Westbrook pobił rekord Wilta, game-winner Kawhi, kosmiczny mecz PG#13!

12/02/2019
NBA Paul george russell westbrook fot. J Pat Carter/Getty Images

Noc rekordów bitych przez Russella Westbrooka, ale też game-winnerów rzucanych przez Kawhi Leonarda i wielu innych emocjonujących rzeczy dziejących się w NBA.


Knicks (10-46) – Cavs (12-45) – 104:107

Wizards (24-33) – Pistons (26-29) – 112:121

Hornets (27-29) – Pacers (38-19) – 90:99

Nets (29-29) – Raptors (42-16) – 125:127

Bucks (42-14) – Bulls (13-44) – 112:99

Mavs (26-30) – Rockets (33-23) – 104:120

Clippers (31-27) – Wolves (26-30) – 120:130

Blazers (33-23) – Thunder (37-19) – 111:120

Heat (25-30) – Nuggets (38-18) – 87:103


Duet Russell Westbrook & Paul George osiągnął jakieś absolutne apogeum w meczu przeciwko Blazers. Zacznijmy od RW#0, który zaliczył 10. z rzędu triple-double, tym samym bijąc rekord należący od wielu lat do legendarnego Wilta Chamberlaina. Russ zdobył dziś 21 punktów, 14 zbiórek i 11 asyst. Jeszcze bardziej wybitny był dziś jednak występ Paula George’a, który również zanotował triple-double, tym samym po raz pierwszy w historii organizacji Thunder dwóch graczy zaliczyło triple-double w jednym meczu. PG#13 zaliczył 47 punktów, 12 zbiórek i 10 asyst, trafiając przy okazji 8/13 zza łuku. Po prostu kosmita.

źródło:YouTube/FreeDawkins

Jak wskazuje na to występ dwójki liderów, Thunder mieli ten mecz pod kontrolą. Blazers tylko na starcie wyszli na jednopunktowe prowadzenie, ale generalnie przez całe spotkanie to OKC kontrolowali przebieg rozgrywki. Damian Lillard starał się jednak nawiązać walkę – zdobył 31 oczek, 7 zbiórek i 6 asyst. Niestety – albo jeden, albo drugi. CJ McCollum rzadko gra dobry mecz razem z Lillardem i dziś mocno pudłował – zdobył 13 punktów, trafiając 5/20 z gry i 1/7 za trzy.


Mecz Raptors z Nets był zaskakująco wyrównany – prowadzenie żadnej z ekip ani razu nie przekroczyło 8 punktów przewagi, a spotkanie rozstrzygnęło się dopiero game-winnerem Kawhi Leonarda. W końcówce Allen Crabbe trafił dwie trójki z rzędu i doprowadził tym samym do remisu, a na 50 sekund przed końcem trójka D’Angelo Russella wyprowadziła Nets na prowadzenie 125:122. Na 36 sekund do końca trójkę trafił jednak Danny Green, a po spudłowanym rzucie Harrisa piłka trafiła ponownie w ręce Raptors. Na 4 sekundy przed końcem Kawhi oddał celny rzut, który jak się okazało, doprowadził Toronto do zwycięstwa.

W całym meczu Kawhi liderował zespołowi i po kilku słabszych występach zaliczył 30 punktów i 8 asyst. Kolejne 18 punktów i 12 zbiórek dodał Serge Ibaka, a 17 oczek dorzucił Pascal Siakam. Marc Gasol wciąż pozostaje rezerwowym – wszedł na 22 minuty, zdobywając 16 punktów, 6 zbiórek i 2 asysty, grając na naprawdę dobrej (jak na jego ostatnie standardy) skuteczności 7/9 z gry. Wciąż jednak nie zna wszystkich założeń taktycznych – tych boiskowych, jak i nie do końca boiskowych:

Liderem Nets był D’Angelo Russell z dorobkiem 28 punktów, 7 zbiórek i 14 asyst, ale nie tylko on trzymał Nets w grze do samego końca. Świetnie zagrał też Joe Harris, który zdobył 24 punkty i trafił wspaniałe 7/8 za trzy, oraz wchodzący z ławki Allen Crabe, który zdobył 22 oczka , trafił 6/10 zza łuku, w tym dwa rzuty w końcówce, które mogły dać Nets szansę na wygraną.


To już 30. mecz Jamesa Hardena, w którym zdobywa przynajmniej 30 punktów – przy okazji Rockets pokonali też Mavs. Nie obyło się bez problemów – Harden zmaga się z kontuzją barku, przez którą jego skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Ostatecznie zdobył 31 punktów, 8 zbiórek, 7 asyst i 5 przechwytów, trafiając 9/23 z gry, ale tylko 4/13 w pierwszej połowie. Koniec końców Rakiety nie dały Mavs żadnych szans i mecz okazał się jednostronny.

Hardena wspomogli tej nocy koledzy – Chris Paul zdobył 17 punktów i 11 asyst, dokładając 5/10 zza łuku. Kolejne 18 punktów zdobył Eric Gordon, a 19 z ławki dorzucił Gerald Green. Dallas prowadził oczywiście Luka Doncic, który uzbierał 21 punktów, 10 zbiórek i 8 asyst, trafiając jednak tylko 2/9 za trzy. Poza Dociciem trudno szukać pozytywów.


Bucks bez większych problemów ograli lokalnych rywali z Chicago. Bez Giannisa w meczu z Orlando Bucks praktycznie nie istnieli – dziś z Giannisem znów byli tymi samymi Bucks z pierwszego miejsca w konferencji. Antetokounmpo zdobył 29 punktów, 17 zbiórek, 8 asyst i 3 bloki, trafiając bardzo dobre 9/13 z gry. Szwajcarski scyzoryk, tylko że grecki

źródło:YouTube/House of Highlights

Kolejne 19 punktów dorzucił jego etatowy sidekick Eric Bledsoe. Dobry mecz mógł zagrać Brook Lopez, ale z ośmiu oddanych trójek trafił tylko jedną. Jako środkowy, oddaje w drużynie Bucks najwięcej trójek – co mecz rzuca ich średnio 6,4. Drugi Middleton oddaje ich 6, a kolejny Bledsoe już tylko 4,9.

Dla Chicago imponująco zagrał duet Markkanen & LaVine. Pierwszy z nich zdobył 20 punktów i 17 zbiórek (chociaż tylko 1/7 za trzy w pojedynku z Lopezem), a drugi 27 punktów , 5 zbiórek i 7 asyst.


Pacers są rozpędzeni – mają najdłuższą w lidze serię 6 wygranych i – nie uwierzycie – są 5. zespołem w całej lidze pod względem bilansu, a trzecim w konferencji wschodniej. Dziś pokonali na własnym parkiecie nieskutecznych Hornets. Drużyna z Charlotte trafiła 17% swoich trójek i tylko 32% rzutów z gry, ostatecznie rujnując tym swoje szanse na sukces w tym starciu. Kemba Walker zdobył co prawda 34 punkty i 9 zbiórek, ale on też nie trafiał najlepiej – 4/12 z dystansu to przeciętny wynik. Chociaż oczywiście lepszy niż 0/7 Batuma, albo 1/8 Lamba. Dla Pacers najwięcej, bo 18 punktów, zdobył Myles Turner, dokładając do nich 8 zbiórek, 3 przechwyty i 3 bloki. Debiut w barwach Pacers zaliczył Wesley Matthews, wchodząc od razu w pierwszym składzie – zdobył jednak tylko 8 punktów, trafiając 2/10 z gry.


Lou Williams przeszedł samego siebie, zdobywając z ławki rezerwowych aż 45 punktów, trafiając 13/25 rzutów z gry. To jednak nic nie dało i Wolves tak czy inaczej ograli Clippers, nawet pomimo absencji Wigginsa z powodu choroby. Rewelacyjny run na przełomie drugiej i trzeciej kwarty dał Minnesocie przewagę wysokości 23 punktów, której nie mogli już roztrwonić.

źródło:YouTube/LA Clippers

Wolves do zwycięstwa poprowadził duet Towns & Rose. Ten pierwszy zdobył 24 punktu i 10 zbiórek, a drugi z ławki zdobył 22 punkty i 6 asyst. Bardzo dobrze zagrał też Jeff Teague na 19 punktów i 10 asyst, a kolejne 19 punktów dodał Dario Saric. W LAC dobrze spisywała się tylko ławka – poza Williamsem dobrze zagrał Harrell, który uzbierał 18 punktów, 12 zbiórek i 6 asysty, oraz Landry Shamet i JaMychal Green, którzy dorzucili kolejno 15 i 11 oczek.


Heat dali się ograć Nuggets, po tym jak zespół z Colorado zdobył 35 oczek już w pierwszej kwarcie. Lśnił oczywiście Nikola Jokic, który zdobył 23 punkty i 10 zbiórek, ale przy tylko 4 asystach popełnił aż 7 strat. Kolejne 23 punkty dołożył Malik Beasley. Dla Heat 15 punktów zdobył Justise Winslow, który jednak mógł zgarnąć ich więcej, gdyby nie skuteczność – trafił 6/16 z gry. Kolejne 14 oczek dołożył wchodzący z ławki James Johnson.


Drummond ma swój najlepszy okres w tym sezonie – tym razem zdobył 32 punkty i 17 zbiórek, prowadząc Pistons do zwycięstwa nad Wizards. Świetnie zagrał również Blake Griffin, który zdobył 31 punktów, 9 zbiórek i 9 asyst. Dla Wizards świetnie zagrał Bradley Beal, który zanotował 32 punty i 10 asyst. Kolejne 24 punkty zdobył Bobby Portis, a 23 Trevor Ariza. Ciekawostka – pomimo zdobycia okrągłego 0 punktów, w drużynie Pistons to Lanston Galloway miał zdecydowanie najwyższy plus/minus na poziomie+18.

źródło:YouTube/House of Highlights


Po bardzo wyrównanej końcówce Cavs pokonali Knicks w derbach biedy NBA. Nowojorczycy spudłowali trzy trójki pod rząd żeby nie wygrać tego spotkania w końcówce. Cavs do chwalebnego zwycięstwa poprowadził Collin Sexton z dorobkiem 20 punktów. Znów zagrał Kevin Love – zdobył 14 punktów i 9 zbiórek w 15 minut gry. Liderem Knicks z linijką 25 punktów, 3 zbiórek i 6 asyst był Kadeem Allen, koszykarz NBA.

Kopiuj link do schowka