Wielki mecz Russella, 27 punktów w 4. kwarcie, nowy rekord Hardena

20/03/2019
D'Angelo Russell Nets fot. Brad Penner/USA TODAY Sports

To,co zrobił D’Angelo Russell w czwartej kwarcie było nieprawdopodobne! Wspaniałe rzeczy osiągał dziś także James Harden, który zdobył już 30 punktów przeciwko wszystkim rywalom w tym sezonie, oraz Brook Lopez, który uratował mecz Bucks z Lakers!


Sixers (45-25) – Hornets (31-38) – 118:114
Rockets (44-26) – Hawks (24-47) – 121:105
Lakers (31-39) – Bucks (52-18) – 101:115
Warriors (47-21) – Wolves (32-38) – 117:107
Nets (36-36) – Kings (34-35) – 123:121
Pacers (44-26) – Clippers (41-30) – 109:115


To, co wydarzyło się w spotkaniu Nets z Kings, wymyka się wszelkim prawidłowościom, jakimi rządzą się mecze NBA. W trzeciej kwarcie Kings absolutnie przejęli spotkanie, wygrywając tę odsłonę 37:20 i wychodząc na prowadzenie sięgające różnicy 28 punktów. Do czwartej kwarty Nets przystąpili więc ze stratą ponad 20 punktów i nikłymi szansami na zwycięstwo… które wykorzystali! Brooklyn odrobił w ciągu jednej kwarty 25 punktów straty, wygrał ostatnią odsłonę 45:18 a w ostateczności cieszył się zwycięstwem w całym meczu. Na około minutę przed końcem Jared Dudley celną trójką wyprowadził Nets na prowadzenie, a do wyrównania dopuścił chwilę później De’Aaron Fox wykorzystując rzuty wolne. Ostatnie słowo należało jednak do Nets – na sekundę przed końcem Rondae Hollis-Jefferson dostał się pod obręcz i ustalił wynik spotkania na korzyść ekipy z Brooklynu:

Może i Hollis-Jefferson trafił game-winnera, ale nie on był prawdziwym bohaterem tego meczu. W czwartej kwarcie, wygranej przez Nets 45:18, aż 27 punktów zdobył sam D’Angelo Russell! Można powiedzieć więc, że w ostatniej odsłonie w pojedynkę pokonał Kings, będąc absolutnie nie do zatrzymania. W całym meczu Russell zdobył 44 punkty (rekord kariery), 12 asyst i 4 przechwyty.

źródło:YouTube/House of Highlights

Drugim strzelcem zespołu był autor game-winnera, Hollis-Jefferson. W całym spotkaniu zdobył 14 punktów, z czego aż 12 zdobył również w ostatniej kwarcie. Jarret Allen dołożył z kolei 13 punktów i 7 zbiórek.

Dla Kings świetny mecz rozegrał po raz kolejny wchodzący z ławki Marvin Bagley III, który zdobył aż 28 punktów i 7 zbiórek, notując przy okazji – co ciekawe – najgorszy w zespole plus/minus na poziomie -11. Dobry mecz rozegrał też De’Aaron Fox – rozgrywający Sacramento zanotował 27 punktów, 4 zbiórki i 9 asyst.


Sixers poradzili sobie z Hornets, jednak nie bez problemów. Mecz był bardzo wyrównany, na jego przestrzeni obserwowaliśmy aż 23 zmiany prowadzenia, a decydujące okazały się dopiero ostatnie akcje. Na minutę przed końcem rywalizacja toczyła się niemal punkt za punkt – dopiero trójka Jamesa Ennisa III na 18 sekund przed końcem wyprowadziła Philly na prowadzenie różnicą 4 punktów. Hornets byli blisko odrobienia straty – w następnej akcji ten sam Ennis III sfaulował Jeremy Lamba przy rzucie za trzy, a Lamb wszystkie trzy wolne wykorzystał. W następnych dwóch akcjach gracze Charlotte faulowali Harrisa, żeby spróbować odrobić punkt straty. Nawet pomimo dwóch pudeł zawodnika Sixers z linii, Hornets nie potrafili wykorzystać swoich dwóch pozostałych akcji.

Sixers zagrali bez Joela Embiida, który najzwyczajniej w świecie dostał dzień wolnego. Pod jego nieobecność najlepszym strzelcem okazał się być Ben Simmons z dorobkiem 28 punktów, 8 zbiórek i 5 asyst. Rewelacyjny mecz rozegrał tez jednak JJ Redick, który uzbierał 27 punktów, aż 10 zbiórek i 8 asyst, trafiając 7/14 za trzy. Jimmy Butler i Tobias Harris zdobyli kolejno 23 punkty i 9 asyst, oraz 22 punkty i 11 zbiórek. James Ennis III był jedynym graczem z ławki, Sixers, który zdobył jakiekolwiek punkty – dokładnie 14, w tym 3 kluczowe pod koniec.

Liderem Charlotte był wchodzący z ławki Jeremy Lamb, który zdobył 26 punktów i 11 zbiórek. Niezły mecz rozegrał też Kemba Walker, który uzyskał 21 punktów 4 zbiórki i 4 asysty. Ta porażka oddala Hornets od playoffów – w tej chwili zajmują oni 10. pozycję, tracąc do ósmych Heat 3 mecze. W ostatnich 10 meczach Hornets mają bilans 3-7 i nie wygląda na to, by mieli o pierwszą ósemkę powalczyć – chyba, że ich forma się odwróci. Mecz z Sixers był mimo wszystko całkiem obiecujący.


Warriors zdominowali drugą połowę meczu z Wolves i 10 punktów różnicy w końcowym wyniku wydaje się niewielkim wymiarem kary. Steph Curry zdobył 36 punktów, trafiając 8/14 zza łuku – aż 22 oczka zdobył w samej tylko trzeciej kwarcie, która okazała się kluczowa. GSW trafiali dziś trójki – aż 45,5% rzutów z dystansu znalazło drogę do kosza – w przypadku Wolves było to tylko 25% – sumarycznie Warriors trafili o 10 trójek więcej.

źródło:YouTube/FreeDawkins

Poza Currym punktował też Klay Thompson, który zdobył 28 oczek, trafiając zza łuku 4/10 prób. Kevin Durant zdobył 17 i 9 asyst, a z ławki 18 dorzucił Jonas Jerebko. Liderem Wolves był Karl-Anthony Towns – zdobył 26 punktów, 21 zbiórek, 4 asysty i bardzo efektowny wsad nad KD:

Niestety zaliczył też aż 7 strat i 5 fauli. Wspomógł go Andrew Wiggins, który rozegrał dobry mecz na 20 punktów, 8 zbiórek i 6 asyst.


Po wyrównanej pierwszej połowie, Rockets w końcu przejęli mecz z Hawks, doprowadzając do blow-outu. James Harden był liderem drużyny, zdobywając 31 punktów, 8 zbiórek i 10 asyst, dokonując przy okazji czegoś niezwykłego. Został pierwszym w historii NBA zawodnikiem, który w jednym sezonie zdobył przynajmniej 30 punktów przeciwko każdej z pozostałych 29 ekip.

No tak, nie zapominajmy o tym, że pozbawił także Kenta Bazemore’a orientacji w terenie na dobre kilka sekund:

Jeśli chodzi o drybling, to najlepsze zagranie meczu należy chyba jednak do Chrisa Paula, który wciąż ma to w sobie:

Kluczem do sukcesu okazał się Clint Capela, który zdobył 26 punktów, 11 zbiórek i zdecydowanie najlepszy plus/minus na poziomie +21. Po stronie Hawks 21 punktów i 12 asyst na swoje konto zapisał Trae Young, a John Collins wspomógł go 20 punktami i 10 zbiórkami. Zbrakło dobrego meczu Kevina Huertera, który spudłował wszystkie 6 trójek.


Mecz Bucks z Lakers mógłby być hitem, ale nie zagrał ani LeBron James (problem z pachwiną), ani Giannis Antetokounmpo (skręcona kostka). Pod nieobecność obu liderów to Bucks okazali się więc lepszym zespołem – bez niespodzianki. Pod koniec 3. kwarty Koziołki prowadziły już różnicą 23 punktów, ale Lakers przystąpili wtedy do odrabiania strat. Kilka minut później różnica stopniała do 5 punktów, ale Milwaukee nie dało jej sobie odebrać.

Pod nieobecność lidera świetnie zaprezentował się drugi z All-Starów, Khris Middleton – zdobył 30 punktów, 10 zbiórek i 5 asyst, co wygląda jak typowa linijka Giannisa. Bucks mogli też liczyć na dobry mecz Brooka Lopeza, który zdobył 28 punktów, 9 zbiórek, 3 przechwyty i 4 bloki, trafiając 5/11 z dystansu i ratując mecz – właściwie tylko dzięki niemu spotkanie zostało rozegrane do końca, a chłopaki nie rozeszli się wcześniej do domów:

Dla Lakers 35 punktów z ławki zdobył Kentavious Caldwell-Pope, trafiając 8/14 zza łuku. Kyle Kuzma zdobył 17 oczek, ale skończył z fatalnym plus/minus na poziomie – 27. Rajon Rondo zdobył dobre 13 punktów, 6 zbiórek i 10 asyst, ale aż 7 razy tracił piłkę.


Pacers kontynuują złą passę i przegrywają już 3. mecz z rzędu – tym razem przeciwko Clippers, którzy z kolei 3. z rzędu mecz wygrywają, umacniając się na ósmym miejscu na zachodzie. Liderem LAC był Danilo Gallinari z dorobkiem 24 punktów. Tym razem nie mogli liczyć na Lou Williamsa, który zdobył z ławki 11 oczek, trafiając 4/14 z gry i 0/5 za trzy. Swoje klasyczne już 20 punktów z ławki dodał jednak Montrezl Harrell, dokładając 12 zbiórek. Dobry mecz w barwach Pacers zagrał Sabonis, wnosząc z ławki 13 punktów, 16 zbiórek i 6 asyst. Bliski triple double był Tyreke Evans z dorobkiem 19 punktów, 8 zbiórek i 7 asyst. Kolejne 19 punktów zdobył też Bojan Bogdanovic.

Kopiuj link do schowka