Paul Scruggs popełnił duży błąd
Paul Scruggs i jego przedwczesna decyzja o podjęciu akcji rzutowej na 7-8 sekund przed zakończeniem derbowego spotkania okazała się bardzo kosztowna. Trener Mikko Larkas tuż po meczu rozmawiał z zawodnikiem, który przyznał, że popełnił błąd. Rywale z Gdyni też byli mocno zaskoczeni całym obrotem spraw.
Trener Mikko Larkas – po niecelnym rzucie Milana Barbitcha na 20 sekund przed końcem meczu – nie poprosił o czas, mimo że miał jeszcze jeden do dyspozycji. Fin jest znany z tego, że nie lubi za często brać przerw na żądanie. Usłyszeliśmy, że trener już z perspektywy boiska zaordynował zagrywkę (akcja na Kaspra Suurorga, który wykończył poprzednią akcję), na dodatek nie chciał, by rywale mogli zorganizować się w obronie.
-
AMW Arka Gdynia
-
Energa Trefl Sopot
-
AMW Arka Gdynia72 głosów
-
Energa Trefl Sopot108 głosów
Finalnie wyszło źle. Paul Scruggs zaczął akcję bardzo wcześnie. Na 10 sekund przed jej końcem ruszył w stronę kosza. Nie trafił i dał rywalom wystarczająco dużo czasu na odpowiedź. Jakub Garbacz przekozłował piłkę na pole ataku i oddał ją do Kamila Łączyńskiego, który trafił równo z końcową syreną. Cudowne trafienie, o którym będzie mówiło się latami. „Marszałek” utonął w objęciach kolegów, którzy po raz drugi – w tym sezonie – cieszyli się ze zwycięstwa w Derbach Trójmiasta. W Sopocie smutek, rozczarowanie i złość. Mieszały się ze sobą te uczucia. Niedosyt pozostał olbrzymi.
– Ostatnia akcja była zaplanowana na Kaspra Suurorga, który wcześniej trafił. Mieliśmy zagrać podobną akcję. Ostatecznie Kasper oddał piłkę do Paula Scruggsa, który podjął akcję za wcześnie. Daliśmy rywalom szansę na wygranie meczu. Myślę, że to było niedojrzałe zagranie. Rozmawiałem krótko z Paulem po zakończeniu spotkania. Każdy z nas popełnia błędy i on o tym wie. To jest zawodnik, który widzi okazję, a nie zagrożenie i myślał, że może wygrać ten mecz. Trzeba grać z odwagą, ale też mądrze. Uważam, że tutaj odwaga wzięła górę. Chcę też podkreślić, że o wyniku nie zdecydowała ostatnia akcja. Jest wiele rzeczy, które mogliśmy zrobić inaczej i wygrać ten mecz wcześniej. Ja – jako trener – też mogłem spisać się lepiej – mówi nam Mikko Larkas, trener Energi Trefla Sopot.
Rywale mocno zaskoczeni. Larkas wprost: graliśmy za wolno
Trener Mantas Cesnauskis był mocno zaskoczony decyzją Scruggsa. Spodziewał się, że Trefl będzie grał do samego końca, a w najlepszym wypadku – dla jego zespołu – będzie dogrywka. Po zwycięskim rzucie Kamila Łączyńskiego nie ukrywał swojej wielkiej radości. To było bardzo ważne zwycięstwo dla Arki w kontekście mentalnego przełamania i budowania pozycji w ligowej hierarchii.
– W takich sytuacjach drużyny zawsze grają do końca. Myślałem, że Trefl wygra mecz lub będzie dogrywka. Scruggs za szybko zaczął akcję, poczuł, że może zdobyć punkty. Była to prawie dobra akcja, ale piłka wypadła z kosza. To nam pomogło, bo mieliśmy czas na przeprowadzenie akcji – uważa Mantas Cesnauskis.

– Byliśmy zaskoczeni, że Paul Scruggs tak szybko rzucał, nastawiliśmy się że odda rzut w ostatniej sekundzie regulaminowego czasu gry – wtóruje mu Jakub Garbacz.
To właśnie Garbacz podał piłkę do Łączyńskiego. To była jedyna asysta Polaka w tym meczu. Jak widział tę akcję ze swojej perspektywy?
– Byłem osaczony przez trzech zawodników. Wyskoczyłem i zobaczyłem, że wolny z podniesionymi rękami jest Kamil Łączyński. Oddałem piłkę do niego. Kamil wszystkim podaje dookoła, więc cieszę się, że raz mogłem mu się odwdzięczyć, choć podanie nie było zbyt dokładne. To nie jest jeszcze moja specjalność. Duże ukłony dla niego. Wykonał kapitalną akcję – odpowiada.
Trener Trefla, Mikko Larkas, nie ukrywa, że jego zespół w tym meczu nie grał zgodnie ze swoją tożsamością i zasadami. To była wolno grająca drużyna, która nawet nie przekroczyła bariery 80 punktów (Trefl ma jeden z najlepszych ataków w lidze, na dodatek uwielbia grać szybko).
– Można powiedzieć, że doświadczenie zwyciężyło. Prowadziliśmy 7 punktami i nagle zapomnieliśmy, jak się gra w koszykówkę. Straciliśmy piłkę cztery razy w sześciu ostatnich posiadaniach piłki, a ostatni rzut był oddany zdecydowanie za wcześnie. Musimy być bardziej dojrzali. Nie był to dobry występ naszej drużyny. Nie byliśmy sobą. Graliśmy zdecydowanie za wolno, w spacerowym tempie. Uważam, że daliśmy sobie narzucić narrację Arki, która lubi zorganizowaną koszykówkę. Myślę, że to jeden z głównych powodów, dla których przegraliśmy mecz. Za bardzo analizowaliśmy, co oni robią w obronie. To nie był nasz styl gry. Musimy się szybko poprawić – uważa Mikko Larkas.
Energa Trefl Sopot już w piątek może zrehabilitować się przed własnymi kibicami. Żółto-czarni zagrają u siebie z MKS-em Dąbrowa Górnicza. To będzie „Mecz Kaszubski”. Na trybunach może zasiąść nawet dziewięć tysięcy kibiców. Będzie to rekord frekwencji tego sezonu w ORLEN Basket Lidze.