23) Memphis Grizzlies – najbardziej ekscytujące tankowanie w lidze

05/10/2019
fot. Wikimedia

To ciekawe, jak szybko zmienia się rzeczywistość w NBA. Przez ostatnie lata Memphis Grizzlies grali jeden z mniej przyjemnych dla oka basketów w lidze. W przeciągu jednego sezonu zmienili całkowicie swój charakter i teraz wyglądają na jedną z najbardziej ekscytujących ekip w lidze.

Podwajamy powitalny bonus od PZBUK – nawet 500 zł

Wszystko oczywiście za sprawą ich arcyciekawego duetu młodych liderów. Ja Morant i Jaren Jackson Jr są młodzi, utalentowani i szalenie efektowni. Przynajmniej osobno. Jeśli będą się dobrze rozumieć na parkiecie, przed fanami Miśków naprawdę przyjemne dla oka czasy. Tylko czy równie szczęśliwie, co era ich poprzedników, bądź co bądź najlepsza w historii klubu?

Koniec Grit&Grind

Idzie nowe. Już kiedy przed startem zeszłego sezonu odeszli Randolph i Allen było wiadomo, że to już epilog. Jednak dopiero po transferach największych symboli tego klubu, można oficjalnie otworzyć nową erę. Conley i Gasol dali fanom niezliczone powody do radości, przeciwnikom natomiast ogromną kolekcję siniaków, łokci i bólu głowy, kiedy przyszło im grać przeciwko Miśkom. Memphis w tej odsłonie już nie zobaczymy. A choć poprzeczka wisi wysoko, to i następcy mają wszelkie argumenty, aby dorosnąć do oczekiwań.

Źródło: Youtube.com/Panda Product

Jaren Jackson Jr już pokazał, że na poziomie NBA potrafi zagrać absolutnie fantastycznie. Meczem z Nets otworzył oczy wszystkim, którzy zastanawiali się dlaczego Grizz wzięli z 4 akurat tego chłopaka. I choć te 36 punktów najbardziej zapadło w pamięć, to największe zalety Triple J leżą po defensywnej stronie parkietu, gdzie ten chłopak ma zadatki na prawdziwą bestię. Chociaż ta jego trójka zniszczy jeszcze marzenia kilku zespołom.

Źródło: Youtube.com/thinking basketball

Z drugiej strony jest Ja Morant – rozgrywający, który szturmem podbił serca większości fanów uczelnianej koszykówki w zeszłym sezonie, a którego atletyzm i styl gry są niezwykle efektowne. Morant jednak przede wszystkim to bardzo dobry rozgrywający, który radził sobie znakomicie na pick&rollu i który ma wszelki zadatki na to, aby być niegdyś lepszym zawodnikiem niż Mike Conley kiedykolwiek był.

Pamiętajmy jednak, że ci chłopcy mają dopiero 19 i 20 lat – zanim będą koszmarem dla każdego obrońcy w lidze (o ile spełnią oczekiwania), czeka ich jeszcze mnóstwo błędów i nauki po drodze.

Źródło: Youtube.com/House of Highlights

Młodzi nie tylko zawodnicy

Młodość i brak doświadczenia cechują jednak nie tylko liderów Memphis, ale także i trenera (i GM-a i właściciela też). Trudno jednoznacznie wyrokować, jak się zaprezentuje Taylor Jenkins w funkcji głównego szkoleniowca. Są jednak pewne przesłanki, które pozwalają wierzyć, że decyzja o jego zatrudnieniu była bardzo trafna.

Młody wiek powinien pozwolić mu szybko znaleźć wspólny język nie tylko ze swoimi podopiecznymi, ale także z generalnym menadżerem i właścicielem zespołu. Młody trzon i (przynajmniej tymczasowy) brak presji pozwoli mu eksperymentować i uczyć się zwycięstw razem z nimi. A to luksus, który z pewnością zaprocentuje już w całkiem niedalekiej przyszłości.

Dotychczasowa kariera Taylora także wygląda bardzo obiecująco. Był asystentem, a następnie head coachem Austin Toros (filia Spurs w G-League), a od 2013 roku pełnił funkcję asystenta Mike’a Budenholzera kolejno w Atlancie i ostatnio w Milwaukee. Uczył się zatem od prawdziwych fachowców. Dlatego też wstępnie możemy oczekiwać czegoś więcej niż tylko dwójkowych popisów pary Jackson Jr i Morant. Możemy i powinniśmy w sumie oczekiwać systemu wykorzystującego cały zespół, szybszego tempa i inteligentnego grania. Pytanie, czy na ten moment ma kim w ten sposób grać, bo ofensywa i brak strzelców mogą się okazać największą bolączką te młodej ekipy, a wtedy żaden system ich nie uratuje.

Nie zapominajmy także, że to tylko przesłanki i Jenkins będzie musiał udowodnić swoją klasę w nowych, nieznanych sobie okolicznościach. Wszystko jednak wskazuje na to, że także ta najważniejsza decyzja kadrowa została podjęta z głową w Tennessee.

Szeroka i ciekawa kadra

PG: Ja Morant/Tyus Jones/De’Anthony Melton

SG: Grayson Allen/Marko Guduric/Dillon Brooks

SF: Kyle Anderson/Josh Jackson/Andre Iguodala/Solomon Hill/Jae Crowder/Bruno Caboclo

PF: Jaren Jackson Jr/Brandon Clarke/Ivan Rabb

C: Jonas Valanciunas/Miles Plumlee

Jak widać Grizzlies to nie tylko dwójka skocznych małolatów. Warto zwrócić uwagę także przede wszystkim na Brandona Clarke’a. Ten chłopak został MVP Ligi Letniej nie bez powodu i wszyscy są zgodni, że Grizzlies dokonali jednego z największych steali tego draftu. Może i jest nieco za niski na swoją nominalną pozycję, ale grać to on potrafi.

Praktycznie na każdej pozycji widzimy tutaj jakieś ciekawe i przede wszystkim młode nazwisko. Przyszedł Grayson Allen, który bronić nie potrafi, ale na studiach jego celownik nie zawodził. Mając więcej szans i większy margines błędu niż u Quina Snydera, powinien się odrodzić. Tyus Jones nie pozwoli przeciwnikom na chwilę oddechu przy swojej szybkości. Dillon Brooks i De’Anthony Melton także zapowiadają się na graczy, którzy mogą w tej lidze spędzić lata. Josh Jackson w Phoenix był jakiś taki nijaki, lecz tutaj pozbawiony jakiejkolwiek presji przy swoim nazwisku albo się przełamie albo zniknie całkowicie. No i jeden z najlepszych deali tego lata, czyli Jonas Valanciunas.

Relatywnie młody i bardzo solidny center. Co prawda z nim w składzie, Raptors zapewne by mistrza nie wygrali, ale to nieistotne, bo w Memphis ten facet grał najlepszy basket życia, będąc praktycznie gwarantem 20/10 w każdym meczu. A tego wbrew pozorom niewielu środkowych w lidze dokonuje obecnie. Co prawda z każdym sezonem jestem przekonany, że w końcu te jego pompki przestaną działać, przez co ta średnia spadnie, ale zawsze jakoś wszyscy się nabierają, nie wiedzieć właściwie czemu:

Źródło: Youtube.com/nbaclips167

Oprócz młodzieży nie brakuje weteranów, którzy mogą się okazać praktycznie bezcenni. Jae Crowder widział już wiele w tej lidze i choć u niego najwięcej zależy od środowiska w którym gra, coś mi mówi, że w Memphis odnajdzie się całkiem dobrze. Miles Plumlee to zmiennik praktycznie idealny na pozycji środkowego w realiach NBA. Po Solomonie Hillu za wiele bym się nie spodziewał. Jeszcze mniej po Iguodali, który zapewne nawet nie założy koszulki Miśków.

Jednakże znaczenie wyżej wymienionych zawodników jest tak kluczowe nie względu na ich grę, a z powodu ich kontraktu. Wszyscy mają spadające umowy i jest niemal pewne, że nie doczekają końca sezonu w Tennesse. To oznacza z kolei świetne możliwości transferowe dla Miśków – okazję do pozyskania picków w drafcie, lub kolejnych młodych i ciekawych graczy. Żyć, nie umierać.

Podwajamy powitalny bonus od PZBUK – nawet 500 zł

Memphis zatem powinni być jedną z najciekawszych ekip nadchodzącego sezonu i jeśli nie wiecie, kogo śledzić na League Passie to zapewniam Was, że warto będzie poświęcić nieco uwagi Miśkom. Nie spodziewajmy się jednak przy tym, że zbyt często będą oni schodzić z boiska jako zwycięzcy. To wciąż jest projekt, który potrzebuje głównie czasu i w Memphis zdają sobie sprawę z tego, że w tym momencie, najlepiej będzie zaliczyć sezon podobny do poprzedniego, czyli okolice 30 zwycięstw i jak najwięcej szczęścia w loterii.

Kopiuj link do schowka