Blee i nieblee 17. Starcia tytanów.

10/03/2020

Dzień dobry, cześć i czołem. Przepiękny weekend za nami pełen dobrych spotkań między topowymi ekipami. LBJ wciąż nie powiedział ostatniego słowa i pokazał młodym, że jeszcze potrafi wywijać na parkiecie. Bronek co by o nim nie mówić w kosza potrafi grać, a przegląd pola ma na najwyższym poziomie. Ani Kawhi, ani Giannis nie mają podejścia w tym temacie do niego. Jest fizolem, ale jest fizolem wybitnym. Zapraszam na porcję peek-a-boo z NBA.

Wyścig – na zachodzie jest bardzo ciekawie. Miejsce 8 jest jedno i na dziś dzielnie bronią go Grizz z bilansem 32-32. Za nimi NOLA i Kings 28-36, PTB 28-37 i Spurs 26-36. Ostrogi się nie liczą. Ich szanse na PO oceniam na zerowe, grają tak beznadziejnie, że sraczki można dostać patrząc na nich. Koniec serii. Czas na zmiany, albo w obrębie zawodników, albo kadrowe, albo w klubowej restauracji. Statystycy stawiają na Pelikany, jednak Kings grają ostatnio bardzo dobrze 7-3/10 i nie można ich skreślić. PTB w moim odczuciu nie dadzą rady chyba, że Nurkić ich ocali. Na wschodzie nie ma żadnego wyścigu. Orlando 29-35 się obronią bo Wiz 23-40 są zbyt chimeryczni.

37 – szalonych i niewiarygodnych punktów Baynes’a. 9/14 za trzy, 16 zbiórek., 1 asysta, 1 przechwyt, 2 bloki. Suns zlali Blazers mocno utrudniając im potencjalny awans do PO.

Playoffs – ich zapach zaczyna unosić się w powietrzu. Jeszcze nie mocno, nie tak jak zapach czekolady wjeżdżając do Szczecina, ale czuć go delikatnie. Na pewno też o nich zaczęliście myśleć. Na dziś mamy takie pary Bucks vs Orlando – to będzie bardzo krótkie. Wyrwanie choćby jednego meczu przez ekipę z Florydy można uznać za duży sukces i nastąpi tylko jeśli Bucks będą zbyt rozprężeni. Druga para to Toronto vs Nets. Raptory spokojnie ich ograną. Oni umieją grać z minusowymi ekipami, jednak jeden, a przy mega farcie dwa mecze wygrane przez Nets są wielce prawdopodobne. A co będzie jakby wrócił niespodziewanie Durant ? Nawet na limicie czasowym, nawet tak dla żartu, ale przyznacie, że byłyby jaja jak berety. Dalej to już kogel-mogel. Na dziś mamy pary:  Boston vs Sixers i to jest fantastyczne zestawienie. Mam mokre sny gdy o tym myślę. Ostatni zestaw to Heat i Pacers. Z całym szacunkiem dla Pacers, ale nie dadzą rady. Na zachodzie równie dobrze, albo lepiej. Na dziś LAL vs Grizz. Dla Grizz to przygoda, doświadczenie i raczej szybka egzekucja, aczkolwiek nie stawiałbym na sweepa. LAC vs Dallas, wolałbym aby Clippersi w pierwszej rundzie trafili na Rakiety. W tym zestawieniu Dallas zostaną zniszczeni, nawet erupcja formy Donćicia im nie pomoże. Mavs nie mają nikogo na KL i PG. Oni ich rozjadą. Nuggets vs Rakiety. Tu będzie bardzo ciekawie i w moim odczuciu nie ma faworyta. Gdy siądzie mikrusom z Houston to Górale będą w tarapatach. Ostatnie zestawienie to Jazz i OKC. Stawiam na Grzmoty. Jazz grają słaby basket, a Thunder szaleją. Paul będzie grał bez presji ich zabije. On z OKC nic nie musi, a wszystko co osiągnie i tak będzie ponad stan. Będzie jak Hegemon i banda zbójcerzy.

Pomalowane – od sezonu 1996-97 najwięcej punktów z pomalowanego jako pierwszoroczniak zdobywa Zion, średnio 17,6. Za nim Griffin 13,8, trzeci Duncan – 13,1, za nim Simmons 12,7 i  piąty Okafor 12,5.

MKO – czyli Mistrzowie Klepania Ogórów. LAL zajmują drugie miejsce z bilansem 29-2 w spotkaniach z ekipami minusowymi, jednak królami i prawdziwymi władcami tej kategorii są Bucks – 37-2. Siła Wschodu.

37 – punktów Davisa z Sixers. Pierwsza kwarta 35:28 dla Philly, ale później Lakersi wzięli się do roboty i w drugiej wygranej 37:19 pozbawili tę zbieraninę z Philadelphii złudzeń.

Conley – jest lepiej. W meczu z Bostonem wręcz fantastycznie wszystko wyglądało. Mike zaszalał. 25 pkt., 9/16 z gry i 6/10 za trzy. Yupi. W ostatnim czasie Mike gra lepiej. Luty całkiem niezły 17 pkt., 4,5 zb., 4,5 ast., 45% z gry, 44% za trzy. W marcu jak na razie również nieźle 16 pkt., 47,5% z gry, 45,5% za trzy, 5,6 ast. Dobra gra Conley’a powoli przynosi efekty. Jeszcze w lutym Jazz byli z nim 3-5, ale w marcu są jak na razie 4-1.

41 – punktów Sextona z Celtami. W marcu odpalił jak fajerwerki w sylwestra. Średnio 31 pkt. 55% z gry, 37,5% za trzy, 3,8 zb., 4,5 ast., 1,8 prz. i 4,5 str. Bilans 2-2. Wygrali z Denver i tym czymś co zowią Spurs.

41 – punktów McColluma z Orlando. PTB wciąż walczą, ale szanse mają iluzoryczne.

Harden – tylko go pochwaliłem w rankingu MVP, a tu seria porażek i gra w jego wydaniu tak słaba, że mam chęć wydłubać sobie oczy. Przegrali z Knicks, James swoje 35 punktów rzucił, ale 36% z gry i 23% za trzy jest słabe. Nawet ponownie dobry Russ nie pomógł. Broda chyba pozazdrościł koledze formy i postanowił błyszczeć statystycznie nawet kosztem wygranych. Kolejne spotkania przekonują mnie, że właśnie tak jest. Harden forsuje, znów olewa obronę i odpala tragiczne rzuty, z tragicznych pozycji myśląc tylko o wyłudzaniu fauli. Cztery porażki Rakiet z rzędu i trzy z ekipami, które powinni lać bez mrugnięcia okiem. NYK, Hornets i Orlando. Z Hornets Broda 36% z gry i 18% za trzy i cudowne QD. Z Orlando 31% z gry, 30% za trzy. Czy on gra miesiącami ? Jeszcze warto oddać Jamesowi, że dzięki niemu Rozier wygadał jak All Star. Harden mentor.

QD – tak jest James prawdziwy MVP Harden zrobił to. 30 punktów, 10 zb., 14 ast. i 10 strat. Quadruple Double. Hurra.

65:34 – taki stosunek w zbiórkach był w spotkaniu Rakiet z Knicks. To są sutki uboczne miniballu.

Carmelo – Anthony. Trzeba mu to oddać, że nikt w lidze nie potrafi tak wyśmienicie, wręcz elitarnie pokazać kogo inni powinni pokryć, bo on nie zdążył wrócić do obrony. Jest w tej kwestii prawdziwym wirtuozem i  perfekcjonistą.

23/18/11 – Jokicia z Toronto. Potem jak patrzę na jego grę w spotkaniach takich jak z Cavs 8 pkt., 4/11 z gry, 8 zb., 8 ast., 4 straty, albo z Bucks w okrojonym składzie 10 pkt., 9 zb., 7 ast., 4/13 z gry to wiadomo, że nie wszystkie mecze traktuje serio. Mocno dziwi mnie czemu tak mało gra Porter Jr. dzieciak jest świetny a Malone korzysta z niego jakby się bał, że się zmęczy.

Gobert – w spotkaniu z Toronto grał na poziomie Trybańskiego. 32 minuty 6 pkt., 4 zb., 0 ast., 2 prz., 1 bl.

LAC – wciągnęli Nuggets jak zakochany kundel makaron. 35 asyst, 10 strat, 54% z gry, 46% za trzy i 90% z linii. Momentami bardzo ładnie im klika gra. Piątka startowa KL, Morris, Zubac, Beverley i George – mocna na tle Bryłek. Z Harrellem za Ivicę również ciekawa, taka smallballowa. Czyżby Clippersi postanowili zając drugie miejsce na zachodzie, aby z Lakers ewentualnie spotkać się w finale konferencji. W ostatnim Blee ponarzekałem na nich trochę, ale też patrząc z drugiej strony oni cały czas kręcili się w okolicach 2-3 miejsca na zachodzie. Wszystko to grając niepełnym składem, zaliczając wstydliwe porażki i nie pocąc koszulek. Mieli bilans podobny do Bostonu, a ich fani podnieceni są na maksa liczbą wygranych i uznają ją za wypasioną. To jest wynikiem oczekiwań w stosunku do LAC. Nazwiska w skaldzie tej ekipy predysponowały ich do rozegrania kozackiego sezonu, dużo lepszego niż ten trwający. Pewnie ilość wygranych w okolicach +65 byłaby w pełni satysfakcjonująca. Tu mamy trochę liczb odnośnie LAC: 10-1 w pełnym zdrowiu, gdy wszyscy gracze są do dyspozycji, 23-8 gdy grają Kawhi Leonard i Paul George, 20-5 gdy grają Kawhi Leonard, Paul George i Patrick Beverley. W meczu z Sixers, wszyscy byli obecni, a Clippersi męczyli się okrutnie. Wygrali, jednak jak na przetrzebionych chłopaków z Philly to pozwolili im na zbyt wiele. 49% za trzy, 50% z gry. Ech szkoda gadać. Tym bardziej, że w spotkaniu z Rakietami po prostu ich rozjechali. Leonard robił co chciał, bo kto ma go kryć w Houston ? PG robił co chciał, tylko że nie trafiał, ale to nie miało znaczenia. Pierwsze dwie kwarty to była masakra i końcowy wynik nie oddaje tego co się działo na boisku. To był pogrom. W trzeciej kwarcie HR byli 3/35 z dystansu. Harden zniszczony 4/17 z gry, 0/8 za trzy i też trochę śmiesznie brzmiał słowa Russa, że Beverley nikogo nie kryje tylko bezsensownie biega w kółko. Westbrook niby nastukał 29 punktów, ale 11/27 z gry nie robi wrażenia, w przeciwieństwie do LAC.

LAC vs OKC – pierwsza kwarta i po meczu. 38-27 wygrali ją Clippersi, aby dalej spokojnie kontrolować spotkanie. Dużo izolacji, mało podań, ot taki meczyk na rozluźnienie.

Hornets – wykorzystali braki kadrowe w Raptorach i zaliczyli wygraną nad Mistrzami NBA. To bardzo niedobrze, bo Rozier od tego momentu będzie uważał, że to on jest prawdziwym i jedynym mistrzem. W meczu z Hawks zagrał jak Terry Attack Rozier. Zaliczył 40 punktów, 15/26 z gry, 8/13 za trzy. Niestety Szerszenie dostały w tyłek.

25 – zbiórek Valanciunasa w spotkaniu z Kings.

Kings – trochę późno wzięli się do roboty, ale w ostatnich 20 grach (do meczu z DP) mieli 13 wygranych i nie można tego kłaść na karb łatwego kalendarza. Wygrali m.in. z LAL, LAC x 2, Grizz x 2  i Heat.

34 – asysty Atlanty z PTB. Rozbili dziadków jak chcieli. 15 asyst Younga i 42 odpalone trójki Jastrzębi. Rakiety z Atlanty też wiedzą co to szybka koszykówka.

Ingram – za końcówkę meczu z Heat. Fantastycznie zamknął spotkanie. To jest mój MIP w tym sezonie.

27 – minut potrzebował Giannis w spotkaniu z OKC na 32 pkt., 13 zb., 6 ast. Kosmiczny z niego atleta. Koszykarz dobry, ale atleta wybitny. On dominuje głównie dzięki warunkom fizycznym. Ja wiem, że on ciężko pracuje, rozwija się cały czas i nie spoczywa na laurach, ale jego koszykarskie podstawy to fizyczność. To jest jego DNA. On byłby świetny w wielu sportach bo jest fizycznym monstrum. Skok wzwyż ogarnąłby bez problemu, siatkówka również, MMA najprawdopodobniej też, pływanie, piłka wodna, ręczna. Można tak wymyślać i wymyślać. Dla kontrastu Donćić to jest koszykarski władca, podobnie Jokić, Magic, Bird wszyscy to urodzeni koszykarze, ale fizycznie nie mają/mieli szans równać się z Grekiem. Luka nie byłby świetny w siatkówce, może w pchnięciu kulą jakby masę zrobił. Dlatego Harden po części ma rację, ale nie docenia pracy włożonej przez Antka w swój rozwój jako gracza. Nie docenia z jak surowego drągala zmienił się w lidera bardzo dobrej drużyny NBA. Jednak nie bez przyczyny Giannis nie rzucił ani jednego punktu w czwartej kwarcie All Star Game. Kwarcie granej na serio przez najlepszych koszykarzy na ziemi. Nie bez powodu w finałach konferencji rok temu miał statystyki na poziomie 23 pkt., 44% z gry, 55% z linii i nie bez przyczyny Grecja została tak szybko udupiona na niedawnych Mistrzostwach Świata. Wysyłając Giannisa na linię, również niczym nie ryzykujesz, bo w tej kwestii jest beznadziejny. Najprawdopodobniej nie dowiemy się nigdy czy byłby wstanie zaciągnąć do finałów ligi drużynę na poziomie Cavs LeBrona Jamesa z sezonu 06/07, czy Phily Iversona z 2000/01 roku, a to byłby wspaniały sprawdzian jego talentu. Ja stawiam, że nie dałby rady. Nie zrozumcie mnie źle, ja go w żaden sposób nie dyskredytuję, nie umniejszam jego osiągnięć bo szanuje jego dominację, pracę, ale podobnie było z Shaqiem. On też nie był ulotnym koszykarskim tancerzem, który dominuje grę za pomocą swojego koszykarskiego umysłu, tego wewnętrznego talentu, który pozwala mu grać i wygrywać mimo pewnych braków fizycznych, w sensie nie bycia atletą doskonałym. Był bestią, która niszczy, która dominuje przede wszystkim fizycznie i dlatego przegrał z Olajuwonem, który może nie był aż tak takim potworem, ale porobił go właśnie na IQ. Co do jego MVP to Karl Malone też dostał, ale czy był lepszy niż Jordan ?

41/20/6 – punkty/zbiórki/asysty Greka z Hornets. Monstrum. Potem przychodzą takie mecze jak ten z Heat, gdzie dobra taktyka obronna i odpowiedni skład ludzki powoduje, że Grek nie wygląda już tak strasznie. 6/18 z gry, 0/4 za trzy, 3 asysty i 3 straty. Zapieprzający po całym boisku ziomale z Heat, zamykają środek, kryją strzelców, utrudniają penetrację, walą trójki i wszystko to robią jednocześnie. Hmm i co teraz ? W drugiej rundzie para Heat vs Bucks byłaby wymarzona.

38 – punktów Porzingisa z Minny. 13 zbiórek, 4 asysty., 1 prz., 5 bloków.  Świetny jest ten gość. Cały czas boje się jednak, że nieco za chudy.

LaVert – pokonał Boston. 51 punktów 17/26 z gry i 5/10 za trzy i 5 asyst. Wziął sobie chłopak do serca moje uwagi i nie ceglił. 37 punktów załadował w 4 kwarcie i dogrywce. Był wówczas 13/17 z gry. W pierwszej rundzie PO to byłaby przyjemna para. Caris w spotkaniu z ekipą budowlańców z Teksasu zaliczył TD. 27/11/10 a Nets pokonali Spurs.

Toronto –  w 6 pokonali Suns. 5 graczy +11 pkt., a 4 +19.

Hassan – Whiteside czuje się obrońcą roku. Super. Ja czuję się ultra biegaczem roku, ale nie wiem co na to fakty.

Rakiety – nie dały się załatwić Zielonym ludzikom z Bostonu, ale nie było łatwo bo Celtowie też mogą wyjść nisko i szybko, bardzo szybko. Dokładają do tego świetną obronę, ale Rakiety mają teraz w swoich szeregach wyśmienitego defensywnego dyrygenta. Covington. Widzieliście jak ich ustawia, jak cały czas pilnuje szeregów. Fantastyczna robota, to może być brakujący element w układance ekipy z Houston. Szybki, walący trójki, elitarny obrońca. Z  Bostonem miał 16 zbiórek, 3 bloki i 16 punktów, 50% z gry, 40% za trzy. Nie możemy zapomnieć o Russie. Momentami wychodził z niego stary Russ, ale nowy potrafił nad nim zapanować i siał okrutne spustoszenie w szeregach Celtów. Wjeżdża jak w masło. Bardzo podobały mi się kozackie obronne pojedynki Browna z Hardenem. Piękna sprawa. Boston popełnił błąd i dał się wciągnąć w bezsensowny strzelecki pojedynek. Przestali grać swój basket i poszli na wymianę, a gdy Rakietkom siedzi nie ma szans tego wygrać, a wtedy im siedziało. Osobny temat to ławka Zielonych.

4 – punkty ławki Celtów w spotkaniu z Rakietami. He he he, do dziś mnie to śmieszy. Cztery punkty.

7/9 – Beal’a z dystansu w spotkaniu z GSW. 78% za trzy. Szaleństwo. Wiz trafili 67% trójek w tym spotkaniu. Wygrali. Z Hawks Beal 7/10 za trzy, Wiz wygrali.

Lonzo Ball – 7/10 za trzy w spotkaniu z Minny. 7/11 z Dallas. Oba mecze w plecy.

Curry – wrócił. Nie musiał, ale chciał. W debiucie 3/12 za trzy, 3/4 za dwa i 23 pkt, 6 zb., 7 ast. i 1 strata. Zabawa też była. Fajny czas dla niego, może grać bez przejmowania się o wynik. Czysty szoł.

37 – punktów Normana Air Powella w spotkaniu z GSW. 31 z Kings. Norm jest w gazie.

22 – punkty Ojeleye z Cavs. Ciekawe co na to kibice Bostonu ? Czy mogli zasnąć ?

$ – gracze GSW, którzy zagrali z Sixers bez Wigginsa zarabiają za obecny sezon łącznie 6,5 mln $. Licząc Wigginsa, cały skład Warriors zarabia około 34 mln $. Tobias Harris zgarnia za ten sezon 31 034 483 $. Horford 28 mln $. GSW wygrało z Phily.

Christian Wood – z Pistons. 1,6 mln $ za sezon. W lutym 19 pkt., 52% z gry, 39% za trzy, 9 zb. W marcu już na ostro 25 pkt., 58% z gry, 37% za trzy, 10 zb. To są fantastyczne historie NBA, tacy kolesie znikąd, którzy potrafią tak zaszaleć.

35 – punktów Terrenc’a Rossa z Heat. 12/18 z gry, 8/10 za trzy. Trzymał całe Orlando w grze. Linijkę ma zabójczą 34 minuty, 35 punktów, 1 strata, 2 faule i nic więcej. Mistrz.

17% – z dystansu Nets w starciu z Grizz. 7/42. Mamba mentality.

MOC – Lakersi w trybie playoffs załatwili Bucks i Clippers. Nie biorą jeńców i jadą ostro. W ćwiartowaniu Koziołków głównym machającym tasakiem był LeTatko. 37 punktów, mimo fatalnej skuteczności z dystansu 1/7, dodaje nieco kolorytu wygranej Lakers. Dzielnie asystowała mu pielęgniarka przełożona Anthony Davis 30 pkt. LAL w pierwszej połowie starali się grać drużynowo, ale efekty były niezadawalające, więc w trzeciej włączyli tryb bronimy wszyscy, ale w ataku szaleje LBJ + AD. Zadziałało wyśmienicie. Piękna seria akcji w trzeciej kwarcie dała wynik 18-0 i mocno nadkruszyła szanse na zwycięstwo Bucks. Właśnie wtedy Lakersi zamknęli środek i odcięli Giannisa od zdobywania punktów, a niemoc strzelecka reszty ekipy z Milwaukee dokończyła dzieła. Trzeba wspomnieć o genialnym wyniku Greka z linii – 11/14. Duże brawa.

42:0 – są Lakers gdy prowadzą po trzeciej kwarcie.

LAC vs LAL – nie da się wygrać meczu z takim rywalem, gdy twój najlepszy gracz ma 0, słownie ZERO asyst. Kawhi Leonard nie podał w ciągu 37 minut ani razu. To najgorszy jego mecz w tym sezonie. Był świetnie broniony, podwajany bardzo często i zamiast robić to co robi w takich sytuacjach LBJ grał piach i forsował izolacje. 12 asyst Clippers to żart paranoika. Co gorsza mieli aż 15 strat. Lou Williams przyciśnięty przez fizyczną obronę Lakersów zniknął jak bałwan w piekarniku. 28 minut, 7 pkt., 3/11 z gry. Jedynym, którego gra się broni był Paul George. Niestety reszta ekipy całkowicie nie dostosowała się do jego poziomu, jednak w największym wymiarze to Leonard zawalił ten mecz. Lider nie może tak grać. Za karę powinien oglądać to spotkanie przez trzy tygodnie. Generalnie LAL nie zdominowali tego meczu aż tak bardzo jak powinni. Mimo świetnego występu LBJ i AD mecz wygrał Bradley. 24 pkt., 6/12 za trzy i kosmiczna trzecia kwarta w której trafił 4 trójki na 6 odpalonych. Jest 2:1 w bezpośrednich spotkaniach tych drużyn i jest ciekawie. Dobrze, że Lakers to wygrali, to doda ich ewentualnemu spotkaniu w PO kolorytu. Nie ekscytowałbym się aż tak bardzo tym zwycięstwem. Jest ważne jednak to tylko jeden mecz. Wyszedł Jeziorowcom, ale wciąż jest 2:1 dla LAC w spotkaniach tych dwóch ekip. Mecz nr 4 10 kwietnia, jednak istnieje obawa, że wówczas składy będą już mocno przerzedzone.

39 – gorących punktów Krzysia pękam w playoffs Middletona w przegranym starciu z Suns. Skuteczność z dystansu marna 3/10. Z drugiej strony Rubio zaliczył TD – 25 pkt., 13 zb., 13 ast, a Booker załadował 36 pkt. 13/17 z gry i 4/6 za trzy.

OKC – 8-2 w ostatnich 10 grach. Porażki tylko z absolutnym topem czyli Bucks i LAC. Denver załatwili, NOP też, Boston również. W tej ekipie dobre jest to, że potrafią wygrywać nawet gdy grają co najwyżej średnio.

37 – punktów Jrue Holiday’a w spotkaniu z Minny. 9 zb., 8 ast.

Klub Dziurawych Rączek:

6 – Donćić, Russ, Booker x 2, LBJ, Zion, Russ, Ball, D. Fox, C. Paul, C. Wood, Sabonis, Jokić, Morant x 2, Sexton, Dinwiddie, T. Young,

7 – T. Young, Donćić, Sabonis, L. Ball, Sexton,

8 – Russ,

 

 

Dzięki za przeczytanie.

Kopiuj link do schowka