114 (OT)
Mavs (28-41) – Blazers (42-27) – 118:126


Wydawało się, że Celtics po raz kolejny pokonają Sixers, kiedy w drugiej połowie prowadzili już różnicą 15 punktów. Philly odrobiła straty w trzeciej kwarcie wychodząc nawet na minimalne prowadzenie, ale Boston wrócił na właściwe tory, w trzeciej kwarcie prowadząc znów przez jakiś czas. No właśnie – przez jakiś czas. Na 5 minut przed końcem dwie celne trójki Jimmy’ego Butlera doprowadziły do remisu, który przełamał Irving celną trójką. Odpowiedział na nią Butler dwoma celnymi rzutami wolnymi, a następnie na prowadzenie jednym punktem wyprowadził Sixers Embiid, kończąc alley-oop od Harrisa. Na minutę przed końcem na tablicy znów widniał remis. Floatera trafił wtedy Ben Simmons, wykorzystując też rzut wolny, gdyż był faulowany. W kolejnej akcji Celtics, która zadecydowała o ich porażce, Irving został zablokowany przez Embiida, a Marcus Morris nie trafił dobitki.

Embiid zebrał więc piłkę i w następnej akcji Jimmy Butler oddał celny rzut na 5 sekund przed końcem, dobijając Celtics. Tatum trafił jeszcze rzut, ale nie miało to już znaczenia przy przewadze dwóch posiadań. W ten sposób Sixers o raz pierwszy w tym sezonie pokonują Celtics, przełamując złą passe trwającą jeszcze od czasu zeszłorocznych playoffów.

Jimmy Butler po raz kolejny pokazał, że można na niego liczyć w końcówkach. Trafił kluczowy dagger na 5 sekund przed końcem, a wcześniej trafił dwie kluczowe trójki, które pozwoliły w ogóle nawiązać walkę w czwartej kwarcie. W całym meczu Butler zdobył 22 punkty, 4 zbiórki i 2 asysty. Prawdziwym bohaterem był też Joel Embiid, który w defensywie zrobił dobra robotę – nie tylko przy decydującej akcji Celtics – a przy okazji zakończył mecz ze świetną linijką. Zdobył 37 punktów, 22 zbiórki i 4 asysty. Co ciekawe, tym razem oddał tylko 3 trójki, za to aż 21 razy rzucał tej nocy z linii rzutów wolnych! Trafił prawie wszystkie próby, bo 20.

źródło:YouTube/FreeDawkins

Liderem (przynajmniej punktowym) Celtics był ponownie Kyrie Irving. Jego 36 punktów, 9 zbiórek i 4 asysty pozwalały przez większość meczu utrzymywać prowadzenie. Nie pomogła na pewno jego skuteczność z dystansu, która zatrzymała się na 3/13. Dobry mecz rozegrał Al Horford, który zdobył 22 punkty , 6 zbiórek i 5 asyst. Co więcej jako jedyny zawodnik pierwszej piątki skończył mecz z dodatnim wskaźnikiem plus/minus, a konkretnie +6. Do udanych tego meczu nie może zaliczyć Marcus Smart – zdobył 3 punkty w 19 minut (2/4 z gry) i został wyrzucony z boiska za popychanie Joela Embiida:

Trzeba przyznać, że JoJo jest cwany. Po meczu przyznał, że jest “Najbardziej niepowstrzymywalnym zawodnikiem w NBA”. Jest cwany i skromny. No i oczywiście bardzo dobry, tego nie można mu odebrać.


Thunder na własnym parkiecie nie byli w stanie poradzić sobie z dobrze dysponowanymi Raptors. Przed meczem jednak doszło do ceremonii wywieszenia pod kopułą koszulki Nicka Collisona – czyli wywieszenia pierwszej koszulki zawodnika w historii OKC.

Piękna chwila w historii organizacji mogłaby być piękniejsza, gdyby udało się wygrać. Było jednak blisko, gdyż Raptors poradzili sobie dopiero po doliczonym czasie gry. Zawodnicy z Toronto przez zdecydowaną większość czasu dominowali i kontrolowali wydarzenia na boisku. W trzeciej kwarcie prowadzili już różnica niemalże 20 punktów. Jeszcze na 2 minuty przed końcem regulaminowego czasu Raptors utrzymywali stosunkowo bezpieczne 8 punktów przewagi. Do końca jednak punkty zdobywali już tylko Thunder – dwie celne trójki Paula George’a, a następnie layup Westbrooka na 5 sekund przed końcem doprowadziły do dogrywki.

W dogrywce wszystko wróciło do normy i Raptors znów dominowali. Ostatnie pięć minut zespół z Toronto wygrał przewagą 9 punktów, pozwalając rywalom tylko na 4 oczka i skuteczność na poziomie 1/11 z gry. Tym samym Toronto wygrywa pierwszy mecz z OKC w tym sezonie, a OKC dostaje szybką szansę na rewanż, bo ponownie oba zespoły spotkają się już w piątek. Thunder będą rewanżu potrzebować – ta porażka wyrzuciła ich z pierwszej czwórki konferencji zachodniej – teraz piastują miejsce szóste, nie dające przewagi parkietu.

Liderem gości był bez wątpienia Pascal Siakam – młody skrzydłowy zdobył 33 punkty, 13 zbiórek i 6 asyst. Kawhi dołożył 22 punkty, 10 zbiórek i 6 asyst, a Fred VanVleet 23 punkty i 6 asyst. Danny Green dorzucił 17 oczek przy skuteczności 5/9 za trzy. W obozie Thunder dominował Westbrook, który skończył z dorobkiem 42 punktów (znowu dobre 5/10 za trzy), 11 zbiórek i 6 asyst, ale też aż 8 strat. Słabszy mecz odnotował PG#13, który zdobył 19 punktów, ale tylko 3/10 z dystansu. Nie trafiał też Jerami Grant, który 9 oczek zdobył trafiając 3/14 rzutów z gry.


Do kolejnej dogrywki doszło w meczu Rockets z Grizzlies. To Niedźwiadki przez zdecydowaną część meczu dominowały i to one ostatecznie wygrały – historia tożsama z tej z meczu Raptors-Thunder. Rakiety w czwartej kwarcie odrobiły blisko 20-punktową stratę, prowadzeni przez Jamesa Hardena. Jego trzy celne rzuty wolne na 3 sekundy przed końcem doprowadziły do dogrywki, która okazała się bardzo wyrównana.

W dogrywce Harden zdobył 10 punktów, czyli wszystkie punkty, jakie zdobyli w dogrywce Rockets. Czyli o jeden mniej, niż zdobyli w dogrywce Grizzlies. Na pół minuty przed końcem Miśki prowadziły pięcioma punktami – Harden trafił trójkę, a następnie ukradł piłkę Wrightowi i trafił layup na remis. Ostatnia akcja należała do Grizzlies. Mike Conley na 2 sekundy przed syreną oddał rzut, który został jednak zablokowany przez PJ Tuckera. Ofensywną zbiórkę wywalczył Jonas Valanciunas, który został sfaulowany. Jeden wykorzystany rzut wolny na 0,1 sekundy przed końcem wystarczył do końcowego zwycięstwa.

Jonas Valanciunas okazał się więc bohaterem – poza kluczową ofensywną zbiórką i trafionym wolnym, Jonas w całym meczu uzbierał 33 punkty i 15 zbiórek, aż 9 piłek ściągając z ofensywnej deski. najwięcej w zespole, bo 35 punktów, zdobył Mike Conley, który dorzucił do nich też 5 zbiórek i 8 asyst. To ten duet w dużej mierze poprowadził Grizzlies do zwycięstwa nad mocniejszym rywalem.

Dla Rockets był to one-man-show – James Harden zdobył 57 punktów, 7 zbiórek i 8 asyst, trafiając 9/17 za trzy i 12/12 z linii rzutów wolnych. Do tego popełnił tylko 3 straty i zaliczył plus/minus na poziomie +11, a zespół przegrał zdecydowanie minuty bez niego na parkiecie.


Korespondencyjny pojedynek pomiędzy Heat a Magic trwa. Zespół z Miami wygrał swój mecz ze Spurs, nie pozwalając na zepchnięcie się z ósmego miejsca konferencji wschodniej – nawet pomimo zwycięstwa Magic w swoim dzisiejszym meczu. Heat przez zdecydowaną większość meczu prowadzili ze Spurs, którzy na dobrą sprawę za odrabianie strat wzięli się w czwartej kwarcie. Byli bardzo blisko odrobienia prawie 20 punktów straty, ale ostatecznie doszli rywali tylko na 3 punkty.

Liderem Heat po raz kolejny był wchodzący z ławki Goran Dragic. Słoweniec wrócił do roli pierwszych skrzypiec i zdobył w 22 minuty 22 punkty, trafiając 4/7 za trzy. W pierwszej piątce błyszczał natomiast Dion Waiters, który zdobył 18 punktów, 5 zbiórek i 4 asysty. Akcji meczu nie można jednak odmówić Dwyane’aowi Wade’owi, który w całym meczu uzbierał 11 punktów, z czego trzy wyglądały tak:

Najlepszych strzelców Spurs mieli trzech – zarówno LaMarcus Aldridge, jak i wchodzący z ławki Mills z Belinellim zdobyli po 17 oczek. DeMar DeRozan z kolei zdobył ich 16, dodając 15 zbiórek i 6 asyst. Rudy Gay zdobył 15 punktów, 8 zbiórek i 7 asyst, ale to on spudłował kluczową trójkę na remis na nieco ponad 30 sekund przed końcem.


Bucks dalej grają bez swojego lidera Giannisa Antetokounmpo. Tym razem okazało się to przeszkodą nie do przeskoczenia i lider konferencji wschodniej przegrał z przedostatnimi Cavaliers. Oprócz Giannisa, brakowało też kontuzjowanych Brogdona i Miroticia, a Bucks grali w back-to-back. Zwycięstwo to jednak zwycięstwo – Collin Sexton zdobył 25 punktów i znów był liderem strzeleckim Kawalerzystów. Z ławki 23 punkty dorzucił Jordan Clarkson. Fatalny mecz rozegrał z kolei Kevin Love, który zdobył w 19 minut 6 punktów i 10 zbiórek, trafiając 1/10 z gry, w tym 1/9 za trzy. Po stronie Milwaukee 26 punktów  i 12 zbiórek zdobył Khris Middleton, a 24 punkty, 8 zbiórek i 8 asyst dodał Eric Bledsoe – to jednak na niewiele się zdało.


Jazz rozstrzelali się w Nowym Jorku na aż 137 punktów, wysoko pokonując miejscowych Knicks. Niech nie zwiedzie was końcowa różnica ‘zaledwie’ 21 punktów. W szczytowym momencie Jazzmani mieli aż 37 punktów przewagi. To było okrutne. Donovan Mitchell zdobył 30 punktów i 5 asyst, trafiając bardzo dobre 5/9 za trzy i wyrastając w tym meczu na lidera Utah. Rudy Gobert dorzucił 18 punktów i 9 zbiórek, a kolejne 18 punktów, ale też 5 zbiórek i 7 asyst dodał Joe Ingles. Dla Knicks aż 27 punktów zdobył Kevin Knox, 23 dorzucił Mario Hezonja, a 21 Damyean Dotson. Aż trzech graczy przekroczyło granicę 20 punktów, a jednak byli w stanie dostać takie bęcki.


Damian Lillard po raz kolejny rozegrał dobry mecz na 33 punkty, 5 zbiórek i 12 asyst – wystarczyło to do pokonania Dallas Mavericks. DameDolla trafił przy okazji świetne 6/12 zza łuku i popełnił tylko 1 stratę. Mecz niemalże idealny, na jakie pozwala sobie Lillard pod nieobecność CJ McColluma. Z ławki z kolei 20 punktów dostarczył jego substytut, Seth Curry. Dla Mavs 24 punkty, 5 zbiórek i 6 asyst zdobył Luka Doncic. Z ławki 21 oczek dodał młody Justin Jackson.

źródło:YouTube/House of Highlights


Magic wysoko pokonali Pelicans, utrzymując niewielką stratę do ósmych w konferencji wschodniej Heat. Liderem strzeleckim był Evan Fournier, który zdobył 22 punkty. Kolejne 20, ale też 7 zbiórek i 6 asyst dodał Aaron Gordon. Dla Pelicans słabo zagrali ci, którzy z reguły grają ostatnio dobrze. Elfrid Payton nawet nie zbliżył się do triple double, zdobywając 7 punktów, 3 zbiórki i 2 asysty, a Julius Randle był w stanie uzyskac tylko 6 oczek przez cały mecz. Anthony Davis nie zagrał w ogóle, mimo że nie był to mecz back-to-back.


Wizards doprowadzili do dogrywki z Bulls, dzięki celnemu rzutowi Bradley’a Beala na 5 sekund przed końcem. Dogrywka należała jednak do Byków, którzy ostatecznie cieszyli się ze zwycięstwa. Mecz sezonu rozegrał Kris Dunn, który zdobył 26 punktów, 6 zbiórek i 13 asyst, biorąc ciężar gry zdecydowanie na siebie. Wymagała tego jednak nieobecność Zacha LaVine’a, który zmaga się z kontuzją uda. Świetny mecz zagrał też Markkanen, który zdobył 32 punkty, 13 zbiórek i 5 asyst. Bradley Beal robił co mógł, zdobywając 27 punktów, 7 zbiórek i 7 asyst. Jabari Prker z ławki dodał 28 punktów, ale to na nic się ostatecznie nie zdało.

Kopiuj link do schowka