Switche, półdystans i trójki z rogów – spostrzeżenia po pierwszym meczu Finałów

Switche, półdystans i trójki z rogów – spostrzeżenia po pierwszym meczu Finałów

Switche, półdystans i trójki z rogów – spostrzeżenia po pierwszym meczu Finałów
Photo by Nathaniel S. Butler/NBAE via Getty Images

Zdjęcie z okładki tego artykułu jest bardzo, bardzo nieprzypadkowe. Spójrz na nie. Fotograf, niczym w programie przyrodniczym czytanym głosem Czubówny i Attenborough jednocześnie, uchwycił moment polowania. Chris Paul, przyczajony z piłką w gęstej trawie półdystansu, rzuca (się do gardła), a jego ofiarą pada Brook Lopez na jego długich, sarnich nogach. W przyrodzie jest zazwyczaj tak, że zwierzyna ucieka przed łowcą, chowa się przed nim. W tym przypadku było zupełnie inaczej. Brook Lopez z uporem maniaka wychodził zagrożeniu na przeciw, a Chris Paul jadł, i jadł, i jadł…

Ale o tym za chwilę. Zacznijmy od spraw nadprzyrodzonych. Giannis Antetokounmpo.

Status lidera Bucks na kilka godzin przed meczem zmienił się z ‘doubtful’ na ‘questionable’. Grek wyszedł na przedmeczową rozgrzewkę, która miała zadecydować o tym, czy ostatecznie zagra w pierwszym spotkaniu Finałów NBA. Ostatecznie zagrał. Żeby mieć świadomość, jakim gumowym wybrykiem natury jest Giannis, przypomnijmy sobie, co stało się z jego nogą dwa mecze wcześniej, czyli niecały tydzień temu:

Ale to tylko tytułem wtrącenia. Pierwszy mecz to dobra okazja do tego, żeby przereagować kilka taktycznych motywów, które pojawiły się na parkiecie – ewentualnie przeanalizować i wyciągnąć jakieś wnioski na kolejne starcia.

Bohaterem Suns był oczywiście Chris Paul, który wyglądał naprawdę świeżo. Jego linijka 32 punktów i 9 asyst jest bardzo imponująca, jednak nie jest do końca tak, że Bucks bardzo utrudnili mu zadanie. Mike Budenholzer wystawił bardzo odważną, agresywną defensywę, której podstawą były switche, zmiana krycia. Zmiana krycia na każdej zasłonie – także tych z udziałem Brooka Lopeza jako broniącego podkoszowego. Oznaczało to tyle, że Chris Paul wielokrotnie kończył w akcji 1 na 1 przeciwko większemu, ale znacznie wolniejszemu i mniej zwrotnemu Lopezowi, nad którym po prostu rzucał. Highlighty CP#3 z tego meczu to po prostnic innego, jak jego przegląd pojedynków z podkoszowymi Bucks.

Effort Bucks nie kończył się jednak na zmianie krycia i rzuceniu w stronę Lopeza frazy ‘teraz sobie radź’. Milwaukee, świadomi zagrożenia, jakie stanowi Paul na półdystansie, skupiali pobliskich obrońców, by zagęścić pole gry i utrudnić Paulowi znajdowanie pozycji rzutowych. Wyglądało to mniej więcej w taki sposób:

Głównym zadaniem było odcięcie miejsca zawodnikowi z piłką. Generowało to wiele otwartych pozycji dla strzelców na dystansie – powyżej Jae Crowder i Mikal Bridges korzystają na grawitacji, jaką tworzy ich rozgrywający z piłką w rękach. Podobnie rzecz miała się, kiedy pick’n’rolla rozgrywał Devin Booker. Nawet jeśli nie pamiętasz/nie oglądałeś, to widząc poniższą klatkę, domyślisz się raczej, jak skończyło się to posiadanie:

Ostatecznie ofensywa Suns nie dostała wiele od swoich obwodowych strzelców off-ball. Jae Crowder nie trafił żadnej z 5 oddanych trójek – generalnie zawodnicy oprócz Paula i Bookera trafili łącznie tylko 6/19 zza łuku. Sam Devin Booker trafił 1/8, ale dwie z tych prób to były rzuty z połowy na koniec kwarty, a pozostałe to jednak trochę inne rzuty, które wymagały od niego tego chociaż jednego, czy dwóch kozłów. Stosunkowo rzadko Suns z Paulem i Bookerem na parkiecie grają te akcje z Bookerem wychodzącym off-ball po zasłonie, pokazując się do piłki, jak tutaj:

Ostatecznie ofensywa Suns w dużej mierze sprowadzała się do ‘raz ty, raz ja’ pomiędzy Chrisem Paulem a Devinem Bookerem. Było to skądinąd skuteczne, więc nie ma tu w stronę trenera Monty’ego Williamsa większego zarzutu. No i co warto wspomnieć, na tle switchujących Bucks, Deandre Ayton wyglądał jak potwór. Podczas gdy rosły Brook Lopez uganiał się za kozłującymi, Ayton lądował z jakimś guardem na plecach, co skrzętnie wykorzystywał. Jego 22 punkty na skuteczności 8/10 z gry i 19 zbiórek, to czysta dominacja fizyczna:

Bucks też próbowali korzystać ze swojej fizyczności. Nie jednak jako głównej broni, a narzędzia umożliwiającego znajdowanie otwartych pozycji. Tak, jak w zeszłym sezonie Bucks przechodząc do ofensywy ustawiali się w klasyczne 5-0 ze wszystkimi zawodnikami na obwodzie (co pozwalało grającemu częściej na piłce Giannisowi dostawać się z nią pod obręcz), tak w tym sezonie system ten przerodził się w 4-1. Ten jeden zawodnik w szybkim ataku od razu wbiega w okolice obręczy. Takie rozegranie pozwala dwóm innym zawodnikom, dobiegającym do rogów boiska, stanowić większe zagrożenie. Tak miało miejsce w tym przypadku – w pół-kontrataku Lopez zajął dobrą pozycję pod koszem, z której kiedy dostanie piłkę, może zdobyć łatwe punkty:

Deandre Ayton, który nie zdążył zając dobrej pozycji, potrzebuje pomocy. Jako że dwóch pozostałych zawodników Milwaukee jest jeszcze stosunkowo daleko przy środku boiska, pomoc musi nadejść z któregoś ze skrzydeł. Tak też stało się w tej akcji:

Ta konkretna akcja pokazana na screenshocie zakończyła się akurat stratą, ale dobrze obrazuje ona, w jaki sposób Bucks otwierają pozycje w rogach boiska za pomocą gry do obręczy. Trzeba przyznać, że zdało to egzamin. W rzutach za trzy zespół z Wisconsin zdecydowanie przeważał, trafiając ich łącznie 16/26, co daje naprawdę dobre 44,4%. To trafienia z dystansu pozwalały w drugiej części meczu myśleć jeszcze o ewentualnym odrobieniu strat.

Sporą część trójek Milwaukee zdobył Khris Middleton – trafił on aż 5/12, co sumarycznie jest dużą liczbą prób. To także były trójki wynikające z dostawania się z piłką pod obręcz. Często jednak było to dostawanie się tam Jrue Holiday’a – nie podaniem, a kozłem. Linijka statystyczna Jrue wygląda na kiepską, ale nie był to tak zły mecz w jego wykonaniu. Sam zdobył tylko 10 oczek, mierząc się z agresywnie zagęszczającą środek obroną Suns. Jego 9 asyst ma jednak wymowę.

W tej akcji widać koncept obrony Suns – trzech zawodników wychodzi na przeciw Holiday’a, nie pozwalając mu dostać się do środka, skąd mógłby oddać łatwy rzut. Stoją w swego rodzaju strefie, gdzie dwóch pozostałych (w tym wypadku Ayton i Crowder) stanowi drugą linię obrony, pilnującą obręczy – każdy z nich gotów dojść z podwojeniem. Pilnowany przez jednego z nich Brook Lopez często zostaje jednak w takiej sytuacji niepilnowany w rogu boiska:

Strefę, którą ustawiali Suns, skrzętnie wykorzystywał właśnie Lopez, czyhający jak pająk w piwnicy – w narożnikach. Tu doszło do połączenia motywów Lopeza znajdowanego na obwodzie i piłki posyłanej w centrum, mającej ściągnąć podwojenie. Giannis dostaje się gdzieś w serce strefy Suns, gdzie zamierza złapać piłkę:

Obrońcy Suns źle się skomunikowali – zarówno Crowder jak i Booker początkowo ruszyli w stronę szeroko ustawionego Lopeza, ignorując zostającego sam na sam z koszem Giannisa:

Koniec końców, jakiejkolwiek decyzji by nie podjęli, albo odpuściliby jednego zawodnika na dogodnej dla niego pozycji do zdobycia punktów, albo przynajmniej ktoś z nich musiałby bronić przeciwko mającemu wyraźną przewagę zasięgu i siły Antetokounmpo przy samej obręczy. Takie akcje z reguły nie kończą się najlepiej dla obrońcy.