Barret Benson: Polska to w 100% mój dom, ale chciałbym znów zagrać za granicą
Barret Benson ma za sobą już cztery sezony spędzone na parkietach polskiej ekstraklasy. W tym czasie reprezentował barwy Spójni Stargard, Startu Lublin, Twardych Pierników Toruń i Górnika Wałbrzych, stopniowo zmieniając swój styl gry oraz budując opinię coraz bardziej wszechstronnego podkoszowego. Minione rozgrywki nie potoczyły się jednak po jego myśli – przeszkodziła kontuzja, a pod względem indywidualnych statystyk był to jego najsłabszy sezon od momentu przyjazdu do naszego kraju.
W rozmowie z nami Amerykanin opowiada o trudnym sezonie w Wałbrzychu, wpływie Srdjana Suboticia na rozwój rzutu z dystansu, życiu w Polsce, która – jak sam przyznaje – stała się jego drugim domem, a także o planach transferowych i tym, dlaczego chciałby ponownie spróbować swoich sił poza PLK.
-
Tak
-
Nie
-
Tak19 głosów
-
Nie37 głosów
Marcel Drozdowski (Z Krainy NBA): To był dla ciebie statystycznie najtrudniejszy sezon w Polsce, dodatkowo przerwany kontuzją. Jak dziś patrzysz na te rozgrywki i czego cię nauczyły?
Barret Benson: Z pewnością, ten sezon był trudny. Pod względem wyników był dla mnie rozczarowujący – nie grałem na poziomie, do którego jestem zdolny, nie zrobiłem tego „kolejnego kroku”, o którym marzyłem, podpisując kontrakt w Wałbrzychu, i jak sam powiedziałeś, sezon zakończył się przedwcześnie z powodu kontuzji. Było wiele frustrujących chwil, ale pod innymi względami był to również piękny czas i wierzę, że wszystko zawsze układa się dokładnie tak, jak powinno. Ożeniłem się, poznaliśmy i spędziliśmy czas z wieloma wspaniałymi ludźmi, zobaczyliśmy inną część Polski i oczywiście wiele się dzięki temu nauczyłem. Musiałem pracować nad swoją odpornością psychiczną, by zachować równowagę, gdy sprawy nie układają się po mojej myśli. Z powodu kontuzji musiałem na chwilę odejść od koszykówki, ale to zmusiło mnie do ponownego skupienia się i odbudowania nie tylko fizycznej, ale także psychicznej i twórczej strony mojej osobowości.
Jak czułeś się w Wałbrzychu – zarówno podczas spotkań, jak i poza nimi? Nie od dziś wiadomo, że lokalni kibice tworzą naprawdę liczną i charakterystyczną grupę fanowską w naszej lidze.
– Kibice z Wałbrzycha są znani nie bez powodu. Energia i pasja, z jaką wspierają drużynę zarówno na własnym boisku, jak i na wyjeździe, to coś wyjątkowego. Jedyne, co budzi we mnie pewien rodzaj rozczarowania, to fakt, że nie dałem im więcej powodów do radości. W moich najlepszych momentach w tym sezonie czułem ich energię, a ona dodaje sił jak nic innego – z pewnością spełnili pokładane w nich oczekiwania.
Przyjrzyjmy się trochę szerzej twojemu pobytowi w naszym kraju. Przez cztery sezony w Polsce twoja rola na parkiecie wyraźnie się zmieniała – dziś częściej rzucasz za trzy i grasz bardziej na obwodzie. Czy to efekt świadomej pracy nad dostosowaniem się do nowoczesnej koszykówki, czy bardziej wpływ Srdana Suboticia za czasów gry w Toruniu?
– Zawsze miałem zdolności do rzucania, a także narzędzia i wszystkie podstawy, aby móc trafiać z dystansu. Oczywiście, nieustannie pracowałem nad tym – samodzielnie, z kolegami z drużyny, czy trenerem Jamrozikiem (Legia) i moimi trenerami w domu. To jednak w Toruniu, pod okiem trenera Suboticia, wszystko ułożyło się w całość. Trener Subotić dał mi to, czego każdy zawodnik potrzebuje, aby wykazać się w dowolnym aspekcie swojej gry, a mianowicie szansę. Co więcej, pomógł mi również nabrać pewności siebie. Dzięki okresowi, który spędziłem w Toruniu teraz zdaję sobie sprawę, że jeśli chcesz zmienić swoją tożsamość lub wydobyć na światło dzienne nowy aspekt swojej gry, potrzebujesz kilku rzeczy.

Po pierwsze, jak już wspomniałem, umiejętności, etyki pracy i wiary w siebie, by to osiągnąć. Po drugie, okazji i kogoś, kto w ciebie wierzy. Po trzecie – i prawdopodobnie najważniejsze – musisz to po prostu zrobić. Gdyby trener Subotić dał mi szansę, bo dostrzegł coś w mojej grze, a ja bym spudłował każdy rzut, raczej przestałby przygotowywać dla mnie kolejne zagrania, w których mógłbym rzucać za trzy. Zaczyna się od tego, że trafiasz 2/2, potem udaje ci się dokonać tego ponownie i tym samym robisz postępy. Wtedy trener ma powód, by nadal ci ufać, ponieważ widzi twoją pracę, a ta przekłada się na pozytywne wyniki na boisku. Bez tych elementów nie ma szans na rozwój, a one wszystkie wzajemnie na siebie oddziałują.
Patrząc na twoje cztery sezony – w Spójni, Starcie, Twardych Piernikach i Górniku – czujesz, że jako zawodnik jesteś dziś lepszy niż wtedy, gdy przyjechałeś do Polski?
– Zdecydowanie. Jestem dziś lepszym zawodnikiem niż wtedy, gdy tu przybyłem. W Polsce rozwinąłem swoją kondycję fizyczną, grę i umysł. Grałem u boku świetnych zawodników i wiele się nauczyłem również od różnych trenerów, z którymi pracowałem. Wiem też, że jestem lepszym człowiekiem niż wcześniej. Relacje i więzi, które tu nawiązałem, przetrwają o wiele dłużej niż moja kariera sportowa i jestem za to bardzo wdzięczny.
Po czterech latach spędzonych w Polsce czujesz, że stała się ona twoim drugim domem i chciałbyś zostać tu na dłużej, czy wciąż myślisz o kolejnych zagranicznych wyzwaniach?
– Polska to w 100% nasz dom. Wraz z żoną spędzamy większość czasu poza sezonem w Warszawie, nadal uczę się języka, mamy tu rodzinę (teściów, dziadków itd.), bliskich przyjaciół. Stworzyliśmy tu też własną rodzinę i społeczność – to piękne i jestem za to niezmiernie wdzięczny. Jednak nie ukrywam, że nadal chciałbym grać za granicą, aby dalej poznawać nowe kultury, grać na wysokim poziomie i rozwijać się w nowych miejscach.
Powiedz, jak wygląda obecnie twoja sytuacja na rynku transferowym? Prowadzisz już rozmowy z klubami i jesteś bliżej pozostania w Polsce, czy jednak wyjazdu do innej ligi?
– Wraz z moim agentem prowadzimy rozmowy z różnymi klubami na różnych rynkach. Od początku przerwy między sezonami byliśmy szczerzy – przede wszystkim szukam najlepszego rozwiązania, tak jak zawsze. Nie ukrywam jednak, że wolałbym znów grać poza Polską. Oczywiście w życiu nigdy nic nie wiadomo, ale na razie właśnie takie podejście przyjmujemy. Grając w Polsce, osiągnąłem już wszystko, a nawet WIĘCEJ, niż kiedykolwiek mogłem sobie wyobrazić, ale wiem, że stać mnie na coś ekstra i uważam, że przeniesienie się na nowe rynki otworzy przede mną nowe możliwości.
Gdybyś mógł wybrać swoją rolę w kolejnym zespole, wolałbyś wrócić do częstszej gry pod koszem, czy dalej rozwijać się jako podkoszowy, który regularnie rozciąga grę rzutem za trzy?
– Jak sam powiedziałeś, współczesny styl gry w koszykówkę uległ zmianie i widzimy, jak na pierwszy plan wysuwa się koszykówka bez ściśle określonych pozycji. Myślę, że ostatecznie w koszykówce zawsze chodziło i zawsze będzie chodziło o to, by wykonać swoje zadanie. O to, co jako zawodnik możesz zrobić, by wpłynąć na każdą akcję i pomóc drużynie wygrać. W różnych sezonach i sytuacjach proszono mnie o skupianie się na różnych moich mocnych stronach. Uważam, że moim zadaniem jest zapewnienie sztabowi trenerskiemu jak największej liczby narzędzi do dyspozycji oraz zrozumienie, czego drużyna najbardziej ode mnie potrzebuje, aby odnieść sukces. Nie mam więc żadnych preferencji w jedną czy drugą stronę – po prostu pragnę sytuacji, w której będę mógł i będę zachęcany do dostosowywania się do potrzeb drużyny w każdym meczu.
W takim przypadku, jakie cele stawia przed sobą Barret Benson na najbliższe lata?
– Chcę nadal zwiedzać świat, uprawiając ten sport. Będę się wspinał tak wysoko, jak tylko dam radę – dopóki będę mógł uprawiać koszykówkę, czerpać z niej radość i sprawiać radość innym, dopóty będę to robił.