Legacy LeBrona Jamesa, edycja 2020

17/10/2020
LeBron James Lakers fot. wikimedia commons

(tekst pierwotnie ukazał się na stronie rozkminy.blog)

Co roku można podsumowywać to, co osiągnął LeBron James na parkietach NBA. Gdy skończył się poprzedni sezon, wypominano wiek zawodnika i brak awansu do play-offs, który zawodnikowi tego formatu nie powinien się zdarzyć. Bo Michael Jordan w jego wieku zdobywał mistrzostwo. Argument o czwartym miejscu Lakers w chwili, gdy złapał kontuzje pachwiny praktycznie nie istniał.. Jamesowi do Jordana brakowało coraz więcej, bo od 2016, gdy zdobył mistrzostwo z Cavaliers ścigał się jedynie z legendą. Pierwsze miejsce w sezonie regularnym na zachodzie także brano z przymrużeniem oka. Bo przecież i tak Lakers przegrają z Clippers playoffs. Do tego wyemitowany w lockdownie dokument Last Dance okazał się argumentem tych za Michaelem. Bo w rywalizacji o GOATa (Greatest of all time) nie można być w dwóch obozach.

LeBron zdobył czwarte mistrzostwo w wieku 35 lat, otrzymał czwarty tytuł MVP finałów i to w trzeciej drużynie. Tego nie osiągnął nikt przed nim i nikt tak długo nie utrzymywał się na szczycie. W ostatnich dziesięciu latach tylko raz nie był w finale (pachwina 2019), a licząc także 2007, to był jego dziesiąty finał NBA. Totalną dominację widać także po w średnich w finałach: 29.8 pkt., 11.8 zb., 8.5 as.

Pięć porażek Lakers, które ponieśli w tych play-offs to tyle samo co Milwaukee Bucks, o jedną mniej niż Los Angeles Clippers i dwie od Houston Rockets. Tylko, że tamte drużyny odpadły w półfinałach konferencji i stoją przed wielkim pytaniem co dalej, jeśli chodzi o skład i trenera (Doc Rivers został już zwolniony, a Mike D’Antoni nie przedłużył kontraktu). W Lakers nikogo nie zwalniają, jest znakomita chemia a najlepszy duet zawodników w NBA poszedł w górę w play-offs grając coraz lepiej w każdej z rund. Dzisiaj w tradycyjnej dyskusji o miano najlepszego zawodnika nie są Giannis Antetokounmpo, Kawhi Leonard czy James Harden, jest LeBron James, jak (niemal) co roku po zakończeniu sezonu i wydaje się, że zaraz za nim jest Anthony Davis. Duet idealnie dopasowany, w przeciwieństwie do SF Bucks, SF Clippers i SG Rockets. Atak, obrona, wchodzenie w rolę rozgrywających, punktujących, zbierających, trafiających decydujące rzuty niezależnie czy wejściami ja kosz czy trójkami. W hali The Arena na Florydzie długo po drugim meczu z Denver utrzymywało się echo po krzyku „Kobe”, gdy Davis trafił świetnego buzzer za trzy punkty.

Legacy LeBrona nie ucierpi z powodu tak znakomitego partnera jak Davisa, paradoksalnie raczej wzmocni. Davis wydaje się najlepszym z wielu „giermków” LeBrona, przy całej sympatii do Dwyane`a Wade’a, bo to podkoszowy Lakers będzie w przyszłym sezonie będzie liderem w sezonie regularnym i może nawet pójdzie po MVP. Zaufanie do partnerów to jedno z kluczowych cech wielkich zawodników, oni wiedzą, że nie można wszystkiego zrobić samemu, a legacy Jamesa zapamiętamy także dzięki rzutowi Raya Allena w szóstym meczu finałowym 2013. Do tego grona mógł dołączyć Danny Green, ale nie trafił decydującego rzutu w meczu numer pięć. W ostatnim meczu serii nie było dramatycznie, było dominująco i jednostronnie. Po dwóch kwartach był wynik 64-36 a LeBron miał 11 punktów, 9 zbiorem i 6 asyst. Skoro nie trafiał Green, wykreowany został Kentavious Caldwell-Pope z 15 punktami do przerwy z czego 11 w drugiej kwarcie. KCP to zawodnik jakich jest wielu w tej lidze, niespelniony wysoki (8) wybór w drafcie i średnio 10 punktów w meczu. Jeśli będzie padał argument, że James miał Davisa warto wspomnieć kto był trzecim najlepszym zawodnikiem Lakers tej serii. Do tego choćby Rajon Rondo, który po odejściu z Celtics zmieniał pracodawcę co roku, a Lakers zostali jego piątym klubem. To on zaliczył 16 punktów i 10 asyst w meczu numer dwa finałów. 10 punktów w pierwszym meczu rzucił nie wybrany w drafcie Alex Caruso, a po 19 w trzecim Markieff Morris i Kyle Kuzma. To jest właśnie legacy LeBrona, umiejętność wykorzystywania nieoczywistych zawodników w najważniejszych momentach. Jak Dwight Howard zmieniający niczym Rondo kluby – on już był w Lakers a potem zagrał w Rockets, Hawks, Hornets i Wizards. W klubie ze stolicy rozegrał w poprzednim sezonie dziewięć meczów. To on zdobył 12 punktów i 11 zbiórek w meczu numer cztery finałów konferencji, świetnie grając przeciwko najlepszemu środkowemu ligi Nikoli Jokiciu, gdy mecz wcześniej Lakers przegrali. Ale znajdą się i tacy którzy z czasem powiedzą ze LeBron miał Howarda i Rondo. Weteranów mających 34 lata, dawno za górką, którzy byli w stanie podporządkować się roli rezerwowych.

Bo zagrać z LeBronem chce i będzie chciał zgrać każdy. Być w środku, poczuć magię Króla, który niezmiennie od lat gra najlepiej w najważniejszych meczach. 35-letni LeBron to w tym sezonie najlepszy asystent ligi, który kreuje partnerów i uzupełnia ich CV o pas mistrzowski. Davis już go ma, Howard zdobył w końcu mistrzostwo, choć wydawało się, że zdobędzie go razem z 35-letnim Kobe Bryantem lub All-NBA Jamesem Hardenem. Kto następny? Może ktoś z grona Chris Paul, Carmelo Anthony, LaMarcus Aldridge, DeMar DeRozan, Paul Millsap. Skoro w Cleveland pojawili się Shaquille O’Neal, Ben Wallace, Antawn Jamison, w Heat Ray Allen, Mike Bibby i Rashard Lewis, ponownie w Cleveland Derrick Rose, Derron Williams i Richard Jefferson, to dlaczego mamy nie zobaczyć kolejnych gwiazd? Bo to także jest legacy LeBrona Jamesa.

Kopiuj link do schowka