Kompromitacja Anwilu – koniec sezonu!

Kompromitacja Anwilu – koniec sezonu!

Kompromitacja Anwilu – koniec sezonu!
Anwil Włocławek / foto: Andrzej Romański / PLK

Niewiarygodne. Klub, który deklarował budżet na poziomie ponad 14 mln złotych, nie awansował nawet do fazy play-off. Anwil Włocławek – po raz trzeci od momentu wejścia do ekstraklasy, nie znalazł się w pierwszej „ósemce”. Duże zmiany sportowe i organizacyjne są nieuniknione.

Kompromitacja. Tak to należy nazwać. Anwil Włocławek nawet nie zagra w fazie play-off. Jeden z najbogatszych klubów w ORLEN Basket Lidze przegrał dwa mecze u siebie w play-in, ulegając ORLEN Zastalowi Zielona Góra i MKS-owi Dąbrowa Górnicza. Gwizdy pożegnały włocławski zespół po zakończeniu niedzielnego spotkania. Sfrustrowani kibice mają dość bylejakości i grania na przeciętnym poziomie.

Kto zawinił?

Nie popisał się na pewno prezes Łukasz Pszczółkowski. Za jego czasów odeszli ludzie z doświadczeniem w strukturach klubu (Łączyński, Śledziński, Fałkowski i Falkowski), na dodatek wybory trenerów na ten sezon były kiepskie, by nie powiedzieć fatalne. Ani Grzegorz Kożan, ani Ronen Ginzburg nie stanęli na wysokości zadania.

Czy Ronen Ginzburg powinien dalej prowadzić Anwil Włocławek?
219 użytkowników już oddało swój głos Ankieta
  • Tak
  • Nie
  • Tak
    74 głosów
  • Nie
    145 głosów
Wczytywanie…

O ile dla Polaka było to pierwsze przetarcie na pozycji trenera, to po doświadczonym Izraelczyku – pozyskanego za wielkie pieniądze – spodziewano się jakości, doświadczenia i dobrego zarządzania. Tego w wielu meczach nie było widać, także w tych najważniejszych w fazie play-in. Jak wybrnąć z drugiego roku kontraktu? To w tym momencie kluczowe pytanie, które zadaje sobie prawie cały Włocławek. Trudno uwierzyć, by Ginzburg wykrzesał z siebie więcej energii przy zarządzaniu zespołem na kolejny sezon.

Mimo dużego budżetu w realiach PLK, nie udało się zbudować składu na miarę walki o najwyższe cele. Nazwiska na papierze zgadzały się. Fridriksson, Slaughter, Vucić – te nazwiska robiły wrażenie, ale finalnie nie przełożyło się to na zbudowanie prawdziwej drużyny z charakterem. A to w koszykówce – sporcie zespołowym – jest najistotniejsze. Klub nie wyszedł z grupy w FIBA Europe Cup, nie awansował do Pucharu Polski i nie awansował do fazy play-off.

Anwil jedynie w kilku meczach tego sezonu miał przebłyski zespołowego grania. Włocławianie rozpalili nadzieje na przełomie marca i kwietnia, gdy wygrali pięć meczów z rzędu. Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrą stronę, ale to – jak się później okazało – była tylko chwilowa zwyżka formy. Mecze z Zastalem i z MKS-em pokazały prawdziwą wartość tego zespołu.

Mam takie wrażenie, że te spotkania były jak cały sezon w wykonaniu Anwilu: chaotyczny, z wieloma zmianami (także w sztabie szkoleniowym) i bez większego zamysłu w budowaniu i zarządzaniu. A niektóre decyzje trenera Ginzburga – transfery Allena i Ajayi, rotacja 7. graczem zagranicznym czy taktyka na dany mecz – to trudno zrozumieć. Warto dodać, że Izraelczyk na samym finiszu został ograny przez polskich szkoleniowców: Miłoszewskiego i Gronka.

Nie popisali się też sami zawodnicy i oni też muszą wziąć odpowiedzialność za brak wyników w tym sezonie. Wielu z nich nie stanęło na wysokości zadania. Zawiodło, grając dużo poniżej oczekiwań.

To kolejny sezon bez sukcesów na parkietach ORLEN Basket Ligi. Anwil czeka rewolucja kadrowa. Zapewne też w klubowych gabinetach.