Blee i Nieblee 18. Wersja covidowo – przedsezonowa.

17/07/2020

Dzień dobry wszystkim fanatykom NBA. Miło znów poczuć zapach zbliżającej się koszykówki o poranku. Nie pisałem nic bo nie było o czym, a strzępić jęzor po próżnicy nie ma sensu. Wirus załatwił nas na cacy, ale sezon ma  wrócić już niedługo. Bardzo tego chcę, wręcz obsesyjnie, jednak osobiście nie wierzę, że to się ziści. Nie przy tym co się dzieje w USA. Z drugiej strony wiadomo, że Amerykanie dla kasy zrobią wszystko, więc dopóki im nie wypadną najważniejsi gracze, w tym LBJ, to najprawdopodobniej będą grać. Pożyjemy zobaczymy. Zapraszam do czytania

Polecam  – obejrzyjcie sobie w wolnej chwili konkurs wsadów z 1991 roku

źródło: YouTube/Pro Hoops Daily

Oprócz całkiem niezłych paczek można zobaczyć jak niskie, w porównaniu z obecnymi, były noty. Kendall Gill dostał w pierwszej rundzie 40,1 pkt. Cały konkurs jest niezły.

Warto – obejrzeć też to:

– 7 mecz finałów konferencji 2000 roku PTB vs LAL.

 

źródło: YouTube/akzepihC boB

Ewentualnie finał jednej z najlepszych pojedynków w historii. Phily vs Toronto i Iverson vs Carter. Mecz 7 tej serii.

źródło: YouTube/VCF Macedonia

Lub coś z serii jak to się robi bez gwiazd. LAL vs Pistons 2004 mecz 3

źródło: YouTube/Camelliea Pruitt

Dlaczego LBJ jest zajebisty. Mecz nr 7 Boston vs Cavs 2008 rok

źródło: YouTube/Basketball VHS archives

Z drugiej strony nie zdziwię się wcale gdy pomyślicie sobie; weź stary nie pierdol, mamy już dość odgrzewanych kotletów, nawet jeśli to najlepsze dania, przyrządzone przez mistrzów kuchni. Wal się na ryj, chcemy świeżych steków z soczystej wołowiny. Będzie to dla mnie zrozumiałe w pełni. Jednak ja poświęciłem ten czas na odrobienie zaległości. Cofnąłem się aż do czasów wielkich Celtów i zbliżając się do teraźniejszości oglądałem i wciąż oglądam mnóstwo naprawdę wyśmienitych spotkań. Spotkań z różnych czasów, gdy nie było trójki, gdy gra była bardziej fizyczna, szybka, ostrzejsza. Każda epoka ma swoje zalety i wady, ale koszykówka zawsze jest piękna i bezdyskusyjnie jest królową wszystkich gier zespołowych.

Wilkins – Dominique. Oglądam stare rzeczy i tak sobie myślę, że Human Highlight walił głównie trzy paczki; windmilla, double pump i 360, które przedstawiał w różnych aranżacjach dozując odpowiednio ilość mocy, siły i wirtuozerii.  Repertuar miał wąski, co nie zmienia faktu, że był jednym z lepszych w swoim fachu.

Hipokryci – NBA. Napisy, które pozwolili nosić w związku z protestami trawiącymi w USA po śmierci  George’a Floyda nie wszystkim się spodobały. LBJ, Kawhi, Davis, J. Brown i inni odpuścili. Senator Josh Hawley spytał NBA jak zapatrują się na sprawy łamania praw człowieka w Chinach itp. He he he. Ładnie ich podkręcił. Frajerzy rozrózniają dwa rodzaje praw człowieka, te na których można zarobić i te drugie nieprzydatne.

Giannis i Butler – nie marudzą, nie narzekają. Pamiętają skąd pochodzą. Postawa godna pochwały, zuch chłopaki.

Blazers – mają być czarnym koniem i teoretycznie powinni być. Skład cały, Melo chudy i zmotywowany, grać umieją i jeśli trafia na LAL zrobi się naprawdę ciekawie, bo do krycia Lillarda i McColluma obecnie u Jeziorowców nie ma zbyt wielu kandydatów. Melo do uprzykrzania życia KCP lub innemu Kuzmie wystarczy w zupełności, a oni nie wiem czy sobie poradzą z fitnessową wersją Anthonego. Gdy złapie punktowy cug mało kto może go zatrzymać. Pod koszem PTB maja teraz równie dużych chłopaków co LAL i taka para byłaby zdecydowanie ciekawsza niż LAL vs Grizz. Choć zdaje sobie sprawę, że mokre sny Silvera i NBA to zestawienie LAL vs NOP.  Czy nie byłoby śmiesznie gdyby to PTB zakończyli sen Lakersów o tytule ?

Gobert – otrzymał dożywotni tytuł ultra kretyna. Zresztą jak pokazał ostatni mecz z Toronto jego przydatność można łatwo zmarginalizować i zamienić go w francuskiego Kermita z tego odcinka, w którym Zwierzak przybił mu buty do podłogi. Dinozaury przedstawili w formie rozbudowanej instrukcję jak pozbawić go przydatności.  Brak rzutu dystansowego czyni go następcą Dwighta Howarda. Rudy był jak kuzyn pierdoła i lamus, którego musisz zabrać na imprezę choć wiesz, że z podrywu, zabawy i przyjemności nici. Wiem, że jest All Starem i dwukrotnym DPOTY, ale to nic nie zmienia. Howard był trzy razy DPOTY i co z tego. Niskie ustawienia zmarginalizują jego efektywność już za chwilę, już za momencik. Aby żyć jako olbrzym musisz być jak Jokić lub co najmniej jak Towns lub Embiid itp. łączyć defensywę z atutami po drugiej stronie boiska. W tym sezonie w meczu z Bostonem również był średnio przydatny. Celtowie rozciągnęły grę Thiesem i Gobert zaliczył 4 fauli, 9 pkt., 7 zb., 2 straty w 33 minut. Jazz wygrali, jednak nie dzięki niemu. W wcześniejszym spotkaniu z Celtami Rudy 35 minut, 9 zb., 9 pkt., 4 faule, 4 straty i porażka. Z Houston również porażka, a Rudy 6 zb. i 12 pkt, ale 43% z gry. Oczywiście to tylko pojedyncze przypadki bo jego średnie z tego sezonu na poziomie 15 pkt., 13,7 zb., 2 bl. i 70% z gry nie biorą się z niczego. Chce tylko pokazać, że zespoły grające niskim ustawieniem potrafią zniwelować jego zalety i uczynić z nich wady.

Boston – jeśli wypadnie im Kemba to druga runda będzie maksymalnym wynikiem.

Houston – pewnie tak jak większość z was ciekawi mnie ten eksperyment. Rakiety poszły na całość. Liczy się tylko moc ognia dalekiego zasięgu, wymuszanie fauli i wjazdy. Postawili wszystko na jedną kartę.

LBJ – LeTatko gra swój któryś tam sezon na poziomie wręcz niewiarygodnym. Oczywiście wiele okoliczności dookoła sprzyja jego długowieczności, ale nie można nie doceniać tego że on wciąż daje czadu. Jest jak koszykarski Mick Jagger. LBJ ma 35 lat. Rozejrzyjcie się wśród swoich znajomych w tym wieku.  Ilu z nich nie dałoby rady przebiec 5 km w czasie krótszym niż 25 minut? Ilu utonęłoby po 1 km w wodzie? Ilu dostałoby zawału przy wciskaniu masy swojego ciała po raz 3, a ilu nie wycisnęło by nawet raz? Ilu potrafi zrobić więcej niż 20 pompek? Gość zasuwa aż miło. Jest najlepszym podającym ligi. Nigdy nie będzie tak dobry jak Jordan, ale jest jednym z najlepszych. Jest w tym samym gronie co Bird, Magic, Shaq, Duncan, Russell. Z pewnością wyżej niż Kobe. Warto dodać jako ciekawostkę, że Jordan w wieku 34 zdobywał 6 tytuł. Oczywiście liczba sezonów zdecydowanie mniejsza u MJ-a.  Jestem bardzo ciekaw występów LeKrólika w PO. Już nie będzie mógł obijać się w obronie, zwłaszcza po stracie Bradley’a. Nie będzie zmiennika na rozegraniu w postaci Rondo. Będą od początku ciężkie mecze bo każdy na zachodzie jest trudnym przeciwnikiem.

Pary – na teraz. Wschód; Bucks vs Orlando. Toronto vs Nets. Te pary mają jednego i wyraźnego faworyta. Koziołki i Raptory spokojnie powinni to ogarnąć nie tracąc za dużo czasu na zbędne gierki. Boston vs Sixers i Pacers vs Heat. Zieloni przeciwko ciamajdom z Phily. Kurduple kontra olbrzymy. Świetna para bez wyraźnego faworyta. Powinno być zaciekle i wyśmienicie. Heat vs Pacers to również dobre zestawienie z przewagą Heat, nawet jeśli wróci Oladipo. Zachód; LAL vs Grizz to przyjemna para, które może dać ciekawe spotkania, ale Lakersi są zdecydowanym faworytem. LAC vs Dallas. Podobnie jak wcześniej. Może być widowiskowo i efektownie, może być ciekawie, mogą być nawet wyrównane spotkania, ale nie zmienia to faktu, że Clippersi ich załatwią. Denver vs Houston. Będzie naprawdę zacnie i emocjonująco. W moim odczuciu tu nie ma faworyta. W tej parze jak w bajce, wszystko jest możliwe. Konusy mogą zabiegać i zarzucać Denver, a jeśli będzie im siedziało to wygrają serię. Jednocześnie jeśli zawiedzie ich trójka, stracą większość argumentów. W PO faule nie są gwizdane tak często. Denver będą starli się za wszelką cenę narzucić swoje tempo gry, które jest 26 w lidze. I nie przestraszą się Rakiet bo sami też mają kim zaatakować. Murray, Barton , Porter Jr., Millsap, Garry Harris dyrygowani przez kontrolę lotów w postaci Jokicia mogą spokojnie pokonać Houston. Jazz vs OKC. Thunder ich załatwią. Są po prostu lepsi.

GSW – cały pech w jednym sezonie. Z jednej strony to bardzo słaba sytuacja.  Z absolutnie najlepszej ekipy ostatniego pięciolecia do najgorszej w sezonie 2019/20. Patrząc na to z drugiej strony to w sumie nie jest źle. Klay i tak wypadł na praktycznie cały sezon, a jego ewentualny powrót do drużyny mógłby być zbyt wczesny gdy walczyli o cokolwiek (przy innym układzie wydarzeń). Curry złamał rękę i tym samym sezon został zakończony dla GSW.  Poprzez serię wymian dostali gracza, którego chcieli czyli Wigginsa. Poprzez ilość porażek będą wybierać wysoko w drafcie. Być może jako pierwsi. Daje to szansę na realne wzmocnienie się i płynne przejście w późniejszym czasie z ery Curry i reszta do ery młodszych świetnych zawodników. Poza tym w przyszłym sezonie zobaczymy ekstremalnie wypoczętych Wojowników. Green w tym sezonie rozegrał 43 spotkań. Klay rok wakacji, Curry 5 gier. Wiggins jest zawsze wypoczęty bo nigdy nie gra nawet na 75% swoich możliwości, więc z nim nie ma problemu. Tym samym trzon będzie świeżutki i pachnący, okraszony wysokim wyborem w drafcie lub pięknym transferem owego wyboru. Dodatkowym plusem jest rozwój młodych graczy w tym sezonie, mogli grać co chcieli i walczyć najlepiej jak umieli. Nie było przegrywania na siłę, była walka, a że sił i umiejętności starczyło na niewiele to już inna bajka. GSW będą na pewno ciekawa ekipą w przyszłym roku, a śledzenie ich gry obowiązkowe. Będą też jedną z mocniejszych ekip co wzbudza we mnie sporą ekscytację.

Mike – Jordan. Wszystko wiadomo o nim. Ale mało się mówi jak wszechstronnym graczem był. Finały 1991 roku przeciwko LAL. Naprzeciwko Jordana Magic ówczesny władca asyst. Linijka Michaela z 5 gier przeciwko Lakers: 31,2 pkt., 11,4 ast., 6,6 zb., 2,8 przechwytu i 1,4 bl.

Oladipo – powoli zrzucał rdzę. W spotkaniu z Celtami widzieliśmy Victora grającego prawie tak jak przed kontuzją 9/16 z gry, 5/7 za trzy, 7zb., 4 ast., 1bl., 1prz. i 27 pkt. Dobry występ, ale niestety nie zobaczymy go w Orlando. Chodzą słuchy, że jednak zobaczymy. Piękny Victor stwierdził, że nie może odbierać ludzkości widoku jego boskiego oblicza i najprawdopodobniej zagra w Orlando. Dziękujemy ci Vic.

Zion – szczodry chłopak wspomógł pracowników NOP. Idzie kolejne pokolenie, być może nieco inne niż kolesie w typie fanów maksymalnych kontraktów bez względu na wszystko.

200 – bloków i przechwytów w jednym sezonie zanotował tylko jeden gracz w historii. Olajuwon.

Sixers – wszystkie mecze zagrają na wyjeździe. Rodzi się pytanie czy zdołają wygrać choć dwa  z nich. Przypomnę, że poza własną halą mieli zatrważający bilans 10-24.  Cheerleaderzy  z Phily są strasznie wstydliwi poza swoim podwórkiem.

Heat – oni również poza swoją hala nie błyszczeli jak miliony monet, ani nawet jak łysa glaca mojego brata. Bilans 27-5 w domu i 14-19 nie jest tak fatalny jak u Sixers, ale dupy nie urywa. U siebie lali wszystkich m. in. Bucks, Toronto i Sixers. Na wyjazdach byli jak kuracjusz z sanatorium dawali każdemu chętnemu do brania. Czy mogą zaskoczyć w PO? Mogą, ale nie będzie łatwo. Najbardziej brak im doświadczenia choć to się poprawiło wraz z przyjściem Igoudali i Crowdera. Jednak Duncan, Nunn, Herro, Jones Jr. mają łącznie zero występów w PO. Adebayo – 5 gier.  Z drugiej strony to nie będą PO jakie znamy, nie będzie własnych hal, publiki itp. i może się okazać, że młodość weźmie górę. Jest jeszcze kwestia Jimmiego prawdziwego MF Butlera. Dzieciaki będą patrzeć na niego, a on nie pęka przed nikim, więc tylko niebo jest limitem.

Jokić – zrobił to o czym myślałem i pisałem. Schudł. Zobaczymy teraz jak to będzie wyglądało w jego wykonaniu. Wbrew tym wszystkim, którzy twierdzili, że dobrze być pączkiem itp. ja uważam, że zamiana tłuszczu na mięśnie zawsze jest korzystana. Najprawdopodobniej pozwoli mu to w czwartych kwartach oddychać bardziej jak sportowiec, a nie jak pacjent odziały gruźliczego. Jokić to klasa sama w sobie i jest o jednego klasowego gracza od tytułu. Kogoś kto dopełni i wykorzysta jego talent. Musi to być ktoś lepszy niż Murray. Ktoś dobry w obronie i rewelacyjny w ataku. Ktoś kto da mu więcej miejsca i przede wszystkim więcej regularności na najwyższym poziomie. Bradleya Beal’a chętnie bym zobaczył u jego boku.

3 – tytuły z trzema różnymi drużynami mają na swoim koncie tylko dwaj zawodnicy Robert Horry i John Salley. LBJ i Kawhi mają spore szanse dołączyć do tego grona.

1 – Horry jest jedynym graczem, który ma 7 tytułów i nie był członkiem legendarnej ekipy Celtów.

10 – punktów ławki Celtów z Pacers. Gdyby istniała liga rezerw, zajęliby ostatnie miejsce.

Irving – jego największą wadą jest to, że będąc idiotą myśli, że jest mądry.

MIP – dla mnie Ingram lub Tatum i Brown. Rozpatrywałbym jeszcze Adebayo, Sabonisa oraz Lonzo Ball’a. Tatum i Adebayo grają trzeci sezon w lidze, Brown, Ingram i Sabonis 4. Fantastyczny sezon rozgrywa Graham, ale to jest drugoroczniak, więc kiedy ma się rozwijać jak nie teraz. Brown jest w cieniu szalejącego Jasona, jednak warto spojrzeć w jego stronę nie tylko przez pryzmat statystyk.

Starks – John. Miał naprawdę niezłą karierę. Tytuł Szóstego gracza, 1 All Star Game, finały na koncie, przyjemne linijki, mocarne wsady, ale jak o nim myślę, to zawsze w pierwszej kolejności widzę ten jego fatalny występ w G7 finałów 1994 roku. 2/18 z gry, 0/11 za trzy i ta kretyńska postawa w stylu mentalności Mamby. Te bezsensownie forsowane i odpalane rzuty, ten brak pomyślunku, te wstrzymywane łzy i to spojrzenie Pata Railey’a. Klasyka.

źródło: YouTube/Ginu

Bucks – są głównymi, lub jednymi z głównych kandydatów do tytuły we wszystkich rankingach. Wiem, że grali świetnie w RS mieli najlepsze tempo akcji, najlepszy rating defensywny, najlepsza defensywna zbiórka, najlepsza średnia punktów w meczu, najwięcej zbiórek. Potrafią rewelacyjnie rozciągać grę, są atletyczni, mają Giannisa, który według znacznej części ekspertów zdobędzie zarówno MVP jak i DPOY itp. Jednak dla mnie oni mają za mało twardzieli na mistrza. Bledsoe pęka, Middleton również nie lśni w grach o najwyższą stawkę, a wręcz znika jak poranna mgła w promieniach słońca. Grek to Grek, jest świetny i ma potężny talent jednak zarówno poprzednia playoffs (seria z Toronto) jak i MŚ pokazały, że ograniczenie jego poczynań nie jest niemożliwe. Uczynił postęp w tym sezonie, jednak wciąż jego gra w głównej mierze opiera się o to samo co wcześniej, o jego kosmiczną fizyczność. W związku z czym spowolnienie go nie będzie wymagało wymyślenia wszystkiego od nowa. To nie jest LBJ, który rozegra piłkę i obsłuży kolegów genialnym podaniem. Nie odbieram mu jego mocy jednak on potrzebuje, według mnie, lepszych kompanów aby zdobyć tytuł. Oczywiście Bucks dokonali transferów, jednak czy to są ruchy na mistrza? Czy gracze, którzy doszli będą wystarczający? Być może, jednak dla mnie najsłabszym ogniwem są Bledsoe i  przede wszystkim Middleton. Eric lubi zniknąć gdy potrzeba go najbardziej. O serii z Bostonem w PO 17/18 nie ma co wspominać, ale w zeszłym roku w serii z Toronto kolejny raz zagrał jak PLK master notując 10,2 pkt., 30% z gry, 16% za trzy podczas epickich 29,5 minuty spędzonych na parkiecie. Władca efektywności. Drugi z asów Bucks – Middleton – teoretycznie gra świetnie i nie ma się czego czepiać. Kris zaliczył drugi piękny sezon. Był znów All Starem i drugim najważniejszym graczem najlepszej ekipy tego sezonu. Notował prawie 50/40/90 – 49,9/41,8/90,8. Jest specem do złap i rzuć. Potrafi zagrać mocne spotkania jak z Wiz – 55 pkt. i 40 pkt., czy z Suns 39 pkt. Ale gdy przychodzi czas twardego grania jak w serii z Toronto gdy Krzyś został przyciśnięty mocniej przez obronę Raptorów notował 13,7 pkt., 41% z gry, 34,5% za trzy i 50,5% z linii. Można powiedzieć, że wyparował na 5 z 6 gier tej serii. Tylko mecz nr 4, w którym zdobył 30 punktów to był poziom, na jakim powinien grać cały czas. Oczywiście może być tak, że w tych PO obaj będą rewelacyjni i w najważniejszych momentach zagrają niczym Shaq, jednak mam co do tego poważne wątpliwości.

Turniej – pozostałych 8 ekip, które nie będą grały w Orlando bez zmiany zasad przyznawania numerów w drafcie zmieni się w walkę tych, którzy chcą przegrać bardziej. To mogło by być nawet ciekawe. Gdyby wygrany dostawał nr 1 to GSW przybyliby w pełnym składzie i pozamiatali.

Faworyci – moi to LAC, zwłaszcza teraz wraz z wypadnięciem zarówno Bradley’a jak i Rondo ze składu Lakers. Wypadnięcie Rajona dodatkowo obniża moc Howarda w drugim składzie i ogranicza możliwości rotacyjne trenera Vogel’a. LAL tracą na głębi, a panowie Smith i Waiters to nie jest to czym można atakować, a przede wszystkim bronić LAC i myśleć o wygranej. Z drugiej strony ten RS i te PO to będzie eksperyment i może okazać się, że mistrzem zostaną Denver bo są młodzi i podczas przerwy najlepiej utrzymali formę fizyczną. Typowanie będzie trochę prostsze po tych  pozostałych grach RS. Nie wiadomo jak gracze zniosą pobyt w Orlando, jak będzie im się grać bez publiczności. Dochodzi jeszcze aspekt braku przewagi własnego boiska. Rozstawienie nie będzie miało znaczenia i to może skłonić np. LAC do potraktowania tego mini sezonu zasadniczego jako treningów 5 na 5. Bez spiny i walki o każda piłkę. Bo czy to pozycja nr 2 czy 5 – to nic nie zmieni i tak wszystkie spotkania rozegrasz w tym samym miejscu.

Bogdanović – Bojan wypadł ze składu Jazz i tym samym ich szanse na jakikolwiek sukces są drastycznie małe. W PO rywale zrobią to co zrobili rok temu czyli udupia Donovana i cały ten Jazz ucichnie jak hejnał mariacki.

Ariza – zrezygnował z występów w Orlando argumentując to opieką nad synem. Prawo do zajmowania się nim wywalczył w sądzie. Od razu odezwało się paru kanapowych głupków, twierdzących, że to oficjalna wersja, a tak naprawdę jest leniwy. Świat jest pełen pustogłowych kolesi, którzy myślą, że koszykówka jest najważniejsza.

Na koniec bonus dla wytrwałych. Moich słów kilka(set) o serialu LAST DANCE.

Last dance – obejrzałem i zacznę od tego, że to w żadnym wypadku nie jest serial dokumentalny o ostatnim sezonie Bulls z Jordanem w składzie. To jest myśl przewodnia, przewijająca się przez wszystkie odcinki, na bazie której powstał 10 odcinkowy film o ……Michaelu Jordanie. Nie jest to też serial dokumentalny, bo dokumentu nie może robić/produkować/współprodukować ktoś o kim jest film. Zawsze wychodzi z tego laurka, nigdy rzetelny projekt. Poza tymi dwoma aspektami nie ma się do czego przyczepić. Jest to świetnie zrobiony serial na cześć Michaela Jordana. Było wszystko co powinno być. Były gadające sławy, było slow motion, były świetne zdjęcia, wstawki z genialnych gier. Druga sprawa to, że dla ludzi takich jak ja, którzy  dorastali w latach 90 i przeżywali wówczas swoją młodość ten serial jest niesamowity. Pozwala powrócić do tamtych chwil na wielu płaszczyznach. Nie tęsknię za nimi bo teraz jestem totalnie szczęśliwy, ale miałem świetną młodość, wiec przypomnieć ją sobie jest bardzo przyjemnie. Wszystkie te finały Byków które wspominają w serialu oglądałem na żywo. Pamiętam te emocje o 4, 5 na ranem. Pamiętam te rzuty jak Paxona w game 6. Pamiętam mecz numer trzy serii Suns vs Bulls po którym bez spania poszedłem do szkoły. Pamiętam serię z Sonics i pamiętam ostatni mecz finałów w 1998 roku. Dla młodszych jest świetnie zrobionym serialem, który pozwoli im po części zrozumieć co my mamy na myśli mówiąc Jordan był/jest najlepszy. Teraz nikt nie jest na tym poziomie sławy, medialności. Nie chodzi mi o to, że nikt mu nie dorównuje, choć to też, ale głównie dlatego, że newsów, wiadomości, źródeł jest po prostu za dużo aby ktoś mógł być na takim poziomie. Wszystko się rozmywa, a celebrytów i gówna w tym stylu jest jak psów. Po trzecie; Podobał mi się fragment o ojcu. Niesamowita więź Jordana z ojcem. Aż łza się w oku kręci, nie tylko Michaelowi gdy o nim mówi. Sam mam syna, kocham go bardzo i uwielbiam spędzać z nim czas, poza tym wychowywałem się bez taty więc wiem co straciłem. Specyficzne połączenie ojca z potomkiem jest niepodrabialne. Musi się opierać na miłości, miłości i jeszcze raz miłości. Miłości pełnej szacunku, zrozumienia i mądrości. Syna nigdy nie oszukasz, nie możesz tylko mówić jaki ma być. Musisz sam zaświadczać swoją postawą, swoimi czynami, że twoje słowa są prawdziwe. Syn inaczej niż córka patrzy na ciebie krytykancko, nie będzie ocieplał wizerunku, nie będzie koloryzował. Na szacunek i miłość gdy stanie się dorosły musisz zapracować każdego dnia. Nie ma nic za darmo. Ale jeśli Ci się powiedzie to nagroda będzie wspaniała. Czwarta sprawa to narzekania Granta, Pippena i innych, że za mało jest o nich. Być może, ale tylko MJ mógł to sprzedać. Tylko on jest kimś dla wszystkich. Nie Pippen, nie Rodman, Jackson itp. Oni są ważni tylko dla fanatyków kosza i starych pierdzieli co dorastali w tamtych czasach. A Mike to Mike. Po piąte; fantastyczna ścieżka dziękować. Utwory dobrane po mistrzowsku. Przeplatające się numery hip-hopowe jak Naughty by Nature, Coolio, LL Cool J, Outkastu czy A Tribe Called Quest okraszone Beastie Boys  i najlepsze intro wszechczasów przy którym wchodzili gracze Bulls na parkiet pozwalają mocniej poczuć klimat tamtych lat, a młodszym widzom odkryć cała masę świetnych kawałków. Po szóste; OKRZYK Byków przed meczem. Zawsze mam ciarki What time is it? …..GAME TIME !!!!!!! Po siódme; Jordan to świr. Jordan nie był miłym gościem, nie był wspaniałym kolegą z drużyny, przyjacielskim, opiekuńczym i grzecznym. Ale ci którzy z nim grali chyba nie mają powodów do narzekań. 6 mistrzostw, wagony wygranych spotkań, wspaniałe mecze, genialne występy. To nie kółko wzajemnej adoracji, to zawodowa drużyna sportowa, której nadrzędnym celem jest wygrywanie i jeśli ceną jest to, że lider nie ma usposobienia żaby Kermita to ok, w domu przytuli cię żona. Z drugiej strony wiesz, że on daje z siebie wszystko, jest zawsze pierwszy na linii boju. To nie gość który zgrywa lidera i pokrzykuje na treningach, a podczas gier daje dupy. To Mike, człowiek demolka, człowiek zwycięstwo. Po ósme widać, też jak los nawet nieświadomie, w myśl zasady,  że szczęście sprzyja najlepszym, pomagał mu. MVP dla Barkelya – ok niby nic, ale w finałach to dodatkowa motywacja. Dodatkowa chęć dla Jordana aby ich pokonać. Takich smaczków cały serial jest pełen. Z Drexlerem to samo. Jordan jasno mówił, że chce go upokorzyć i pokazać, że porównywanie ich obu to pomysł paranoika. Podobnie z Malone’m – MVP ok normalnie, ale kto jest prawdziwym MVP ty c…u. Pokażę ci.  George Karl minął go bez sowa przed game 1 z Sonics w 1996 i robi się od razu osobiście. Mike to fanatyk, który napędzał się sam, szukał motywacji wszędzie. Prawdziwy wariat. Po dziewiąte – Bad Boys. Ultra ekipa. Grali niesamowitą koszykówkę. Pokryli braki talentu czysta fizycznością. Byli pierwszą przeszkoda i pierwszym powodem świetności Bulls i Jordana. Przez swoją siłę, brutalność i zuchwałość zmusili Bulls do rozwoju. Do wszechstronnego rozwoju. Żeby ich pokonać nie wystarczało zdobywać punkty w widowiskowy sposób i mieć modne ubranka. Dzięki nim Bulls stali się mistrzowską ekipą, dzięki nim Jordan musiał zmienić swój styl gry. Stał się graczem bardziej drużynowym. Nie podali ręki po przegranej w finałach konferencji 1991 roku. To był błąd. To było słabe i będą z tym żyli do końca swoich sportowych dni. Ogólnie to błaha sprawa, ale w dyskusjach o sporcie będzie do nich wracał jak bumerang za każdym razem. Jednak bez nich nie byłoby ani Bulls, ani Jordana jakich znaliśmy. Last Dance rewelacyjny produkt, podany w najlepszym z możliwych momentów.

źródło You Tube/Lalo Markz

 

Dzięki za przeczytanie.

 

Kopiuj link do schowka