Przepychanka na Brooklynie, Rewelacyjny Embiid, 3/20 Jamesa Hardena!

21/04/2019
Sixers Nets YONG KIM / Staff Photographer

Zajączek Wielkanocny dostarczył niesamowitych wrażeń! Cztery mecze miały miejsce tej nocy i prawie każdy z nich wniósł coś ciekawego do tego playoffowego krajobrazu.


Sixers – Nets – 112:108 (3-1)
Nuggets – Spurs – 117:103 (2-2)
Bucks – Pistons – 119:103 (3-0)
Rockets – Jazz – 104:101 (3-0)


Seria Sixers z Nets okazuje się jedną z ciekawszych, jeśli nie najciekawszą w tej pierwszej rundzie. Problemem jest tylko wynik, bo przy stanie 3-1 dla Philly może być ciężko o dalsze emocje, ale w dotychczasowych meczach mieliśmy wszystko. Zwłaszcza ubiegłej nocy było na co popatrzeć. Były świetne indywidualne zagrania, fantastyczne linijki statystyczne, zacięta końcówka, bójki i faule techniczne.

Sponsor serwisu

Mecz od początku należał do wyrównanych, jednak to Nets utrzymywali prowadzenie przez większość spotkania. Bardzo krótko przed meczem dowiedzieliśmy się, że Jeol Embiid jednak zagra i wyjdzie w pierwszym składzie i na początku widać było, że trener Brown ostrożnie podchodzi do jego minut. W trzeciej kwarcie Nets byli już na prowadzeniu różnicą 1o punktów i wydawało się, że mogą przy tej grze spokojnie wygrać i doprowadzić do stanu 2-2 w serii. Mecz jednak odwrócił się na mniej więcej 5 minut przed końcem, kiedy to Sixers weszli na trochę wyższe obroty. Joel Embiid zdobył wtedy 8 punktów z rzędu, praktycznie w pojedynkę doprowadzając wynik do stanu remisowego. Na 50 sekund przed końcową syreną na zegarze widniał wynik 107:106 dla Philly po celnej trójce Redicka. Następnie Spencer Dinwiddie popełnił potencjalnie bardzo kosztowną stratę przy wprowadzaniu piłki z boku. Na jego szczęście w kolejnej akcji JoJo równiez stracił piłkę przy próbie podania. Na 25 sekund do końca Joe Harris wyprowadził Nets na prowadzenie, kończąc layup na kontakcie z Embiidem (!). W kolejnej akcji szybka trójka Mike’a Scotta po raz kolejny odwróciła wynik – działo się to bardzo szybko, crunchtime trwał dzięki temu niesamowicie długo. W ostatniej akcji Nets mogli znów obrócić wynik na swoją korzyść, jednak Jarrett Allen, który dostał piłkę pod kosz stracił ją na rzecz Simmonsa, zaprzepaszczając szanse na wygraną. To była naprawdę szalona końcówka.

źródło:YouTube/House of Highlights

Ta ostatnia minuta to kwintesencja playoffowych emocji. Jeśli dodać do tego konflikt Jareda Dudley’a z Benem Simmonsem, który toczył się też w tym meczu i miał swoje apogeum w trzeciej kwarcie, to mamy mieszankę wybuchową. Pamiętacie jak Simmons po airballu Dudley’a w meczu numer dwa wymownie podniósł ręce w powietrze? Skrzydłowy Nets miał okazję do rewanżu:

Tak bojowo nastawiony Dudley musiał zwiastować jakieś kłopoty i pojawiły się one w trzeciej kwarcie, kiedy Embiid przy próbie bloku na Jarrecie Allenie dopuścił się faulu, który na pierwszy rzut oka wyglądał na dosyć mocny. Jaredowi puściły nerwy, a reszta to już reakcja łańcuchowa:

źródło:YouTube/CliveNBAParody

Zarówno Jared Dudley jak i Jimmy Butler zostali wyrzuceni z boiska, a Joel Embiid za swój faul został ukarany przewinieniem technicznym, moim zdaniem niesłusznie. Nie przeszkodziło mu to jednak w rozegraniu nieprawdopodobnego wręcz meczu. W całym spotkaniu rozegrał 31 minut, w tym czasie zdobywając 31 punktów, 16 zbiórek, 7 asyst i 6 bloków. Mecz zakończył ze zdecydowanie najlepszym w drużynie wskaźnikiem plus/minus na poziomie +18. Wystarczyło mu w tym meczu po prostu dograć piłkę, a on coś z nią zrobił – dla niego to za proste kiedy ma dobry dzień.

źródło:YouTube/House of Highlights

Dobry mecz rozegrał też Tobias Harris, rzucając 24 punkty, dokładając 8 zbiórek i 6 asyst. Całkiem dobre 15 punktów, 8 zbiórek i 8 asyst wniósł też Ben Simmons. Liderem Nets był natomiast zdecydowanie Caris LeVert, zdobywając 25 punktów, 5 zbiórek i 8 asyst. Kolejne 21 oczek dodał D’Angelo Russell, a 18 z ławki dorzucił Spencer Dinwiddie. Brooklyn jak zwykle szukał gry przez swoich obwodowych, którzy oddawali rzuty po pick’n’rollach. Ta gra wciąż była skuteczna – przez większość meczu pozwalała utrzymywać się na prowadzeniu.

Coraz odważniej w tej serii poczyna sobie też Jarrett Allen. Co prawda nie mógł on zrobić nic, żeby zatrzymać Embiida, ale sam zagrał dobry mecz po ofensywnej stronie parkietu. Zdobył 21 punktów, 8 zbiórek i 4 asysty, trafił 7/11 rzutów z gry i 7/7 z linii rzutów wolnych, pozwalając sobie nawet na wsad nad głową Embiida:


Po dwóch blowoutach seria Rockets z Jazz przeniosła się do Salt Lake City, gdzie nie mogło być już tak łatwo. Prowadzenie żadnej z ekip nie przekroczyło w tym meczu 8 punktów – przez większość czasu to Jazz byli minimalnie nad kreską, jednak w czwartej kwarcie ten stan rzeczy uległ zmianie. Nie bez powodu właśnie w ostatnim segmencie gry Rockets zaczęli grać lepiej – James Harden trafił wtedy swój pierwszy rzut z gry! Tak, James Harden przez trzy pierwsze kwarty nie trafił żadnego rzutu z gry, by dopiero w czwartej kwarcie trafić trzy razy do kosza. Broda zakończył mecz ze skutecznością 3/20, w tym 2/13 za trzy. Mimo wszystko Rockets udało się wygrać, a sam Harden dzięki umiejętności wymuszania fauli skończył z dorobkiem aż 22 punktów (14/16 z rzutów wolnych), 4 zbiórek, 10 asyst i 6 przechwytów. Można zrobić z takiego meczu highlighty? Można:

źródło:YouTube/House of Highlights

Harden trafiając 3/20 był liderem punktowym Rockets, ale lider Jazz także nie należał do najskuteczniejszych. Donovan Mitchell zdobył aż 34 punkty, 6 asyst i 6 zbiórek, ale trafił tylko 9/27 rzutów z gry, w tym 4/12 za trzy. Był to więc bardzo specyficzny mecz – co znamienne, obaj liderzy odegrali absolutnie kluczową rolę w wyrównanej końcówce spotkania. Kiedy na półtorej minuty przed końcem Mitchell trafił trójkę, przybliżając Jazz na jeden punkt do Rockets, Harden odpowiedział celną trójką, utrzymując przewagę. Następnie Mitchell trafił layup, który skontrowany został rzutami wolnymi Hardena po faulu Goberta. Kolejne dwa wolne Mitchella przybliżyły Utah na jedno posiadanie, zostawiając los w rękach Hardena. Lider Rakiet nie trafił rzutu za trzy, ale kluczową zbiórką w ofensywie na 10 sekund do końca popisał się PJ Tucker, który został od razu sfaulowany i wykorzystał jeden rzut wolny, podnosząc prowadzenie do 3 punktów, na które Jazz nie udało się już odpowiedzieć, pomimo czystej pozycji Mitchella.

Jazz zdecydowanie lepiej wypadli przy własnej publiczności, która robiła bardzo dobrą robotę – podobnie jak ta na Brooklynie. Dobry początek wiązał się z kilkoma trafionymi rzutami Mitchella i świetną obroną Goberta, który na początku meczu zablokował aż 4 rzuty, a mecz skończył z dorobkiem 10 punktów, 8 zbiórek i aż 7 bloków.

Rockets oprócz rzucającego z linii rzutów wolnych Hardena ciągnął w tym meczu też Chris Paul, który zdobył 18 punktów, 4 asysty, 4 zbiórki i 3 przechwyty, trafiając bardzo przeciętne 2/7 z dystansu. W ogóle skuteczność to nie było hasło przewodnie tego spotkania – Rockets trafili 38% rzutów i tylko 33% z dystansu, przy 41% celnych rzutów Jazz i 29% z dystansu. To było prawdziwie playoffowe starcie.


Nuggets rozpoczęli słabo i wydawało się, że Spurs mogą na własnym parkiecie doprowadzić serię do stanu 3-1, z którego bardzo ciężko wyjść, zwłaszcza tak niedoświadczonej ekipie jak Denver. O ile jednak w pierwszej połowie to San Antonio dyktowało warunki, tak w połowie meczu sytuacja diametralnie się odwróciła. Nuggets zagrali kolejny mecz na dobrej skuteczności, trafiając aż 48% swoich trójek, czyli sumarycznie 15/31. Zespół dostał dobry mecz od obu swoich liderów – Nikola Jokic zagrał swój najlepszy mecz w tej serii, notując 29 punktów, 12 zbiórek i 8 asyst. Może skuteczność 10/22 dla centra nie jest powodem do dumy, ale to nie tak istotne – Denver potrzebuje meczów, w których Jokic atakuje kosz i oddaje rzuty, bo to jest ta broń, którą Spurs po prostu najtrudniej zatrzymać. Gregg Popovich próbował to zmienić i wyszedł wyżej, wprowadzając do piątki Jakoba Poeltla, a Aldridge’a przesuwając na czwórkę. Na niewiele się to jednak zdało.

źródło:YouTube/FreeDawkins

Po słabym meczu znów odbudował się też Jamal Murray – uzbierał 24 punkty i 6 asyst, trafiając dobre 8/14 z gry i 3/5 z dystansu. W pierwszej piątce zamiast Willa Bartona pojawił się Torrey Craig, co okazało się trafną decyzją trenera Mike’a Malone’a. Poza tym, że Craig nie jest taką dziurą w obronie, zagrał dziś świetny mecz na 18 punktów, 8 zbiórek i 5/7 celnych rzutów zza łuku.

Ofensywę Spurs ciągnął LaMacus Aldridge, zdobywając 24 punkty i 9 zbiórek. DeMar DeRozan uzbierał natomiast 19 oczek, 5 zbiórek i 5 asyst. Kolejnym rewelacyjnym meczem nie popisał się natomiast Derrick White, kończąc z 8 punktami, 4 zbiórkami i 5 asystami. Dobry mecz z ławki na 12 punktów dostarczył Patty Mills, ale koniec końców skład SAS okazał się po prostu krótszy i w momencie w którym żaden z liderów nie ciągnął gry ofensywnej, po prostu nie było komu trafić tych kilku koszów.


Niespodzianki nie było – Buck po raz kolejny wysoko wygrali mecz z Pistons, doprowadzając do łatwego 3-0. Gra na wyjeździe zmieniła tyle, że rozmiary zwycięstwa nie były tak okazałe jak w poprzednich starciach. Przebieg był jednak bardzo podobny, bo Tłoki – poza pierwszymi minutami –  nie miały w czasie tego spotkania nic do powiedzenia. Zmieniło się to, że wrócił Blake Griffin, który rozegrał bardzo dobre spotkanie. Lider gospodarzy w 30 minut zdobył 27 punktów, 7 zbiórek i 6 asyst. Na niewiele się to jednak zdało.

Tym razem bardzo skromny mecz po stronie Milwaukee rozegrał Giannis Antetokounmpo. Skończył z dorobkiem 14 punktów, 10 zbiórek i 3 asyst, trafiając tylko 5/13 rzutów z gry, w tym 0/3 zza łuku. 20 punktów był jednak w stanie zdobyć Khris Middleton, a po 19 dołożyli Eric Bledsoe i Brook Lopez. Bardzo dużo czasu gry dostali rezerwowi, co skończyło się 15 punktami Ersana Ilyasovy, czy 12 punktami Nikoli Miroticia.

Kopiuj link do schowka