Eksplozja Klay’a, Celtics już w półfinale, dominacja Raptors nad Magic

22/04/2019
Klay Thompson Kevin Durant Warriors Robert Gauthier/Los Angeles Times

Klay Thompson rozegrał 20 minut godne miana super strzelca, pomagając Warriors znów przejść Clippers. Celtics tymczasem wygrali już serię z Pacers, jako pierwsi meldując się w półfinale.


Celtics – Pacers – 110:106 (4-0)
Warriors – Clippers – 113:105 (3-1)
Raptors – Magic – 107:85 (3-1)
Blazers – Thunder – 111:98 (3-1)


Kiedy Thunder wygrali ostatni mecz naprawdę myślałem, że zrobi się z tego seria. OKC mają swoje atuty, ale skoro nie trafiają rzutów, nie mogą wygrywać serii w Playoffach. W czwartym meczu Oklahoma na własnym parkiecie przegrała z Blazers i seria wraca do Portland przy stanie 3-1 dla PTB. Przez dwie pierwsze kwarty był to mecz – prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie, a Thunder długimi fragmentami pozostawali na czele. W trzeciej odsłonie jednak Damian Lillard zdobył 15 ze swoich 24 punktów i na przestrzeni tych 12 minut wyprowadził swój zespół na prowadzenie różnicą prawie 20 punktów. Na przełomie trzeciej i czwartej kwarty OKC próbowali jeszcze odrobić straty, przeprowadzając run 10-0. Na niewiele się to jednak zdało.

źródło:YouTube/FreeDawkins

Dame Dolla zdobył łącznie 24 punkty, 3 zbiórki i 8 asyst, trafiając średnie 7/19 z gry i bardzo dobre 4/8 za trzy. Nadrobił zwłaszcza drugą połową meczu, bo w pierwszej uzbierał 7 oczek, a jedyne 2 punkty jakie zdobył w pierwszej kwarcie, to rzuty wolne po faulach technicznych, w tym jednym dla trenera Billy’ego Donovana:

CJ McCollum rozegrał kolejny dobry mecz w tej serii, zdobywając 27 punktów, 4 zbiórki i 3 asysty, trafiając bardzo dobre 5/9 rzutów z dystansu. Kolejne 19 oczek i 9 zbiórek zanotował Al-Farouq Aminu, a 15 punktów i 10 zbiórek dodał Mo Harkless. Enes Kanter ograniczył się dziś do zaledwie 4 oddanych rzutów z gry, a co za tym idzie 8 punktów i 10 zbiórek – nie można jednak powiedzieć, że zagrał słaby mecz – właściwie to dawał radę w obronie.

Thunder nadal mają problem – nie trafiają rzutów. Ich najlepszy strzelec, Paul George, zdobył 32 punkty, 10 zbiórek i 6 asyst, trafiając 8/21 rzutów z gry. Przeciętnie, ale znacznie lepiej niż w kilku poprzednich meczach, więc nie ma co narzekać. Zwłaszcza, że zawarł w tym niezłe 4/10 z dystansu. Pudłował jednak na potęgę Russell Westbrook. Skończył mecz z dorobkiem 14 oczek, 9 zbiórek i 7 asyst, trafiając bardzo słabe 5/21 rzutów z gry i 2/7 zza łuku. Ewidentnie zaczyna tę serię słabo znosić mentalnie, co udowodnił konferencją pomeczową, na której zachowywał się… Jak to miewa właśnie Westbrook w zwyczaju, kiedy nie wszystko idzie po jego myśli:

Jeśli do słabego meczu Westbrooka dodać słaby mecz kilku jego kolegów, ciężko o zwycięstwo. Terrenc Freguson na przykład zdobył tylko 3 punkty, trafiając 1/7 rzutów z gry. Steven Adams zagrał słabsze spotkanie, zatrzymując się na 6 punktach i 7 zbiórkach w 28 minut gry. Dennis Schroeder może i zdobył 17 punktów trafiając 6/12 z gry, ale reszta rezerwowych była ledwo zauważalna. Akurat ten ostatni przypadek miał też dziś miejsce po stronie Blazers, gdzie Zach Collins z dorobkiem 10 oczek jako jedyny z ławki przekroczył  pułap 4 punktów. Ławki są bardzo istotne, jednak to OKC są w tej serii zespołem, który nie może liczyć na ławkę, ani do końca na swoich liderów.


Mecz Warriors z Clippers znów dostarczył emocji. Mistrzowie wygrali różnica tylko 8 punktów i choć nie było mowy o wyrównanej końcówce, to w trzeciej kwarcie Clippers potrafili wyjść na prowadzenie i nawet jeśli nie udało się go utrzymać, to przez cały mecz byli blisko. Ich niekwestionowanym liderem był debiutant, Shai Gilgeous-Alexander, który na przestrzeni całego meczu zdobył 25 punktów, trafiając 9/15 rzutów z gry, zdobywając pierwsze 7 punktów zespołu:

Nie on był jednak największą gwiazdą – był nim Klay Thompson, który okazał się być tej nocy nie do zatrzymania – przynajmniej w pierwszej połowie. W całym meczu zdobył 32 punkty, trafiając 12/20 z gry i 6/9 za trzy. Aż 27 z tych punktów trafił w samej tylko pierwszej połowie, kiedy to trafił 10/14 wszystkich swoich rzutów z gry.

źródło:YouTube/FreeDawkins

33 punkty zdobył z kolei Kevin Durant, dokładając 7 zbiórek i 6 asyst, na przestrzeni całego meczu będąc najlepszym strzelcem w zespole. Jego dobry mecz był o tyle istotny, że nie najlepiej zaprezentował się Steph Curry, który to zdobył 12 punktów, 10 zbiórek i 7 asyst, trafiając tylko 3/14 rzutów z gry i 1/9 za trzy. Po 10 punktów dołożyli za to Green i Iguodala, a kolejny niezły mecz w pierwszej piątce rozegrał Andrew Bogut, kończąc z dorobkiem 8 punktów, 10 zbiórek i 4 asyst.

Po stronie Clippers oprócz Gilgoeous-Alexandra zabrakło wybitnych występów – Lou Williams trafił zaledwie 2/10 z gry, zatrzymując się na 12 punktach. Danilo Gallinari trafił 5/20,  ograniczając się tym do 16 punktów, 7 zbiórek i 4 asyst. Dobrze zaprezentował się Pat Beverley, zdobywając 12 punktów, 10 zbiórek i 5 asyst. LAC byli odrobinę skuteczniejsi od rywali na dystansie, ale musieli uznać wyższość GSW na deskach, przegrywając zbiórki 33:49, oddając aż 11 ofensywnych zbiórek. Jest to jednak w dużej mierze wina tego, że Ivica Zubac nie był zdolny do gry i trener Doc Rivers musiał zagrać w pierwszej piątce nominalnym silnym skrzydłowym, JaMychalem Greenem.


Niespodzianki nie było, Raptors ograli Magic doprowadzając serię do stanu 3-1, pokazując swoją coraz lepszą formę na tle rywala z Florydy. Toronto zatrzymało rywala na zaledwie 85 punktach, urządzając sobie kontrolowany blowout, w drugiej i czwartej kwarcie pozwalając rywalom na kolejno 16 i 15 punktów. Raptors zatrzymali Magic się na 21% rzutów za trzy, czyli sumarycznie 7/33 trafionych próbach, kiedy sami trafili 39% trójek i bardzo dobre 53% wszystkich rzutów z gry. Wygrali przy tym deski 45:34, oraz zmusili rywali do popełnienia większej ilości strat.

źródło:YouTube/FreeDawkins

Liderem okazał się być Kawhi Leonard, który zdobył 34 punkty i 6 zbiórek, trafiając 12/20 rzutów z gry. Kolejne 16 punktów dodał Pascal Siakam, a z ławki tyle samo wniósł Norman Powell. Kyle Lowry zagrał w swoim stylu – nie trafił zbyt wiele, ale wypadł nieźle – skończył z dorobkiem 9 punktów, 4 zbiórek, 9 asyst i 4 przechwytów. Przy dobrze grającej reszcie zespołu, nie musi dużo trafiać – 3/8 w tym wypadku w zupełności wystarczyło. Na pierwszy rzut oka słaby mecz rozegrał Marc Gasol, który zanotował tylko 2 punkty, 6 zbiórek, 2 asysty, 2 przechwyty i 2 bloki. Zwłaszcza kiedy spojrzymy na jego zmiennika, Serge’a Ibakę, który dorzucił aż 13 punktów i 8 zbiórek. Gasol to jednak świetny obrońca i to głównie dzięki niemu udało się znów zatrzymać Nikolę Vucevica.

Vucevic zdobył tylko 11 punktów i 5 zbiórek – gra przeciwko formacji podkoszowej Raptors nie jest dla niego wygodna. Najlepszym strzelcem zespołu był Aaron Gordon, który zdobył 25 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst, przypominając, że to on jest w tym zespole najbardziej perspektywicznym graczem i potencjalnym liderem na lata.  Zapamiętany zostanie jednak głównie blok Serge’a Ibaki przy jego wjeździe pod kosz:

Kolejne 19 punktów zdobył Evan Fournier, trafiając 8/16 rzutów z gry, a reszta właściwie się w tym meczu nie pokazała. Chociaż nie, Terrence Ross znów był gorący. Zdobył co prawda tylko 5 punktów, ale trzy z nich były naprawdę gorące:


No cóż, jedna seria już za nami. Chyba dobrze, bo akurat rywalizacja Celtics z Pacers nie należała do najprzyjemniejszych dla oka. To ciekawe jednak, że jest to jedyna seria w pierwszej rundzie, która zakończy się sweepem. Celtics rzeczywiście byli lepsi na przestrzeni wszystkich meczów, ale trzeba przyznać, że nie wypadli jakoś specjalnie przekonująco. Mecz z ubiegłej nocy, ostatni w serii, też nie był pokazem dominacji. Spotkanie było wyrównane, a prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie. Jeszcze w połowie czwartej kwarty wynik oscylował wokół remisu, ale wtedy też Celtics zaczęli wypracowywać swoją przewagę. Trudno znaleźć jeden kluczowy rzut, ale na kilka moment przed końcem na tablicy widać było już około 10 punktów różnicy i ten mecz był już właściwie rozstrzygnięty.

Najwięcej punktów w zwycięskiej ekipie zdobył rezerwowy, Gordon Hawyard. Uzbierał on 20 punktów, trafiając 7/9 rzutów z gry i 3/3 z dystansu. Również z ławki 18 punktów dorzucił Marcus Morris, zbierając przy tym 8 piłek i notując najlepszy w drużynie plus/minus na poziomie +18. Kolejne 18 punktów zdobył Jayson Tatum, 14 punktów, 12 zbiórek i 5 asyst dodał Al Horford, jednak trafił tylko 1/6 rzutów za trzy. Kyrie uzbierał 14 punktów i 7 asyst, zatrzymując się na skuteczności 4/13 z gry i 1/4 za trzy.

Dla Pacers 22 punkty i 8 zbiórek zdobył Bojan Bogdanovic, a 21 z ławki dorzucił Tyreke Evans, grający drugi dobry mecz z rzędu. Jaka szkoda, że był to jego ostatni mecz w tym sezonie, może by się w końcu rozkręcił. Kolejne 19 punktów, 6 zbiórek i 5 asyst dodał Darren Collison, a Myles Turner oprócz 13 punktów i 7 zbiórek może pochwalić się naprawdę konkretnym wsadem:

Kopiuj link do schowka