ZAPOWIEDŹ PLAYOFFÓW! – Konferencja Wschodnia

ZAPOWIEDŹ PLAYOFFÓW! – Konferencja Wschodnia

Milwaukee Bucks (1) – Orlando Magic Magic (8)

Tu chyba w ogóle nie ma historii. Fajnie, że gospodarze dostaną szansę gry w playoffach, ale trafić na Bucks w pierwszej rundzie to nie jest jakaś wielka okazja na pokazanie się. Umówmy się, pierwsze o czym myślisz przed serią z Bucks, to jak zatrzymać spowolnić Giannisa Antetokounmpo. Niestety, jedyny człowiek, który miał ku temu predyspozycje, jest już poza grą z powodu poważnej kontuzji kolana. Mowa oczywiście o Jonathanie Isaacu, którego defensywne rozgarnięcie i niesamowicie długie kończyny dawały mu szansę w bezpośrednim kryciu lidera Bucks. Isaaca jednak zabraknie, tak jak zabraknie Mo Bamby, który po wznowieniu sezonu zagrał tylko dwa mecze, a który ma warunki do bronienia Giannisa z pozycji centra tak, jak to robi w Heat Bam Adebayo. Może nie tak skutecznie – to nie ten poziom boiskowego ogarnięcia. Nie ma też Al-Farouqa Aminu. Magic przystępują do serii bez jakiegokolwiek zawodnika, który ma sens wystawiony w obronie na Giannisie.

Możliwe że w pierwszym meczu nie zagra też Aaron Gordon, a z problemami zdrowotnymi zmagali się w ostatnim czasie Terrence Ross i Evan Fournier. A przecież nawet w pełnym składzie Orlando miałoby dość marne szanse na urwanie meczu. Główną osią ataku Magic jest Nicola Vucevic, który spotka się z najlepszą w lidze, elitarną defensywą podkoszową Bucks. Milwaukee tracą w tym sezonie tylko 3 punkty na mecz z akcji post-up – najmniej w lidze razem z Raptors. Rywale nie tylko nie trafiają przeciwko Milwaukee na dobrej skuteczności spod kosza, ale w ogóle dochodzą do niewielu takich rzutów.

Siłą rzeczy więc Bucks pozwalają rywalom na najwięcej w lidze oddanych – oraz trafionych – trójek na mecz. Są dopiero na 15. miejscu, jeśli chodzi o procentową skuteczność rywali zza łuku (35,5%). Magic nie są jednak zespołem grożącym rzutem z dystansu. Jeśli nie rzucą Fournier i Ross, to właściwie nie ma poza nimi zawodników grożących trafieniem kilku trójek. To może być seria z czterech blow-outów.

źródło:YouTube/ESPN

 

Toronto Raptors (2) – Brooklyn Nets (7)

Brooklyn Nets to koszykówka niemal esencjonalna. Nie ma tam nazwisk, biorących grę na swoje barki – jest zasłona, jest wjazd, jest odegranie, jest rzut za trzy. Automatyzm, który może wykonać ktokolwiek. “Ktokolwiek” to z resztą jedno z pierwszych słów, jakie przychodzą na myśl, patrząc na składy wystawiane przez Nets na kampusie w Orlando. Co tu dużo mówić – Chris Chiozza, Jeramaiah Martins i Donta Hall nie powinni mieć żadnych szans w starciu z obrońcami tytułu. Z jakiegoś powodu jednak udało im się wykręcić w bańce bilans 5-3, pokonując choćby Clippers czy Bucks. Rywale grali trochę o nic, to prawda, ale Raptors muszą mieć z tyłu głowy, że ci w dużej części anonimowi dla przeciętnego kibica zawodnicy potrafią zdobywać punkty przeciwko utalentowanym rywalom.

Główne zagrożenie ze strony Nets stanowi odegranie na obwód i rzut z dystansu. W Orlando doskonale w tej materii prezentują się Joe Harris i Timothe Luwawu-Cabarrot. Obaj oddają ponad 6 trójek na mecz, trafiając kolejno 54,1% i 45,1%. Więc choć najwięcej punktów w zespole zdobywa Caris LeVert, a trzonem systemu Nets są jego pick’n’rolle z Allenem, to właśnie odcięcie strzelców może być dla Raptors najważniejszym zadaniem. Obserwowanie tej defensywy na obwodzie będzie o tyle ciekawe, że choć Raptors w tym sezonie pozwalają rywalom na oddawanie naprawdę dużej ilości trójek w meczu (38,9, na więcej pozwalają tylko Bucks), to jednocześnie trzymają rywali na najniższej procentowej skuteczności z dystansu na poziomie 33,8%. W końcowym rozrachunku tak czy inaczej tracą sporo punktów na obwodzie.

O ile jednak można zastanawiać się nad rzutami z dystansu Nets, tak obrona pick and rolla jest jednym z najmocniejszych punktów Raptors, a kiedy Marc Gasol wychodzi wysoko do gracza na piłce, to jest to coś pięknego dla oka. Rolujący w pick’n’rollu przeciwko Raptors zdobywają tylko 0,94 punktu na posiadanie! Kozłujący zdobywają z kolei 13,6, co i tak daje Raptors trzecie miejsce w ligowej stawce. Na końcu są z kolei właśnie Nets, pozwalający kozłującym w pick’n’rollu na aż 23,2 punktu w meczu. VanVleet z Lowrym mogą więc dostać sporo pola do regularnego punktowania. W przeciwieństwie do Nets, którzy muszą liczyć na rzuty z dystansu. Te mogą niespodziewanie wygrać im jakiś mecz. Jeden, maksymalnie.

źródło:YouTube/HT highlights

Boston Celtics (3) – Philadelphia 76ers (6)

Jeszcze niedawno można by zgodnie uznać, że pojedynek Celtics z Sixers już w pierwszej rundzie musi być najciekawszym możliwym match-upem. Dziś jednak, kiedy Ben Simmons wrócił do domu, Joel Embiid zmaga się z pomniejszymi urazami, a reszta ekipy najzwyczajniej w świecie nie błyszczy – starcie to traci sporo na emocjach. Te wciąż trzymają się tej serii głównie przez wzgląd na rywalizację obu ekip w ostatnich latach, bo wydaje się, że zaciętej walki do końca może tu nie być. Wzrok wszystkich skierowany będzie na Joela Embiida, bo jeśli Philly chcą w ogóle myśleć o nawiązaniu walki, JoJo musi być najlepszym zawodnikiem na parkiecie – wyraźnie najlepszym.

Celtics nie mają obrońcy na Embiida – ani wciąż trochę nieogarnięty w defensywie Kanter, ani zbyt mały Theis nie będą w stanie w pojedynkę ograniczyć go grającego w izolacjach. W tym sezonie aż 36,3% akcji Embiida (najwięcej w lidze) stanowią akcje post-up. Zdobywa on z nich – najwięcej w lidze – 9,2 punktu na mecz. Przy nieobecności Simmonsa, a więc osłabieniu zarówno w kontrataku jak i w grze na zasłonach, Sixers będą musieli polegać na grze tyłem JoJo i jego umiejętnym wychodzeniu z podwojeń. Bo przecież Celtics też nie bardzo mają inne wyjście, niż podwajając Joela Embiida i wymuszać jego straty, czy wątpliwe decyzje rzutowe, które mu się przecież zdarzają.

Właśnie tak było w lutym, kiedy oglądaliśmy ostatni pojedynek Celtics z Sixers. Kiedy tylko Embiid dostawał piłkę trochę bliżej kosa niż w okolicach linii za trzy, pojawiał się przy nim drugi obrońca. Efekt? Skuteczność na poziomie 1/11 z gry i porażka Sixers 95:116. Teraz, kiedy Będzie on właściwie jedyną osią ataku, jego podwajanie powinno być jeszcze łatwiejsze. Dużo zależy więc od tego, na ile JoJo będzie w stanie podawać po podwojeniach piłkę na obwód – bo skuteczność poszczególnych graczy Sixers jest ostatnio naprawdę niezła. W ostatnich 7 meczach Sixers są najskuteczniejszą zza łuku ekipą w NBA – trafiają aż 42,2% prób jako zespół. Aż 7 zawodników Szóstek trafia 40% trójek albo więcej, oddając ich od 2,6 do 5,7 na mecz. Jest więc do kogo odgrywać – będzie to wymagało dużego wysiłku, ale Sixers mogą zdobywać punkty w ten sposób.

Pytanie brzmi, czy zdobywając punkty w ten sposób, będą jednocześnie w stanie powstrzymać przez zdobywaniem punktów Celtics. Liczba kreatorów gry na piłce Bostonu w starciu z liczbą obrońców na piłce Sixers może okazać się dużą przewagą. Skoro mogą wyjść składem, w którym Walker, Brown, Tatum i Hayward stanowią zagrożenie z piłką w ręku, najczęściej znajdą jakiś miss-match. Jeśli podopiecznym Bretta Browna będą wpadać trójki, wygrają któryś mecz. Być może więcej niż jeden. Wygranie czterech bez Bena Simmonsa jest niestety raczej poza zasięgiem.

źrodło:YouTube/hoopsferro

Indiana Pacers (4) – Miami Heat (5)

Jak przystało na serię pomiędzy zespołami zajmującymi sąsiednie miejsca w tabeli – chyba najciekawsze starcie w konferencji. Mimo niższej pozycji, to Heat są faworytami. W dużej mierze jest tak jednak przez kontuzję Domantasa Sabonisa. Pacers – jak to zwykle z nimi bywa – są przemilczaną historią wznowienia sezonu. Nie gra Sabonis, Victor Oladipo wygląda marnie, o istnieniu Jeremy Lamba zdążyliśmy już zapomnieć, a Indiana mimo wszystko zakończyła seeding games z bilansem 5-3. W tym czasie aż dwa razy grali z Miami Heat, raz wygrywając i raz przegrywając. Zwycięstwo Pacers nie powiedziało nam zbyt dużo, gdyż po obu stronach odpoczywali już najlepsi gracze. Zwycięstwo Heat natomiast – choć też nie było jakimś ogromnym wyznacznikiem – powiedziało nam jedną ważną rzecz. TJ Warren ma problem z Jimmym Butlerem.

TJ Warren był niesłychanie gorący w Orlando – notował średnio 31 punktów na skuteczności z gry prawie 58%. Jimmy Butler usiadł na nim jednak dość skutecznie, ograniczając go do 5/14 trafień z gry. Jest to historią w dużej mierze z powodu ich spięcia, do którego doszło jeszcze w styczniu:

źródło:YouTube/Bleacher Report

Ciekawe starcie zobaczymy więc na skrzydle, ale to nie tylko tam rozegrają się losy tej serii. Równie ciekawy pojedynek obejrzymy pod koszem, gdzie Myles Turner zmierzy się z Bamem Adebayo. Zobaczymy, jak Myles Turner poradzi sobie z wychodzeniem wysoko do sytuacji, w których Bam gra na szczycie ‘koszyczek’ i obiega go kozłujący. Turner będzie musiał dynamicznie przemieszczać się góra-dół, co sam świetnie robi choćby właśnie Bam, czego nauczenie się pozwoliło Rudy’emu Gobertowi stać się tak dobrym obrońcą. Heat zdobywają zdecydowanie najwięcej w lidze punktów po handoffach i po ścięciach. Spod kosza Turnera wyciągnie też bardzo dużo rzucający w Orlando Kelly Olynyk (6,1 trójki na mecz, 30,6% skuteczności). Będziemy więc oglądać sporo biegającego wzdłuż parkietu Turnera. Pytanie brzmi, na ile da to Jimmiemu Butlerowi miejsca do operowania swoim rzutem z krótkiego połdystansu.

Pacers muszą jednocześnie bardzo uważać na strzelców Heat. Sami rzucają w tym sezonie najmniej zza łuku w całej lidze, ale Heat z kolei mają kilku świetnych strzelców, na czele z Duncanem Robinsonem. Blisko 43% skuteczności przy 8 próbach na mecz robią wrażenie i mogą decydować o losach meczów. W gazie jest też Jae Crowder, trafiający na kampusie 56,4% (!) trójek przy 5,6 próby na mecz. Pacers też mają czym grać – Malcolm Brogdon wygląda bardzo dobrze. Trafia w Orlando ponad 18 punktów na mecz, więc razem z TJ Warrenem mają w tej serii najlepsze średnie punktowe. Zbyt dużym uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że Pacers mają po swojej stronie dwóch najlepszych strzelców w serii, ale z pewnością mają zawodników, którzy potrafią sobie sami wykreować rzut. Większość graczy Heat potrzebuje do tego zagrywki, co w końcówkach wyrównanych meczów może przeważać na stronę Indiany.

Bardzo ważne będzie to, czy Vic Oladipo na czas playoffów wskoczy na wyższy poziom. Jak do tej pory notuje średnio około 16 punktów, 6 zbiórek, 3 asyst i 3 strat. Z lidera stał się trzecią opcją, a mogą się w tej serii pojawić fragmenty, w których będzie musiał w końcu wziąć grę na siebie. Heat też nie przystępują do tej rywalizacji bez swoich problemów – Butler zmaga się ze stopą, Adebayo z kolanem, a Dragic z kostką. Wszyscy powinni stawić się do rywalizacji, ale problemy zdrowotne mogą odbić się na przestrzeni kilku (może nawet siedmiu) meczach granych na najwyższej intensywności. W przeciwieństwie do pozostałych serii na wschodzie, tutaj każdy mecz może być o wszystko.

źródło:YouTube/MLG Highlights