O mały włos, Warriors dalej w grze, Durant z kontuzją Achillesa

11/06/2019
Kevin Durant Warriors Gregory Shamus, Getty Images

Okrutnie słodko-gorzki wieczór dla kibiców Golden State Warriors. Udało się wygrać z Raptors, obrońcy tytułu wciąż są w grze, Kevin Durant wrócił… Ale doznał kolejnej kontuzji, tym razem bardzo poważnej.


Warriors – Raptors – 106:105 (2-3)

Sponsor serwisu

Golden State Warriors rozpoczęli ten mecz swoim markowym, niskim ustawieniem z Kevinem Durantem na czwórce i Draymondem Greenem na piątce. Powrót KD zdawał się dobrze działać na zespół z Oakland, który wygrał pierwszą kwartę 34:28. Steph Curry zdobył w tej odsłonie aż 14 punktów, a Kevin Durant 11, trafiając wszystkie trzy oddane trójki – jak na pierwszy mecz po miesiącu przerwy, wyglądał znakomicie:

Niestety, początek drugiej odsłony okazał się dla Kevina, jak i całego zespołu, dramatyczny. Po 12 minutach spędzonych na parkiecie, Kevin Durant doznał kontuzji w sytuacji, w której nie doszło do żadnego kontaktu z przeciwnikiem. W czasie meczu można było przypuszczać, że to odnowiona kontuzja łydki, ale szybko sprawdził się najgorszy scenariusz – Kevin Durant zerwał Achillesa.

Jeśli dobrze się przyjrzycie, zobaczycie dokładnie moment zerwania:

Niektórym kibicom sytuacja chyba się spodobała. To nietypowa sytuacja, ale bardzo elegancka, kiedy Kyle Lowry razem z zawodnikami Raptors prosi fanów zgromadzonych na trybunach, by zaprzestali aplauzu w reakcji na kontuzję.

Durant został odprowadzony do szatni, a nastroje uległy pogorszeniu. Można było przypuszczać, że taki moment podłamie Warriors, a ci nie będą w stanie dowieźć do końca niewielkiego prowadzenia. Zespół z Oakland zremisował jednak zarówno drugą, jak i trzecią kwartę, utrzymując się na niewysokim prowadzeniu. Kryzys przyszedł w czwartej odsłonie – na kilka minut przed końcem Kawhi Leonard trafił cztery rzuty z rzędu, wyprowadzając Raptors na sześciopunktowe prowadzenie.

Trójką na dwie i pół minuty do końca popisał się Klay Thompson, a następnie po popełnionych przez oba zespoły stratach, rewelacyjną trójką wynik wyrównał Steph Curry. Za chwilę kolejny rzut z dystansu autorstwa Klay’a znów wyprowadził Warriors na prowadzenie. Końcówka była szalona.

Kyle Lowry trafił jeszcze layup na pół minuty przed końcową syreną, DeMarcus COusins popełnił faul w ofensywie i ostatnia akcja przy jednym punkcie straty należała do Toronto Raptors. Gospodarze nie wykorzystali jednak swojej szansy – potencjalny rzut na zwycięstwo Lowry’ego został bezpardonowo zablokowany przez Draymonda Greena:

To był niezwykle fascynujący, wyrównany mecz z zaciętą końcówką. Szkoda, że Kevin Durant opłacił go poważną kontuzją – niech jak najszybciej wraca do zdrowia. Zerwany Achilles na pewno nie pomoże mu tego lata na rynku wolnych agentów. Patrząc jednak na sytuację tu i teraz, Golden State Warriors dalej są w grze, muszą wygrać jeszcze kolejne dwa mecze, ale tym razem już na 100% bez KD.

Trzeba oddać Stephowi Curry’emu, że wziął na siebie ciężar odpowiedzialności. Rozegrał fantastyczną pierwszą połowę, a po słabej trzeciej kwarcie (1/6 z gry, w tym 1/5 za trzy!) potrafił znów wejść na wysoki poziom i nie zawieść w kluczowym momencie. Koniec końców zdobył 31 punktów, 8 zbiórek i 7 asyst, trafiając 5/14 rzutów z dystansu.

źródło:YouTube/Free Dawkins

Nie udałoby się jednak, gdyby nie dobrze dysponowany Klay Thompson. Super strzelec Warriors zdobył w tym meczu 26 punktów, 6 zbiórek i 4 asysty, trafiając 7/13 rzutów za trzy, w tym kilka w kluczowych momentach czwartej kwarty. Po raz kolejny bliski triple-double był też Draymond Green, z linijką 10 punktów, 10 zbiórek i 8 asyst. Całkiem nieźle poradził sobie też DeMarcus Cousins, który dostał więcej minut po kontuzji KD. W niespełna 20 minut spędzonych na parkiecie, Cousins zdobył 14 punktów i 6 zbiórek, trafiając 6/8 rzutów z gry. Momentami wyglądał świetnie.

Raptors trochę dzisiaj zabrakło. Co prawda potrafili wykorzystać niskie ustawienia GSW i wygrali zbiórki, zdobywając aż 13 ofensywnych desek, ale nie przekuli tego na sukces. Trudno wygrać z Warriors trafiającymi ponad 47% rzutów z dystansu, kiedy samemu trafia się skromne 25%. Kawhi Leonard był więc dziś liderem Raptors, ale niezbyt skutecznym. Zdobył co prawda 26 punktów, 12 zbiórek i 6 asyst, ale trafił zaledwie 9/24 rzuty z gry, w tym tylko 2/7 zza łuku. Do tego popełnił aż 5 strat w starciu z dobrze przygotowaną obroną rywali.

źródło:YouTube/FreeDawkins

Kolejne 18 punktów, 4 zbiórki i 6 asyst dorzucił Kyle Lowry. Trafił bardzo dobre 8/16 z gry, jednocześnie trafiając zaledwie 1/6 prób z daleka. Dobry występ zaliczył także Marc Gasol, zapisując na swoje konto 17 punktów i 8 zbiórek przy skuteczności na poziomie 4/6 z gry i 7/8 z linii rzutów wolnych. Kolejny z rzędu dobry mecz rozegrał również Serge Ibaka, zdobywając z ławki 15 oczek i 6 zbiórek. Znów zabrakło jednak wkłady Danny’ego Greena, który zdobył 4 punkty i nie trafił żadnej z 4 oddanych trójek. Taką samą skutecznością zza łuku popisał się też Pascal Siakam, któremu ostatecznie udało się uzbierać 12 punktów.

Warriors nie poddali się, pomimo bardzo trudnych okoliczności. Przy wyniku serii 3-2 dla Raptors, seria przenosi się znów do Oakland, gdzie być może to Warriors będą faworytami. Od meczu numer sześć krótka droga do meczu numer siedem… Może więc szanse na trzeci już z rzędu triumf Warriors nie są takie niskie. Z drugiej strony Raptors pozostał do wygrania tylko jeden mecz. Wkraczamy w decydującą fazę Finałów i to jest ekscytujące.

 

Kopiuj link do schowka