Mavericks chcą trzeciej gwiazdy – sprawdźmy, czy ich na to stać

Mavericks chcą trzeciej gwiazdy – sprawdźmy, czy ich na to stać

Dallas Mavericks dość szybko stali się jedną z czołowych ekip konferencji zachodniej. Szybki rozwój Luki Doncicia, przyjście Kristapsa Porzingisa i już z poziomu 24 zwycięstw w dwa sezony Mavs stali się ekipą Playoffową. Panuje powszechne przekonanie, że Dallas dysponuje zespołem nawet lepszym, niż sugeruje to tegoroczny bilans 43-32 i zajęte siódme miejsce na zachodzie. Złożyło się na to między innymi kilka przegranych wyrównanych końcówek i kilkanaście meczów opuszczonych przez Kristapsa Porzingisa. Nie ulega wątpliwości, że ekipę z trzonem złożonym z Doncicia i Porzingisa stać na lepszy wynik. Można chyba nawet pokusić się o tezę, że jedno mocne wzmocnienie dzieli ich od stania się jednym z kontenderów. Z takiego założenia wychodzą przynajmniej ludzie w zarządzie Mavs, jeśli wierzyć doniesieniom. Od jakiegoś czasu mówi się, że Mavs szukają sposobu, by sprowadzić trzecią gwiazdę w swoje szeregi i wejść już teraz na wyższy poziom. Według informacji Brada Townsenda z The Dallas Morning News, Mavericks są skłonni poświęcić każdy element poza duetem Doncic & Porzingis, żeby tylko móc pozyskać gracza, którego nazwać można by trzecią gwiazdą.

Plan jest więc taki, by zbudować Big-Three i wejść na poziom ‘kandydat do mistrzostwa’. Zadajmy więc sobie pytanie, czy Dallas Mavericks mają w ogóle możliwość, żeby to zrobić? A jeśli mają, to w jaki sposób mogą to zrobić?

Wszystko rozbije się oczywiście o kwestie pieniężne. Spójrzmy na pierwszą, najbardziej optymistyczną z opcji – Mavs pozyskują trzecią gwiazdę już tego lata tej jesieni. Na rynku wolnych agentów nie ma niestety wielkich nazwisk. Z najlepszych niezastrzeżonych wolnych agentów mamy takich zawodników jak Fred VanVleet, Montrezl Harrell, czy Goran Dragic. Warto pochylić się zwłaszcza nad tym ostatnim – Mavs byli całkiem blisko jego pozyskania w zeszłym roku, kiedy Heat robili sobie miejsce w salary cap na Jimmiego Butlera. Rodak Dragicia mógłby nieźle go uzupełniać na obwodzie, przejmując w niektórych posiadaniach piłkę, tym samym odciążając trochę osamotnionego w kreowaniu gry młodszego kolegę. Zobaczmy ile pieniędzy mogą przeznaczyć w Dallas na potencjalną umowę dla Dragicia:

Jeśli wierzyć doniesieniom, salary cap na sezon 2020/21 zostanie trochę sztucznie zawyżony i tym samym pozostanie na poziomie z minionego sezonu. Oznaczałoby to, że salary cap wyniesie 109 milionów dolarów, a próg podatku od luksusu nieco ponad 132 miliony dolarów. W tej chwili na sezon 2020/21 Mavs mają10 gwarantowanych kontraktów:

Kristaps Porzingis (29,5 miliona)
Dwight Powell (10 milionów)
Delon Wright (9 milionów)
Maxi Kleber (8 milionów)
Luka Doncic (8 milionów)
Seth Curry (8 milionów)
Justin Jackson (5 milionów)
Dorian Finney-Smith (4 miliony)
Boban Marjanovic (3,5 miliona)
Jalen Brunson (1,5 miliona)

Trzeba jednak doliczyć do tego Tima Hardaway’a Jr, który ma do wykorzystania opcję zawodnika. Trudno wyobrazić sobie, że nie weźmie prawie 19 milionów dolarów za sezon, by wejść na rynek w 2021, kiedy kluby będą dysponowały najpewniej większą gotówką. Doliczając do tego niecałe 3 miliony, które przeznaczyć trzeba będzie na kontrakt dla 18. picku nadchodzącego draftu, okazuje się, że Mavs wydają już 113 milionów dolarów. Przekraczając salary cap mają więc do rozdysponowania tylko MLE (mid level exception) a więc kontrakt rzędu około 9 milionów dolarów za sezon. Niewiele – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Heat mają do Dragicia prawa Birda, a więc mogą mu zaoferować więcej na rocznej umowie. Opłaci się to Dragonowi, który wejdzie na rynek za rok, kiedy to warunki finansowe mają być lepsze, a Heat zrobią sobie miejsce w salary na kolejne offseason, kiedy powalczą o Giannisa.

Marnie wygląda więc szansa Mavericks na pozyskanie kogoś w tegorocznej wolnej agenturze. Łatwiej powinno być znaleźć wzmocnienie – choć raczej nie na gwiazdorskim poziomie – za pomocą wymiany. Z zawodników pasujących do Dallas, którzy pojawiają się w plotkach transferowych, najbardziej interesujący wydaje się być Jrue Holiday. Przed zawodnikiem Pelicans jeszcze dwa lata umowy opiewającej na około 25 milionów za sezon – w tym opcja gracza na ostatni rok. Mavs są w stanie złożyć paczkę, która finansowo się zepnie. Na przykład Seth Curry, schodzący za rok Hardaway Jr. i powiedzmy 18. pick w tegorocznym drafcie. pozwoliłoby to pozyskać gracza będącego gdzieś na granicy bycia All-Starem, odciążającego Doncicia w grze na piłce i dobrego w defensywie, gdzie Dallas mieli spore braki. Brzmi sensownie… Na teraz. Bo o ile Pelicans zgodziliby się na taką wymianę (a mogłaby to być zbyt skromna paczka – chyba że scouting Pels ma jakąś perełkę na drugą dziesiątkę draftu), tak Mavericks ograniczyliby sobie kontraktem Holiday’a pole manewru na offseason za rok. A wydaje się, że Mark Cuban naprawde czai się na offseason za rok.

Dlaczego? No przede wszystkim dlatego, że za rok wolnym agentem może być Giannis Antetokounmpo. Może być, bo nie ma jeszcze 100% pewności, że nie podpisze z Milwaukee Bucks przedłużenia kontraktu. Jeśli jednak nie podpisze, będzie mógł w 2021 roku znaleźć sobie nowe miejsce do grania. Pula zespołów ograniczy się oczywiście do tych, które będą miały miejsce na maksymalny kontrakt. Umowa Hardaway’a zwalniająca właśnie w tym momencie blisko 20 milionów dolarów z salary cap wydaje się więc bardzo cenna.

Do tej pory w medialnym wyścigu ‘Giannis 2021’ pojawiło się jedynie dwóch uczestników – Miami heat i właśnie Dallas Mavericks. Od stworzenia sobie przestrzeni na umowę dla Greek Freaka dzieli ich jeden ruch, najpewniej pozbycie się naprawdę przydatnego do tej pory Dwighta Powella. Wyobrażacie sobie europejskie trio Doncić-Giannis-Porzingis? Kosmiczna długość pod koszem, rzut za trzy Kristapsa i Doncicia uzupełniający podkoszową działalność Antetokounmpo… Brzmi jak zespół marzenie. Sęk w tym, że jeśli Dallas ustawią się do tego wyścigu i nie uda im się go wygrać, ryzykują zostanie z niczym. No, może nie z niczym, bo z bardzo dobrym duetem Doncic-Porzingis, ale bez progresu, bez wzmocnienia tego trzonu. Jeśli Mark Cuban ma ryzykować przystąpienie do wyścigu po Antetokounmpo, dobrze byłoby mieć jakąś opcję zapasową. Razem z Giannisem na rynek nie wchodzi wielu topowych zawodników. Jest co prawda Rudy Gobert – nawet wiązany przez Zacha Lowe z Mavericks. Wcale jednak nie na zasadzie wolnej agentury.

Według Zacha Lowe, Rudy Gobert może trafić do Mavericks jeszcze przed offseason 2021 w ramach wymiany. Nienajlepsze relacje na linii Mitchell-Gobert mają sprawić, że Jazz nie zechcą podjąć próby zatrzymania Francuza na dłużej i przehandlują go jeszcze przed wygaśnięciem umowy, żeby otrzymać cokolwiek w zamian. Umowa Goberta jest nieco niższa niż Holiday’a, więc tutaj paczka mogłaby się ograniczyć do Haradawy’a i picku, albo na przykład picku, Delona Wrighta i Dwighta Powella, co by załatać trochę dziurę podkoszową. Wszystko się spina finansowo, ale łatwo wyobrazić sobie, że Jazz usłyszą kilka bardziej korzystnych ofert.

Możliwych scenariuszy na wzmocnienia dla Dallas jest więc kilka – każdy z nich opatrzony jest jednak pewnym ryzykiem. Przed Markiem Cubanem i całym zarządem ekipy z Teksasu bardzo trudny rok pełen pracy. Koniec końców być może okaże się, że najsensowniej będzie zostawić ten zespół w obecnym kształcie, a wszystko samo się ułoży. Znając Cubana, będzie jednak kombinował. Zobaczymy co wykombinuje.