Kompromitacja Anwilu – koniec sezonu!
Niewiarygodne. Klub, który deklarował budżet na poziomie ponad 14 mln złotych, nie awansował nawet do fazy play-off. Anwil Włocławek – po raz trzeci od momentu wejścia do ekstraklasy, nie znalazł się w pierwszej „ósemce”. Duże zmiany sportowe i organizacyjne są nieuniknione.
Kompromitacja. Tak to należy nazwać. Anwil Włocławek nawet nie zagra w fazie play-off. Jeden z najbogatszych klubów w ORLEN Basket Lidze przegrał dwa mecze u siebie w play-in, ulegając ORLEN Zastalowi Zielona Góra i MKS-owi Dąbrowa Górnicza. Gwizdy pożegnały włocławski zespół po zakończeniu niedzielnego spotkania. Sfrustrowani kibice mają dość bylejakości i grania na przeciętnym poziomie.
Kto zawinił?
Nie popisał się na pewno prezes Łukasz Pszczółkowski. Za jego czasów odeszli ludzie z doświadczeniem w strukturach klubu (Łączyński, Śledziński, Fałkowski i Falkowski), na dodatek wybory trenerów na ten sezon były kiepskie, by nie powiedzieć fatalne. Ani Grzegorz Kożan, ani Ronen Ginzburg nie stanęli na wysokości zadania.
-
Tak
-
Nie
-
Tak74 głosów
-
Nie145 głosów
O ile dla Polaka było to pierwsze przetarcie na pozycji trenera, to po doświadczonym Izraelczyku – pozyskanego za wielkie pieniądze – spodziewano się jakości, doświadczenia i dobrego zarządzania. Tego w wielu meczach nie było widać, także w tych najważniejszych w fazie play-in. Jak wybrnąć z drugiego roku kontraktu? To w tym momencie kluczowe pytanie, które zadaje sobie prawie cały Włocławek. Trudno uwierzyć, by Ginzburg wykrzesał z siebie więcej energii przy zarządzaniu zespołem na kolejny sezon.
Mimo dużego budżetu w realiach PLK, nie udało się zbudować składu na miarę walki o najwyższe cele. Nazwiska na papierze zgadzały się. Fridriksson, Slaughter, Vucić – te nazwiska robiły wrażenie, ale finalnie nie przełożyło się to na zbudowanie prawdziwej drużyny z charakterem. A to w koszykówce – sporcie zespołowym – jest najistotniejsze. Klub nie wyszedł z grupy w FIBA Europe Cup, nie awansował do Pucharu Polski i nie awansował do fazy play-off.
Anwil jedynie w kilku meczach tego sezonu miał przebłyski zespołowego grania. Włocławianie rozpalili nadzieje na przełomie marca i kwietnia, gdy wygrali pięć meczów z rzędu. Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrą stronę, ale to – jak się później okazało – była tylko chwilowa zwyżka formy. Mecze z Zastalem i z MKS-em pokazały prawdziwą wartość tego zespołu.
Mam takie wrażenie, że te spotkania były jak cały sezon w wykonaniu Anwilu: chaotyczny, z wieloma zmianami (także w sztabie szkoleniowym) i bez większego zamysłu w budowaniu i zarządzaniu. A niektóre decyzje trenera Ginzburga – transfery Allena i Ajayi, rotacja 7. graczem zagranicznym czy taktyka na dany mecz – to trudno zrozumieć. Warto dodać, że Izraelczyk na samym finiszu został ograny przez polskich szkoleniowców: Miłoszewskiego i Gronka.
Nie popisali się też sami zawodnicy i oni też muszą wziąć odpowiedzialność za brak wyników w tym sezonie. Wielu z nich nie stanęło na wysokości zadania. Zawiodło, grając dużo poniżej oczekiwań.
To kolejny sezon bez sukcesów na parkietach ORLEN Basket Ligi. Anwil czeka rewolucja kadrowa. Zapewne też w klubowych gabinetach.
