Jakie braki mają najlepsze zespoły? Szukamy potencjalnych transferów

Jakie braki mają najlepsze zespoły? Szukamy potencjalnych transferów

Połowa sezonu za nami. Trochę już wiemy o poszczególnych ekipach, ale co najważniejsze – ekipy sporo już wiedzą o samych sobie. Znają swoje mocne strony, ale i braki – te będą starali się załatać transferami. Trade Deadline wypada w tym sezonie 25 marca. Do tego momentu będzie można jeszcze dokonać roszad. Przyjrzyjmy się ośmiu najlepszym obecnie zespołom w lidze i sprawdźmy, czego mogą szukać na rynku.

Boston Celtics

Nie jest to prosty sezon dla Celtics. Covidowe protokoły dały im się we znaki, a zespół gra poniżej oczekiwań – nawet mając na względzie regularne kadrowe kłopoty. Trend odwraca się w ostatnim czasie – Boston ma za sobą trzy zwycięstwa z rzędu i jest to ich pierwsza tego typu seria od 9 stycznia. Ostatniej nocy udało im się pokonać Clippers i według trenera Brada Stevensa, jest to moment na złapanie odpowiedniego rytmu:

Widać jednak, że ta grupa ma swoje ograniczenia. Konkurencja jest mocna i liczna, więc jeśli Celtics chcą dać sobie szanse na walkę o wyższe cele, muszą szukać wzmocnień. Co ciekawe, generalny manager Bostonu, Danny Ainge, już od sześciu lat nie dokonał transferu w trakcie trwania sezonu. Teraz przyszedł chyba odpowiedni moment. Potrzeba wzmocnienia jest – tak samo jak jest ogromny, największy w historii ligi ponad 28-milionowy trade exception, który znacznie ułatwi przejęcie dużej umowy bez oddawania jakości.

Managerowie z ligowej stawki wypowiedzieli się anonimowo dla Tima Bontempsa z ESPN, sugerując, jakiego rodzaju wzmocnień możemy spodziewać się po Bostonie. Klub z Massachusetts szukać ma rzekomo zawodnika, który grałby na skrzydle i dostarczał swoją grą punktów. W dużym skrócie kogoś, kto zapełni lukę po Gordonie Haywardzie.

kandydaci: Kevin Love, Aaron Gordon, Kyle Anderson


Milwaukee Bucks

Zmiana defensywnej koncepcji, jaką stopniowo wprowadza trener Budenholzer, obnaża trochę braki kadrowe Bucks. Założenie przy modelowaniu tej grupy było takie, żeby otoczyć Giannisa strzelcami i pozwolić mu grać bliżej kosza, dostarczać mu ją pod obręcz. To się faktycznie dzieje i przynosi wymierne rezultaty – Bucks to na ten moment druga ofensywa NBA zaraz za Nets, co jest znaczną poprawą względem minionego sezonu. Słabiej jest ‘z tyłu’.

Milwaukee chciałoby zacząć zmieniać krycie – jest to sposób na ograniczenie rzutów po zasłonach i najpopularniejszy model obrony playoffowej w ostatnich latach. Brakuje im jednak trochę fizyczności. Kiedy Giannis gra na czwórce obok centra, ten problem nie jest aż tak wyraźny. Brakuje jednak innego zawodnika, który mógłby z powodzeniem grać czwórkę – oprócz Giannisa na tej pozycji grywa okazjonalnie Khris Middleton, oraz takie osobowości jak DJ Wilson, czy Torrey Craig. Potrzeba tu zawodnika na tyle sprawnego i szybkiego, by przejmować krycie, ale też na tyle silnego, by poradzić sobie bliżej kosza z większym rywalem. Nie ma też możliwości, żeby nie był to ktoś grożący rzutem z dystansu. Tu potrzeba wzmocnienia i kandydat wydaje się bardziej niż oczywisty.

kandydaci: PJ Tucker

PJ Tucker będzie się tu jeszcze przewijał.


Brooklyn Nets

Ofensywa Nets to jest inny poziom – połączenie Irvinga, Hardena i Duranta to jest gotowy przepis na niesamowite ofensywne wskaźniki. Widać je już teraz, pomimo faktu, że Panowie wspólnie rozegrali do tej pory zaledwie 186 minut. Wiadomo, że problem jest po drugiej stronie boiska. Zespół z 26. defensywą – historycznie patrząc – raczej nie może myśleć o walce o najwyższe cele. Cóż, może i może, ale nie będzie to proste. Zarząd dokonał już małych usprawnień, jak podpisanie Andre Robersona, czy Imana Shumperta, ale to kosmetyka. Wzmocnienia muszą pójść dalej i dobrze by było, gdyby dotyczyły formacji podkoszowej. Więcej na ten temat powiedział CoachRed w ostatnim materiale:

Najlepszym wzmocnieniem wydaje się – o ironio – center pokroju Jarretta Allena. Taki, który pobroni obręczy, ale też dobrze będzie czuł się wychodząc wyżej w obronie pick’n’rolla. Na pewno lepiej niż robi to obecnie DeAndre Jordan. Mówi się, że Nets mogą chcieć oddać kontuzjowanego Spencera Dinwiddie (który ma jeszcze opcję gracza na przyszły sezon) i co ważne, podobno są kluby zainteresowane jego pozyskaniem. Będzie więc za co sprowadzić wzmocnienia.

kandydaci: Nerlens Noel, JaVale McGee, PJ Tucker


Los Angeles Lakers

Lakers wydają się najbardziej kompletnym zespołem. Kompletnym w tym sensie, że dość głębokim i bardzo wszechstronnym. Nie oznacza to, że koniecznie najlepszym – z pewnością można tu coś poprawić. Na pewno jednak nie jest to pierwszy zespół, o którym myślałoby się w kontekście przeprowadzania wymian. Celować będą pewnie bardziej w rynek buy-outów. Jeśli szukać dla nich jakichś potencjalnych wzmocnień, będzie to pewnie poszerzenie rotacji o zawsze przydatnych 3&D wingmanów.

kandydaci: Wayne Ellington, Alec Burks, Kevin Huerter


Los Angeles Clippers

Clippers trochę poprawili swoją grę względem zeszłego sezonu. Piłka krąży trochę więcej z rąk do rąk i duża w tym zasługa nie tyle Leonarda i George’a (choć oczywiście też), co sprawnej grupy weteranów z Batumem i Ibaką na czele. Dzięki temu Clippers łatwiej jest grać na przykład, kiedy jednego z liderów nie ma – co zdarza się dość regularnie. Wciąż jednak nie jest to system idealny – izolacje Leonarda i George stanowią pokaźną część ataku, a kiedy na przemian są oni prowadzącymi grę, nie widać pomiędzy nimi współpracy.

Wydaje się, że potrzeba kogoś, kto spoi duet liderów. Brakuje rozgrywającego – nie takiego jak Pat Beverley, który głównie broni i nie przeszkadza w ataku, ani takiego jak Lou WIlliams, który głównie szuka sobie samemu pozycji do rzutu. W talii trenera Lue przydałby się rozgrywający, który rozegra atak pozycyjny i obsłuży resztę podaniem.

kandydaci: George Hill, Derrick Rose, Eric Bledsoe


Philadelphia 76ers

Sixers to jedna z trzech najlepszych obecnie ekip w lidze, najlepsza w swojej konferencji, jej lider jest na najlepszej drodze do wygrania nagrody MVP, a jednak nie myślimy o nich jako o super-drużynie, która ma już wszystko. Patrząc na ten zespół, postrzegamy go głównie przez pryzmat problemów kadrowych, które kilkoma zmianami osobowymi (nie tylko na parkiecie, ale i na ławce trenerskiej) zostały naprawione. Nie jest jednak idealnie.

O Philly i transferach mówi się bardzo często w kontekście dylematu związanego z ich liderami: Czy Simmons i Embiid mogą grać razem? Czy należy przehandlować jednego z nich? Jeśli tak, to którego? Te dyskusje żywe były w trakcie dramy z udziałem Jamesa Hardena. Padały bowiem doniesienia, według których Daryl Morey proponował Rockets między innymi właśnie Bena Simmonsa. Oznacza to, że w organizacji jest myśl, żeby zastąpić genialnego obrońcę i bardzo dobrego rozgrywającego z ciągiem na kosz, na kogoś, kto przy rozgrywaniu stawia bardziej na kreowanie sobie rzutu. To oczywiście miałoby jeszcze bardziej pomóc grać Embiidowi bliżej kosza.

Pytanie jednak, czy grający dobrze i regularnie zespół, od dłuższego czasu prowadzący w konferencji, powinien w takim momencie handlować swoimi liderami? Zdrowy rozsądek podpowiada, że nie. Gdyby miało dojść do tego rodzaju wymiany, najpewniej wydarzy się to po sezonie (który okazałby się w takim scenariuszu znów rozczarowujący). Niczego nie można jednak wykluczyć. Niezależnie od tego, co gotowi będą oddać Sixers, celem powinien być obwodowy grożący regularnymi rzutami po koźle.

kandydaci: Bradley Beal, Buddy Hield, Zach LaVine, Devonte’ Graham


Phoenix Suns

Drugi zespół NBA na dzień dzisiejszy. Bardzo trudno mówić o potencjalnych wzmocnieniach dla Suns, ponieważ ich skład gra – wydaje się – trochę powyżej swojego talentu. Poza liderami w osobach Bookera, Paula, czy Aytona, jest to zbiór po prostu dobrych zadaniowców, którzy w tej konfiguracji grają świetny sezon. Na papierze można znaleźć zawodników, którzy powinni być nadwyżką nad takimi graczami jak Saric, Kaminsky, czy Cameron Johnson. Pytanie tylko, czy pomimo wyższych umiejętności, wypadaliby w Suns równie dobrze. Niekoniecznie – bo sporty zespołowe nie polegają tylko na sumowaniu umiejętności.

Kiedy nie wiadomo, co konkretnie poprawić, najłatwiej jest rzucić hasłem ‘PJ Tucker’. To jest taki zawodnik, który powinien wszędzie pasować i nie zaszkodzić. Rzut za trzy i defensywa zawsze są w cenie. Może też dałoby się zamienić Camerona Payne’a na jakiś solidniejszy back-up na pozycji rozgrywającego. To jednak kosmetyka – Suns wyglądają obecnie tak, jakby absolutnie niczego nie potrzebowali zmieniać. Nie oznacza to też jednak, że dodanie jakiegoś dodatkowego talentu nie poprawi ich szans w starciach playoffowych.

kandydaci: PJ Tucker, Trey Burke, DJ Augustin, Reggie Jackson


Utah Jazz

Sytuacja analogiczna do wyżej wymienionych Suns – ten zespół naprawdę nie wygląda, jak gdyby czegokolwiek potrzebował. Donovan Mitchell wciąż gra sporo minut na pozycji rozgrywającego, gdzie trochę brakuje zmiennika (Jordan Clarkson to jednak punktujący, a nie rozgrywający) – ale czy to źle? Być może w kontekście playoffowej serii przyda się możliwość wprowadzenia jeszcze jednego klasycznego rozgrywającego – obecnie jednak nie wydaje się to problemem.

Skład jest trochę wąski. To również nie wydaje się obecnie problemem, ale to w dużej mierze dlatego, że kontuzje co do zasady omijają w tym sezonie Jazz. Gdyby z gry wypadli gracze tacy jak Ingles, Bogdanovic, czy O’Neale, na pozycjach 3-4 większe minuty musieliby grać zawodnicy jak Miye Oni, czy Shaquille Harrison. Bezpieczniej byłoby tu mieć pewnie jakiegoś (wiecie kogo, nie będziemy się powtarzać). Derrick Favors to może w teorii nie jest najlepszy możliwy zmiennik dla Rudy’ego Goberta i przydałby się ktoś młodszy i więcej wnoszący, ale statystyki go bronią. Nie ma tu palących potrzeb. Przynajmniej na ten moment.

kandydaci: PJ Tucker, David Nwaba, James Ennis III