9) Boston Celtics – czas na bostońską młodzież

18/10/2019
fot. Wikimedia

Jak wiele może się zmienić przez rok? Boston Celtics są idealnym przykładem na to, że niemal wszystko. I tak rok temu mieli jedne z najlepszych perspektyw na przyszłość w lidze. Rzeczywistość brutalnie je zweryfikowała.

Podwajamy powitalny bonus od PZBUK – nawet 500 zł

Nie tylko Kyrie

Straty poniesione poprzez kampanię 2018/19 są chyba większe niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Odszedł nie tylko Irving (chociaż to akurat dobra wiadomość, zważywszy na jego “liderowanie”), ale też kilku innych niezmiernie istotnych zawodników. Marcus Morris regularnie dostarczał punkty w kluczowych fragmentach spotkań, czy to grając w pierwszym składzie, czy wchodząc z ławki. Terry Rozier był zawsze gotów do zastąpienia Kyriego i zazwyczaj zespół nie tracił na tym wiele. Aron Baynes to zadaniowiec, jakiego każdy contender chciałby mieć. I przede wszystkim spoiwo tej ekipy, jakim był bez wątpienia Al Horford. Co ciekawe, na stole były transfery, dzięki którym Celtics mogliby spełnić oczekiwania finansowe Ala. Jednakże sam zawodnik je zablokował, skłaniając się całkowicie ku odejściu. To pokazuje, jak toksyczny musiał być ostatni sezon.

Na całe szczęście, Boston to też nie tylko Kyrie Irving. Ten zespół wciąż ma sporo talentu, dodatkowo bardzo młodego. Wreszcie zatem nadszedł czas, żeby ta szumnie zapowiadana od kilku lat bostońska młodzież pokazała w pełni, co potrafi. Teraz już nie ma taryfy ulgowej.

Pierwsza piątka:

Wyjściowy skład Celtów prezentuje się naprawdę bardzo fajnie. Na pewno na jedynce zobaczymy Kembę Walkera. Wreszcie w dobrze poukładanej drużynie z większymi aspiracjami niż najlepsza ósemka (niewiele, ale jednak). Pod Stevensem i z lepszymi partnerami spodziewajmy się naprawdę świetnego sezonu Kemby. Lepszego niż którykolwiek z sezonów Uncle Drew w C’s. Pozycje 2/3/4 są znakomicie obsadzone i zależnie od przeciwnika zobaczymy różne warianty. Na starcie spodziewajmy się trójki odpowiednio Brown/Hayward/Tatum. Jaylen będzie walczył o kontrakt, więc da z siebie więcej niż w całej dotychczasowej karierze. Już na mistrzostwach wyglądał naprawdę nieźle. Gordon Hayward to stary kumpel Stevensa i teraz, kiedy nie ma już takiej presji na wynik i na jego dobrą grę, Gordon powinien odzyskać miejsce w pierwszej piątce, głównie po to, aby odciążać Walkera z rozgrywania. Wreszcie Tatum. Zeszły sezon miał fatalny, ale to zbyt utalentowany chłopak, żeby teraz miało się to powtórzyć. Pytanie brzmi, na jak wysoki poziom wejdzie w tym roku? Odpowiedź przyniesie nam ten sezon, pozwalając już finalnie ocenić, czego można od niego oczekiwać w NBA. I na koniec Enes Kanter. Turek bardzo pozytywnie zaskoczył w Blazers, lecz pewnych kwestii nie da się pominąć. O ile w ataku to naprawdę przydatny grajek, o tyle w obronie nie istnieje. A przy tym składzie Celtics przydałby się ktoś o wręcz odwrotnej charakterystyce. Dlatego też nie ma znaczenia, jakie cyferki będzie wykręcał Kanter. Jeśli nie nauczą go bronić (a pewnie nie nauczą), to będzie stanowił problem głównie dla własnej drużyny.

Źródło: Youtube.com/House Of Highlights

Ławka:

Jeden z tych elementów, które mocno napawają niepokojem. Przy zakładanej pierwszej piątce, na ławce zostaje Marcus Smart i to w sumie byłoby na tyle. Jest jeszcze Daniel Theis, którego niektórzy widzą nawet w pierwszej piątce właśnie z powodu znacznie lepszej obrony niż Kanter. Możliwe, że z czasem tak się stanie, lecz na pewno nie od razu. Pamiętajmy, że Niemiec miał spore problemy ze zdrowiem, poza tym nie ma zbyt wielkiego doświadczenia. Tacko Fall to fajna ciekawostka na sezon ogórkowy i bardzo sympatyczny chłopak (któremu kibicuję całym sercem), ale bez wpływu na wyniki pierwszej drużyny, o ile w ogóle w niej zagra. Może Carsen Edwards utrzyma formę strzelecką sprzed kilku dni? A może Robert Williams, który z pewnością skorzysta na lichej sytuacji z wysokimi? Rezerwy wyglądają w Bostonie cieniutko i Celtowie muszą modlić się o dużo zdrówka. Brad Stevens pewnie sprawi, że całość będzie się jako tako prezentować, ale to może być za mało.

Trener

No właśnie, Brad Stevens. Ile pochwał na niego spadło za sezon 2017/18? Chyba najwięcej z całej tamtej ekipy. I słusznie. Niestety w zeszłym sezonie Brad był jednym z tych, którzy zawiedli najbardziej. Trener musi panować nad szatnią, musi zręcznie manewrować, musi być aktywny. Tymczasem Stevens był jakby zdystansowany od całego tego ambarasu. Ewidentnie cała szopka była mu nie w smak, ale też nie wiedział, jak sobie z nią poradzić. Nie ma w tym nic złego – to przecież wciąż bardzo młody trener, który po raz pierwszy został postawiony w roli głównego faworyta do tytułu i który miał do pogodzenia zdecydowanie za dużo ego. Teraz na szczęście wraca do starej roli, czyli underdoga. Teraz wraca do znanej rzeczywistości, gdzie jego zespół częściej się skreśla niż faworyzuje. Gdzie lider jego drużyny nie powinien mieć problemu z poświęceniem się dla wspólnego zwyciężania. Z drugiej strony wyzwania są naprawdę spore. Dużo pracy i łamigłówek czeka Stevensa podczas ustawiania schematów obronnych z Kembą Walkerem w pierwszej linii i Enesem Kanterem w ostatniej. Bardzo dużo. Jestem przekonany jednak, że Brad wróci do bycia tym gościem, który imponuje kreatywnością i świetnym reagowaniem na boiskowe wydarzenia.

Źródło: Youtube.com/Tomasz Kordylewski

Pora coś udowodnić

Wszyscy mają w tym roku w Bostonie coś do udowodnienia. Zaczynając od ogółu organizacji, która chce zmyć niesmak po ubiegłym sezonie, aż po niemalże każdego ważniejszego członka klubu. Brad Stevens po tym, jak rok temu był wybrany najlepszym trenerem ligi w ankiecie pośród GM-ów, w tym nie dostał nawet jednego głosu. Nagle z najgorętszego trenerskiego nazwiska stał się jednym z wielu. Z pewnością Stevens zechce pokazać, że trochę zbyt surowa ta ocena po jednym gorszym roku. Danny Ainge ostatecznie wcale nie wygrał tak wiele jak myśleliśmy na wymianie z Cavs. Kemba Walker i Enes Kanter nie są fatalnymi ruchami, ale w obliczu poniesionych strat to za mało. Przed Aingem także trudne negocjacje kontraktowe. Danny musi pokazać, że wciąż pamięta, jak się robi interesy, bo ostatnio jego sztuczki coś przestały działać.

Zawodnicy? Jayson Tatum musi pokazać, że fascynacja jego osobą nie była przedwczesna i jest gościem, na którym można zbudować zespół. No i że jego idol Kobe nie nauczył go błędnych nawyków. Jaylen Brown walczy o jak największą kasę. Kemba Walker chce pokazać, ze wcale nie jest gorszy niż Kyrie i potrafi wygrywać na poziomie NBA. Gordon Hayward musi pokazać, że to nie koniec jego kariery i wciąż może grać tak, jak przed urazem (choć nie wygląda, jakby był na tym skupiony bardziej, niż na wynikach w Fortnite). Smart chce pokazać, że zasługuje na miejsce w pierwszym składzie, Tacko Fall, że w ogóle jest dla niego miejsce w tej lidze.

I choć różnica między potencjalnie najlepszym, a najgorszym scenariuszem jest olbrzymia, to Celtics w playoffs zobaczymy na pewno, całkiem możliwe, że nawet z przewagą parkietu. Ostatecznie bowiem suma nagromadzonego talentu jest tutaj całkiem pokaźna, a to w tej lidze zawsze ma spore znaczenie. Nadchodzący sezon więc pod względem wyniku powinien być podobny do zeszłego, a więc 45-48 zwycięstw i miejsce 3/4/5.  Tym razem jednak oczekiwania są całkiem inne, a więc i sytuacja w Massachussetts będzie spokojniejsza. Z korzyścią dla wszystkich.

Źródło: Youtube.com/NBA

Podwajamy powitalny bonus od PZBUK – nawet 500 zł

Kopiuj link do schowka