James Harden z kolejną 50, rekord Irvinga

17/01/2019
David Phillip/ap photo

Kyrie Irving tak bardzo chciał angażować kolegów, że pobił rekord asyst. James Harden miał kolejny zwykły dzień w pracy, lecz bohaterem został Spencer Dinwiddie.

Detroit Pistons – Orlando Magic: 120:115/OT

Sponsor serwisu

Bardzo dobry, zespołowy mecz w wykonaniu Detroit Pistons. Sześciu zawodników z minimum 13 punktami, znakomite spotkanie dwójki liderów i prowadzenie w czwartej kwarcie 11 punktami. Mimo tego Magic dowodzeni przez swoich zwyczajowych liderów w tym sezonie – Nikolę Vucevica i znakomitego Terrence’a Rossa z ławki doprowadzili do dogrywki. Tam jednak Blake Griffin zapewnił zwycięstwo swojej drużynie. Problem Orlando w tym meczu stanowiło zabezpieczenie własnej tablicy – sam Andre Drummond miał 11 ofensywnych zbiórek i uzbierał specyficzne triple-double złożone z punktów, zbiórek w obronie i w ataku. To jego 11 taki wynik w karierze, czym ustępuje jedynie Rodmanowi i Mosesowi Malone.

Magic: N. Vucevic – 24 (13 zb.), T. Ross – 24 (6×3), E. Fournier – 18 (3×3, 5 as.), D.J. Augustin – 13 (7 as.), A. Gordon – 12 (8 zb.), J. Isaac – 10, I. Briscoe – 6 (5 as.), W. Iwundu – 5, K. Birch – 3

Pistons: B. Griffin – 30 (5 as.), A. Drummond – 14 (22 zb.), L. Kennard – 14, R. Jackson – 13, R. Bullock – 13 (3×3, 6 as.), L. Galloway – 13, B. Brown – 8, Z. Pachulia – 6, I. Smith – 6, S. Johnson – 3

Źródło: Youtube.com/Motion Station

Boston Celtics – Toronto Raptors: 117:108

Kyrie Irving nagadał się ostatnio dużo w mediach o byciu liderem etc., etc. Dzisiaj miał więc szansę pokazać, że tak w istocie jest. I ten jeden test zdał. 27 punktów i szalone (szczególnie jak na niego) 18 asyst to było za dużo, nawet dla Raptors.

W samej czwartej kwarcie zrobił 10/6, prowadząc run 17-4, który ustawił wynik tego spotkania. Właśnie ta seria punktowa Celtów i niemoc w ataku pogrążyła Toronto. Nie wystarczyło kolejne bardzo dobre spotkanie Leonarda, wspieranego przez Ibakę. Niestety dla zespołu z Kanady, słabszy mecz zanotował Pascal Siakam (6 pkt, 7 asyst i 1 palec w oko kolegi) i po raz kolejny trochę niewidoczny byl Kyle Lowry. To ma być druga opcja tej drużyny, a często wygląda w ataku jak zadaniowiec.

Raptors: K. Leonard – 33 (4 prz.), S. Ibaka – 22 (10 zb.), D. Green – 15 (3×3), N. Powell – 11, G. Monroe – 11 (9 zb.), K. Lowry – 10 (7 as.), P. Siakam – 6 (7 as.), F. VanVleet – 0, D. Wright – 0

Celtics: K. Irving – 27 (3×3, 18 as., 7 st.), A. Horford – 24 (3×3, 7 zb.), G. Hayward – 18 (5 as.), J. Tatum – 16 (10 zb.), A. Baynes – 9, J. Brown – 7, M. Morris – 6 (8 zb.), M. Smart – 5 (3 prz.), T. Rozier – 5

Źródło: Youtube.com/MLG Highlights

Houston Rockets – Brooklyn Nets: 142:145/OT

James Harden znów to zrobił! Mimo powrotu do gry Erica Gordona, Brodacz po raz kolejny eksplodował – 58 punktów, 10 zbiórek, 6 asyst, 5 celnych trójek (na 19). Co za niesamowity sezon w wykonaniu Hardena. Czy on zamierza się kiedyś zatrzymać?

Do gry wrócił wspomniany Eric Gordon i zaprezentował się całkiem nieźle – 20 punktów i 4 trójki. Ogólnie Houston dało Hardenowi wsparcie – dobre mecze Tuckera, Greena, Riversa. Do tego kosmita z brodą. Wszystko to jednak było za mało na Brooklyn fuckin Nets. Albo inaczej – to wszystko było za mało na Spencera Dinwiddiego. Rezerwowy rozgrywający Nets w pojedynkę wygrał im ten mecz i zepsuł Hardenowi piękny wieczór. Na 2,5 minuty przed końcem Houston prowadziło 11 punktami, ale doszło do dogrywki, bo Spencer trafił 3 trójki z rzędu w ciągu ostatnich 30 sekund!

Źródło: Youtube.com/FreeDawkins

Co więcej – w dogrywce wcale się nie zatrzymał, zdobywając kolejne 7 punktów. To trzeba zobaczyć. Na wyróżnienie jeszcze zasłużył Allen – 20 punktów i rekordowe 24 zbiórki i James Harden na liście:

Aha, Houston ustaliło nowy rekord oddanych trójek – 70. Trafili 23.

Nets: S. Dinwiddie – 33 (4×3, 10 as.), D. Carroll – 22 (4×3), T. Graham – 21 (3×3), J. Allen – 20 (24 zb., 3 bl.), J. Harris – 17 (7 as.), R. Kurucs – 14, D. Russell – 10 (7 as.), S. Napier – 5, R. Hollis-Jefferson – 3, E. Davis – 0

Rockets: J. Harden – 58 (5×3, 10 zb., 6 as.), P. Tucker – 20 (3×3, 10 zb.), E. Gordon – 20 (4×3), G. Green – 15 (5×3), A. Rivers – 13 (3×3, 6 as.), J. Nunnally – 9 (3×3), N. Hilario – 7, G. Clark – 0 (8 zb.), M. Chriss – 0

Źródło: Youtube.com/MLG Highlights

Memphis Grizzlies – Milwaukee Bucks: 101:111

Mecz, którego wynik jest odrobinę złudny. Milwaukee pokazało bowiem, że w razie potrzeby mogą zgnieść Grizzlies bez żadnego problemu. Tak się stało, kiedy Miśki nieoczekiwanie objęły jedyne prowadzenie w meczu przy stanie 59-58. Co gorsza wtedy właśnie Giannis musiał zejść z parkietu ze swoim czwartym faulem. Niestety dla Grizzlies, to tylko rozjuszyło Bucks. Prowadzeni przez Erica Bledsoe, zaliczyli serię 19-0 i zamknęli mecz, prowadząc w czwartej kwarcie nawet 30 punktami. W końcówce jednak dobrze grająca dziś ławka rezerwowych Grizzlies odrobiła nieco straty, dlatego taki wynik końcowy, a nie inny.

Memphis żegna się z nadziejami na playoffy i ma ciężki orzech do zgryzienia. Tankowanie to jedyny sensowny wybór, ale czy rozbijać duet Conley&Gasol? Obaj są raczej zdrowi w tym sezonie i poza spektakularnym początkiem, wcale nie zachwycają. Co w ogóle mogą dostać za ich kontrakty? To może być bardzo ciekawe trade deadline i offseason w Memphis.

Bucks: G. Antetokounmpo – 27 (11 zb.), E. Bledsoe – 16 (3 prz.), D.J. Wilson – 13 (3×3), K. Middleton – 11 (5 as.), S. Brown – 11 (7 zb., 5 st.), B. Lopez – 9, M. Brogdon – 9, G. Hill – 9, E. Ilyasova – 3, P. Connaughton – 3, T. Maker – 0, J. Smith – 0, T. Snell – 0

Grizzlies: O. Casspi – 17, M. Gasol – 14 (5 as.), M. Conley – 14, J. Green – 14 (10 zb., 3 bl.), S. Mack – 11 (6 as.), J. Carter – 8 (5 as.), J. Jackson Jr. – 7, J. Holiday – 5 (4 prz.), I. Rabb – 4, J. Noah – 4, G. Temple – 2, Y. Watanabe – 1

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Dallas Mavericks – San Antonio Spurs: 101:105

Kolejny już mecz w wykonaniu Dallas, w którym psują końcówki i dają sobie wyrwać zwycięstwo, mimo wcześniejszego prowadzenia. Jeszcze się nauczą zamykać odpowiednio spotkania. Tak jak Spurs, którym pierwsza kwarta ustawiła mecz i długo musieli do niego wracać. Spotkanie rozpoczęło się od 23-4 dla Mavs i do przerwy Ostrogi traciły już 19 punktów. Gonili całą trzecią kwartę, żeby Marco Belinelli wyrównał na stracie ostatniej części. Po krótkiej wymianie ciosów między DeRozanem i Doncicem, odezwał Davis Bertans ze swoimi trójkami. Dallas jeszcze walczyło (Matthews), ale DeRozan (punktował lub asystował przy 9 z 12 skutecznych akcjach Spurs w czwartej kwarcie) ustawił mecz swoim rzutem. Spurs ogarnęli już swoje potrzeby i zmierzają do playoffs moi mili.

Spurs: M. Belinelli – 17 (3×3), R. Gay – 14, D. DeRozan – 14 (9 as.), P. Mills – 14 (4×3), B. Forbes – 12, D. Bertans – 12 (4×3), L. Aldridge – 8 (3 bl.), D. White – 6, J. Poeltl – 6 (7 zb., 3 prz.), P. Gasol – 2, Q. Pondexter – 0

Mavericks: L. Doncic – 25 (3×3, 8 zb., 8 as.), W. Matthews – 13 (3×3), D. Finney-Smith – 12, H. Barnes – 11 (8 zb.), D. Jordan – 9 (9 zb.), D. Powell – 9, M. Kleber – 7 (4 prz.), D. Nowitzki – 6, J. Brunson – 6, D. Harris – 3

Źródło: Youtube.com/MLG Highlights

Portland Trail Blazers – Cleveland Cavaliers: 129:112

Podrażnione dwoma porażkami z rzędu Portland stawało naprzeciwko Cavaliers, którzy nieoczekiwanie pobili Lakers. I o ile o Blazers można powiedzieć wiele rzeczy, o tyle mają jedną niezaprzeczalną zaletę – potrafią wygrywać te mecze, które powinni, dlatego też jak to często ostatnio bywa w NBA, mecz toczył się przez dwie kwarty z kawałkiem. W trzeciej Blazers odskoczyli już na 20 punktów i było pograne. Przydały im się oczywiście trójki Damiana Lillarda, ale największą różnicę zrobił ich środkowy. Jusuf Nurkic zaliczył minimalistyczne triple-double (3×10) i dodał od siebie jeszcze 5 bloków. Dostał za to owacje na stojąco od swoich kibiców i nie ma co się dziwić.

Cavaliers: J. Clarkson – 22, R. Hood – 20, A. Zizic – 16 (8 zb.), C. Payne – 12, C. Sexton – 11, J. Blossomgame – 8 (10 zb.), M. Dellavedova – 8 (6 as.), A. Burks – 7, C. Osman – 4, T. Thompson – 4 (8 zb.)

Trail Blazers: D. Lillard – 33 (4×3, 6 as.), C. McCollum – 19, J. Layman – 18, A. Aminu – 14 (9 zb.), Z. Collins – 11 (3×3), J. Nurkic – 10 (10 zb., 10 as., 5 bl.), S. Curry – 8, E. Turner – 7, N. Stauskas – 5, M. Leonard – 4 (7 zb.), G. Trent Jr. – 0, A. Simons – 0

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Golden State Warriors – New Orleans Pelicans: 147:140

Szalone spotkanie, nie brakowało ani emocji, ani indywidualnych popisów, ani rekordów. Po pierwsze – Stephen Curry z łatwością robi kolejne wielkie rzeczy, które umykają nam przez absurdalny wręcz momentami geniusz Hardena. Stefek dzisiaj rzucił 41 punktów i miał 9 trójek. W ostatnich trzech meczach trafił 28 razy zza łuku. Pierwszy raz w historii ktoś zaliczył trzy kolejne mecze z 8 trójkami na koncie. Co więcej, zrobił to na skuteczności 9/17. Cały zespół Warriors trafił 24 razy zza łuku (na 49 prób) i znów wyglądają na siłę nie do zatrzymania. Tym bardziej, kiedy KD dorzuca linijkę rzędu 30/15, a Draymond 17/14 ast.

Po drugiej stronie, niemalże równie imponujące popisy. Davis standardowo – 30/18/7/3 i nikt nie był w stanie mu zaszkodzić. Otrzymał znakomite wsparcie – Mirotic 29, Holiday 25 (+7 ast.) Randle 23, do tego Payton dorzucił 12 asyst. Wszystko to było za mało na Golden State, którzy najbliższe spotkanie zagrają z panem Cousinsem w składzie. Szkoda, że nie wrócił już dzisiaj na spotkanie ze starymi ziomkami.

Pelicans: A. Davis – 30 (18 zb., 7 as., 3 bl.), N. Mirotic – 29 (6×3), J. Holiday – 25 (4×3, 7 as.), J. Randle – 23 (3×3, 7 zb.), E. Moore – 17, D. Miller – 9 (3×3), E. Payton – 7 (12 as.), J. Okafor – 0, F. Jackson – 0, I. Clark – 0

Warriors: S. Curry – 41 (9×3), K. Durant – 30 (5×3, 15 zb.), K. Thompson – 19 (4×3, 7 zb.), D. Green – 17 (4×3, 14 as.), S. Livingston – 13, A. Iguodala – 13, K. Looney – 7 (12 zb.), A. McKinnie – 7, J. Jerebko – 0, Q. Cook – 0, J. Evans – 0

Źródło: Youtube.com/MLG Highlights

Los Angeles Clippers – Utah Jazz: 109:129

Proszę proszę. Utah Jazz zanotowało właśnie swoją piątą wygraną z rzędu. Dzięki temu, Jazzmani rozgościli się już w najlepszej ósemce, a znając ich pójdą jeszcze wyżej. Chyba, że znów zapomną w ogóle jak się gra w kosza, tak jak miewali na początku sezonu. Dzisiaj spokojnie zdominowali Clippers, którzy dołują ostatnio i z lidera konferencji stali się jej siódma ekipą. Tak naprawdę nie było tutaj większej rywalizacji. Wchodząc w czwartą kwartę Jazzmani mieli 16 punktów przewagi, którą powiększyli do 25 po trzech celnych trójkach Korvera. Zaliczyli ponad dwukrotnie więcej rzutów wolnych i wspólnym wysiłkiem (6 graczy powyżej 10 punktów) pobili Clippers, gdzie w sumie tylko Lou Williams sprawiał kłopoty. To jednak było wliczone w ryzyko. Niestety dla nas – Rudy Gobert całkowicie się przejechał po podkoszowych LAC notując 23/22/4.

Jazz: D. Mitchell – 28 (6 as., 3 prz., 5 st.), R. Gobert – 23 (22 zb., 4 bl.), J. Crowder – 23 (5×3), K. Korver – 19 (4×3), D. Favors – 11 (10 zb.), R. O’Neale – 10 (7 zb.), J. Ingles – 6 (8 as.), G. Allen – 6, G. Niang – 3, T. Cavanaugh – 0, E. Udoh – 0, N. Mitrou-Long – 0

Clippers: L. Williams – 23 (6 as.), T. Harris – 17 (3×3), A. Bradley – 15 (3×3), M. Harrell – 11 (7 zb., 3 prz.), D. Gallinari – 9, S. Gilgeous-Alexander – 8, T. Wallace – 6, M. Scott – 5, J. Motley – 5, M. Gortat – 4, B. Marjanovic – 4, S. Thornwell – 2, P. Beverley – 0

Źródło: Youtube.com/Ximo Pierto

Kopiuj link do schowka