Blee i nieblee 13. Półweczka zrobiona.

27/01/2020

Czołem Panie i Panowie. Dziś blee nieco w cieniu śmierci Kobe Bryant’a. Miało pojawić się w piątek, ale w zwiazku z brakiem komunikacji w redakcji jest dziś (Naczelny w ramach oszczędzania energii zaprzestał używania maili). W związku z czym część informacji jest lekko niekatulanych, także czytacie na własną odpowiedzialność. W lidze pojawiły się drobne transfery, pojawił się Zion, Kyrie nie przestaje przegrywać, są pierwsze piątki All Star Game i są Bucks. Połowa sezonu za nami. Sezonu, który w moim odczuciu jest świetny. Zachód jest bardzo ciekawy i zapowiada się, że walka o playoffs będzie trwała do samego końca, a potencjalne pary również będą ekscytujące. Wyobrażacie sobie zestawienie LAL vs Spurs ? Witam po raz kolejny w moim, a raczej naszym świecie NBA i zapraszam do czytania.

Kobe – szkoda go tak jak wszystkich, kórzy odchodzą za wczesnie.  Najbardziej jednak szkoda tych dzieciaków, które zginęły w tym wypadku.

Bucks – trochę po cichu i w cieniu bo to nie Los Angeles, trochę z niezauważeni, pomijani i niedoceniani bo to tylko Bucks, trochę zapomniani, a przecież oni rozgrywają jeden z najlepszych sezonów w historii ligi.  Po 41 grach mieli bilans 35-6 (teraz po 45 spotkaniach maja 39-6 ) i był to 7 wynik wszechczasów. Lepsi byli tylko: Bulls w sezonie 95/96 – 38-3, Lakers 1971/72 – 38-3, Warriors 15/16 – 37-4, Sixers 1966/67 – 37-4, Pistons 05/06 – 36-5 i dwa razy Bulls, 96/97 i 91/92 również 36-5. Taki sam wynik 35-6 zrobili jeszcze Warriors w sezonie 16/17 i 14/15, Spurs 15/16 i 10/11, Sixers 82/83 i Blazers 77/78. Razem jest to 14 ekip, 8 z nich to również mistrzowie. Czy Bucks będą 9 dowiemy się w czerwcu. Tytuły zdobyli Bulls x 3, Lakers, Sixers x 2 oraz Warriors 16/17 i 14/15. Z statystycznego punktu widzenia wynik Bucks daje im prawo do celowania w sezon zakończony 70 wygranymi. Jest to wynik realny do osiągniecia, pod warunkiem, że Koziołki nie zluzują pod koniec sezonu, aby dać odpocząć najważniejszym zawodnikom. Z drugiej strony może to nie być potrzebne bo po wielokroć oni nie grają nawet trzydziestu minut w spotkaniu (w ostatnich 7 grach Giannis spędza średnio na boisku po 25 minut). Ułatwieniem dla Koziołków jest fakt, że występują na wschodzie. Liczba drużyn nie reprezentujących żadnego poziomu jest bezdyskusyjnie wyższa niż na zachodzie. Jakże łatwiej jest rozegrać te wszystkie mecze z NYK, Hawks, Cavs, Wiz czy Hornets niż z PTB, Suns, Spurs, Pelicans czy nawet Minny lub Kings. Jednak nie tylko to decyduje o mocy, sile i świetności tej ekipy. Po pierwsze cały czas żmudnie i najczęściej nie patrząc na ewentualne konsekwencje rozwijają trójkę Giannisa. W zeszłym sezonie trafił 52 rzuty dystansowe. W tym ma już 69 celnych trójek. Jego moc w bezpośrednim sąsiedztwie kosza jest bezdyskusyjna, aczkolwiek możliwa do ograniczenia. Dodanie pewnej i stabilnej trójki przez Antka otworzy szereg nowych możliwości i uczyni z Bucks drużynę ekstremalnie trudną do bronienia. Sam grecki koszykarz jest mocno skupiony na rozwijaniu rzutu dystansowego. Jego ciągła praca wraz z Benem Sullivanem, asystentem Budenholzer’a, jest w pełni popierana przez całe środowisko Bucks. To może wydawać się głupie, ale ma znaczenie. Spójrzcie jak umarły rzuty dystansowe Giannisa pod wodzą Jasona Kidda, który zniechęcał go do tego, po jego obiecującym, w tej materii sezonie jako pierwszoroczniak. Aktualnie Grek trafia 32,2% swoich rzutów, w listopadzie 31%, w grudniu  39%, a w styczniu ponownie 31%. Jak widać stabilizacji wciąż nie ma, jednak jeśli na playoffs będzie to pewny poziom średniej ligowej, zrobi się wówczas naprawdę ciekawie. Szkoda tylko, że w natłoku zajęć Antek nie pokusi się o podniesienie beznadziejnie żenującej skuteczności z linii – 60%. Druga sprawa to skład. Bucks są świetni zarówno z Giannisem na parkiecie jak i bez niego, mimo że mają tak na prawdę jednego pełnowartościowego All Star. Middleton brał udział w ASG, ale na zasadzie – na bezrybiu i rak ryba. Bez niego Koziołki mają Net rating na poziomie +6,8 pkt. na 100 posiadań, co daje im piąte miejsce w lidze. Ich defensywny wskaźnik bez Antka jest na poziomie 103,3 pkt. Daje im to możliwość potężnego ograniczania minut rozgrywanych przez ich lidera. Dla porównania LAL bez LBJ’a mają Net rating minus 5,7, Rakiety bez Hardena minus 2,4, LAC bez KL +0/6, Sixers bez Embiida +0,7. Bucks mogą grać świetnie przez całe 48 minut, praktycznie niezależnie od ustawienia. Mają zarówno wśród starterów jak i rezerw, zawodników potrafiących i chcących grać w obronie. Dodanie do składu Robina Lopeza było strzałem w dziesiątkę, a gracze tacy jak DiVincenzo czy Sterling Brown mają obecnie lepsze defensywne notowania niż Giannis (co oczywiście nie znaczy, że są lepszymi obrońcami). Trzecia sprawa to obrona kosza, którego Koziołki bronią lepiej niż ktokolwiek inny. Ograniczają przeciwników do żałosnych 44,5% trafianych rzutów za dwa. Drudzy w tej kwestii są Nets (Allen i Jordan robią robotę) z wynikiem 49%. Mają trzech najlepszych obrońców obręczy w lidze. Spośród 66 graczy, którzy bronili co najmniej 100 rzutów w tym sezonie pierwsze trzy miejsca wg Second Spectrum, zajmują kolejno Giannis, Robin Lopez i Brook Lopez. Obrona połączona z naprawdę dobrze ułożonym, wszechstronnym atakiem pozwala im pędzić od wygranej do wygranej. Bucks są trzecia ekipą od 2000 roku, która jest w pierwszej trójce zarówno w obronie jak i w ataku. Pozostałe to Warriors z sezonów 14/15 i 16/17. Oba to składy mistrzowskie. Czwarta sprawa to doświadczenie. W tej kwestii najlepszy materiał do przemyśleń dają głównie porażki, dlatego zeszłoroczna przegrana w playoffs była bardzo cenna dla Koziołków. Jak na razie widać, że wyciągnęli z niej wszystko co należało. Poza tym większość wielkich drużyny zaczynały od potknięć. Warriors w sezonie 13/14 zostali pokonani przez Clippersów w pierwszej rundzie. Następne pięć lat wszyscy mamy w pamięci na świeżo: trzy tytuły i pięć finałów. Jordan i Bulls odbijał się od finałów do jego 28 urodzin, ale wciąż próbowali, wciąż udoskonalali ten projekt. W końcu zaskoczyło i to jak. Teraz jesteśmy świadkami powstawania mocarnej ekipy z Milwaukee i zobaczymy czy ten koncept zakończy się mistrzostwem i czy poradzą sobie w playoffs. Szanse mają naprawdę wielkie bo na wschodzie poważnych konkurentów teoretycznie brak, a na zachodzie istnieje spora szansa, że finalista będzie mocno poobijany i zmęczony. Jednak PO to zupełnie inna bajka i  nie wszystkie rewelacyjne ekipy z sezonu zasadniczego stają się równie dobre w playoffs, ale to już opowieść na inne blee.

Trio – po raz pierwszy od czasów Glenna Robinsona, Sama Cassella i Raya Allena trzech graczy Bucks zanotowało +25 pkt w jednym spotkaniu. Antek, Eric i Kris.

Bucks vs Boston – w pierwszej połowie Bucks ich zniszczyli, to było jak spotkanie kanibala Pudziana z agresywnym weganinem masochistą o wadze 36 kg. Bucks w pewnym momencie mieli 90% skuteczności z dystansu, skończyli na 51%. Osiągnęli 27 punktów przewagi czyli była to całkowita, bezdyskusyjna dominacja. Prawdziwa odziana w lateks domina. W drugą połowę Kozły poświeciły na ćwiczenie ustawień, nowych pomysłów, generalnie ich mecz zamienił się w trening. Jednak trzeba docenić Celtów, że nie złożyli broni i walczyli do końca i koniecznie chcieli wygrać ten trening Koziołków. Prowadził ich Kemba i jego 40 pkt., 11 zb., 3 ast. i tylko 2 straty. Wielka szkoda, że zabrakło Browna, a Tatum zagrał jak kolo z U14. Marcus Smart jest wielki i nic tego nie zmieni. Bez niego ten zespół byłby tylko zespolikiem.

Hill – Dżordżio w meczu z Bostonem 3/3 za trzy, z Nets 2/2. W tym sezonie ma 6 gier ze 100% skutecznością z dystansu. Ale z niego wariat.

DiVincenzo – 17 wybór draftu, drugi sezon w lidze, gra jak weteran z wieloletnim doświadczeniem w playoffs. Naprawdę wesoły z niego białas.

Boston vs LAL – nie wyszedł ten mecz. W pojedynku drużyn, które w moim odczuciu nie namieszają w playoffs Zieloni zdmuchnęli Lakersów jak pyłek z szyby. Łomot był srogi i okrutny, a Jeziorowcy wyglądali jak Los Angeles Hawks. Musze przyznać, że perwersyjną przyjemnością było oglądanie jak Boston ogranicza Davisa i czyni z niego Macieja Lampe.

+21,8 – w net rtg na 100 posiadań notuje startowa piątka Jazz bez Conleya. To najlepszy wynik w lidze spośród wszystkich składów, które zagrały ze sobą co najmniej 150 minut.

36 vs 36 – Kawhi kontra Luka. Obaj pokazali jak potrafią być zabójczo nieskuteczni z dystansu. Leonard zaliczył wieśniackie 1/9, a Donćić niewiele lepsze 3/12. Sweet Lou ochoczo przyłączył się do pudłowania i był 3/11. Porzingis zawołał ja też tak chce i odpalił 1/8. Ten festiwal żenującej skuteczności wygrali LAC, którzy trafiali 32% trójek i 37% z gry. Mavs 43% z gry i 28% za trzy. Momentami oczy bolały od tego czegoś co działo się na boisku. Wyłamali się tylko Beverley 3/3 z dystansu i Curry 2/3.

4 – graczy w tym sezonie notuje +15 pkt., +7 ast. i +7 zb. Wiecie kto ? Ben Simmons, Russell Westbrook, LeBorn James i Luka Donćić. Można podkręcić próg minimalny do 25 pkt. i 9 asyst i zostanie dwóch. Bronek i Luka.

Kleber – w spotkaniach bez Kristapsa Maxi notował 12,3 pkt., 51% z gry i 44% za trzy, 5,7 zb., 1,6 bl.

Mykhailiuk – Światosław rządzi. W styczniu 14 pkt., 46% z gry, 44% za trzy. Skorzystał na tym, że Casey śmiało stawia na młodzież, nie gra o nic i padł Griffin.

Doumbouya – Sekou. On również skorzystał na aktualnej sytuacji Pistons i bardzo przyjemnie chłopak wygląda na boisku. W styczniu gra po 31 minut w meczu i radzi sobie nieźle. Wcześniej spędzał na parkiecie mordercze 3 minuty. Notuje 12,2 pkt., 49% z gry, 35% trójek, 75% z linii, 4,9 zb.

Zion – taki mieszany debiut. Trzy kwarty nad wyraz spokojne, wręcz nie do końca udane. Było trochę niepewności, trochę rdzy i trochę zwyczajnej tremy młodego gracza debiutującego w NBA. Potem nadeszła czwarta kwarta i to była eksplozja. Nie zawsze tak będzie, ale bardzo dobrze, że tak zaczął. Oczywiście szkoda, że nie wygrali, jednak z drugiej strony co za dużo to niezdrowo. 22 pkt., 4/4 za trzy, 8/11 z gry, 7 zb., 3 ast., 5 str. Nieźle.

61 – punktów Damiana Budynia Lillarda z GSW. Wygrali po dogrywce z Wojownikami, także nie ma dla nich nadziei. Dame był 11/20 z dystansu.

47 – punktów Lillarda z Dallas. Przegrali. Damian postanowił choć trochę sobie zrekompensować ten sezon waląc całe wiadra punktów.

Valanciunas – przedni i kozacki sezon gra Litwin. W stu procentach realizuje się jako aktor drugo/trzecio planowy w produkcji pod tytułem Grizzlies. Średnio 60% skuteczności z gry, 42% za trzy, 10 zbiórek, 2 ast., 1 bl., 15 punktów i wszystko to w 25 minut. Zalicza mocarne występy jak z GSW 31 pkt., 19 zb., czy z Suns 30 pkt. Równie istotne jest to, że świetnie dogaduje się z młodymi gwiazdorami Memphis.

40 – punktów KAT’a w przegranym spotkaniu z Bulls. Towns odkąd wrócił jeszcze nie wygrał. To musi boleć, bo on ostatni raz poczuł smak zwycięstwa 28 listopada.

T.J. Warren – mimo dwóch tragicznych występów z Heat i Jazz, odpowiednio 3 i 4 pkt. Zalicza rewelacyjny miesiąc. 53% z gry, 39% za trzy., 18 pkt. i nieopisany wkład w zwycięstwa Pacers.  Świetny sezon jak na razie w jego wykonaniu i na pewno nie cieszy go powrót Oladipo.

PTB – jest transfer. Oddali Bazemore’a a dostali Arizę. Właściwie nie wiadomo czy jakiś inny cel oprócz ustabilizowania sytuacji finansowej im przyświecał dokonując tego ruchu. Choć nikt nie przeczy, że Ariza potrafi być bardzo użyteczny. Playoffs w tym sezonie może się nie udać zrobić, więc i wpływy będą zdecydowanie mniejsze niż poprzedniej wiosny kiedy dotarli do finałów konferencji. Dla nich najważniejsze jest doczekać się powrotu Zacha, Nurkicia i całej reszty, ale nie wiem czy jak wrócą to będzie jeszcze możliwe uratować ten sezon.

Wiggins – muszę o tym wspomnieć. Andrzej wśród chujowizny, którą znów reprezentuje zaliczył TD. Co prawda w przegranym spotkaniu, ale jednak. 18 pkt., 10 zb. i 11 ast. z Toronto.

Norman Air Powell – postanowienia noworoczne Norma musiały być ostre i mokre. Na razie realizuje je w stu procentach. 6 gier, bilans 5-1 i gorąca jak sauna linijka. Średnio 24 pkt., 59% z gry, 53% za trzy, 94% z linii, 3 zb., 2,2 ast., 1,6 prz. Gratis dorzuca wsad za wsadem.

Ingram – Brandon to All Star.  W tym sezonie jest moim kandydatem do MIP. Jego osoba pokazuje też jakim trenerem jest Luke Walton. Miał takiego gracza pod nosem i totalnie nie potrafił z niego skorzystać ani wydobyć choćby 70% tego co teraz gra. Ani w czasach przed Jamesem, ani z nim, ani nawet wówczas gdy LeBron był kontuzjowany i można było poeksperymentować. W tym sezonie Ingram eksplodował, zalicza niesamowite spotkania jak ostatnio z Jazz, gdy zdobył 49 punktów prowadząc Pelikany do wygranej. To był wspaniały występ. Wspaniały pojedynek z Mitchellem, który zdobył 46 pkt., był 7/15 z dystansu. Ingram 3/8 za trzy i 15/25 z gry. Widząc, że Brandon jest w gazie reszta drużyny fantastycznie go szukała. Ależ to był występ. Poezja. Wsparł go Favors 10/12 z gry, co nie dziwi bo przecież to Jazz. Z LAC ponownie Pelikany zagrały dobry mecz. Przegrali, ale po dobrej walce. Ingram 21 pkt., 7 zb., 6 ast. Z Grizz kolejny świetny występ Ingrama. 25 pkt., 4 zb.,. 6 ast., 2 bl., 2 str. NOP po fatalnej serii 13 porażek w listopadzie i grudniu grają obecnie naprawdę zacny basket. Mają 11 wygranych i 6 porażek. Podczas tych wygranych czterech różnych zawodników było liderami punktowymi, czterech zbierało najlepiej i trzech podawało najlepiej. To zaczyna być naprawdę ciekawa, młoda i perspektywiczna ekipa. Ciekawi mnie czy NOP podpiszą Ingrama na dłużej czy dadzą odejść. Ciekawi mnie też czy Ingram gra tak bo walczy o kontrakt i potem sobie odpuści, czy jednak pozostanie na tym świetnym poziomie, będzie dalej się rozwijał i stanie się tym kim może być. Tym na kogo ma realne zadatki.

Sexland – czyli Sexton i Garland aka świrusów dwóch. 10/40 byli razem z gry w spotkaniu mocarną ekipą z Nowego Jorku.

Gallinari – on również w nowym roku ostro jedzie. 22,4 pkt., 43% z gry i 46% za trzy przy prawie 9 rzutach w meczu, 6,3 zb. Gallo  wymiata i nie wstydzi się tego pokazać. Nieco trudniejszy kalendarz Thunder przełożył się na bilans 5-4, ale i tak jest bardzo dobrze. Ciekawostką jest fakt, że bez niego OKC jest 6-1.

Błąd – a właściwie wielbłąd. W ostatnich minutach spotkania PTB kontra Mavs chłopaki z Blazers postanowili, że Donćicia będzie krył Bazemore. To był koniec szans na wygraną. Luka obdarł go ze złudzeń w sprawie defensywy. Załadował momentalnie 5 punktów w twarz i zamknął spotkanie. Donćić skończył z 35 pkt., 8/12 za trzy. Damian budyń Lillard skończył z 34 pkt., ale to było za mało

Kyrie – stwierdził, że Nets potrzebują zmian kadrowych. Kurwa ten gość to mistrz. On wie jak zjednoczyć drużynę. Wie jak ją scalić i stworzyć monolit, wie jak sprawić by chłopaki chcieli z nim grać i iść w bój. Z Irvingiem Nets są 5-11, bez 13-14. W spotkaniu z Lakers łopatologicznie widać było czemu tak się dzieje. Bez KI grali świetny basket, piłka chodziła, atak drużynowy, podania i niezła obrona. Z nim no cóż łomot non stop. Irving był -26, dodatkowo w obronie Kyrie również nie przepracowuje się specjalnie. Dla Atkinsona to jest, bez wątpienia ciężki sezon. On to wszystko wie, ale to jest NBA i gwiazdy nie możesz uziemić na ławie. To nie kadra juniorów województwa śląskiego.

Naczelny – dostąpiłem zaszczytu wpisu samego Naczelnego w moim artykule. Teraz mam +75 do zajebistości.

Rose – Derrick. Cały czas go obserwuję, ale albo czasu brak, albo zapominam o nim pisząc kolejne blee. Jednak dziś koniec z tym. Dziś Derrick będzie. Rose jest na oku kilku drużyn z wysokimi aspiracjami. Mówi się o Lakers, Sixers, LAC itp. Nic dziwnego DR gra świetny basket, wśród ustawień rezerwowych jest perłą, a i normalnie radzi sobie niezgorzej. Mam nadzieję, że trafi tam gdzie doleci w tym sezonie tytuł. Należy mu się tak zwyczajnie po ludzku, za całą swoją drogę.

Dwight Powell – wielka szkoda, że zakończył sezon w tak beznadziejny sposób jakim jest zerwany achilles.

Houston vs Thunder – kolejne starcie tych ekip i kolejny raz to było dobre widowisko. Do końca trzeciej kwarty wszystko szło zgodnie z planem gospodarzy. Rakiety prowadziły 16 punktami otwierając ostatnią ćwiartkę spotkania i rewanż za łomot w pierwszym pojedynku tych ekip był coraz bliżej. W 6 minucie czwartej kwarty wynik był wciąż wspaniały 100:85 dla Rakiet. Trzy minuty i dwadzieścia sekund później, podczas których OKC załatwili Rakiety 17-1 wynik zmienił się w 102:101 dla Grzmotów. Na koniec było 112:107 dla gości z Oklahomy. Schroeder w 4Q zaliczył 15 pkt. ze swoich 23 i fantastycznie ograniczał Hardena. Błyszczał Paul i jego 28 pkt., 8 zb. i 3 asysty. OKC zaliczyli marne 14 asyst, ale ich taktyką było jedziemy z baranami i puszczamy Russa, a kryjemy Brodę. Koncepcja ta sprawdziła się wyśmienicie. W ostatnich 5 grach Westbrook ma średnią 32,4 pkt./mecz, ale bilans Rakiet to 1:4. Przeciwnicy byli różni, ale z pewnością nie z czubka ligi. 2 razy OKC, LAL, Portland i Minny, z którą wygrali. Jak na ekipę z aspiracjami mistrzowskimi (he he he) to powinno być  co najwyżej 4:1. Harden w tych spotkaniach notuje średnio 25 pkt. Z dystansu był 27/71 czyli gorące 19%. Russa nie zmienisz, możesz zmienić mu zespół, ale to nic nie zmieni.

Udało się – wygrać Rakietom z Denver odział rehabilitacji Nuggets.

42 – punkty bezdyskusyjnie najskromniejszego zawodnika Hawks. T. Young miał również 15 asyst i 7 strat. Niestety Toronto i tak ich zlało.

Spurs – grają coraz lepiej i gdyby udało im się złapać nieco regularności to w ogóle byłyby święta, jednak nie jest źle bo w styczniu są 7-5. Pokonali Heat, Suns i Pelikany jupi. Na dziś (piątek) znów są w ósemce na zachodzie. Mają trzy wygrane pod rząd, 6-4/10.

Embiid – z nim Philly byli 21-10, bez niego są 8-7.

Simmons – Ben dobry z Nets. TD zaliczone, rekord punktowy kariery wyrównany – 34 pkt. Ja chcę w jego wydaniu więcej takich występów, ale z groźniejszymi ekipami. Z Nets łatwo jest błyszczeć i krzyczeć po wsadach. Z Toronto już tego nie było. Było gładkie zgięcie kolan i pokornie przyjęte ostre klepanie pupci. Było 17 pkt. z czego 7 z linii, warto dodać, że zdobytych na świetnej, jak na niego, skuteczności 78%. Było 10 zb., 8 ast. i 8 strat.

6/7 – za trzy Freda VanVleeta w starciu z Sixers.

Luz – w nadgarstku Lou Williamsa jest niewiarygodny.

29-0 – są Lakers gdy prowadzą po 3 kwarcie.

42  – punkty LaVine’a z Cavs. W ostatnich 10 grach notuje średnio 30,6 pkt. Stawiam stówkę, że zagra w ASG. Ktoś z ekipy gospodarzy musi być, nie ma lewara.

Pacers – wpadli rekreacyjnie do Kolorado i zgasili Denver. Jak mówi stare porzekadło z Indianapolis Weekend bez zaliczonego faworyta to stracony weekend. Na nic się zdał świetny występ Mikołaja J., który miał 30 pkt., 10 zb., 4 ast., 3 prz., 50% za trzy. W Pacers czterech graczy +22 pkt., Sabonis, Warren, Brogdon i McDermott. Denver pokazali ja to się robi i trafili 13% trójek. Pacers 45%.

6 – bloków Hassana Whiteside’a w spotkaniu dwóch ekip o renomie tak marnej, że aż boli. Wygraną odnieśli chłopaki z Portland pokonując GSW. To była ich 19 wygrana w sezonie, w sezonie który miał być co najmniej tak samo dobry jak poprzedni.

LAC – w meczu z Orlando 59 zb., 29 ast., 9 str. Kawhi wyborny, ale to Orlando więc nie ma co bić piany z podniecenia.

19% – z dystansu Clippersów w spotkaniu z Hawks. Oni przegrali z Atlantą. Ha ha ha. Grali w rezerwowym ustawieniu, ale to i tak jest totalna wtopa. Jedyne co można powiedzieć na ich obronę, to fakt że nie grał Young, a to czyni z Atlanty zdecydowanie groźniejszą i mocno nieobliczalną ekipę.

Philly – szamoczą się. Ostatnie 9 gier to 6-3, a ostanie 7 to 4-3.

Klub Dziurawych Rączek:

6 – LBJ, Harden, L. Ball, K. Nunn, D. Russell, Jokić,

7 – J. Richardson, T. Young, Fournier,

8 – D. Garland, Giannis, B. Simmons,

9 – Jokić.

 

 

 

Dzięki za przeczytanie i do następnego.

Kopiuj link do schowka