Kolejny polski talent opuści PLK? „Wyjazd do USA jest pewny”
Jeszcze kilka miesięcy temu Kuba Piśla walczył przede wszystkim o regularne minuty w GTK Gliwice. Początek sezonu miał zresztą wyjątkowo trudny – przez problemy zdrowotne długo nie mógł wrócić do gry, a gdy już znalazł się w składzie, na swoją szansę musiał cierpliwie poczekać. Z biegiem rozgrywek wszystko zaczęło się jednak układać po jego myśli. 21-latek wyrósł na jednego z liderów gliwickiej drużyny, notował rekordowe liczby i wielokrotnie dawał kibicom powody do radości.
W sezonie 2025/26 Piśla zdobywał średnio 11,9 punktu na mecz i trafiał 2,3 rzutu za trzy, co było piątym wynikiem w całej lidze. W porównaniu do poprzednich rozgrywek zrobił wyraźny krok naprzód. Trudno się więc dziwić, że coraz częściej pojawiają się pytania o jego przyszłość. Sam zawodnik przyznaje, że wyjazd do USA jest już właściwie przesądzony. W rozmowie z nami utalentowany obwodowy opowiedział między innymi o przełomowym sezonie, pracy z Nebojsą Vidiciem i Ivanem Almeidą, a także planach na najbliższe miesiące.
-
Tak
-
Nie
-
Tak35 głosów
-
Nie6 głosów
Marcel Drozdowski (Z Krainy NBA): Miniony sezon był dla ciebie przełomowy. Jak te kilka ostatnich miesięcy wyglądało z Twojej perspektywy?
Kuba Piśla (GTK Gliwice): Ten sezon zdecydowanie był przełomowy dla mnie pod względem indywidualnym, ale jednocześnie okazał się naprawdę ciężki. Myślę, że dużo z niego wyniosłem. Klub wymienił prawie cały roster zagraniczny oraz trenera, pojawiła się też kontuzja, więc na pewno nie było łatwo się w tym odnaleźć. Utrzymaliśmy się w lidze, co było najważniejszym celem, choć uważam, że stać nas było na dużo lepsze granie, niż pokazywaliśmy w większości meczów.
Wydaje się, że szczególnie trudna była pierwsza faza sezonu. W niej najpierw czekałeś na znalezienie się w kadrze meczowej aż do szóstej kolejki, a na pierwsze minuty – do dziewiątej serii spotkań. Odniosłem również wrażenie, że trener Balibrea nie do końca wykorzystywał twój potencjał, momentami naprawdę długo trzymając cię na ławce rezerwowych. Jak opiszesz to co działo się na tym etapie rozgrywek?
– Z większości preseasonu i początku rozgrywek wykluczyła mnie kontuzja kolana, która łącznie ciągnęła się przez prawie trzy miesiące. To wszystko głównie przez infekcję, która wdała się do kolana. Potem pojawiłem się już w kadrze meczowej, ponieważ rana była zagojona, natomiast nie mogłem jeszcze grać. W tamtym czasie musiałem odbudować wszystkie mięśnie w nodze, które pozanikały na tyle, że wciąż nie byłem gotowy na obciążenia meczowe.
Jeśli chodzi o trenera Balibreę, myślę, że lekkim echem odbiła się już sytuacja w Dąbrowie Górniczej, gdzie byłem gotowy do grania, ale trener nie zdecydował się mnie wpuścić po pierwszej kwarcie. Nie ma jednak sensu tego rozpamiętywać. Cieszę się, że pod koniec naszej współpracy dostawałem już więcej szans.
Czy przyjście Nebojsy Vidicia było momentem, który zmienił ten sezon dla ciebie?
– Na pewno. Trener stawiał na mój rozwój odkąd przyszedł do Gliwic i miał dużą rolę w zbudowaniu mojej pewności siebie, co przekładało się później na dobre występy. Uważam, że jest to szkoleniowiec z dużą wiedzą i dobrym podejściem, mimo że nie zawsze przekładało się to na wyniki drużyny. Cieszę się, że trener zostaje w Gliwicach na najbliższy sezon. Tacy gracze jak Kajtek Misztal i Piotrek Łosiak zrobią u niego duże postępy.
W ostatnich miesiącach szczególnie pamiętne były dwa momenty – zwycięski rzut przeciwko Anwilowi Włocławek oraz rekordowe 28 punktów i sześć trójek przeciwko Twardym Piernikom. To właśnie takie mecze budują zawodnika najbardziej?
– Zdecydowanie. Tych wygranych było niestety na tyle mało, że każde zwycięstwo cieszyło potrójnie, a tym bardziej z taką drużyną jak Anwil Włocławek. Oprócz dobrych występów indywidualnych w tych meczach na pewno budował mnie już sam fakt, że przełożyło się to na dwie zespołowe wygrane.
Patrząc z perspektywy czasu, możesz powiedzieć, że transfer do GTK Gliwice był najlepszą decyzją dla Twojego rozwoju?
– Tak. Uważam, że tranzycja z pierwszej ligi do PLK jest bardzo trudna. Tutaj duża zasługa trenera Pawła Turkiewicza, który nie bał się na mnie postawić, kiedy przenosiłem się do ekstraklasy. Myślę, że to była kluczowa decyzja i kluczowy moment w mojej karierze.
Jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w szatni GTK był Ivan Almeida. Były MVP PLK miał wnieść do zespołu charakter i doświadczenie, a młodsi gracze mogli sporo nauczyć się od reprezentanta Republiki Zielonego Przylądka.
Jak wspominasz współpracę z Ivanem Almeidą?
– Myślę, że od Ivana można było nauczyć się etyki pracy. Mimo tego, że ma już swoje lata, czy na siłowni, czy na boisku się nie oszczędzał. Na pewno nie unikał konfliktów (śmiech). Ale po to został ściągnięty do Gliwic. Potrzebowaliśmy kogoś takiego, kto wprowadzi tę „twardość”.
Coraz głośniej mówi się również o przyszłości utalentowanego obwodowego. Jak udało nam się dowiedzieć, po udanym sezonie w PLK, Piśla niebawem rozpocznie nowy rozdział koszykarskiej kariery – już na boiskach popularnej w ostatnim czasie NCAA.
– Myślę, że wyjazd do USA jest pewny. Od dłuższego czasu jesteśmy w kontakcie z uczelniami. Aktualnie nie jestem jeszcze nigdzie podpisany, ale ta kwestia powinna się rozwiązać w najbliższym czasie. Moi agenci nieustannie pracują, żebym trafił w odpowiednie miejsce.
Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, sezon 2025/26 okaże się dla Kuby Piśli nie tylko najlepszym w dotychczasowej karierze, ale też ostatnim spędzonym na parkietach PLK – przynajmniej na jakiś czas. Po dwóch latach w GTK Gliwice przyjdzie pora na nowe wyzwania i sprawdzenie się za oceanem. Patrząc na to, jak wiele wydarzyło się w ostatnich miesiącach, można odnieść wrażenie, że dla 21-latka to dopiero początek czegoś większego. W Gliwicach na pewno nie będą narzekać, jeśli za kilka lat będą mogli powiedzieć, że właśnie tutaj zaczęła się droga jednego z najciekawszych polskich obwodowych młodego pokolenia.
Autor: Marcel Drozdowski