Conley Garrison: Nie było sensu szukać czegoś innego
– To jest miejsce, w którym chcę być i nie widziałem żadnej potrzeby, żeby szukać czegoś innego. Dostałem w Zastalu wszystko, czego oczekiwałem. Pytały o mnie 3-4 inne zespoły z Polski. Pojawiły się też sygnały z innych lig – np. jedno konkretne zapytanie z Niemiec, ale czułem, że w Zielonej Górze mam wszystko, czego mi potrzeba – mówi Conley Garrison, zawodnik ORLEN Zastalu Zielona Góra.
Karol Wasiek: Na fecie po zakończeniu rozgrywek klub z wielką radością ogłosił podpisanie nowego kontraktu. Dlaczego zdecydowałeś się na pozostanie w ORLEN Zastalu Zielona Góra na kolejny sezon? Jaki był główny czynnik, który wpłynął na twoją decyzję?
Conley Garrison: Głównym powodem byli po prostu ludzie. Trener, zawodnicy, pracownicy klubu. Naprawdę uwielbiam grać dla tego trenera, super dogaduję się też z chłopakami z drużyny. Nie ukrywam, że duże znaczenie miał fakt, że kilku z nich zostaje na kolejny sezon. Spędzasz z tymi ludźmi niemal każdy dzień i chcesz po prostu czerpać radość z chodzenia do pracy. A ja w tym sezonie autentycznie cieszyłem się z każdego dnia. Granie dla tego trenera i z tymi gośćmi było niesamowitym doświadczeniem. Do tego dochodzą kibice w Zielonej Górze. Są niesamowici. Myślę, że w tym sezonie pokazali całej Polsce, jak potrafią szaleć i jak genialnie nas wspierać.
-
Tak
-
Nie
-
Tak41 głosów
-
Nie9 głosów
Kluczowy wydaje się moment podjęcia decyzji. Nowy kontrakt podpisałeś błyskawicznie po zakończeniu sezonu. Dlaczego tak bardzo zależało ci na szybkim dopięciu formalności? Dlaczego nie chciałeś poczekać na rozwinięcie sytuacji na rynku w lipcu czy sierpniu?
To nie było tak, że spieszyłem się z podpisem, zanim zobaczę inne oferty. Po prostu poczułem, że to jest miejsce, w którym chcę być i nie widziałem żadnej potrzeby, żeby szukać czegoś innego. Dostałem w Zastalu wszystko, czego oczekiwałem. Nadal jestem niesamowicie podekscytowany tym, co przed nami w kolejnym sezonie. Nie było więc w tym kalkulacji w stylu: „o, muszę podpisać kontrakt przed otwarciem rynku”. Pomyślałem sobie: „Dobrze mi tu, więc dlaczego nie?”. To była całkiem łatwa decyzja.
W którym momencie poczułeś, że twoja historia w Zielonej Górze wcale nie dobiegła końca? Czy to była decyzja, która dojrzewała w tobie tygodniami?
Już po paru miesiącach od przyjazdu – to był chyba grudzień – wiedziałem, że będę bardzo zainteresowany przedłużeniem współpracy. Byłem na to całkowicie otwarty. Z tego co pamiętam, w lutym trener – podczas Pucharu Polski – rozmawiał z moim agentem i zasygnalizował, że klub chciałby mnie zatrzymać, ale umówmy się – do końca sezonu była jeszcze bardzo długa droga. Potem trener pogadał ze mną jeszcze raz, tuż przed startem play-offów. To było przed meczem z Dzikami Warszawa. Powiedział mi wprost, że klub chce, żebym wrócił, ale zobaczymy, jak to się potoczy. Nie było więc jednego konkretnego momentu, to proces. Tak jak mówiłem, decydujący byli ludzie. To ludzie tworzą dane miejsce – mogą sprawić, że jest ono super, albo że jest słabe. Ci, którzy są zaangażowani w koszykówkę w Zielonej Górze, robią z tego klubu naprawdę świetne, przyjazne miejsce. Dlatego chciałem wrócić.

Po takim sezonie twoje nazwisko musiało znaleźć się w notesach wielu ludzi. Czy miałeś na stole jakieś inne konkretne oferty z PLK lub z mocniejszych lig zagranicznych?
Żadnych oficjalnych, ostatecznych ofert nie miałem. Jasne, było spore zainteresowanie w samej PLK. Sam zresztą wiesz, jak to jest z tym zainteresowaniem – nigdy do końca nie wiesz, na ile to poważne tematy, słyszę tylko to, co przekazuje mi agent. Z tego co mówił, pytały o mnie trzy lub cztery zespoły z Polski, ale to oczywiście o niczym jeszcze nie świadczy. Pojawiły się też sygnały z innych lig, na przykład jedno konkretne zapytanie z Niemiec, ale ja naprawdę czułem, że w Zielonej Górze mam wszystko, czego mi potrzeba, dlatego nie chciałem drążyć innych tematów.
Zielona Góra to miasto z bogatą tradycją koszykarską. Jak mocno na twoją decyzję wpłynął fakt, że zostałeś bardzo ciepło przyjęty przez lokalną społeczność i kibiców?
To miało ogromne znaczenie. Dam ci przykład: razem z żoną bardzo zaprzyjaźniliśmy się z naszymi sąsiadami z bloku – z tymi naprzeciwko i z tymi dalej na korytarzu. Poznaliśmy też super ludzi w kościele, do którego przez pewien czas chodziliśmy. Posiadanie przyjaciół i swojej społeczności poza klubem to świetna sprawa. Szczególnie dla mojej żony ma to kolosalne znaczenie – czujesz się związany z miastem nie tylko przez swoją pracę, ale przez normalne życie. Poza tym bardzo polubiliśmy samą Zieloną Górę i okolicę. Oboje pochodzimy z małego miasta, więc Zielona Góra wcale nie jest dla nas nudna, jak niektórzy mogliby pomyśleć. Nie jesteśmy ludźmi, którzy dobrze czują się w wielkich metropoliach. Dla nas to miejsce jest idealne.
Jak dużą rolę odegrał trener Arkadiusz Miłoszewski? Co jest takiego w jego wizji zespołu i stylu prowadzenia drużyny, co najbardziej do ciebie przemawia?
Wspominałem już o tym, ale powtórzę: postać trenera to był gigantyczny, olbrzymi powód, dla którego chciałem wrócić. Chodzi po prostu o możliwość ponownej gry dla niego. Miałem w tym roku tak dużo frajdy z gry. W trenerze Miłoszewskim najfajniejsze jest to, że jest niezwykle skromnym człowiekiem. Nigdy nie zachowuje się tak, jakby pozjadał wszystkie rozumy i zawsze miał jedyną właściwą odpowiedź. Jest bardzo otwarty na sugestie zawodników. Uważam zresztą, że powinien doceniać samego siebie o wiele mocniej, bo przez tę swoją skromność rzadko to robi, a to naprawdę bardzo mądry szkoleniowiec. W trakcie naszej rozmowy – po meczu w Gdyni – mówiłem, że on daje swoim graczom niesamowitą pewność siebie. Doskonale rozumie, jak ważne jest, aby każdy na boisku czuł, że może grać agresywnie, bez ciągłego oglądania się za siebie na ławkę po każdym błędzie. Mógłbym mówić o nim w samych superlatywach. Tak jak mówię: to wielki powód mojego powrotu.
Domyślam się, że zanim złożyłeś podpis pod nową umową odbyłeś dłuższą rozmowę z trenerem Miłoszewskim na temat roli w nowym sezonie. Czego możemy się spodziewać po twojej grze w nadchodzących rozgrywkach?
Szczerze? Nie rozmawialiśmy jakoś szczegółowo o mojej roli. Dla mnie sprawa jest prosta i mówiłem o tym już wcześniej: wychodzę na parkiet po to, żeby wygrywać. Zrobię wszystko, czego drużyna potrzebuje do zwycięstw i każdy podział ról mi odpowiada. Cieszę się, że w zeszłym sezonie zdołaliśmy urwać tyle meczów, a ta walka w fazie play-off dała nam mnóstwo radości – to oczywiście też pomogło w podjęciu decyzji o powrocie. A czego możecie się spodziewać po mojej grze? Liczę na to, że w tym sezonie moja forma będzie dużo bardziej stabilna. O moje zaangażowanie i energię nikt nie musi się martwić, zawsze daję z siebie sto procent, ale chciałbym utrzymać równą, wysoką dyspozycję przez cały sezon. Chcę też być głośniejszym liderem, kimś, kto więcej mówi na boisku i w szatni. Czuję się już znacznie pewniej w PLK, znam tę ligę, wiem rzeczy, o których rok temu nie miałem pojęcia. Mam nadzieję, że wykorzystam to doświadczenie, żeby pomóc nowym chłopakom, których klub podpisze, zwłaszcza jeśli będą nowi w Polsce. Reasumując: większa regularność z mojej strony.