Lamb odbiera Raptors zwycięstwo buzzer-beaterem zza połowy!

Lamb odbiera Raptors zwycięstwo buzzer-beaterem zza połowy!

To był game-winner oddany z najdalszej odległości od prawie 10 lat – Jeremy Lamb wygrał dla Hornets mecz, trafiając heroiczny rzut z własnej połowy boiska. Poza tym Celtics dostali łomot od Spurs, Nuggets od Pacers, a Clippers wygrali już 9 z 10 ostatnich meczów i powalczą o przewagę własnego parkietu!


Clippers (44-30) – Knicks (14-60) – 124:113
Cavs (19-55) – Bucks (55-19) – 105:117
Nuggets (49-23) – Pacers (45-29) – 88:124
Hornets (34-39) – Raptors (51-23) – 115:114
Rockets (47-27) – Pelicans (31-44) – 113:90
Spurs (43-31) – Celtics (43-31) – 115:96
Pistons (37-36) – Warriors (50-23) – 114:121
Kings (36-37) – Lakers (32-41) – 106:111


Mało kto spodziewał się chyba tak wyrównanego starcia pomiędzy Raptors a Hornets. Faworytem był oczywiście zespół z Toronto i o ile rzeczywiście zaczął on z wysokiego C, o tyle później sytuacja zaczęła się odwracać. W pierwszej kwarcie przewaga Raptors była dosyć wyraźna i sięgała kilkunastu punktów. W drugiej odsłonie trend uległ zmianie – Hornets odrobili straty, w trzeciej kwarcie umacniając się na prowadzeniu, by na początku trzeciej przeważać już różnicą 14 punktów. Była to świetna pozycja, by zamknąć spotkanie. W czwartej kwarcie jednak Pascal Siakam zdobył 10 ze swoich 23 punktów, Raptors wygrali ją 31:20, doprowadzając do zaciętej końcówki. Na 45 sekund przed końcem Kawhi trafił rzut dający prowadzenie 112:114. W następnej akcji zablokował rzut Kemby Walkera i był bliski stania się bohaterem. Na 5 sekund przed końcem sam jednak spudłował swoją próbę, którą mógł zamknąć spotkanie, pozwalając tym samym, by mecz zamknął równo z końcową syreną Jeremy Lamb:

Tak, Jeremy Lamb trafił buzzer-beatera na zwycięstwo z własnej połowy boiska. Czegoś takiego nie zrobił nawet Steph Curry. Przez cały mecz Lamb uzbierał tylko 13 punktów, trafiając 3/4 zza łuku, będąc dalekim od bycia w tym meczu liderem, jak to nieraz ma miejsce. W kartach meczu zapisał się jednak jako bohater, a rzut ten będzie mu długo pamiętany.Prawdziwym liderem Hornets powinien być Kemba Walker, ale jego wczorajsza dyspozycja była okrutnie słaba. Linijka 15 punktów, 8 zbiórek i 13 asyst nie wygląda tak źle, ale trzeba wziąć pod uwagę, że trafił tylko 3/17 rzutów z gry. Najlepszym strzelcem Charlotte okazał się w tym czasie Dwyane Bacon z dorobkiem 20 oczek.

Raptors świetnie weszli w mecz, ale wraz z jego trwaniem zaczynało im brakować pary. Dobry mecz rozegrał Kawhi Leonard, który zdobył 28 punktów, 9 zbiórek i 3 asysty. Pascal Siakam dorzucił kolejne 23 punkty, 7 zbiórek i 5 asyst, pomagając w czwartej kwarcie w ogóle nawiązać walkę. Wyjątkowo skuteczny okazał się dziś Marc Gasol, który skończył z dorobkiem 17 punktów (7/9 z gry), 4 zbiórek, 6 asyst i 3 bloków. Niestety jednak nie każdy się spisał – Kyle Lowry na przykład zdobył tylko 7 punktów i widać, że nie jest w pełni zdrowy. Danny Green zatrzymał się na 2 punktach w 27 minut, po tym jak trafił 1/5 z gry. Ciekawostką statystyczną jest jego zdecydowanie najlepszy w zespole plus/minus na poziomie +16. Wynika on w dużej mierze z gry w obronie i graniu w korzystnych ustawieniach, ale dziwnie wygląda obok 2 punktów w 27 minut, przyznacie.


Celtics są strasznie chimeryczni. Raz walczą jak równy z równym z Sixers, by za kilka dni dostać potężnego łupnia od Spurs. Być może Bostonowi dał się we znaki mecz back-to-back i podróż z Charlotte do własnego miasta, ale 20% skuteczności za trzy nie powinno się przytrafiać nawet w takich okolicznościach. Po kilku pierwszych wyrównanych minutach SAS odjechali, nie przegrywając żadnej kwarty w meczu. W strefie podkoszowej robił co tylko chciał LaMarcus Aldridge – zdobył 48 punktów, 13 zbiórek i 6 asyst, trafiając 20/31 rzutów z gry, w tym jedną oddaną trójkę.

źródło:YouTube/House of Highlights

Dzieło Aldridge’a przypieczętował DeMar DeRozan, dokładając 16 punktów i 11 asyst. Po stronie Celtics lidera zabrakło – Kyrie zdobył 11 punktów i 12 asyst, trafiając po drodze tylko 5/17 rzutów z gry i 1/5 za trzy. Najlepszym strzelcem był Marcus Smart, który trafił niewiele lepsze 14 punktów, również kończąc ze skutecznością 1/5 zza łuku. Gdyby kierować się wskaźnikiem plus/minus, najlepszy w zespole Bostonu był Gordon Hayward z dorobkiem 13 punktów i 10 zbiórek i plus/minus wynoszącym okrągłe 0.


Okrutne bęcki dostali też Denver Nuggets, którzy w Indianapolis byli w stanie rzucić tylko 88 punktów. Był to ich trzeci mecz w ciągu czterech dni, na dodatek grany podczas trasy wyjazdowej na wschodnim wybrzeżu, więc zmęczenie mogłoby by usprawiedliwieniem, zwłaszcza na tym etapie sezonu. Nikola Jokic jako jedyny zagrał na pewnym poziomie – zdobył 19 punktów, 11 zbiórek, 8 asyst i 4 bloki, wyróżniając się zdecydowanie na plus. Po całości zawiódł natomiast Jamal Murray, który zdobył 4 punkty, 5 zbiórek i 5 asyst, w 28 minut trafiając żałośnie słabe 2/12 z gry. W sukurs poszedł mu Paul Millsap, kończąc mecz z dorobkiem 6 punktów i skutecznością 2/8 z gry.

https://www.youtube.com/watch?v=qEm4Uxs9q1s

źródło:YouTube/FreeDawkins

Nuggets mieli też pecha, trafiając na świetnie dysponowanego Bojana Bogdanovica. Chorwacki skrzydłowy uzbierał w tym meczu aż 35 punktów, trafiając 13/16 rzutów z gry i aż 5/6 za trzy. Zebrał też 6 piłek i rozdał 3 asysty, nie notując po drodze ani jednej straty i ani jednego faulu. Mecz niemalże idealny.


Ostatni mecz GSW to kompletna kompromitacja – wtedy nie grał jednak Steph Curry. Dziś wrócił i poprowadził Warriors do triumfu nad Pistons. Po wyrównanej pierwszej kwarcie, mistrzowie odjechali, by na starcie czwartej kwarty prowadzić już różnicą 21 punktów. Tłokom udało się jeszcze zredukować straty, ale nie zdążyli nawiązać walki. Curry w całym meczu zdobył 26 punktów i 9 zbiórek, trafiając 5/10 rzutów z dystansu. Kolejne 24 punkty dodał Klay Thompson, a 14 punktów i 11 asyst zapewnił KD. Dzień urlopu dostał DeMarcus Cousins, a w jego miejsce wskoczył Andrew Bogut, kończąc z linijką 8 punktów, 5 zbiórek, 3 asyst i aż 3 bloków.

Pojedynku z Bogutem nie przegrał, ale też wyraźnie nie wygrał Andre Drummond. Zdobył tylko 12 punktów i 11 zbiórek. Liderem był w tym czasie Blake Griffin, który uzbierał 24 punkty, 6 zbiórek i 8 asyst. Kolejne 20 punktów z ławki zapewnił z kolei coraz lepszy Luke Kennard. Z meczu mógł się cieszyć także Zaza Pachulia – nie przez dobry występ, a przez mistrzowskie powitanie:


James Harden rozegrał zaledwie 28 minut w meczu z Pelicans i w czwartej kwarcie nie wyszedł już na parkiet. Nie było jednak takiej potrzeby – po trzeciej odsłonie Rockets prowadzili różnicą prawie 20 punktów i nic nie zwiastowało odwrócenia się sytuacji. Ostatecznie Rakiety rzeczywiście prowadzenie powiększyły finalnie do aż 28 punktów w szczytowym momencie ostatniej kwarty. Harden łącznie uzbierał 28 punktów, 3 zbiórki i 4 asysty, trafiając 6/12 z dystansu. Zdążył stracić też 6 piłek. Efektywne 18 punktów dorzucił Eric Gordon, a CP#3 zdobył 10 punktów, 13 asyst i 5 przechwytów, trafiając jednak tylko 1/7 za trzy.

Po stronie Pelicans AD rozegrał swoje standardowe 20 minut, zdobywając 12 punktów i 10 zbiórek. Niewiele więcej uzbierał Julius Randle, który spuścił już z tonu na tym etapie sezonu – jego łupem padło 15 punktów. Nie zachwycił też Payton, który obok 4 punktów miał też 4 zbiórki, 8 asyst i 5 strat. Najlepszym strzelcem był młody Frank Jackson, który zdobył 19 punktów.


Bucks zrewanżowali się Cavs za upokarzającą porażkę sprzed kilku dni, nie pozwalając rywalom ani na chwilę objąć prowadzenia. Koziołki do zwycięstwa poprowadził oczywiście Giannis Antetokounmpo, zdobywając 26 punktów, 10 zbiórek, 7 asyst i 4 bloki. Wspomógł go z ławki Goerge Hill, rzucając 17 punktów. Tyle samo zdobył Khris Middleton, jednak okrasił to skutecznością 1/6 z dystansu. Dla Cavs 20 punktów i 19 zbiórek zaliczył Kevin Love – 19 punktów z ławki dodał natomiast Jordan Clarkson. Nie popisał się za to Cedi Osman – młody turecki koszykarz zdobył 9 punktów, trafiając 4/10 rzutów z gry i 0/5 zza łuku.

W czasie meczu Bucks zastrzegli też numer 8, który od teraz na zawsze będzie należał już do Marquesa Johnsona:


Seria Clippers robi spore wrażenie – w ostatnich 10 meczach piastują bilans 9-1 i w tej niezwykle mocnej końcówce sezonu przesunęli się już na 5. miejsce, tracąc zaledwie 2 mecze do czwartych Blazers. Na pewno pomocny okazał się fakt, że grali akurat z Knicks. Liderem był klasycznie już wchodzący z ławki Lou Williams, który zdobył 29 punktów i 7 asyst. Kolejne 26 oczek zdobył Danilo Gallinari, dokładając też 8 zbiórek. Dla Knicks 26 punktów, 6 zbiórek i 7 asyst zdobył Emannuel Mudiay. Dobry mecz na 20 punktów, 13 zbiórek i 4 asysty rozegrał DeAndre Jordan. Jego plus/minus wyniosło jednak prawie najgorsze w drużynie -19.


Dziś rano, kiedy spotkałem mojego kolegę z pracy, powiedział mi: ‘hej, Lakers wygrali’. Poziom ekscytacji wśród kibiców nie maleje. akers rzeczywiście wygrali przeciwko Kings po meczu na triple-double LeBrona Jamesa – uzyskał 29 punktów, 11 zbiórek i 11 asyst. Kolejne 29 punktów zdobył Kyle Kuzma. Po stronie Kings słabiej niż zwykle spisał się Buddy Hield, który zdobył 18 punktów, choć trafił aż 5/12 rzutów za trzy. Najlepszym graczem okazał się wchodzący z ławki Marvin Bagley III, który zdobył 25 punktów i 11 zbiórek.